Zostało mi do przeczytania 15 tomów Conana z Hachette, ale jakoś nie mogę się zabrać (też tak macie?)Mnie zostało chyba 57 ::)
Ja ostatnio łyknąłem to co w podpisie. Czeka teraz na mnie Buddy Longway i W tajemniczym ciemnym lesie. Wtedy będę na bieżąco i zacznę rozglądać się co dalej.
https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=43360
:)
Obiecuję sobie, że w końcu nadrobię Swamp Thing Moore'a, ale fajnie byłoby to mieć to w jakimś ludzkim wydaniu, pewnie coś w rodzaju Absolute, a tu już wchodzą tematy typu cena/dostępność...Sobie nie obiecuj tylko bierz się za to. Jak chcesz absoluty to pewnie drogo wyjdzie ale wydanie Egmontu jest niezłe. No i oryginalny tekst Moore'a jest naprawdę trudny - dużo (pseudo)naukowych terminów i sama narracja też w stylu pana z długimi włosami.
Swamp thing bronze age vol. 3, czyli początek serii, którą przejął Moore (w 20 numerze się to stało). Jak skończę to będę miał przeczytane wszystko z bagniakiem od początku do końca Moore'a.Właśnie biorę się za Bagniaka Moore'a. Przeczytałem ciekawy wstęp Weina o początkach serii i będę leciał tak 1 zeszyt dziennie w trakcie dojazdu do pracy.
Na razie relaksuję się przy adaptacji Lema po ostrym koszeniu trawy. :D
Ja jestem właśnie po Lucyferze i Sandmanie.
Zaczynam Prometheę, chyba jedyny Moore wydany w PL, którego jeszcze nie czytałem, mam bardzo wysokie oczekiwania, bo lubię te jego odjazdy bardziej nawet niż klasyczne fabuły.
zawsze tak robię z każdą serią po kupnie nowego tomu, że lecę z całością od początku i wcale mi się to nie nudzi - przede mną jeszcze osiem tomów
Crisis Zone Hanselmanna ..
Nigdy nie przypuszczałem, że przygody ekipy mnie ... zmęczą. (...)
Kupiłem w poniedziałek w antykwariacie na Piotrkowskiej w Łodzi i skończyłem przed chwilą. Zawsze myślałem, że nigdzie nie ma tylu księgarń i antykwariatów co w Krakowie. Tymczasem na samej Piotrkowskiej jest tego jakaś kosmiczna ilość i do tego świetnie zaopatrzona.
Moja przygoda z cyklem W poszukiwania ptaka czasu (zwanego w pierwszym wydaniu Pelissą od imienia głównej bohaterki) rozpoczęła się jakoś w wieku ośmiu lat.
Sapiens. Opowieść graficzna t.1: Narodziny ludzkości - o komiksie dowiedziałem się dopiero we wrześniu. Ktoś na forum napisał opis, który mnie zaciekawił. I okazało się, że trafnie. Dzięki, (niestety zapomniany) forumowiczu!
Sapiens to komiks napisany na podstawie popularnonaukowej książki "Sapiens" Yuval Noah Harariego. Zawiera pretekstową fabułę wykorzystaną do przedstawienia w ciekawy sposób historii ludzkości. A okazuje się to bardzo ciekawe. Zaczynamy od wyjaśnienia, z lekka filozoficznego, skąd się bierze cywilizacja, idziemy przez przedstawienie zalążków społeczeństwa czyli rodziny (i tego, jak różna była ich struktura), kultury i religii. A kończymy na czarnej stronie ludzkości.
To wszystko tylko początek, bo dalsze etapy rozwoju ludzkości zobaczymy w kolejnych dwóch tomach. Drugi w listopadzie, a na trzeci musimy poczekać do przyszłego roku, bo wtedy zostanie narysowany.
No, ten Blade Runner 2019 jest naprawdę super. Jego największą zaletą jest to, że tak znakomicie oddaje klimat filmów. Czułem że to ten sam świat. Mocne 8/10.Historia jest zamknięta w tym tomie, czy trzeba czekać na Blade Runnera 2029?
Czyli jak tytuł. Gorsze od S.?
Historia jest zamknięta w tym tomie, czy trzeba czekać na Blade Runnera 2029?Zamknięta. To są 3 miniserie po 4 zeszyty, które się łączą i kończą się właśnie pod koniec tego integrala. Ciężko powiedzieć co może być dalej. Historia jest zamknięta.
Przyznam kolegom, ze zgrzeszylem i sciagnalem z netu nielegalna translacje komiksu, ktorego upolowanie w komplecie, w dobrym stanie jest praktycznie niemozliwe. To znaczy jest, ale to koszt zdrowej nerki, wiec mam nadzieje, ze nie zlinczujecie. A co czytam? DEN Richarda Corbena. Chcialem to przeczytac od dawien dawna i w koncu znalazlem. Ale to zajebiste! Corben to klasa sama w sobie, wiec wszyscy ktorzy wiedza o co chodzi - wiedza o co chodzi. Bardzo oryginalne, momentami smieszne, momentami straszne, brutalne, a przede wszystkim nieprzewidywalne - w taki sposob mozna opisac przygody Dena w fantastycznym swiecie Nowherwhere. Czytam i jaram sie jak mlode, buzujace testosteronem, podrostki widzace pierwszy raz w zyciu gola babe. Super rzecz. I tylko szkoda, ze pewnie nigdy nie bede mial przyjemnosci posiadania tego w wydaniu papierowym.
6 błędów najczęściej popełnianych przez początkujących rysowników komiksowych można również przeczytać na issuu. Tak, to bardzo dobra rzecz!
https://issuu.com/tomaszbuc/docs/6_b____d__w_pl
Crisis Zone Hanselmanna ..
Nigdy nie przypuszczałem, że przygody ekipy mnie ... zmęczą. Komiks jest duży, gruby i zawiera jedną historię. Niestety ten format sie chyba nie do końca sprawdza w tym przypadku. Scenariusz to już nie kameralne opowiastki a przesadzony, karykaturalny splot coraz to mniej wiarygodnych wydarzeń. W sumie rozczarowanie.
Właśnie przeczytałem skanlacje tomu 3 serii "Marine".Dziękuję za info. Jestem właśnie w trakcie lektury 3 tomu. Cieszy mnie ten powrót do "Marine" po 30 latach. :)
Okazuje się, że miesiąc temu ktoś wrzucił do sieci całą serię po polsku (czyli tomy 3-9).
Wreszcie, po 30 latach będę mógł dokończyć lekturę serii, którą rozpoczął Pegasus!
A "Życie..." - każda strona to niespodzianka graficzna. Scenariusz to niesamowicie wciągająca i bardzo ciekawie podana historia czegoś, o czym miałem mgliste pojęcie i co do tej pory raczej nie wydawało mi się ciekawe. Sztos!
Czytam sobie "Życie i czasy Charliego Chan Hock Chye" i jak mi się wcześniej wydawało, że mam już swój komiks roku wybrany, tak teraz znowu zrobiło się zamieszanie na podium. Choć pewne jest jedno - Mandioca wygra. A "Życie..." - każda strona to niespodzianka graficzna. Scenariusz to niesamowicie wciągająca i bardzo ciekawie podana historia czegoś, o czym miałem mgliste pojęcie i co do tej pory raczej nie wydawało mi się ciekawe. Sztos!
Pierwszym moim komiksem tak chwalonego Taylora został Hellblazer i ....w moim przypadku zaliczył falstart. Słabizna, nie warto.Wg mnie jest lepsze niż to co było w runie Azzarello na przykład. Ale, że nie jest to arcydzieło, to fakt.
The Butchery - Basien Vives Niech wróci Vives z czasów Za Imperium. Poproszę.
Choć podejrzewałem, że może to błąd, skuszony promką na Ceneo nabyłem wielkie tomiszcze Doktor Strange. Przeczytałem tak około 1/4 komiksu i dalej nie potrafię, zęby aż bolą. To nie dla mnie, nie dostrzegam w tym komiksie NIC wartego uwagi, ani na poziomie rysunku, ani scenariusza. Rozumiem, że komiks adresowany był dla młodego odbiorcy, że twórcy byli pionierami, a my dziś jesteśmy rozpieszczani kolejnymi Moore`ami, Morrisonami czy Gaimanami, ale scenariusze są straszne, prostackie wręcz, brakuje choćby odrobiny drugiego dna, jakiejś przewrotności czy choćby humoru jak np. w Muminkach. I ten manieryczny Stan, który w posłowiu chwali się jak to wymyślił zaklęcie: "na moc Vishanti". Straszne
Odbiłem się skutecznie.
Interesujące, a ile tych den zauważyłeś w piątym tomie All-New X-men, szóstym Uncanny Avengers czy trzecim Action Comics?Żadnych. Nie czytałem.
Odpaliłem Marvel Unlimited i zacząłem czytać "Ultimate X-men". Po 20-kilku zeszytach stwierdzam, że podjąłem słuszną decyzję. Zdecydowanie nie potrzebuję mieć tego w papierze :)
Takie sobie czytadło niczym niewybijające się ponad przeciętne superhero. Denerwują nieustanne zmiany rysowników. Od realistycznych, przez bardzo cartoonowe, po nawet nieco mangowe. Totalny rozstrzał. To mocno wybija z rytmu.
Niestety ostatnio mam 5 minut dziennie na komiks, więc pewnie będę czytał do lutego, ale...
The City of Belgium (Jest zabawa) Evensa.
Jak na razie jestem zachwycony. Absolutnie cudowny. Rysunek jest wręcz oszałamiający i przyłapałem się na długim studiowaniu stron żeby nie przegapić smaczków i rozkoszować się trochę bardizej niz zwykle. A i czyta się świetnie. Dawno nie miałem takiej podjarki komiksem.
A ja jestem na komiksowym detoksie. Od paru tygodni nic nie mam do czytania. Czekam na dostawy blackfridayowe z NSC (Pacjent, zabij albo zgiń, snow blind) oraz gildii, m.in.: Styks, SOS dla szczęścia, Iliada.Po kilkutygodniowym poście rzuciłem się na dostawę z NSC i wciągnąłem przy weekendowych meczach zabij albo zgiń, snow blind, pacjenta (jest pod koniec top10 tego roku). Teraz czekam na Mort cinder, mity cthulhu i Pawełka Pionokio i na gildię gdzie chyba coś się zblokowało.
A trzeba znać Krucjatę żeby później przejść do Anihilacji, czy można sobie darować?
Można odpuścić, praktycznie się nie wiążą.Praktycznie się wiążą tylko Egmont tego nie wydał, ale Krucjaty nie trzeba czytać, żeby zrozumieć Anihilację.
Dodali naklejkę do wymiany błędnego kadruPrzegapiłem, skąd można pobrać naklejkę???
Przegapiłem, skąd można pobrać naklejkę???
Pan Liscionosz przyniosl mi przed chwila pierwszy tom The Department of Truth z Image comics. Mialem chwilowo nie wchodzic z zadne nowe serie, ale ta jest cholernie intrygujaca i nie moglem sie oprzec. Dzis wieczorem zamierzam sie za niego zabrac i powiem szanownym kolegom, ze jesli ten komiks jest choc w polowie tak dobry jak dobrze wyglada, to zapowiada sie kawal dobrej lektury. Miks Sienkiewicza, Macka i McKeana. Dawno nie widzialem czegos tak zajebiscie narysowanego od Image.NSC ma to wydać 26 stycznia. Daj znać jak podeszło Ci fabularnie, bo rysunki faktycznie odjechane na maxa :D
Fistaszki z lat 80. Im więcej Snoopy'ego, tym lepiej.
DonT, namowiłeś na zakup a na Twoich rekomendacjach jeszcze się nie zawiodłem
Przyszła promocyjna paczka z gildii, więc lecę po kolei. Wziąłem się za Stworzyć komiks McClouda (co w sumie nie uważam za komiks, ale bawię się dobrze). Wzięło mnie trochę na starocie i w kolejce czekają Ramiro, Ringo, Lester Cockney. A chodzą mi jeszcze po głowie Luc Orient czy Bernard Prince.To musiała być spora paczka :)
U mnie w weekend poszedł na tapetę Szósty Rewolwer (wszystkie tomy).Tak na przyszłość: bierze się coś na tapet (rodzaj stołu, przy którym obradowali państwowi oficjele), a nie tapetę.
Bouncer ze Scream Comics.Im dalej w las tym lepiej :) Ja dosłownie wczoraj zakończyłem serię i ostatni cykl uważam za najlepszy.
Im dalej w las tym lepiej :) Ja dosłownie wczoraj zakończyłem serię i ostatni cykl uważam za najlepszy.Ten bez Jodo? Właśnie jego jeszcze nie czytałem. Ale poprzedni czyli Do piekła i z powrotem podobał mi się faktycznie jeszcze bardziej niż wcześniejsze.
Nie wiem jak to inni robią, że z paczki potrafią później utworzyć stos przyprawiając mnie o stan przedzawałowy (częściowo z zazdrości a częściowo z obawy czy przy fotografowaniu nie ucierpiał żaden komiks).A tu racja. Zupełnie nie rozumiem takiej uwagi o stan i reklamowaniu każdego najmniejszego obicia, a potem układaniu z tych mintów metrowych stosów do zdjęć, przy czym nie raz na samym dole umieszczając miękkie oprawy czy małe formaty.
Tak na przyszłość: bierze się coś na tapet (rodzaj stołu, przy którym obradowali państwowi oficjele), a nie tapetę.
Ten bez Jodo? Właśnie jego jeszcze nie czytałem. Ale poprzedni czyli Do piekła i z powrotem podobał mi się faktycznie jeszcze bardziej niż wcześniejsze.Tak właśnie ten :) Mamy kontynuację jednego z wątków z poprzedniego cyklu, a w centrum uwagi jest Panchita, dziewczyna przygarnięta przez Bouncera pod koniec albumu 9. Swoje momenty mają również Job oraz Yin Li, którzy okazują się bardzo zaradnymi kompanami Bouncera. Kawał sprawnie napisanego westernu, znowu mamy sporo przemocy i parę brutalnych szwarccharakterów.
Jeśli ktoś ma czas i ochotę to może się pokusić o przeczytanie w porządku chronologicznym podanym na fr wiki https://fr.wikipedia.org/wiki/Thorgal#ChronologieCiekawie, po 40. tomie (jeśli zamknie się to jako dyptyk z Neokorą) zamierzam "zamknąć" serię, więc przeczytam sobie całość zgodnie tą rozpiską chronologiczną - zobaczymy jak to wyjdzie ;)
Cartland 1 Kolejny western, który okazał się dobrym wyborem, ale pozostawia mieszane uczucia. Mam jednak ochotę na kolejny tom, ale czy seria zostanie dłużej na półce do powtórzenia lektury - tego jeszcze nie wiem.
Shadows On The Grave Corbena, ktoś tu na forum polecał, więc spróbowałem, tym bardziej że Duchy zmarłych też mi podeszły. To był dobry wybór.
Też akurat czytam i trochę wkurza mnie ten gruby papier, ciężko się ten komiks rozkłada i lubi się sam zamykać. Tyle jest nieraz narzekania, a w sumie dużo wygodniej czyta mi się Egmonty.A to prawda akurat, że to trochę nieporęczne do czytania, niemniej zabawa wynagrodziła mi te niedogodności.
Skończyłem po raz drugi Universal War One 1 i dalej czyta i ogląda się to zajebiście . (...)
LastMan 7 zmiażdzył i zaorał.
Nie można znając tylko jeden tytuł powiedzieć, że twórczość kogokolwiek jest komuś znana :)No chyba, że ten ktoś ma na koncie jeden tytuł ;)
Nie można znając tylko jeden tytuł powiedzieć, że twórczość kogokolwiek jest komuś znana :)
Tylko jak to ułożyć jak książeczki w poziomie?
No chyba, że po dwie strony na kartkę, ale już sobie wyobrażam jaki wtedy byłby krzyk, że to profanacja ;)
Można zawsze wydać w taki sposób jak "Mroczne sekrety Olimpu" ;)
Tylko jak to ułożyć jak książeczki w poziomie?
No chyba, że po dwie strony na kartkę, ale już sobie wyobrażam jaki wtedy byłby krzyk, że to profanacja ;)
Jest słabe.
Jak wciągnąłem 1-5 momentalnie, tak te kontynuacje z każdą kolejną coraz gorzej się czytało.
Nie czytałem wcześniejszych utworów (w sumie nie jestem pewny czy to jeszcze są komiksy) Sacco.Zdecydowanie inne pozycje od Sacco to są komiksy. Tylko, tak jak w przypadku Hołdu dla ziemi, to są reportaże. Bardzo mocne, opowiadają o wojnie i całym okrucieństwie z tym związanym. Temat niestety zawsze aktualny. Dla mnie Strefa bezpieczeństwa Gorażdże, to jeden z najlepszych komiksów jakie w życiu przeczytałem.
Zdecydowanie inne pozycje od Sacco to są komiksy. Tylko, tak jak w przypadku Hołdu dla ziemi, to są reportaże. Bardzo mocne, opowiadają o wojnie i całym okrucieństwie z tym związanym. Temat niestety zawsze aktualny. Dla mnie Strefa bezpieczeństwa Gorażdże, to jeden z najlepszych komiksów jakie w życiu przeczytałem.
We Francji w wannie zamieszkał im bezdomny, w USA gonią murzynów, za to Kuba super, nasi przyjaciele, a na końcu musi ekipę uratować radziecka łódź i w ogóle u ruskich na końcu super hiper przyjacielska impreza, zlot ogólnoświatowy harcerzy (choć flagi tylko z państw komunistycznych), śpiewy o pokoju itd.
Ostatnio przeczytane:"Ratują"? Cóż za dziwne określnie. Zważywszy na okreś powstania tego komiksu i fakt, że ukazywał się najpierw jako paski to całość jest jak najbardziej równa, spójna, dobrze napisana i absolutnie nie trąci ramotą. Czego się spodziewałeś po przygodówce osadzonej w realiach konkwistadorskich?
Alvar Mayor tom 1: Legendarne miasta – Całkiem niezła przygodówka, ale po tej opowieści oczekiwałem jednak czegoś więcej. Całe szczęście rysunki Enrique Brecci ratują ten komiks (Ta kompozycja plansz, te kadrowanie, ta czerń!).
@NephilimJa nie miałem żadnych oczekiwań względem fabuły, stąd moje wręcz zachwyty ;) Wiedziałem jedynie, że graficznie komiks mnie rozkruszy i tak też się stało.
Przyznaję, określenie rzeczywiście niewłaściwe. Nie chodziło mi o to, że opowiadane historie są słabe, bo są naprawdę dobre, trzymają równy poziom i czytało mi się je przyjemnie. Mój lekki zawód wynikał stąd, że miałem zbyt wysokie oczekiwania względem tego komiksu, a nie stąd, że sam komiks jest źle napisany. Ale na rysunkach się już nie zawiodłem, są niezwykłe.
@Nephilim Bonhome w LL radzi sobie doskonale, ale pokochałem go po The Marquis of Anaon. Świetna kreska + scenariusz Fabiena Vehlmanna. Fajna rzecz.Nie znam tego tytułu. Muszę sprawdzić. Znam za to "Charlotte Impertrice" i jestem oczarowany sposobem w jaki Bonhomme rysuje główną bohaterkę. Śliczności :)
@Nephilim. Od dawna czekam aż ktoś wyda Charlotte w jakimś przyswajalnym dla mnie języku. Podobnie jak Estebana. :'(Wygooglowałem Estebana. Sztos! Tematyka i realia totalnie w moim guście. Rysunki superowe. Egmont mógłby puścić całość Bonhomme'a :-\
Poranek ściętych głów tom 4 - dobrze mi to wchodzi, ale czy tylko mi się wydaje, że wszystkie kobiety w tej serii wyglądają bardzo podobnie?Zgadza sie, kalka, ale to jest problem wielu rysowników, np Sorentino?
Czytał ktoś "Gniew" od wydawnictwa Mandioca? Graficznie wygląda dobrze i bardzo mnie kusi ten tytuł.
Poproszę o ew. opinie bo to jednak ponad stówkę kosztuje i się zastanawiam, żeby brać to w ciemno.
"Dni piasku". Jak kiedyś zobaczyłem zapowiedź, to od razu przyszedł mi na myśl jeden z ulubionych seriali, nieodżałowany "Carnivale". Tematycznie to oczywiście zupełnie coś innego, ale ulokowanie fabuły miejscowo i w czasie (Dust Bowl)...Również przeczytane - niewiele można do tego dodać bez spojlerowania... Może to, że czytając czuło się pod palcami ten piasek... i obwoluta również dopasowana do zawartości.
Przeczytałem. Prosta historia, co wcale nie było jej wadą. Porusza i pozostaje w głowie. Piękne rysunki, i chyba warstwa graficzna jest jednak największą siłą tego komiksu. Równie pięknie wydanego przez NSC. Ciekawym dodatkiem są zdjęcia z epoki i krótkie zarysowanie tła historycznego.
Również przeczytane - niewiele można do tego dodać bez spojlerowania... Może to, że czytając czuło się pod palcami ten piasek... i obwoluta również dopasowana do zawartości.
Sztos! Powstaje/powstał nowy rodzaj komiksu - fabularyzowany dokument ;)
I tak siedząc nad historiami z początku lat 90-tych aż się prosi żeby E. raczył pociągnąć ten motyw sentymentalizmu i choćby równolegle, ale jednak rzucił na rynek zeszyty ilustrowane przez Breyfogle`a.
Przynajmniej dopóki "dziadki" z pokolenia TM-Semic mają najwięcej do powiedzenia, bo najwięcej do wydania. :)
Egmoncie do dzieła! ;)
Znowu nici ze zmniejszania kolekcji, bo teraz muszę dokupić dwie kolejne części.
Znowu nici ze zmniejszania kolekcji, bo teraz muszę dokupić dwie kolejne części.
Legenda Korry - Wojna o wszystko, tryptyk - czy to jest manga, tudzież coś stylizowanego na mangę?Komiks graficznie jest stylizowany na animacje z serialu, którego jest kontynuacją.
Nie czytam mang, stąd moje pytanie ;D - czytając ciągle miałem skojarzenie z serialami japońskimi, którymi telewizja nas "katowała" ze 2-3 dekady temu.
Stray Toasters
Podejrzewam, ze jak wiekszosc kolegow tutaj - z niejednego komiksowego pieca jadlem i myslalem, ze niewiele jest mnie jeszcze w stanie zaskoczyc. Ha! Ten autorski komiks Billa Sienkiewcza otworzyl mi oczy i uzmyslowil jak duzo jeszcze przede mna. Stray Toasters to dziwaczny, cudaczny, a przede wszystkim strasznie creepy tytul o seryjnym mordercy mlodych chlopcow. Poczatkowo jest bardzo chaotyczny oraz wymaga skupienia i powolnego czytania, jednakze im blizej finalu, tym bardziej wszystkie trybiki tej opowiesci slicznie sie zazebiaja. Wszystko w towarzystwie ogromnych ilosci mocnych srodkow psychoaktywnych. A jak to wyglada... To nie jest Sienkiewicz jak z komiksow Marvela. Bill jak chyba w zadnym innym swoim tytule nie eksperymentuje tak jak w tym. Jak juz wspomnialem , ST jest dzielem autorskim, wiec bawi sie forma, zongluje wszystkim co tylko jako artysta potrafi, bez zadnych ograniczen. To jest jak Sienkiewicz + Dave McKean + Sam Kieth. Na kwasie.
Cholernie dobra choc cholernie trudna rzecz. Na pewno nie dla kazdego.
Niestety, komiks jest od dawna OOP, ale jesli tylko wyjdzie jakies wnowienie to wiadomo co.
No chyba nie do końca luźne, bo ewidentnie powiązane. I też nie opowiadania, tylko raczej urywki. ;)Nie będę się kłócił. Czytałem ten komiks 20 lat temu, i to tylko kilka przypadkowych tomów. Dopiero z tą edycją poznam to w kolejności. Nigdy nie traktowałem tego komiksu jako ciągłego fabularnie, ot takie luźne opowiastki bez konsekwencji.
Tych historii i ich scenariuszy nie można brać na serio. Nie o to chodzi w tym komiksie.
Mogliby wydać drugi tom Śnienia w końcu.Chyba pierwszy :), bo dostaliśmy tom drugi. Problem z pierwszą serią Śnienia jest taki, że brak zbiorczych. Nawet DC do tej pory nie wydało omnibusa, co jest dziwne bo klasyczne Books of Magic otrzymało dwa tomy zbierające wszytko z tej serii.
Mroczne sekrety komiksu
"Mroczne sekrety komiksu" sam bym chętnie przeczytał ;)Już wyszły. "Kosmata pułapka" od Timofa. ;)
Uczciwe oceny to 4/10 dla Pawełeka Pinokio czyli ujdzie i 5/10 dla Lotki czyli średni. Choć na lubimy czytać dałem o 1 wyżej, bo jestem miękka faja. :D
Pawełek Pinokio kiepściutkiNo niestety. Naprawdę straszny niewypał.
Lotka. Kroniki z piekieł
Ten Desberg w ogóle ogarnia?
(...) To już chyba Dufaux lepiej by to ogarnął. :)
Zaciekawiony wypowiedziami zabrałem się za Pawełka Pinokia.
W "Lotce " fabularnie faktycznie szału nie ma , pomysł na historię był niezły ale finalnie coś nie zadziałało. Ale graficznie ten komiks miażdży cyce, nie wiem czy widziałem coś fajniejszego w tym roku. Dodam że to mój pierwszy komiks Sandovala w życiu.I na tym właśnie polega Sandoval. Fajny pomysł, fabularnie coś nie zadziałało, ale graficznie miażdży cyce. Rok później kupujesz kolejnego Sandovala i: fajny pomysł, fabularnie coś nie zadziałało, ale graficznie miażdży cyce.
I na tym właśnie polega Sandoval. Fajny pomysł, fabularnie coś nie zadziałało, ale graficznie miażdży cyce.
ocena 10/10.Ja bym nie dał 10/10 za te niedoróbki jakie są w polskim wydaniu. Wystarczy, że przeczytać dedykacje i zobaczysz ile wydawca nawalił tam baboli.
A tu takiego smaka narobiles...Chyba sie na ten zbior skusze... :PNo to przygotuj się na kolejne poboczne tomy bo Hill coś przebąkiwał, że to jeszcze nie koniec.
Moja ocena: 9/10. Zaniżenie absolutnie nie wynika ze scenariusza czy rysunków, lecz z wydania, o czym poniżej:
- zje....na okładka. Jak można coś tak pięknie narysowanego tak totalnie popsuć???
- zbyt mała czcionka w częściach 1 i 2. W 3. części czcionka jest już prawidłowa, a więc jednak dało radę zrobić to właściwie.
- ustawienie zeszytów dotyczących Kowali Przestrzeni. Pomiędzy częścią 1 i 2 dostajemy dwie krótkie historie o międzygwiezdnych Kowalach Przestrzeni, którzy pojawiają się dopiero pod koniec części 2. Mucha powinna te zeszyty uwzględnić chronologicznie.
Locke & Key - Złoty wiek
(...)
Skrajny zachwyt z mojej strony i ocena 10/10.
Tylko w dedykacji czy później w komiksie też?W komiksie później też.
@starcekLitości - nie bądź żywym przykładem tezy, że komiksiarze nie potrafią czytać tekstów ze zrozumieniem. Zwróć uwagę na pierwszą linijkę. :)
Kupowałeś jak wychodziło i dopiero teraz zabrałeś się za czytanie? [...]
A kto to przyszedł? Pan Maruda.Ej, to mój tekst!!! Poza tym właściwe jego zastosowanie jest następujące:
Niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci. :D
Pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci ;);)
Zresztą co sie będę rozpisywał - sad_drone celnie to opisał.
Nie przekładałbym życzenia mniejszej ilości tekstu na zwykłe zapotrzebowanie na komiks akcji (albo film).
Ten komiks (i pierwszy tom) to praktycznie wyłącznie statyczne dialogi z dymkami przeładowani tekstem, w fabule brak scen akcji które mogłyby uzasadnić przełożenie na język komiksu, dodatkowo same rysunki są tylko poprawne i niespecjalnie w moim odczuciu budowały klimat kryminału noir.
@Death Nie sądzę, żeby to był "prawdziwy" Jerzy Szyłak. Nie wierzę, żeby osoba zajmująca się zawodowo publikacjami naukowymi pisała komentarze w sklepie internetowym.
@Death Nie sądzę, żeby to był "prawdziwy" Jerzy Szyłak. Nie wierzę, żeby osoba zajmująca się zawodowo publikacjami naukowymi pisała komentarze w sklepie internetowym.To nie chodzi nawet o nazwisko. Po prostu ciekawe jest info z tym dodaniem czegoś od siebie w rysunkach przez Tardiego. Ale tak, bankowo to ten Szyłak, kto siedział latami na gildii, ten zna jego niepodrabialny styl pisania. :)
Lone Sloane. Tak pod wpływem ostatniego Metal hurlant sobie kupiłem. I dobrze się bawię! Rysunki są (jasna sprawa) spektakularne, pełne detali, kolorów. Majstersztyk. Dużo zabawy z kompozycją na stronie, zmianami orientacji. A fabularnie, jak się człowiek nastawi na takie sci-fi sprzed ok. 50 lat to też daje radę. Łatwiej mi się czyta niż Salambo (ten sam autor), czy Rozbitkowie czasu (podobny gatunek i czas powstania). Zobaczę, jak wejdzie drugi tom.
Tym razem klasycznie z wysokiego C – Żyd Fagin.Miałem podobne odczucia. Nie mam nic przeciwko pisaniu prequela rozwijającego historię bohaterów książki, ale tam Eisnera zmienia treść samego Olivera Twista, pokazując go na siłę jako złodzieja, wyrachowanego naciągacza i oszusta. Tak, jakby nie dało się napisać nic dobrego o Faginie, nie nurzając przy okazji Olivera w błocie...
No i wszystko ładnie, znowu Londyn, XIX wiek, rozpisanie na wiele stron życia Fagina, który tak jednoznacznie został opisany przez Dickensa. Komiks w założeniu – co wynika ze słów samego autora – miał rzucić nowe światło na jego postać, dzielnie burzyć zdradliwe stereotypy. Tak, wiem, Eisner wielkim twórcą był, ale niestety robienie utworu pod konkretną tezę, a do tego jeszcze czerpiącego z literatury (nic to, że uznawanej za popularną) to karkołomna sztuka. Tym razem ten piruet lekko nie wyszedł. Wybielając jednych, oczernia się innych, tam gdzie tworzy się opowieść na nowo – niemal połowa dzieła – czuję, że wszystko jest grubymi nićmi szyte. Prawdziwa, smakowita opowieść zaczyna się w chwili, gdy na scenę wkracza Olivier Twista i jego losy już opisane przez Dickensa. I to cukierkowate zakończenie. Litości!!!
Zdecydowanie dla miłośników klasycznej kreski, lecz niestety kolejna lektura do której nie powrócę. Tyle, że zaraz za Oliviera Twista chwycę. ;D
[...] Tak, jakby nie dało się napisać nic dobrego o Faginie, nie nurzając przy okazji Olivera w błocie...Olivier chyba o jednak mógł tak być przedstawiony, bo właśnie w takim charakterze pracował dla Fagina? Ja to odebrałem jako część, gdzie Eisner wiernie trzyma się ksiązki. Tyle, że tej klasyki powieściowej nie czytałem, więc nie moge tego potwierdzić.
A którzy to fachowcy konkretnie?Nie jest potrzebne takie info ;) Sorry.
Nie jest potrzebne takie info ;) Sorry.
"straszna ramota i jedynie dobrze sprawdza się podczas czytania na raty, jeden rozdział co jakiś czas"
Nie do końca się zgodzę z powyższą wypowiedzią, ale jest w niej część prawdy. Choć czytałem już dość dawno temu to też uważam to scenariuszowo jest to jednak ramotka. Graficznie bardzo dobrze, ale scenariusz choć przebija starsze komiksy (nie ma takich głupot jak choćby w Rozbitkach czasu, Bruno Brazil nie wspominając o Storm) to jest momentami średnio strawny i przegadany.Nie zgodzę się, poza tym to nie komiks akcji. Nastrój jakiego wymaga opowieść grozy nosząca znamiona powieści gotyckiej jest tutaj budowany nie tylko za sprawą rewelacyjnych rysunków Breccii ale również scenariusza Oestermana. To troszkę tak jakby mieć pretensje do np "Frankensteina" Branagha, że jest przegadany i zawiera mało akcji. Wg mnie czuć klasę tutaj klasę Oestermana, dailogi są ciekawe a twisty poszczególnych rozdziałów przekonujące. Nie ma naiwniactwa ;)
Hellblazer tom 3 wg Delano - rany, po takim tomie kusi mnie, żeby rzucić w cholerę kupowanie dalszych tomów >:(
Dawno się tak na Hellblazerze nie zanudziłem... ciągle tylko
Podróż siódma za mną. Nie znam opowiadania Lema, więc trudno mi się odnieść, ale komiks wydaje mi się solidnym czytadłem.
Właśnie odebrałem Henryka Kaydana i Kosmicznych Patałachów :D
(https://i2.wp.com/www.martewicz.art/wp-content/uploads/2022/07/IMG_8458.jpg?resize=768%2C1024)
Oszałamiające bajki urłałckie - aż nie wiem co tak naprawdę napisać.... :o
*Oszołomiające ;)O kurde, po roku od kupna wreszcie dowiedziałem się, jaki jest naprawdę tytuł tego komiksu ;D
Golden Boy Mikael RossZdaje się, że Timof będzie to wydawał.
Młodość Beethovena w pigułce. Moim zdaniem to wschodzący talent dużego formatu. Czekam aż wyrobi swój indywidualny styl, bo nadal trochę za dużo w tym Blaina, niemniej ogląda się to wspaniale. Czyta też.
Halloween blues - spodobało mi się od pierwszej strony. Nie wiem czemu wcześniej tego nie poznałem.
Lata 50, fajne samochody, rysunek taki jak lubię, piękne kolory. I jest zagadka za zagadką.
Venom t. 2
Dawno nie zaznałem tak wielkiego spadku jakości pomiędzy tomami. Doczytałem do połowy, więcej się nie da, niskich poziomów marvelowska nawalanka. Jak ktoś chce odebrać w Wawie to oddam za symboliczną dyszkę (wiadomość na privie). Jak nie to leci do biblioteki, może znajdzie amatora. 1/10.
Dopiero wkręcam się w świat mang, do tej pory mangi były dla mnie tym czym mięso dla wegetarian. Nie istniały. Nie wiele czytam i kupuje, staram sie dosyć dokładnie selekcjonować zakupy w tym dziale. Liczę że ktoś podrzuci jakieś ciekawe tytuły, nie rozwleczone na wiele tomów
Oglądanie anime podczas prasowania zachęciło mnie do nabycia pierwszych 5 tomów Sagi Winlandzkiej. Te z kolei zachęciły mnie aby niedługo nabyć kolejnych 5 tomów. Przyjemna rozrywka.
Czy ktoś może polecić jakieś książki historyczne dotyczące miejsca i czasu, w których dzieje się akcja książki?
Mermaid Project od Scream Comics
Rzeczywistość zaprezentowana w komiksie przypomina natomiast koszmarny sen wąsatego wuja o prawicowych poglądach. Europa jest pogrążona w głębokim kryzysie, biali stanowią na świecie dyskryminowaną mniejszość,
Nietoperzy Semica czytałem raczej mniej niż więcej, ale odnoszę teraz takie (może mylne) wrażenie, że Semicowcy wybierali raczej rodzynki z tego ciasta.
Przy okazji, czy ktokolwiek z Was wie czy Scream planuje wydać wszystkie tomy Nestora (jest ich w tej chwili 13) czy tylko te od Tardiego? ;)
Chodziły słuchy, że będą wydane tylko tomy Tardiego czyli 1-4.
…i sama koncepcja lunaparku do którego nie wpuszczamy dzieci brzmi nieźle, prawda ?Wiele miejsc, gdzie „nie wpuszczamy dzieci” brzmi nieźle.
(...)
W kolejce Śmierć Gaimana i Comanche w starym wydaniu.
Ocaleni: Anomalie kwantowe - nie wiem jak LEO to robi, ale to już kolejny komiks tego autora, od którego nie mogłem się oderwać.
"Rozkwit i upadek Imperium Triganu"Już sam mit zalożycielski państwa, gdzie
Po lekturze moje wrażenia mogę podsumować krótko - kwintesencja mieszanych uczuć.
Historia jest do bólu naiwna. Szczęśliwe przypadki, deus ex machina tu, plot armor tam... Nieracjonalne działania bohaterów, niekonsekwencje w ich poczynaniach i uczuciach żywionych do innych, znikające i pojawiające się ponownie postaci. Mam wrażenie, że tu jest całe bingo tego, jak nie powinno się prowadzić opowieści. Ramotka z mnóstwem wad.
A jednak z drugiej strony... Paradoks, taki trochę niewytłumaczalny. Nie cierpię tego stwierdzenia w recenzjach, ale tutaj jakoś mi to pasuje - czytając bawiłem się całkiem nieźle.Mam dokładnie to samo, bawiłem się dobrze, akurat czytam wersję ENG i czekam już na czwarty tom pomimo wszystkich głupotek
Dni piasku - spodziewałem się czegoś dobrego i przejechałem się na tym. Siłą tego komiksu jest to, że przekazuje pewne specyficzne zjawisko w nowożytnej historii Ameryki. Fakt, że taka sytuacja rzeczywiście istniała zaskakuje w ten sposób, że czytelnik szybko wciąga się w komiks. Niestety historia rozwija się trochę zbyt ckliwie by osiągnąć naiwny szczyt w nie racjonalnym zachowaniu bohatera. Najśmieszniejsze jest to, żeKoniec końców odebrałem historie jako naiwną i przesadnie sentymentalną.
World Record Holders - Guy Delisle. Chaotyczny zbiorek w sumie słabych a niekiedy nawet bardzo złych shortów. Na miejscu Kultury bym odpuścił wydanie tego tytułu.
Zacząłem w piątek czytać "7 Żywotów Krogulca". (...) Brać póki jest bo to tłusta rzecz ;)Wisisz mi dwie stówy. Po przeczytaniu Twojego wpisu kupiłem ten komiks :) Muszę jeszcze znaleźć odpowiedzialnego za to, że kupiłem również "Potwory", "Blast" i "Brüsel".
Żeby nie zanudzać, dla mnie, rozmiłowanego w europejskiej historii jest to najlepszy komiks historyczny od czasów "Wież Bois-Maury" a wydanie Kurca zasługuje na 5+. Brać póki jest bo to tłusta rzecz ;)
Wisisz mi dwie stówy. Po przeczytaniu Twojego wpisu kupiłem ten komiks :) Muszę jeszcze znaleźć odpowiedzialnego za to, że kupiłem również "Potwory", "Blast" i "Brüsel".Jak tylko się odkuję finansowo to się zrewanżuję ;) Albo na jakimś komiksowym feście. Obiecuję! Miłej lektury :)
Brzmi zachęcająco ale dwóch stów na jeden komiks to ja nie wydam. No i rzadko podobają mi się komiksy z gatunku średniowiecze/historia, Wieże bois-maury to jak na razie jedyny.To nie średniowicze tylko XVII wiek, płaszcz i szpada. Ale i tak jest wesoło ;)
Brzmi zachęcająco ale dwóch stów na jeden komiks to ja nie wydam. No i rzadko podobają mi się komiksy z gatunku średniowiecze/historia, Wieże bois-maury to jak na razie jedyny.To wyobraź sobie, że dałeś 2 x po stówie za 4-albumowego frankofona. :) Brzmi fajnie, nie? :)
Jak tylko się odkuję finansowo to się zrewanżuję ;) Albo na jakimś komiksowym feście. Obiecuję! Miłej lektury :)Możesz się zrewanżować polecając znowu jakiś porządny komiks. Może też być tańszy ;D Dzięki!
Nephilim , uspokajam , wszystko z Tobą jest dobrze. Scenariuszy Duchateau , poza kilkoma pierwszymi Yansami , nie da się czytać. Aaa przy okazji namówiłeś na " 7 żywotów" , pozdro.Coś w tym jest. Yansy czytałem dawno i od czasu wydania przez Egmont w miękkich okładkach, nie wracałem do tego tytułu. Za to Bruce J. Hawkera kupiłem, przeczytałem dwa pierwsze albumy i sprzedałem. Nie dałem rady ;)
Możesz się zrewanżować polecając znowu jakiś porządny komiks. Może też być tańszy ;D Dzięki!Bardzo mi miło :) Pomyślę XD
Dzięki za tę recenzję.
Miałem brać, potem skreśliłem, teraz może jednak rozważę - mimo tego, że jak piszesz, mityczna korekta polskiego komiksowa jest tu znowu w akcji. To mnie skłania do osobnego pytania: czy ci wydawcy czytają własne komiksy? Czy oni w ogóle to lubią? No bo wyobrażam to sobie tak: "ej, wydaliśmy tego Jodo czy innego Serpierego. Komiksy to nasza pasja przecież, nie? Daj no to, przeczytam se. Ej, a co to za literówki, poprzekęcane nazwiska bohaterów (Serpieri)? Serio to przeszło przez sito korekty? My za to płacimy? Musimy coś z tym zrobić".
Nie oczekuję od TK, że będzie czytał wszystkie 30 komiksów, które wydaje Egmont (chociaż skoro znalazł czas na wszystkie sezony Star Trek, to dałby radę), ale przy wydawcy z 4 tytułami miesięcznie to chyba nie jest taki challenge?
Z tym Usainem Boltem... Hm, chyba średnio lubię takie akcje. Akurat czytam sobie Watchmen teraz (pierwszy raz od 19 lat) i trudno mi sobie wyobrazić sytuację, gdzie nawiązanie do dajmy na to ówczesnego misia z telewizji, ulubieńca ówczesnych dzieci, podmieniamy na Paddingtona. Jak to, przecież miś to miś, prawda? Jeden ch...
Wpisałem pierwszego misia, który mi do głowy przyszedł, równie dobrze mógłby być Uszatek. Analogia jak analogia - zawsze niedoskonała i dająca pole do wywrócenia na drugą stronę. Wolałbym, żebyśmy skupili się na mechanice, którą chciałem wyrazić. Jestem po prostu za trzymaniem się oryginału zamiast na sileniu się na unowocześnianie - zresztą, co to za unowocześnianie o biegacza sprzed prawie dekady. No ale wtedy trzeba by pewnie Wikipedię otworzyć, znaczy się, research zrobić...
Miałem brać, potem skreśliłem, teraz może jednak rozważę - mimo tego, że jak piszesz, mityczna korekta polskiego komiksowa jest tu znowu w akcji. To mnie skłania do osobnego pytania: czy ci wydawcy czytają własne komiksy? Czy oni w ogóle to lubią? No bo wyobrażam to sobie tak: "ej, wydaliśmy tego Jodo czy innego Serpierego. Komiksy to nasza pasja przecież, nie? Daj no to, przeczytam se. Ej, a co to za literówki, poprzekęcane nazwiska bohaterów (Serpieri)? Serio to przeszło przez sito korekty? My za to płacimy? Musimy coś z tym zrobić".Słusznie. W Krogulcu za grube pieniąchy również naliczyłem z pięć literówek. Mi to jakoś nie przeszkadza specjalnie, niemniej są.
Nie oczekuję od TK, że będzie czytał wszystkie 30 komiksów, które wydaje Egmont (chociaż skoro znalazł czas na wszystkie sezony Star Trek, to dałby radę), ale przy wydawcy z 4 tytułami miesięcznie to chyba nie jest taki challenge?
Piraci z Wysp Szczęśliwych. Podstęp Czarnego EgonaKreska bardzo przyjemna, postacie również, czuć duch starych komiksów Szarloty Pawel i Tadeusza Baranowskiego. Na miejscu scenarzysty całkowicie zrezygnowałbym z dość siermiężnych gier słownych lub ograniczyłbym je do niezbędnego minimum.
czy ci wydawcy czytają własne komiksy? Czy oni w ogóle to lubią?
Czytam wszystkie nasze komiksy z finalnego pliku - czyli tego, który trafia do drukarni - i lubię to. Poza mną komiks, czyta redaktorka/redaktor oraz korektorka/korektor, którzy za swoją pracę są opłacani. A i tak czasami jakiś błąd się przemknie, co doprowadza mnie do szewskiej pasji.
I to widać, nie spotkałem się jeszcze żeby KG była krytykowana za brak korekty, jako jedno z nielicznych wydawnictw.
Próbuję zmęczyć do końca "Głębię" Remendera. Tak jak Death or Glory mi się fajnie czytało, tak Głębia mnie strasznie nudzi. Przegadany, bezsensownie pompatyczny - tak bym to opisał.
@sokratesik
Zapomniałeś dopisać, że w Głębii rysunki ssą po całości. W sumie to nawet nie są rysunki, a bazgroły. Scenariuszowy odbiór miałem taki jak Ty, ale to rysunki mnie szczególnie odrzucały. Skończyłem lekturę na 1 tomie, ze 2 kolejne mam jeszcze na półce, ale brak motywacji do powrotu.
Tocchini odpowiada też za najgorsze rysunkowo zeszyty w Uncany X-Force od Muchy. Przy tamtym to nawet te z Głębii błyszczą ;)
Witamy na forum!Też chyba muszę przesunąć to Fado na przód mojej listy zakupowej, bo to już któraś bardzo pozytywna recenzja, którą widzę w ostatnim czasie. Kilka z nich:
Wyjechałeś z mocnymi kartami, żebym w końcu zdecydował się kupić tego Fado. A karty nazywają się Paco Roca i RG.
Też chyba muszę przesunąć to Fado na przód mojej listy zakupowej, bo to już któraś bardzo pozytywna recenzja, którą widzę w ostatnim czasie. Kilka z nich:
- https://www.instagram.com/p/CjZ2ty9M3ln/
- https://www.instagram.com/p/CipTA8KMZPY/
Ogólnie polecam obu tych instagramerów, bo często wrzucają ciekawe recenzje, a przykładowo to od Migawek literackich dowiedziałem się, że ta nowa Pętla to nie one-shot, ale 1 tom serii (Timof chyba nigdzie o tym nie wspomniał)
Maska tom 3. Dno i kilo mułu. Pierwszy tom ok. Potem to już tylko równia pochyla w dół. Nie polecam.
Wygląda super. A zdarzają się negatywne recenzje? W Internecie brakuje mi czegoś, co mogłoby też ostrzec przed nie fajnymi pozycjami. Jak na razie dobry jest ten temat.Jeśli pytasz o tych dwóch to tak, zdarzają im się negatywne recenzje, chociażby Migawki wystawiły słabą ocenę takim komiksom jak Księżycowy jeleń, Szumowina, Łasuch Powrót albo miały dużo zastrzeżeń do Potworów. A Perspektywa też nie była przekonana do Łasucha Powrót czy 1 tomu Raz i na zawsze. No ale wiadomo, że większość to jednak pozytywne recki, bo nie kupują wszystkiego co wychodzi, tylko raczej selekcjonują zakupy
że ta nowa Pętla to nie one-shot, ale 1 tom serii (Timof chyba nigdzie o tym nie wspomniał)
Przecież Pętla to jest zbiorcze wydanie Bronx Story i innych komiksów Szcześniaka wydawanych dotychczas przez Zakład komiksu :)To zerknij sobie na komentarze pod tym postem:
https://alejakomiksu.com/wydawnictwa/1322/Zaklad-Komiksu/
Ja przeczytałem już dość dawno temu pierwszą historię z drugiego tomu i nie mam ochoty ruszać dalej. Tylko mnie utwierdziłeś, żeby trzeciego w ogóle nie ruszać. Wielka szkoda, bo pierwszy tom był dla mnie jednym z lepszych komiksów 2021 roku.
Co do graficznej części, to jeszcze nikt nie napisał złego słowa.
Jak to dobrze, że są ci mali wydawcy, bo na Egmoncie to byśmy daleko nie ujechali.
Epilog.Twist jest😀 co prawda nie taki, jaki by się chciało czy spodziewało ale to może w sumie na plus.
Na razie jest super. Czekam na jakiś twist na koniec i wtedy będzie pozamiatane.
Sin City (2 pierwsze tomy) - Tak wiem, jestem pewnie jedyną osobą na forum, która tej kultowej pozycji jeszcze nie czytała, ale cóż... tak wyszło. Jeśli jednak znalazłby się ktoś jeszcze, kto ma tę serię przed sobą to tylko wspomnę, że całkowicie rozumiem, dlaczego seria ta ma status kultowej. Treść i forma absolutnie genialne. Czytam powoli z wielką przyjemnością.
Zazdroszczę pierwszej lektury, chciałbym o tym komiksie zapomnieć i móc przeczytać raz jeszcze pierwszy raz.Właśnie to jest problem, z tym komiksem. Czytałem tylko raz, jak się zaczął u nas ukazywać 20 lat temu (do dziś mam to wydanie w stanie igła) i wszystko pamiętam, więc wciąż odkładam ponowne czytanie licząc, że w końcu fabuła się zatrze w pamięci. Za to nie pamiętam, o czym było sporo komiksów przeczytanych całkiem niedawno.
Właśnie to jest problem, z tym komiksem. Czytałem tylko raz, jak się zaczął u nas ukazywać 20 lat temu (do dziś mam to wydanie w stanie igła) i wszystko pamiętam, więc wciąż odkładam ponowne czytanie licząc, że w końcu fabuła się zatrze w pamięci. Za to nie pamiętam, o czym było sporo komiksów przeczytanych całkiem niedawno.
Kroniki Dyplomatyczne
Acting Class - Nick Drnaso. Nie zawodzi. Ledwo zacząłem a już kocham ten komiks za unikalny, duszny klaustrofobiczny klimat. Idealny materiał na współczesny indie drama. Mam nadzieję, że tak będzie do końca.
Sin City (2 pierwsze tomy) - Tak wiem, jestem pewnie jedyną osobą na forum, która tej kultowej pozycji jeszcze nie czytała, ale cóż... tak wyszło.
Bernard Prince 1. 5/10 Rzeczywiście ramotka. Widać, że rysownik dopiero zaczynał stawiać kroki w przemyśle, bo w wielu miejscach ginie perspektywa, aczkolwiek mam nadzieję, że tomie 2 będzie widać znaczącą poprawę. Fabuła często jest naiwna, szybka, momentami rozczarowująca. Mam jeszcze tom 2 i nieśmiało liczę na wzrost formy.
Przeczytałem też w końcu Potwory Windsor-Smitha - początek intrygujący, ale z każdą kolejną stroną napięcie siada. Autor wziął trochę wątków z Hulka, trochę z Weapon X, trochę wojennych klimatów, przyprawił to tanim dramatem, jakąś ezoteryką i wyszedł średnio strawny miks.
czuć wagę wydarzeń, komiks nie obraża inteligencji czytelnika, mnóstwo smaczków dla wieloletnich czytelników. Kilka ostatnich zeszytów to tak zaskakujące motywy, że czapki z głów dla autora i aż dziw, że nikt przed nim nie wpadł wcześniej na takie pomysły
Autor wziął trochę wątków z Hulka, trochę z Weapon X, trochę wojennych klimatów, przyprawił to tanim dramatem, jakąś ezoteryką i wyszedł średnio strawny miks. Przede wszystkim fabuła jest za bardzo rozciągnięta,w dodatku mamy tu syndrom gadających głów.
@donT a czytałeś w ogóle tych X-menów Hickmana?
Co do Potworów to większe emocje wywoływała u mnie lektura Chłopca z gór czy Upadku od Timofa, nie wspominając np. o Domu czy Raporcie Brodecka (to pierwsze lepsze przykłady jakie mi przyszły do głowy z ostatniego ok. roku).
mamy tu syndrom gadających główNawet jeżeli tak jest, to przez tekst się wręcz płynie, dialogi odebrałem jako bardzo naturalne, nie czułem w żadnym momencie zmęczenia. Oprócz kilku chwil, kiedy pomyślałem sobie:
Beznadziejna czcionka zastosowana w listach i retrospekcjach
Kurcze, i ja już nie wiem, czy kupować te Potwory czy nie....
;)
Cóż, biorę się od razu za tom drugi i mam nadzieję że będzie lepiej.
Ród X/Potęgi X - w końcu jakiś naprawdę dobry, współczesny komiks Marvela. Wreszcie duża zmiana statusu quo, czuć wagę wydarzeń, komiks nie obraża inteligencji czytelnika, mnóstwo smaczków dla wieloletnich czytelników. Kilka ostatnich zeszytów to tak zaskakujące motywy, że czapki z głów dla autora i aż dziw, że nikt przed nim nie wpadł wcześniej na takie pomysły. I tylko w tym komiksie zobaczycie Xaviera siedzącego i debatującego przy jednym stole z Magneto, Sinisterem, Sebastianem Shawem oraz Apocalypse (!) o "życiu" i polityce. Całość okraszona świetnymi dialogami. Czy w takim razie jest to komiks idealny? Niestety parę mankamentów też ma. Zwyczajowo jak to u Hickmana bardzo słabo rozwinięte relacje między postaciami. Zupełnie niepotrzebne to skakanie w przyszłość o 1000 i 10 000 lat, wolałbym żeby autor skupił się tylko na teraźniejszości. I totalnie bezpłciowi rysownicy. Co prawda kreska nie jest zła, ale gdybym nie przeczytał w stopce, że ten komiks tworzyło dwóch rysowników to raczej bym tego nie zauważył. Jako całość oceniam bardzo wysoko i polecam każdemu kto lubi niebanalne komiksy superhero.
Będzie kontrowersyjnie. Doczytałem właśnie do 180 strony Potwory i dalej na razie mi się nie chce. Początek wciąga i ciekawi, ale teraz to jest takie zamulanie, co chwilę zapiski z notatnika (zrobione jeszcze nieczytelną czcionką), że muszę sobie zrobić przerwę. BWS wziął znane w sumie motywynawet sprawnie je zmiksował, ale nie widzę tutaj, na razie, żadnej dodanej wartości. Do tego dziwnenie pozwala mi w to wszystko "uwierzyć".
Może to mój problem z tym autorem, bo czytałem Weapon X ze 2 razy i uważam ją tylko jako ładnie oprawioną wydmuszkę.
Przeczytam do końca i ocenię całościowo, na razie żałuję, że nie wziąłem się zamiast tego w pierwszej kolejności za X-menów Hickmana (przekartkowałem i nawet nie wiedząc kto to pisał od razu by się wiedziało - mapki, definiecje, przeskoki w czasie itd. wszystko tu jest :) ).
Kurde tak dobrze się bawiłem przy lekturze, że wypada dać wysoką ocenę. 9? W sumie czemu nie.
Totalna rąbanka z szalonymi pomysłami, których nie da się brać na poważnie. I to połączenie naprawdę działa- komiks czyta się szybko, a po lekturze banan nie schodzi z gęby (w moim przypadku przynajmniej tak było). Kwintesencja absurdalności superhero.
Nie lubię takich recenzji. ;DNo właśnie, mnie też wrobili😀.
I opinii. 8)
Przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś odłożyłem na później zakup Long John Silver Dorisona. Niestety szybko się wyprzedał i teraz mogę tylko mieć nadzieję, że kiedyś będzie dodruk, albo wznowienie (najlepiej w formie integrala ;) )
Czytam Venoma z kolekcji Cerfura i kurde znow poczulem sie jak w czasie podstawowki gdy w moje rece przyniesiono (cala podstawowka wiedziala ze skupuje komiksy) Spider-man 11/95 z poczatkiem Maximum carnage.Maximum Carnage było dla mnie przesytem formy nad treścią. Zacząłem się potwornie nudzić przy czytaniu i przestałem wtedy kupować Spidera. No, ale może dlatego, że ja, gdy dostałem w ręce Spider-Man 11/95 byłem już w szkole średniej ;)
Rysunki w Venomie niezle choc w stylu polowy lat 90tych czyli fali rysownikow filipinskich i brazylijskich ktorzy miksowali styl amerykanski z japonskim :)
Szkoda ze w tej kolekcji tak malo staroci - choc zachecajaco wygladaja Ghost Rider, DD i Punisher.
Cartland t. 3 - seria zmienia ton. Wcześniej głównie przygody, pościgi, strzelaniny, pułapki itd. W tym tonie akcji wyraźnie mniej, więcej budowania napięcia. Bardzo dużo przemocy i to nie tylko postrzały z daleka, ale idzie na noże i to kadrowane z bliska. Został jeszcze jeden album, zobaczymy czy końcówka serii będzie satysfakcjonująca. Jak na razie to dla mnie najlepszy tom.
Opowieść mocno wyuzdana (w latach 90-ych dostawały to dzieci na prezent? :o )
Zupełnym przeciwieństwem od powyższego był dla mnie za to przeczytany jakiś czas temu Człowiek, który zabił Lucky Luke'a. Niezły graficznie i z pięknymi kolorami. Fabuła za to strasznie wymęczona, nieciekawa, żarty nieśmieszne, niektóre sytuację sceny nieprawdopodobne w taki zły komiksowy sposób. Do tego końcówka, w której Luke wyszedł na kompletnego idiotę. Max. 5/10.
Czytając go, czułem, że to jest ten sam Lucky Luke, którego znam, a jednocześnie widziałem, że w samej opowieści nie ma niczego, co nie mogłoby się zdarzyć naprawdę.
Tak, tak posadę szeryfa w miasteczku nowoprzybyły gość dostaje w ciągu dnia :)
A znalazłbym takich głupotek więcej, ale już się zatarło w pamięci. No i ta końcówka baaaardzo wiarygodna
Potwory - jeden z najlepszych komiksów jakie przeczytałem, daje mu 9/10. Zastanawiałem się nad 10, ale chyba wiem, która część była pisana po latach, a która przed laty i według mnie widać to w warstwie wizualnej jak i fabularnej - na niekorzyść tej tworzonej współcześnie. Na całe szczęście jest to tylko niewielki fragment całości. Obawiałem się, że ten komiks będzie żerował na emocjach, że będzie szokował brutalnością, albo nieuzasadnionym okrucieństwem, ale nic z tych rzeczy, czytając go czułem się komfortowo. Rysunki są według mnie mistrzowskie, szczegółowe, realistyczne, ale także artystyczne, autor świetnie operuje światłocieniem, emocje postaci są dobrze oddane. To jest dramat psychologiczny z elementami mistycznymi i odrobiną thrillera, czyli dokładnie to co obiecuje, na tylnej okładce w blurb. Dla mnie największą wartością tego komiksu jest, w jaki sposób autor odsłania profile psychologiczne postaci. To było dla mnie intymne i realistyczne przeżycie, rozumiałem motywacje, obawy i bezsilność bohaterów, ich słabości
W każdym razie polecam lekturę Potworów, chociaż zdaje sobie sprawę, że każdy może szukać w tym komiksie czegoś innego i nie każdemu przypadnie on do gustu.
Below Ambition, Simon Hanselmann
A dołączona płyta? Co tam jest?
Podejście do Strażników też z dużym szacunkiem, choć Moore pewnie i tak by spalił cały nakład jakby miał możliwość ;)
Rorschach Toma Kinga - wczoraj zaczęty, dziś skończony. Duże zaskoczenie na plus. Świetna detektywistyczna historia, umiejętnie rozpisana i przez to cholernie wciągająca. Do tego bardzo przyziemna, superbohaterszczyzny praktycznie brak oraz świetnie rozrysowana, bardzo ciekawe zabiegi formalne w warstwie graficznej (historia praktycznie toczy się równocześnie w dwóch planach czasowych, zeszyt z przesłuchaniami). Pewnie jakby się głębiej wgryźć, zacząć rozkładać na czynniki pierwsze to dałoby się znaleźć miejsca gdzie fabule puszczają szwy, ale osobiście oprócz lekkiego pójścia na skróty w końcówcenic innego oczywistego nie zauważyłem. Jak już wyciskać franczyzę, to właśnie w taki sposób. Polecam i daję 9-/10. Spokojnie w top5 tegorocznych przeczytanych rzeczy u mnie.
Podejście do Strażników też z dużym szacunkiem, choć Moore pewnie i tak by spalił cały nakład jakby miał możliwość ;)
W sumie się zgadzam Watchmen jest komiksem absolutnym, który nie potrzebuje ani jednego przecinka przed czy po. Natomiast ja tam Rorschacha kupię ze względu na nazwisko autora, Zegar Zagłady też kupiłem z ciekawości chociaż jeszcze nie czytałem. Tyle, że czy to będzie dobre czy nie to i tak nie zmienia mojego stosunku do oryginału dla mnie to dwa osobne dzieła, takie wynaturzenie jak Przymierze Ridleya Scotta w żaden sposób nie wpływa na to, że Obcy tego samego reżysera jest jednym z arcydzieł kina SF. Tyle, że mi może łatwiej jest niż fanom komiksowych timelineów, bo ja do kanonu wkładam tylko to co mi się podoba a reszta dla mnie nie istnieje. Android David nie stworzył ksenomorfów bo to absurdalne i tyle. I nikt mnie nie przekona, że białe jest białe a czarne jest czarne.Zegar Zagłady pod względem graficznym bardzo na plus, fabularnie może już nie tak bardzo, ale i tak czytałem to bez zgrzytania zębami, w przeciwieństwie do takiego Death Metalu, który wychodził w podobnym okresie.
Ale DC jeszcze nie skończyło ze światem Strażników, więc będzie więcej, jeden komiks już to zapowiada.Który, please?:-)
Który, please?:-)
(...)Android David nie stworzył ksenomorfów (...)No nie, on je tylko odtworzył.
Shuna's Journey, Hayao Miyazaki. Bardzo przyjemne, choć zdecydownaie za krótkie, pięknie ilustrowane opowiadanie z lekkim echem Nausiki i Mononoke.Gdzie to można tanio kupić? Uwielbiam filmy Nausicaa i Mononoke.
Gdzie to można tanio kupić? Uwielbiam filmy Nausicaa i Mononoke.
Nigdy nie czytałem Hulka. Postanowiłem zrobić wyjątek dla dwóch historii.To że sałata Marvela jest nieśmiertelny to nie jest odkrycie Ewinga. Zresztą nie szukając daleko - w znakomitym, imo, zbiorze "Hulk - Koniec i inne opowieści" jest kapitalna historyjka jak to na Ziemi żyje sobie już tylko Banner z problemem w postaci swojego alter ego, który nie pozwala mu umrzeć/zabić się i tym samym ukrócić cierpienia ostatniego żywego człowieka. Polecam.
(...)
Hulk okazuje się nieśmiertelny. Większość scenarzystów położyła by taki pomysł, no bo co można zrobić bohaterowi, któremu nic nie można zrobić? (...)
Niewiele czytam z nowszego Marvela. Wyjątek postanowiłem zrobić dla Fantastycznej Czwórki od Hickmana, Silver Surfera od Slotta i... Hulka od Ala Ewinga.
Męska skóra - jak zobaczyłem Zanzima, to musiałem zaryzykować. No i w sumie raczej się rozczarowałem. Obyczajówka w realiach dzisiejszej popkultury wrysowana w klimaty renesansu. Nie jest to może i zły komiks, ale mi totalnie nie podszedł. Po prostu nie ten target.
Też czytam tylko wybiórczo i raczej one-shoty czy krótsze serie. Poleciłbym Ci jeszcze z tegorocznych Lepszych wrogów Spider-mana. Oderwane od uniwersum, dobrze napisane i zabawne. Hulka Ewinga czytałem "jedynkę" jest spoko, ale historia Spencera wg mnie jest lepsza.Lepsi wrogowie gdzieś tam krążą na granicy mojego zainteresowania. W ogóle flagowe tytuły, czyli pająk i mutanci, wpadają mi na półkę regularnie co pewien czas (Historia życia od Zdarsky'ego już przeczytana a czeka HoX/PoX). Więc przez "Marvela" rozumiałem raczej tytuły Marvela poza pająkiem i mutantami.
Rzeczywiscie. Najwieksza bolaczka Sandmana sa rysunki...Sandman: Panie łaskawe ma najgorsze rysunki jakie kiedykolwiek widziałem w komiksie mainstreamowym.
Zastanawiam sie teraz czy sa jakies dluzsze eventy/historie z Punisherem w roli glownej,chetnie zobaczalybm go w jakies dobrze napisanej dluzszej historii , a moze juz takowa powstala ....jesli kto ma cos do polecenia chetnie bym pocztal.Punisher MAX tomy 1-5 też Gatha Ennisa lub Punisher 8-9 Jasona Aarona.
Punisher MAX tomy 1-5 też Gatha Ennisa lub Punisher 8-9 Jasona Aarona.No wlasnie mam wrazenie ze przynajmnije tomy 1 i 2 jeszcze tak ale 3 (MAX)to juz zupelnie inna historianie sa ze soba powiazane, co wiecej sa w nich 2 historie ktore rowniez sa takimi one shootami.
Wrzucaj to do tematu bo chodzi o to aby plusy... bo coś nam ostatnio redaktorzy nie domagają.Popieram. @pablos, jak masz jakąś większą zbiorówkę to Twoje mini recenzje (zresztą nader ciekawe :) możesz wrzucać do wątku -minus. https://forum.komikspec.pl/dzial-ogolny/bo-chodzi-o-to-zeby-plusy-nie-przeslanialy-nam-minusow-sezon-drugi/msg1650/#msg1650
Albo wywalić te tematy i stworzyć osobny - recenzje czytelników.
Przecież to bez sensu. Są tematy o danych komiksach, to tam powinno się o nich dyskutować, a nie że jest temat, ale recenzję wrzucamy do drugiego, a rozmawiamy w trzecim.
Znaczy, że jak opisuję jakiś komiks to mam do tego osobny temat zakładać? Chyba trochę bez sensu.No jeżeli komiks jest wart dyskusji, to chyba na tym polega forum?
Ja zyczylbym sobie wiecej jakichkolwiek opinii / recenzji / komentarzy bez znaczenia w jakim temacie. Nie oszukujmy sie - wiekszosc forumowych "dyskusji" jest o tym jak kurier rogi poobijal, ktora okladke limitowana ktos sobie wybral albo co Egmont wyda w grudniu po poludniu.
No jeżeli komiks jest wart dyskusji, to chyba na tym polega forum?
Wczoraj połknąłem podczas jednej sesji 'Ostatnie Spojrzenie', niezwykła w swojej złożoności i niepokojąca lektura. Dawno nie czytałem komiksu, który chciałbym przeczytać kolejny raz, sekundę po zamknięciu okładki.
Niepasująca mieszanka gatunków z wielowątkową fabułą, która początkowo wydaje się chaotyczna, pięknie zamyka się na ostatnich stronach i układa w spójną całość.
Dla mnie komiks roku.
"Graficzna trylogia Charlesa Burnsa OSTATNIE SPOJRZENIE została okrzyknięta jednym z arcydzieł gatunku. Teraz czytelnicy mogą poznać długą, dziwną podróż Douga w całej jej oszałamiającej, rozdzierającej serce pełni. Fragmenty przeszłości zderzają się z rzeczywistością teraźniejszości, koszmarne sny przeradzają się w jeszcze bardziej przerażającą rzeczywistość, a kiedy w końcu dowiesz się, dokąd to wszystko zmierzało i odkryjesz wszelkie znaczenia… wrócisz na pierwszą stronę i przeczytasz całość jeszcze raz, patrząc z zupełnie innej perspektywy. Zupełnie jak Doug."
No jeżeli komiks jest wart dyskusji, to chyba na tym polega forum?Tak jak rzadko kiedy zgadzam się z kolegą Eguarocem, tak pod tym podpisuję się w stu procentach.
Wrzucenie swojej opinii jest zawarciem jakiegoś głosu w rozmowie, a te toczą się w swoich tematach. Jeżeli w komiksach amerykańskich mam temat "Sandman", to nie rozumiem po co opinię o "Sandmanie" miałbym wrzucać gdzieś indziej, a ktoś następnie odpowiadać na nią w jeszcze jakimś innym wątku z komentarzami. Jak będę chciał poczytać dyskusję o komiksie Gaimana, to nie będę latać po 10 tematach, tylko wejdę w ten jeden i logicznym jest dla mnie, że tam powinny znajdować się wszystkie rozmowy na jego temat.
No dobra, czyli jak przeczytałem Shankara i chciałbym napisać o nim opinię / krótką recenzję to powinienem ją napisać zakładając temat Shankar w dziale Komiksy amerykańskie (bo to Argentyna)? Czy w temacie Mandioki, czy w którymś zbiorczym żeby było najłatwiej to czytać i ewentualnie podyskutować?
Przecież komiks południowoamerykański ma swój osobny dział - Komiksy z reszty świata :P Jest tam, aż jeden wątek "Alberto Breccia" :)
Dział amerykański to USA :)
Czyli w tym wątku o jakich komiksach można pisać? O żadnych?Ja nie twierdzę, że czegoś nie można, ale sporo komiksów swoje wątki już ma. Są też takie bardziej ogólne, na temat serii, postaci czy autorów. Po prostu dla mnie to są naturalne miejsca do rozmowy o tych tytułach.
Spoko, tyle że większość dyskusji o umieszczanych tu recenzjach to 2-3 posty i koniec, do tego przemieszane z 2-3 postami o innych recenzjach, więc się miesza totalnie, po miesiącu trudno odszukać, całość do tego zazwyczaj z kiepskim cytowaniem, tak że nie wiadomo kto się do czego odnosi jeśli nie śledzisz dyskusji od początku tylko skaczesz po stronachNo właśnie dokładnie opisałeś to, co mi się nie podoba w tych zbiorczych wątkach z opiniami. Nie mam nic do samych postów, bo sporo z nich jest wartościowych, ale czytanie takiego tematu to jak czytanie komentarzy na fb, gdzie każdy pisze o czym innym.
No dobra, czyli jak przeczytałem Shankara i chciałbym napisać o nim opinię / krótką recenzję to powinienem ją napisać zakładając temat Shankar w dziale Komiksy amerykańskie (bo to Argentyna)? Czy w temacie Mandioki, czy w którymś zbiorczym żeby było najłatwiej to czytać i ewentualnie podyskutować?Wydaje mi się, że jak coś ma szansę wzbudzić zainteresowanie - w sensie zakładamy, że w temacie będzie się chciało wypowiedzieć więcej użytkowników, bo coś jest nowe, popularne lub po prostu wywołuje emocje - to warto jednak założyć nowy wątek. Jeśli już nie dla pojedynczego komiksu, to chociażby dla autorów, jeśli wiemy, że pojawi się więcej ich tytułów na rynku.
Ja osobiście sobie nie wyobrażam, że chcąc napisać pięć zdań o komiksie, który właśnie przeczytałem, najpierw będę musiał się doktoryzować pod kątem jego pochodzenia czy też pochodzenia jego autora albo gatunku czy tam wydawnictwa i w odpowiednim dziale poszukać czy może nie ma już owo dzieło swojego tematuNo sorry, ale to dla mnie akurat podstawa funkcjonowania na większości forów, z jakimi się spotkałem.
Stąd pomysł, by może jednak zrobić ten temat z li-tylko-recenzjami-reszta-kosz, w którym oprócz tego, że ludzie będą mogli sami pisać, to można będzie przeklejać recenzje z innych tematów, oczywiście oznaczając autora i linkując do oryginalnego posta, a wycinając offtopy (moderatorzy oczywiście). Wtedy będzie wilk syty i owca cała :)Hehe, no na upartego to można zrobić coś podobnego jak dział o kolekcjach i tam pootwierać swoje tematy, w które wrzucać tylko swoje opinie. W sumie w jakiś sposób mogłoby być przydatne dla kogoś, kto chciałby poczytać stricte o odczuciach innych po jakimś komiksie.
Przecież komiks południowoamerykański ma swój osobny dział - Komiksy z reszty świata :P Jest tam, aż jeden wątek "Alberto Breccia" :)No jest tam aż jeden, bo dyskusje o innych są rozsiane nie wiadomo gdzie po całym forum.
Takie rzeczy to chyba tylko na elektrodzie :D, ale raczej nie chcemy iść tą drogą.Cytat: plastJa osobiście sobie nie wyobrażam, że chcąc napisać pięć zdań o komiksie, który właśnie przeczytałem, najpierw będę musiał się doktoryzować pod kątem jego pochodzenia czy też pochodzenia jego autora albo gatunku czy tam wydawnictwa i w odpowiednim dziale poszukać czy może nie ma już owo dzieło swojego tematuNo sorry, ale to dla mnie akurat podstawa funkcjonowania na większości forów, z jakimi się spotkałem.
A wyszukiwarka na tym enginie forum ssie pałę.
A wyszukiwarka na tym enginie forum ssie pałę.
A wyszukiwarka na tym enginie forum ssie pałę.Wyszukiwarka nie jest taka zła, tylko trzeba pamiętać żeby wyszukiwać wchodząc w odpowiedni dział. Jak się wpisze hasło mając otworzone forum główne - to ssie pałę, ale jak się wejdzie w dany dział - szuka znacznie lepiej
Przeczytane hurtem z o wiele większą satysfakcją niż kiedyś tam Kawa Zombo, którą wspominam jako największe rozczarowanie.
(...)
najmniej urzekł Horrifikland (jakby scenarzysta zapomniał, że opowieść ma ograniczoną ilość stron i musiał wszystko błyskawicznie podsumować i wyjaśnić).
"Legenda Białego Lamy"
W drugim Lamie są obłędne rysunki. Jak zobaczyłem u kumpla te plansze z dinozaurami, to wyparował mi mózg i od razu kupiłem ten komiks. A potem przeczytałem i historia również przypadła mi do gustu. Osobiście uważam, że to duża przyjemność przeczytać oba integrale czyli Białego Lamę i Legendę Białego Lamy. Jodo w wysokiej formie, Bess w również. Przy okazji świetne pokazanie Hitlera i ufo. Żałuję tylko, że nie mam pudła na oba te albumy.Nie no, Bess jest świetny dlatego zacieram ręce na jego Draculę i Frankensteina w czerni i bieli i powiększonym formacie od Scream ;)
Dzięki za notkę. Białego Lamę czytałem i mam w wydaniu Egmontu. Mimo, że mi się podobał to tutaj stwierdziłem, że to pewnie odcinanie kuponów i olałem. Wrzucam na listę do kupienia w przyszłości.Proszę :) Przypuszczam, że to jeszcze nie koniec bo pod ostatnim kadrem widnieje napis: 'koniec cyklu drugiego'. Możliwe, że coś jeszcze powstanie ;)
Upside Dawn - Jason znowu nie dowozi, a może po prostu nie po drodze mi z kierunkiem, w którym w pewnym momencie poszedł, bo za ostatni w pełni udany zbiorek uważam Low Moon z 2009 roku. Tutaj znowu dostajemy zbiór szortów opartych głównie na trawestacji innych utworów i motywów. Mamy trochę eksperymentów, zabawy formą i szortów bazujących na przewrotnej puencie. Ale sam pomysł na śmieszny gag to dla mnie za mało. Brakuje ciekawych i czasem egzystencjalnych dialogów, charakterystycznych dla wcześniejszej twórczości Jasona, które oprócz rozrywki potrafiły dostarczyć chwilę zadumy i refleksji. 6/10
Minus też dla Fantagraphics za sztuczne pompowanie objętości komiksu spulchnionym papierem.
Właśnie przeczytałem i podpisuje się pod opinia.
Ciężkie , wspaniałe i graficzne majstersztyk. Daje po bani i ciężkie aby przyjąć to na raz. Za bardzo boli ale warto.
Jeden z Komiksów roku.
...w końcówce...
Mam prawie 4 dni wolnego od piątku i biorę się za Starman Compendium a potem za drugie compendium z tym bohaterem - zobaczymy :-)I jakie wrażenia?
Dawno, dawno temu, grałem w grę komputerową - nie, nie Tomb Raider (chociaż też) - Dungeon Keeper. To dobra gra była, bo odwracająca zwyczajowe role - zarządzaliśmy podziemiami pełnymi potworów, pułapek, niebezpieczeństw, chroniliśmy skarby przed zakusami wstrętnych rycerzy na białych koniach i (super)bohaterów.
I tu wchodzi Donżon, cały na czarno. Nigdy do lektury Donżona nie zdarzyło mi się przeczytać słowa dungeon jako donżon, a teraz to jedyna opcja. Donżon Kiper!
Ale donżon to nie to samo co dungeon, dungeon to loch a donżon to twierdza / wieża (keep po angielsku). Tzn. może to wiesz i to tylko dygresja, ale tak na wszelki wypadek :)
Pierwszy tom ma mnóstwo nawiązań do gier komputerowych także trafna analiza, milordzie. :)
A wyobraź sobie, że drugi integral jest jeszcze dużo lepszy. Zatem zapnij pasy.
Nie wierz mu :) Drugi jest najsłabszy, za to 3 i przede wszystkim 4 to petardy :)
Nie wierz mu :) Drugi jest najsłabszy, za to 3 i przede wszystkim 4 to petardy :)Nie wierz mu , drugi i trzeci są "najlepsze". :)
Nie wierz mu , drugi i trzeci są "najlepsze". :)
Niemniej Donżon trzyma wysoki poziom we wszystkich wydanych integralach, niezależnie od tego co komu podchodzi podług różnych życiowych doświadczeń.
Jestem prawie w połowie 7 żywotów Krogulca. I naprawdę dawno nie czytałem tak dobrego, klasycznego komiksu. Tempo jest niespieszne, ale dzięki świetnie napisanym postaciom (Ludwik XIII jest genialny) nie ma się wrażenia nudy, tylko się chłonie ten świat. Jednocześnie ciągłe sygnalizowanie, że przeznaczenie jest już dawno spisane nadaje świetnego klimatu tak jakby schyłku, czuć, że coś zmierza do końca. Rewelacja, mam nadzieję, że do końca utrzyma taki poziom.
Toshiro - nie jestem pewnie obiektywny, bo uwielbiam czarno-białe komiksy, ale ta wersja (kolorystyka i format) dobrze samurajowi robi. Nie potrafię się wypowiedzieć w sprawie zmian fabularnych, bo okazuje się że słabo pamiętam poprzednią wersję "Kieszonkowej Apokalipsy", ale jest ok. Gdyby jeszcze nie było tego "wydażyło", to byłoby idealnie, ale i tak cieszę się, że wpadło mi to w ręce.Uch! Do diabła... a czytałem parę razy przed oddaniem materiałów, redaktór czytał, korekta była. A w którym miejscu się to "wydażyło" wydarzyło, jeśli można spytać?
o ile dobrze pamiętam, gdzieś między 70 a 80 stroną,74. Dzięki!
jak masz otwarty komiks, to na tej "lewej" stronie
Właśnie sprawdziłem swoje głosowanie na komiks roku 2016 na starym forum:
1. Codzienna walka
2. Skalp
3. Skład główny
4. Drugie pokolenie.
Przeczytałem już ten komiks od tamtego czasu 3 lub 4 razy. I zdania nie zmieniam
Masakra mutantów to komiks z 1986 roku. Moim zdaniem i tak mało się zestarzał. Jak ktoś lubi mutantów to powinno mu się spodobać bo jest tu kilka ważnych wydarzeń, które później będą rzutować i odciskać piętno na całą mitologię X-Men w przyszłości. No i wprowadzenie Psylocke do drużyny. Warstwa graficzna też daję radę - mamy tu takie sławy jak Butch Guice, Alan Davis, Rick Leonardi, Sal Buscema, John Romita Jr, Bret Blevins, Walter Simonson, Jon Bogdanove, Barry Windsor-Smith.
Aquarica - wielkie nazwiska, ładne wydanie, a niestety fabuła miałka, graficznie też tak sobie. Ogólnie średniak, na którego szkoda czasu. Może spodobałoby mi jakbym to czytał jako nastolatek. Kopiowane pod koniec komputerowo ptaki, ryby to już w ogóle tragedia, która skutecznie rujnuje całość plansza. Dodatków o tym, że miał to być film itd. już w ogóle nie chciało mi się czytać, obejrzałem tylko szkice. Ostatnie plansze rysowane przez Schuitena lepsze, choć i tak daleko do poziomu Mrocznych miast. Naciągane 6/10 i raczej pójdzie na kupkę do sprzedania.
opinia okej, każdy może mieć swoją, ale naginasz trochę fakty:
W międzyczasie czytałem sobie Blueberrego, którego pierwsze części oryginalnie były publikowane w latach 60., a więc jakieś 20 lat wcześniej przed Rozbitkami, i pod względem sztuki tworzenia komiksu Blueberry jest o lata świetlne przed Rozbitkami.
opinia okej, każdy może mieć swoją, ale naginasz trochę fakty:
- Blueberry nr1, publikowany w prasie od 1963 (album 1965),
- Rozbitkowie nr1, w prasie 1964 (album 1973)
Btw., czy tylko mi Christopher kojarzy się ze Skorpionem Mariniego pod kątem ilości i roli lasek wzdychających / kręcących się wokół niego? Mejai i Chinina są w zasadzie oparte na tym samym szablonie choć w całkowicie odrębnych konwencjach ;)
Czytając "Sandman"-a, nie sposób nie zauważyć ciekawych grafik okładek za które odpowiedzialny jest Dave McKean. No i zamówiłem "Klatki" w której Dave jest nie tylko ilustratorem co i scenarzysta. Wiem że ten komiks nie będzie łatwy, bo jak takie grafiki siedzą w takim umyśle to i scenariusz nie może być prosty.
Cena tego tomiska jest jeszcze "jak za starych czasów" za ok 100 zł. można go dostać. Na ewentualne dodruki szans pewnie nigdy nie będzie bo nie jest to pozycja łatwa w odbiorze no i recenzje "znawców" są no sami wiecie ;-)
No jestem ciekaw. Dam znać...
Wypadek na polowaniu - wspaniały dowód na to, że komiks może być sztuką.
W miękkiej oprawie, bo w twardej są w chory sposób wycenione (49,99$ vs 19,99$). Na Amazonie ok. 90 zł/tom, Opowieści z krypty były taniej ok. 75zł.
(https://i.postimg.cc/fZg36rHL/DSC06865-kopia.jpg)
(...)
EC Archives – Weird Science vol. 1 - mój najlepszy niespodziewany zakup od lat. (...)
Ja już od jakiegoś czasu zastanawiałem się czy spróbować z tymi publikacjami, a ostatecznie zamówiłem po sobotnim filmie TK o komiksach, które nie wyjdą w PL.Z tego co pamiętam to pan Kołodziejczak mówił o komiksach których Egmont nie wyda a nie że wogóle nie wyjdą, także może ktoś kiedyś się tego czepi :)
Z tego co pamiętam to pan Kołodziejczak mówił o komiksach których Egmont nie wyda a nie że wogóle nie wyjdą, także może ktoś kiedyś się tego czepi :)Tak, użyłem skrótu myślowego. I tak bym brał w oryginale :)
A kto w tym czasie pisał Amazing Spider-Man #351–360? Michelinie.
ma więcej plusów dodatnich niż ujemnych.
ujemne plusy? mogą być takie? .... przepraszam za ot ale nie mogłem się powstrzymać
Poważnie to już trzeba tłumaczyć czy są plusy ujemne, co następne "nie chcę ale muszę"?
Poważnie to już trzeba tłumaczyć czy są plusy ujemne, co następne "nie chcę ale muszę"?
Nie no bez przesady, Skorpion jest niezły a podobno czym dalej w las tym lepiej .
Możesz mi nie wierzyć, ale ta seria przeleżała u mnie nieczytana na kupce wstydu od wielu lat. Kilka miesięcy temu dokupiłem na OLXie kilka brakujących tomów i przeczytałem całość ciągiem pierwszy raz :)Prosty człowiek dużej wiary jestem także pełny luz . Dla mnie ten komiks po 3 albumach jest porządnie zrealizowaną "hubba bubbą" , lubię dobrze zrobione komiksy rozrywkowe bo dają mi odprężenie po całym dniu plus głowa odpoczywa . Może być tak jak piszesz że natężenie głupot narasta ( naiwność mi aż tak nie przeszkadza) a może jest to seria którą nie wolno czytać na raz bo można przedawkować, cieszę się że będę mógł to sprawdzić :)
Kupowałem to bo lubię stylówkę Mariniego, kiedy Egmont to wydawał w pojedynczych albumach to jeszcze te czasy gdy się kupowało niemal wszystko co wychodziło. Ale serio, fabularnie jest to mocno głupkowate i naiwne. Ale jak ktoś lubi taką typową frankofońską gumę do żucia, to mu się pewnie spodoba.
Jeśli ktoś chce odkupić 11 tomów w wydaniu pojedynczych albumów, to chętnie zrobię sobie miejsce na półce :)
Kurde, bez kitu, nie znam gorszego scenarzysty w świecie profesjonalnych komiksów niż Desberg.Dufaux jest bardzo dobry w Giacomo C. i jeszcze lepszy w Dżinn a Desberga żadnego scenariusza nie pamiętam, mimo, że coś od niego stoi na półce ;)
Wyśmiewany Dufaux robi rzeczy przyzwoite jak Barakuda lub nawet dobre jak Murena. Ten to jest widzę twórca kasztanów.
Prosty człowiek dużej wiary jestem także pełny luz . Dla mnie ten komiks po 3 albumach jest porządnie zrealizowaną "hubba bubbą" , lubię dobrze zrobione komiksy rozrywkowe bo dają mi odprężenie po całym dniu plus głowa odpoczywa . Może być tak jak piszesz że natężenie głupot narasta ( naiwność mi aż tak nie przeszkadza) a może jest to seria którą nie wolno czytać na raz bo można przedawkować, cieszę się że będę mógł to sprawdzić :)
Dzięki za odpowiedź i szanuję to że chce Ci się pisać na forum o innych komiksach niż swoich , zmobilizowałeś mnie żeby sprawdzić z czym się je Twoja twórczość 8) .
Tylko bez sensu, że na kredzie:
Ale to fajniutkie, środek wygląda jak paski wycięte z gazet i powklejane. Tylko bez sensu, że na kredzie:
Lubię Toma Kinga, w kolejce na czytanie czeka Vision i Omega Men , no i mam cichą nadzieję, że w późniejszym czasie ktoś wyda Love Everlasting i Human Target , pierwszy tytuł to Image drugi DC Black Label także jest nadzieja.Panie czekaj pan na Strange Adventures, będzie pan zadowolony.
Pytanie do znawców :
Coś zabija dzieciaki - 1 (...) Nie, nie i jeszcze raz nie. Drugiej szansy nie będzie. Seria do zapomnienia. 2/10
Słabszy Sfar to nadal dobry komiks,
To będzie tylko i wyłącznie Twoja strata ;)Kurcze, już sam nie wiem ale nie porwało mnie, naprawdę ;( Rork również jest starym komiksem (często te dwie serie są ze sobą porównywane) i jest to niebo a ziemia na korzyść Andreasa ;)
Naprawdę warto. Te komiksy nie są typowo story-driven. I nie konkluzja czy finał są nagrodą, a bardziej droga, klimat, esencja tych światów.
@Nephilim Zaryzykuj Wieżę albo Gorączkę. W najgorszym wypadku odsprzedasz.Tak zrobię. Dzięki, Panowie ;)
A "O chłopcu, który pokochał ducha klauna" ktoś już czytał może? Jak wypada fabularnie? Bo graficznie widzę, że miazga.
W weekend przerobiłem całość "Criminal" z czego ostatnie dwa tomy debiutancko i jak bardzo chciałbym coś sensownego i w miarę inteligentnego na ten temat napisać tak po 24 godzinach nadal równie bardzo nie wiem co miałoby to być.
Jasne. Są pewne schematy. I delikatna nadreprezentacja rudzielców. Ale poza tym?
"Criminal".
9/10
O tym komiksie nie ma co czytać. Ten komiks trzeba przeczytać.
Parker 1 - Łowca, Parker 2 - Firma (Taurus)Format Taurusa dobrze pasuje do tych opowieści, co jeszcze bardziej podkreśla pulpę literacką. Jednak jeden tom ma zrąbany druk. Nie pamiętam który to jest (a teraz nie ma pod ręką aby sprawdzić), ten w którym ciemny niebieski zlewa się z napisami, co powoduje że ciężko je rozczytać.
Zapowiedź nowego wydania Parkera spowodowała, że na rynku pojawiło się trochę ofert wydania poprzedniego i mogłem w końcu dokupić za jakieś sensowne pieniądze część pierwszą, której mi brakowało (części 2, 3 i 4 kurzyły się gdzieś w kartonie od dwóch lat). Przeczytałem na razie dwie pierwsze odsłony cyklu. Cóż można napisać: pulpa literacka wystylizowana przez Darwyna Cooke'a na produkt premium. Świetna forma graficzna, która wprost nam mówi, że jesteśmy na początku lat sześćdziesiątych. Bohater jest w sumie odrażający, ale jego otoczenie jest równie odrażające. Nowego wydania nie nabędę (format Taurusa jest w porządku dla tych rysunków, a wydanie bardzo ładne). Podsumowując: wybitny cykl komiksowy.
Ocena: 9/10
Skończyłem całość parę dni temu. Bardzo dobry kryminał (najlepszy Bru, jakiego czytałem - a czytałem Śpioch, Pulp, Zabij albo zgiń, Velvet, Fatale, Iron Fist, Daredevila, X-Men, Catwoman, Original Sin, Człowiek, który się śmieje i Gotham Central), ale jednak nierówny.
Zupełnie nie rozumiem po kiego grzyba w tej serii znalazł się Parszywy weekend, psuje klimat całości. Doskonały był Tchórz (w ogóle ta seria obiecywała więcej podobnych historii, związanych z fatalnymi wyborami bohaterów, a tak do końca nie było). Świetny był też Zły czas, złe miejsce, super klimat. Te środkowe historie były bardzo dobre, ale nie rewelacyjne. Ostatni tom trochę jednak mnie rozczarował. Poprawnie, ale zabrakło wow, niektóre rozwiązania fabularne trochę na siłę.
Właśnie skończyłem. "Latający trapez!" od razu po lekturze wydaje się być najsłabszym tomem, poprzednie trzy były arcydziełami godnymi wszystkich gwiazdek tego świata, a tutaj długo chciałem dać 7/10 czyli dobry, ale zakończenie podnosi ocenę o 1 (jaka by ona ostatecznie nie była, to zawsze +1). Słabszy Sfar to nadal dobry komiks, ale muszę się z tym jeszcze przespać. Czyta się szybciej niż poprzednie tomy, wiele stron to ogromne kadry - obrazy na całą lub nawet dwie strony, a historia na pierwszy rzut oka wydaje się krótka i prosta. Dzieje się w jedną noc w przybytku, którego największą atrakcją, oprócz morza wypijanego trunku, są cyrkowcy wykonujący ekwilibrystyczne sztuczki na trapezie nad głowami gości. Dużo gadki o nieszczęśliwej miłości, bójki z użyciem tulipanów i świntuszenie. Był taki film Kieślowskiego o młodym chłopaku mordującym taksówkarza. Zobaczyłem go wiele lat temu jako dziecko i niczego nie zrozumiałem. Postawa głównego (anty-) bohatera była dla mnie dziwna i nie wynikała z poprzednich wydarzeń i tego co go spotkało. I podobnie jak w Krótkim filmie o zabijaniu lub w Duchach Inisherin, które wczoraj oglądałem, w Klezmerach też początkowo ciężko było mi zrozumieć motywacje bohaterów, ale jak to przemyślę i wstanę jutro rano, to już będę wiedział jak ocenić, tak jak dziś rano ocena Inisherin poszła w górę. Czy faktycznie Klezmerzy w czwartej odsłonie są słabsi, czy może jednak to wszystko ma sens... Na zagranicznych portalach "Latający trapez!" ma słabe, czasem wręcz dramatyczne oceny (np. 1.8/5 na Bedetheque). Wydaje mi się, że użytkownicy oceniali od razu po lekturze i zapominali fabułę zamiast ją przemyśleć. W ostatnim tomie, który już ma dużo lepsze oceny czytelników Sfar podjął temat mordów w Kiszyniowie ponad 100 lat temu. Bardzo czekam.
Natomiast jeśli autor posta gani komiks w więcej niż dwóch słowach, zwracając uwagę na wiele elementów, które są złe według niego/niej, by potem dać np. 6/10?
Oceny w granicach 1-3/10 to już amatorka. A jednak jak coś wyszło w normalnym wydawnictwie (często jeszcze wcześniej na Zachodzie) to jednak jakiś tam poziom prezentuje o czym wspomniał wcześniej @death_bird. Są znośne rysunki, kolorowanie, jakotaki scenariusz. Więc w sumie nie zasługuje to, żeby poniżej 5 zejść lub ew. 4. Jak coś ma któryś z tych elementów lepszy, mniej standardowy to ocena rośnie do 6-7/10. A potem 8-9-10 to już na najlepsze pozycje, na które nie szkoda czasu.
W przypadku Toma Stronga wypadło to jednak dużo lepiej niż się spodziewałem. Powiedziałbym, że nawet lepiej niż w przypadku 2. tomu stworzonego przez Alana Moore'a, gdzie zaproponowana konwencja opowieści delikatnie mnie już znużyła. Tom Strong w wydaniu innych scenarzystów odzyskuje świeżość historie są wciągające, a warstwa graficzna ciekawa (chociaż w 2 pierwszych tomach serii również nie było na co narzekać).
(https://ecsmedia.pl/c/marvel-origins-thor-1962-tom-3-b-iext124903332.jpg)
Przeczytałem kolejny tom Marvel Origins i tym razem mam już trochę bardziej mieszane odczucia. Wbrew pozorom dalej nie czyta się tego źle - szczerze spodziewałem się, że te stare komiksy będą dużo cięższe do przyswojenia niż to faktycznie jest. Oczywiście tekstu jest sporo, pojawia się też dużo powtórzeń w postaci przypominania czytelnikowi genezy czy też mocy danej postaci, ale biorąc poprawkę nie tylko na datę publikacji, ale i prasowy charakter tej serii, myślę że można nad tym przejść do porządku dziennego. Z uwagi na to, że przygody Thora ukazywały się pierwotnie jako fragmenty magazynu "Journey into Mystery", w przypadku tego bohatera mamy do czynienia z krótszymi historiami - w pierwszym tomie jest łącznie 9 odcinków, z których większość liczy 13 stron (poza jednym, który ma ich tylko 10). To też w pewnym stopniu przekłada się na płynność lektury, bo komiksy stają się bardziej treściwe i w żadnym momencie nie wydają się rozciągnięte.
Największy zgrzyt mam jednak przy fabule. O ile pewne głupoty można wybaczyć (choć nie zawsze, bo takie momenty, jak główny zły, który nie rozróżnia manekina od żywego człowieka przekraczają granicę zawieszenia niewiary), o tyle pisanie przygód Thora w konwencji SF niezbyt mnie przekonuje. Zdecydowanie najbardziej spodobały mi się te historie, które zahaczały typowo o magię i mitologię - a więc głównie te, w których antagonistą jest Loki. W ogóle pierwsze pojawie się tej postaci ma miejsce w najlepszym według mnie epizodzie serii. Również zamykająca tom historia, w której Loki sprzymierza się z ziemskim magiem, wypada bardzo ciekawie, i to właśnie te dwa odcinki wskazałbym jako moje ulubione. Średnio podobały mi się za to starcia z kosmitami czy podróżnikami w czasie. Trzeba przyznać, że scenariusze są dosyć różnorodne i sięgają po szeroki zakres tematów, bo poza fantastycznymi elementami mamy też bardziej przyziemnie przygody, w których Thor mierzy się z gangsterami, komunistami lub jakimś watażką w Ameryce Południowej, ale o ile różnorodność można docenić, tak nie zawsze klimatem zgrywa się to z główną postacią i w przyszłości liczę jednak na więcej wątków związanych z Asgardem.
Rysunkowo się to broni, kolorystyka jest średnia, wartość historyczna na pewno ciekawa, natomiast póki co dla mnie F4>Spider-Man>Thor. Jakkolwiek kolejnych przygód Boga Piorunów raczej nie będę wypatrywać ze szczególnym entuzjazmem, tak z kolekcji nie rezygnuję. Pora zabierać się za Hulka.
dosyć niepokojące, niedawno doszedłem do podobnych wniosków.
Tu jeszcze taka refleksja: czytając to dzisiaj, doszedłem do wniosku, że to jest właśnie to, kwintesencja sztuki komiksu. Pieprzę te średniaki, którymi jestem chwilowo zalany. Mniej znaczy więcej. Wolę zatrzymać się na dłużej na takim tomie Toppiego niż trzepać te średniaki, których po tygodniu człowiek nie pamięta. To zła wiadomość dla wydawców, ale niekoniecznie dla wszystkich i niekoniecznie dla Lost In Time.
Do tego doszedł oczywiście subiektywny fakt, że nie mogłem przebrnąć i doczytać komiksu do końca.w takim przypadku powinno być- 1/10 DNF ;)
Wieże Bois-Maury 1-5. 7/10Mam parę uwag. Wydawnictwo Komiksowe odwaliło manianę z pierwszymi tomami. Wieże kupiłem i przeczytałem jakieś trzy lata temu i pierwszego tomu nie było, chyba że w cenie pozostałych tomów razem wziętych. Więc jedynki nie mam do tej pory. Z kontynuacją, czyli Bois-Maury, ta sama sytuacja - dostępne były tylko tomy 2-5. W przypadku Wież jest to pewien problem ponieważ tom pierwszy stanowi wprowadzenie do historii rozgrywającej się w kolejnych tomach.
Niedawno udało mi się skompletować serię, w związku z tym postanowiłem jeszcze raz przeczytać wszystkie albumy od początku. Po pierwszej piątce chętnie podzielę się wrażeniami.
Pierwsze dwa tomy są całkiem OK, chociaż nie robią piorunującego wrażenia. To solidne pozycje komiksu europejskiego, w których Hermann ma już swój wyrobiony styl jako rysownik, natomiast widać, że wciąż się rozwija. Fabuła prezentuje naturalistyczny obraz średniowiecza, w którym postacie są brzydkie zarówno fizjonomicznie, jak i osobowościowo. Mamy złych panów, zdegenerowanych chłopów, kobiety, które sprzedają to, co mają, czyli siebie, złodziei, katów, mnichów, pijaków i tym podobnych. Nie były to w żadnym razie komiksy złe lub słabe. Im dalej w las jednak, tym lepiej. W kolejnych częściach bohaterowie drugoplanowi pojawiają się ponownie, a historia jawi się jak szachownica, po której pionki poruszają się mimowolnie, odgrywając swoje role. Wątki zaczynają się zazębiać, przekonując o szerszym zamyśle autora scenariusza.
Zobaczymy, jak wypadnie ostatnich pięć tomów.
Warto się zainteresować, szczególnie że to pierwszy komiks od wydawnictwa Kwiaty Orientu i szkoda, żeby przeszedł niezauważony, a odnoszę wrażenie, że jest trochę poza radarami komiksowa.
Potwory - już dawno nie czytałem komiksu, który zawierałby tak ogromne ściany tekstu, których w żaden sposób nie dałoby się i wręcz nie powinno przyciąć.
Obecnie jadę z Clarkiem i Kubrickiem, ktorego kupiłem dwa lata temu i znalazłem w pokoju córki
Jak daleko jesteś? Bo ja pamiętam, że początkiem, gdzie są krótkie opowiadania byłem zachwycony, ale jak pojawiły się dłuższe fabuły to już nie było tak cudownie.No właśnie jestem na etapie tych krótkich, dzisiaj będę miał więcej czasu, to pewnie doczytam do końca
Szumowina.
Chciałem dostać mięsiste Las Vegas Parano w komiksie a dostałem sćpanego Deadpoola dla ubogich z czerstwymi żartami i żenującym poziomem historii, zdecydowanie nie mój klimat.
Dałem radę przeczytać 3 zeszyty, to pierwszy od dawna komiks którego nie doczytałem do końca.
Jak ktoś chce to oddam dwa tomy za 40 zł , wysyłka w cenie.
Komiks ma chyba cos ponad 700 stron, ale ja go przeczytałem w dwie czy trzy godziny, bo jest w nim bardzo mało tekstu. Brakuje mi w nim w ogóle tresci
Niecałe 500 ;)
Niecałe 500 ;)
W komiksach więcej tekstu =/= więcej treści.
W komiksach więcej tekstu =/= więcej treści.Nie wiem do czego to odniesienie, ale spoko ;)
Komiks ma chyba cos ponad 700 stron, ale ja go przeczytałem w dwie czy trzy godziny, bo jest w nim bardzo mało tekstu. Brakuje mi w nim w ogóle tresci. Bardzo chciałbym zobaczyc więcej relacji bohaterki z innymi ludźmi, więcej codziennych czynnosci. Tam się dzieje wszystko tak strasznie szybko.
Ja nic nie mam do Zagłady Gotham, bo to przyzwoity komiks, ale mogliby jednak wydać poszukiwane i jednocześnie dużo lepsze od niej albumy o Batmanie autorstwa duetu Loeb & Sale.
Wypadałoby teraz nadrobić poprzednie albumy, prawda?
No raczej. Toppi to Liga Mistrzow.
;)
Ale, że motywacja Bane'a jest przekonująca?Wszystkich uciekinierów.
Wszystkich uciekinierów.
Plus Bane też. W sensie ze chce się zmierzyć z Batmanem i z jego genezą jest to spójne.
No to właśnie dla mnie największą wadą Knightfallu jest totalnie nieprzekonująca motywacja Bane'a.Tez mnie to raziło - na stronie 164 pierwszego tomu - ta scena jest całkowicie niepotrzebna, bo dalej jest wystarczająco sensownie nakreślona motywacja Bane'a.
No to właśnie dla mnie największą wadą Knightfallu jest totalnie nieprzekonująca motywacja Bane'a.
No to właśnie dla mnie największą wadą Knightfallu jest totalnie nieprzekonująca motywacja Bane'a.
Bardzo polecam. Warto przeczytać i mieć w kolekcji.
Gdyby tylko był ten omnibus...
Dzięki za opinię - zainteresowało mnie 7 Żywotów. Cena bolesna, ale wydaje się bardzo ciekawe i wysoko oceniane...
Najgorsze jest to, że powyższa recenzja potwierdza moje obawy względem scenariusza, a ja i tak mam ochotę kupić, żeby samemu się przekonać.
Ukaszm84 mógłbyś założyć temat o tym komiksie i przekleić recenzję albo zamieścić w temacie autora ? Generalnie szkoda niektórych opinii o komiksach w tym temacie bo giną w ilościach postów i ciężko później się odnieść czy pogadać o danym komiksie.
Ja mam z tym zawsze problem, bo opinie o danym komiksie się pojawiają u nas w tym temacie, w temacie "Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi", w tematach wydawnictw, autorów i poszczególnych komiksów i sam nigdy nie wiem, gdzie najlepiej pisać.
Ten temat jest bardzo pożyteczny, ale ma niestety facebookową naturę - parę dni i już sensowne, przydatne opinie "przepadają".
Dlatego dobrą praktyką byłoby przeklejanie (przecytowanie) tych dłuższych/wartościowszych przez piszących do tematu autora czy wydawcy (sprawdzić czy nie Egmont ;) ).
@PabloWu
Ale tutaj jesteś w stanie przeczytać opinię o komiksie, który Cię nie interesował (i w jego oddzielny temat nie wejdziesz), a jedna-dwie pozytywne opinie przeczytane tutaj są stanie zmienić nastawienie ;)
[...]gdzie ja później znajdę tego urwisa, żeby mu wygarnąć co ja o tym myślę ;)
Widziales kiedys jakis komiks z oryginalnymi kolorami Corbena z przed ery cyfrowej? Podejrzewam, ze nie, ale nie bede sie z Toba klocic, bo przyzwyczailem sie, ze Twoje zdanie jest na ogol w totalnej opozycji do mojego (np. ze X-Men jest lepsze od wydmuszkowych Potworow).
Hotel na Skraju Lasu - niestety, nie udało mi się dotrwać do końca historii. Największy zarzut mam do sposobu prowadzenia narracji tj.zawiązanie akcji (rozdział pierwszy), które buduje tajemnice i przyciąga uwagę czytelnika jest naprawdę spoko. Problemy pojawiają się, gdy ten wyjściowy pomysł trzeba rozwinąć. Wtedy widać brak doświadczenia autorów i zaczynaja pojawiać się dość duże przestoje w historii. Kolejnym problemem są dialogi. Brzmią one strasznie sztucznie - zamiast normalnej konwersacji, czytelnik otrzymuje swoistego rodzaju oświadczenia wypowiadane przez danych bohaterów. Dla mnie, na dłuższą metę było to męczące i po prostu nudne. Odpadłem gdzieś w 2/3 historii. Jako, że nie doczytałem tytułu do końca 1/10.
Widzę, że jest tylko jedna i to negatywna opinia nt Hotelu na Skraju Lasu to coś tam naskrobie, bo mnie pozytywnie zaskoczył :)
@Death - może lepiej byłoby wrzucić tę opinię o Marcii do któregoś z tematów dotyczących opinii o przeczytanych komiksach? Myślę, że niektórzy mogą być zainteresowani, a temat o Studiu Lain będzie jednym z ostatnich, w których będą szukać :DOk. :)
To skończyłem:Balladę też już skończyłem. To komiks obliczony na sukces. Gruba cegła, pianista opowiadający historię swojego życia młodej dziennikarce, w tle historia dwudziestowiecznej Europy, bywa słodko i wzruszająco, są maskotki w postaci ptaszka i kota, są zaskakujące momenty, są dramaty, ludzie, w tym główny bohater, zachowują się niegodnie, choć czasem tak muszą, scenariusz pod film, który mógłby zdobyć Oscara. Myślę że bardzo trafnie strzeliłem z tym Salierim i Mozartem z filmu po 40 stronach Ballady o Sophie, generalnie o tym (choć nie tylko) był ten komiks. Bardzo to wykalkulowane, ale ochoczo tę historię kupiłem i się temu komiksowi poddałem. Bardzo dobry komiks. Jak zwykle grubas od Muchy (Moonshadow, Potwory, Twardziel...) dostarcza. Bardziej niż warto.
(https://i.imgur.com/TCTFFXG.jpeg)
Jest ok, ale czytałem już lepsze i dużo lepsze komiksy, które wygrały Angouleme. Kompletnie się nie zgadzam z osobami, które pisały na Facebooku, Lubimy czytać i Insta, że są świetnie, naturalnie brzmiące dialogi. Dla mnie to był najgorszy element komiksu. Dawno już nie czytałem tak sztucznych dialogów. Nie wiem czy to kwestia polskiego tłumaczenia, czy może oryginału, ale ludzie tak nie mówią. Jakieś osiedle w Rio, ludzie pracy, gangusy, a gadają jakby ktoś z dobrego domu chciał się wtopić w tło i chciał być fajny. Lansik, muszę na szczoszka, szama... Jak ostatnia pizda, która chciała się wtopić w tło brazylijskiej klasy robotniczej i ich młodzieży. Poza tym fajne. Główna bohaterka jest matką Teresą z Rio, ma nieprawdopodobnie głupią i brzydką córkę, które sprowadza na wszystkich wkoło kłopoty, jest wątek kryminalny (jak to w Rio), rodzinne dramaty, no życie. Ja bym tego np. obok komiksów Paco Roki nie postawił, nie ten poziom, Angouleme bym nie przyznał, ale jest nieźle. A widziałem opinie znacznie bardziej pozytywne niż moja.
(https://i.imgur.com/5s8d2W8.jpeg)
(https://i.imgur.com/PGceIEx.jpeg)
Zacząłem czytać:
(https://i.imgur.com/OaZVIvs.jpeg)
Na razie fajne, główny bohater jest trochę jak Salieri w Amadeuszu Formana. :)
Rio to wielowatkowa, dobrze napisana opowiesc o dorastaniu i zyciu w jednym z najbardziej niezbezpiecznych miejsc na swiecie jakim sa brazylijskie favele.
Czytałem kilka tygodni temu. Pierwsza część jest bardzo dobra, ale potem scenariusz poszedł w kierunku, który zupełnie mi się nie spodobał. To mógł byś świetny, brutalny komiks o dzieciach w favelach. I wtedy miałby szansę trzepać ostro po głowie. A tak wyszła z tego taka przeciętna historia o nieco brutalniejszym zabarwieniu.Komiks byłby super gdyby nie dziwny dodatkowy wątek "religijny". Dla mnie wprowadzony na siłę i nie do końca pasujący.
Odświeżyłem sobie ostatnio 2 komiksy scifi.
Yans, wydanie zbiorcze, tom 1, 4/10.
Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie zapoznanie się z dalszymi wydaniami zbiorczyi Yansa, by poznać resztę historii. A ponieważ miałem troszkę wolnego czasu chciałem przypomnieć sobie część pierwszą, czytaną jakieś 7 lat temu. Pojedyncze albumy czytałem za dzieciaka w latach 90., więc niektóre sceny z komiksu malowały mi się jak żywe przed oczami, odwołując się do moich głębokich wspomnień z dzieciństwa. I to w zasadzie tyle. Na szczęście wyleczyłem się z sięgania po kolejne części komiksu napisanego przez Duchateau. Ta "opowieść" nie ma absolutnie jakiejkolwiek fabuły. Historia jest płytka, nic się nie klei, postaci są papierowe, zabiegi scenarzysty budzą zdziwienie i niesmak. W ostatniej części "Gladiatorzy" prezentowanej w wydaniu zbiorczym wręcz nie mogłem uwierzyć w to, co czytam, było to tak denne.
Bardzo ładne rysunki Rosińskiego, w tym kilka zapadających w pamięć scen. Niestety to wszystko.
Zaklinacze Opali
...
Z pewnością w tym roku powtórzę lekturę, a komiks zostaje w kolekcji. Na gildii są jeszcze wolne egzemplarze, także Panowie i Panie zachęcam do zakupu. Naprawdę warto :)
Nie chodzi o "Departament Prawdy"?
Cygan (integral) - a tutaj nie polecam :) Jest "komiksowo" ale w tym negatywnym znaczeniu. To taki typowy Marvel/DC we frankofońskim wydaniu. Akcja goni na łeb na szyję, nikt się nie przejmuje jej logiką czy tym bardziej logiką przedstawionego świata. Co jakiś czas obowiązkowo cycki trzeba pokazać. Główny bohater cham i prostak, ciężko go polubić. Kreska Mariniego też jeszcze taka sobie, choć z tomu na tom jest lepiej. Przeczytałem 4 z 6 albumów i nie wiem czy dam radę więcej, jeden plus, że czyta się b. szybko (no i jeszcze na plus parę niezłych one-linerów). Pierwsze 3 albumy tworzą jedną historię, kolejne już niezależne (z tego co przekartkowałem 5 i 6). Niby jest z tyłu jakaś większa intryga, ale średnio ciekawi jak się skończy, zresztą coś mi się wydaję, że seria została przerwana, bo nie sądzę, żeby w tych 2 ostatnich albumach wszystko się wyjaśniło. Szkoda papieru, czasu tłumaczy itd. na takie rzeczy, jeszcze w takim porządnym wydaniu. Nie wiem nawet jak ten komiks ocenić.
MuadGreDib podziel się opinią po przeczytaniu 9 tomu:) bo niestety ten ostatni psuje trochę odbiór całokształtugdzies slyszalem ze koncowka nie ma zbyt wielu fanow..
MuadGreDib podziel się opinią po przeczytaniu 9 tomu:) bo niestety ten ostatni psuje trochę odbiór całokształtu
PS nie wiem o co chodzi z tą stroną, do której niżej linkuje, czy to aktualne? :o
https://wspieram.to/napalony_na_komiks
Jeszcze nie czytam, ale juz nie moge doczekac sie kiedy zaczne. Chwile temu pan liscionosz przyniosl bardzo oczekiwany przeze mnie 1 tom nowej edycji Creepy Archives od Dark Horse comics. I tak jak na chwile przed zamowieniem nieco sie wahalem (jakby nie bylo to jest 29 tomow!), to teraz wiem, ze niepotrzebnie, bo zakup byl strzalem w 10. Jestem pod mega wrazeniem! Oldschoolowa horror pulpa pelna geba z rysunkami takich tytanow jak Frank Frazetta, Alex Toth, Gray Morrow, Joe Orlando i innych. Tom zawiera 5 pierwszych numerow magazynu Creepy, co ciekawe - wraz z oryginalnymi reklamami i listami od czytelnikow. Kazdy numer natomiast to kilka krotkich, niezaleznych, czesto przewrotnych historyjek. Oprocz kolorowych okladek, wszystko w czerni i bieli (jak na razie), odrestaurowane, w bardzo przyzwoitej jakosci. Jedyne zastrzezenie to papier, bo zarowno okladka jak i srodek moglyby byc nieco grubsze. Z drugiej strony - zajmie mniej miejsca na polce. Jaram sie na maksa i juz wiem, ze chce miec to w calosci.
@donT Coś dla fana Creepy w nitce Wydawnictwo Mandioca. Zerknij.
In Hollandia Suburbia
Naprawdę mocno się zastanawiam, jak określić moje wrażenia po przeczytaniu tego komiksu. Z jednej strony ciężko mi się to czytało, widzę spore niedostatki warsztatowe, szczególnie z narracyjnego punktu widzenia. Musiałem czytać bardzo powoli żeby układać sobie w głowie kto jest kim, kto co robi. Nie pomaga też to, że fragmenty były wcześniej wydawane w jakichś magazynach (jako shorty, jak rozumiem) a potem zostały wciągnięte do większej całości. W podziękowaniach autor dziękuje komuś za to, że bez niego ten komiks miałby "dużo mniej struktury". To ja nie chcę wiedzieć, jak to wyglądało wcześniej pod względem struktury właśnie ;)
Saint-Elme tom 1
Nie powiem, historia zaczyna się intrygująco. Zobaczymy czy autorzy dadzą radę i będą w stanie pociągnąć fabułę w ciekawy sposób w kolejnych tomach.
In minus - twarda okładka - po co to komu w przypadku takiej "chudzinki"? Nie jest to może takie ekstremum, jak w przypadku pozycji od wydawnictwa Amber, ale całkiem blisko.
Nana
A tutaj to odradzam zakup, oszczędzicie czas i kasę. Dramatycznie słaba manga, dziwię się że tyle osób się tym jarało na fb. Doczytałem do połowy i sprzedam bez mrugnięcia okiem. Jeżeli kogoś interesuje fabuła i o czym jest Nana to można to sprecyzować w kilku słowach. Nastolatka o dosyć przeciętnym IQ zakochuje się w każdym napotkanym mężczyźnie, a do tego ma romans ze starszym gościem, który po kilku numerkach ją rzuca. Później poznajemy drugą bohaterkę, diametralnie inną z charakteru. Dziękuję, dobranoc.
Graficznie jest poprawnie, zwykły średniak. Ani te rysunku nie są słabe, ani bardzo dobre. Czasami nie czuję tego mangowego fandomu w Polsce. Przeciętniak do bólu. Tytuł skierowany chyba wyłącznie do nastolatek, ewentualnie kobiet lubiących tanie romansidła.
2/10
Foligatto
De Crecy król, każdy kadr to arcydzieło. Scenariusz też w porządku, dobrze się klimatycznie z rysunkami zgrywa, ale w mojej opinii pełni funkcję służebną. 8/10
Saint-Elme 1
Już pisałem wyżej o genialnej narracji w tym komiksie. Ale to dopiero początek, z dużym potencjałem, ale wiele zależy od tego, jak autorzy to dalej poprowadzą. Ja jestem zainteresowany. 7/10
Foligatto
Scenariusz zdecydowanie służebny względem świetnych ilustracji, ale mnie całościowo trochę ten komiks wymęczył. Na tle tego albumu czy "Visy tranzytowej" to "Dziadek Leon" pozostaje niedoścignionym wzorem jednak. Dla mnie 5/10.
Foligatto jest spoko. Dałem 7/10.
Jeśli ktoś tęskni za czasami, kiedy Kultura Gniewu wydawała pierwsze albumy Rebelki, Diefenbacha Szneidera i Glinno Frąsia, to ten album jest dla niego.
Niepotrzebnym, w moim odczuciu, udziwnieniem jest zrobienie z głównych bohaterów homoseksualistów(?)- cały świat przedstawiony jest wystarczająco dziwny i odjechany i bez tego.
Trochę nie rozumiem, bohaterowie homoseksualiści zwiększają dziwność i odjechanie?Świat przedstawiony jest wystarczająco dziwny. Nie trzeba go udziwniać poprzez tworzenie pary dziwnych "homoseksualistów". I nie, nie budzi to moich kontrowersji. Po prostu wydaje mi się to zbędne, niepotrzebne. Niczego nie daje. Gdyby autor wstawił tam "heteroseksualną" parę, mój odbiór nie zmieniłby się ani o jotę. Ale może jest inaczej. Może przegapiam coś ważnego z racji mojego homofobicznego nastawienia.
Mnie Zasada Trójek odrzuciła, czytałem ponad 20 stron darmowej próbki (była taka na legalu udostępniona), moja konkluzja była taka, że to komiks o niczym i nie miałem ochoty zapoznać się z resztą. Szkoda, bo według mnie graficznie stoi momentami lepiej niż wspomniany Donżon. Jednak w Donżon głównym motorem napędowym jest właśnie historia, rysunki ją uzupełniają i są różnej jakości na przestrzeni tomów, ale przygoda wszystko ciągnie.
Nie zamierzam nikogo namawiać żeby czytał na siłę oczywiście, ale to zdecydowanie nie jest komiks o niczym.Tylko wiesz, to, że jest o przyjaźni albo coś w tym stylu, nie o to chodzi, historia ma wciągać, tutaj nie udało się mnie zainteresować przez ponad 20 stron, a w takim Donżon jestem kupiony już od 7 strony.
Zasada Trójek. (...) udziwnieniem jest zrobienie z głównych bohaterów homoseksualistów(?)
Nie wiem czy czytaliśmy ten sam komiks czy może moja pamięć tak zawodna. Ale dla mnie główni bohaterowie to byli kumple, a nie para. W żadnym momencie podczas czytania nie wyłapałem wątku homo (a jestem wyczulony na wciskanie takich akcji "na siłę").
Świat przedstawiony jest wystarczająco dziwny. Nie trzeba go udziwniać poprzez tworzenie pary dziwnych "homoseksualistów". I nie, nie budzi to moich kontrowersji. Po prostu wydaje mi się to zbędne, niepotrzebne. Niczego nie daje. Gdyby autor wstawił tam "heteroseksualną" parę, mój odbiór nie zmieniłby się ani o jotę. Ale może jest inaczej. Może przegapiam coś ważnego z racji mojego homofobicznego nastawienia.
Twarz
Krotko, ale intensywnie. To komiks niezwykle klimatyczny, powodujacy srednio przyjemny dreszczyk na plecach. Od samego poczatku wiesz, cos jest tu nie tak jak byc powinno, ze zaraz gdzies, komus stanie sie cos niedobrego, wiesz, ze wszystko zmierza ku nieuniknionemu. Czekasz na rozwiazanie tajemnicy, choc zdajesz sobie sprawe, ze nadchodzacy final bedzie bolesny. Bardzo bolesny...
Twarz to mroczny, pokrecony, ale cholernie satysfakcjonujacy thriller. Kapitalnie napisany i tak samo dobrze narysowany. Duet Milligan & Fegredo jest mi juz znany z rownie mocnego tytuly jakim jest Enigma. Autorzy i tym razem nie zawodza, dostarczajac kawal bardzo dobrej lektury. Zdecydowanie warto.
Ogólnie to z bardzo prostego pomysłu, powstał komiks godny sfilmowania.
Bomba.
Jestem w połowie i trochę zawód. Niby jest to, czego się spodziewałem: wielowątkowa historia, wielu bohaterów (nawet bardzo wielu), do tego przyjemna kreska, piękne wydanie. Ale no ta perfekcyjność techniczna nie przykrywa braku serca w tym wszystkim. Jakoś mało tu dramatu, zaskoczeń. Trzymamy się faktów, ale ludzie mogą być kimś więcej niż nazwiskami z książek historycznych. Nie kibicuję nikomu, bo bohaterowie mówią to co muszą mówić, robią to co im kazano. Wątpliwości są traktowane po macoszemu (nie my ich, to oni nas i już - problem? zmień pracę, weź kredyt...).
Czasami trochę też irytuje sposób narracji, trochę przypominający mi figurki z tillos czy skradziony skarb. Ale to aż tak wyraźne nie jest. Czasami też mam wrażenie, że cały temat jest na siłę upraszczamy, żeby nie zanudzić czytelnika. Nie obraził bym się za trochę więcej szczegółów technicznych czy naukowych.
Jestem już na początku 45 roku a jeszcze sporo kartek przede mną. Liczę, że trochę się to wszystko zmieni. Na razie mam odczucie jakbym czytał ilustrowaną książkę o projekcie Manhattan. Albo oglądał film Wołoszańskiego, tylko bez charakterystycznego budowania napięcia poprzez jego narrację.
Miałem w planach, ale jestem poniekąd komiksowym debilem, więc najpiękniejsze rysunki nie obronią bełkotliwego tekstu. Przyjąłem zabójczą dawkę grafomanii w "Hellblazerach" Delano i wystarczy mi na pół roku najbidniej, więc dzięki za opinię i z mojej strony pas.
Zastanawiam się nad kupnem drugiego tomu, ale nie zachecileś tym jasnowidzeniem.To był raczej jednorazowy motyw. Zakłuł, bo poza tym zeszyt fajny, wystarczyłoby przepisać praktycznie jedną stronę, żeby uniknąć tej głupoty.
No, ja przyjąłem tę dawkę tylko w tomie pierwszym Delano i przypominającej już nie wziąłem, nawet dusza komplecisty tu nie wygrała.
(https://i.imgur.com/8yQZn2b.jpeg)
Mija kilka lat, wychodzisz z kina z Jackie Brown, siorbiesz ostatni raz colę, która w 60% składa się już z wody powstałej po roztopionym lodzie i niby to cola, i fajnie, ale rozwodniona.
Ale oglądało się fajnie. Tyle tylko, że nie masz ochoty na powtórkę.
Do ostatniego to bardzo dobry antywestern. Dobrze zarysowane postacie, świetne rysunki i jeszcze lepsze kolory oraz mocna historia. Zmierzch Dzikiego Zachodu spowodowany, jak wiadomo, nastaniem kolei. Z powodu braku porządnej roboty ostatni kowboje parają się różnymi zajęciami. Czasem legalnymi, ale niezbyt prestiżowymi jak praca przy świniach lub jeszcze mniej chlubnymi jak napady. Gdzieś obok mieszkańcy małego miasteczka też spoglądają w przyszłość, którą zapewni tylko wybranie ich spokojnego miejsca zamieszkania jako nowej stacji załadunkowej na cały stan Wyoming. Wtedy do Sundance wjeżdża troje byłych konwojentów po swoim ostatnim przewozie bydła. I się zaczyna dobra historia.
Dla mnie to jest wzór jak powinny wyglądać tego typu przekrojowe wydania. Wszystko pięknie, chronologicznie, z masą dodatków, z komentarzem autorskim do każdej historyjki.
To nie jest przypadkiek na bazie wydania Fantagraphics? Oni wiedzą jak to robić
Fajnie byłoby, gdyby tak właśnie wyglądały porządne kolekcje i dodatki - jak u Rosy i kajkoszowej.
Już tam kij z wydaniem i dodatkami. Komiksy Dona Rosy, to poziom nieosiągalny dla większości twórców. Nie tylko Życie i czasy to mistrzostwo, praktycznie każdy z jego komiksów to perełka. On prawie nie ma takich zwykłych śmiesznych historyjek, żeby się zgadzał hajs od Disneya. Historyjek, których by nie przemyślał od A do Z. Tam widać wielkie serce twórcy i pracę włożoną w każdy komiks. O talencie nawet nie ma co pisać, bo jest oczywisty. Zabawy fizyką, klasowe obyczajówki, genialne podróżnicze, jego komiksy są zawsze czymś więcej. Nigdy nie zapomnę Pierwszej dziesięciocentówki i małego Sknerusa pucybuta. Miałem ze 9 lat, a już wiedziałem, że ten komiks jest czymś lepszym od reszty zawartości pisma KD.
Pierwszy raz czytam od początku do końca kolekcję Rosy.Mnie został już tylko jeden tom i kolekcję Rosy mam przeczytaną - choć oczywiście sporo z tych historii znałem wcześniej. Możliwe nawet, że na dniach się zabiorę, bo tak mi właśnie chodziło po głowie.
Tak, dokładnie. Nawet chyba 1:1 Fantagraphics, ale głowy nie dam.Jedynie chyba w oryginale format był nieco większy, ale dla mnie żadna wada, bo w sumie dostaliśmy te komiksy w takim rozmiarze, w jakim wychodziły w KD.
Na przykład "Król Sknerus Pierwszy" albo "Skarbnica wiedzy".
Skarbnica (na równi z Zaginionymi mapami Kolumba) to dla mnie najlepszy komiks Rosy.
11/10.To za co dajesz temu komiksowi 11/10 (czyli arcydzieło?) bo nie kumam z tej recenzji.
To chyba ironicznie.
urocza jest też historia przybliżająca czytelnikom ówczesne odkrycia na temat fizyki kwantowej.Z góry przepraszam za dopierdalanie się. Wiem, że mechanika kwantowa zyskała ostatnio nieco na popularności, ale ta teoria została opracowana sto lat temu. I od tamtej pory fizyka znalazła się w impasie, tzn. wciąż nie opracowano żadnej równie fundamentalnej teorii a nawet większość problemów wciąż pozostaje nierozwiązana.
I od tamtej pory fizyka znalazła się w impasie, tzn. wciąż nie opracowano żadnej równie fundamentalnej teoriiW impasie? W dobie ciemnej materii?
W impasie? W dobie ciemnej materii?Mhm. Ciemna materia nie jest akurat problemem, który nazwał bym fundamentalnym. Wystarczy przyjąć istnienie nieznanych cząsteczek oddziałujących grawitacyjnie, ale nie oddziałujących z fotonami. Są poważniejsze luki. Jest nią już choćby ciemna energia, dla istnienia której już tak prostego wyjaśnienia nie da się przedstawić. Ale mamy szereg szerszych problemów, np. dlaczego grawitację opisujemy teorią Einsteina, ale nie możemy jej opisać kwantowo? Dlaczego stałe opisujące Wszechświat mają wartości takie a nie inne? Skąd się wzięła nadwyżka materii, która nie uległa anihilacji i utworzyła Wszechświat, czemu jest jej akurat tyle i czemu nie obserwujemy pojawiania się takich nadwyżek w LHC? Jeśli obserwacja nadaje kwantom cechę punktowości to czym są obserwator i obserwacja i czy to obserwacja tworzy Wszechświat (jaką postać mają kwanty, gdy nikt ich nie obserwuje?)?
I jest potrzeba opracowania nowej fundamentalnej teorii?
W impasie? W dobie ciemnej materii?Nowej? A jest stara? Dopiero szukamy teorii, która zunifikuje wszystkie siły natury. A pogodzenie grawitacji z fizyką kwantową? Tak, obecnie jesteśmy w impasie.
I jest potrzeba opracowania nowej fundamentalnej teorii?
Julia - Przygody kryminolozki – Wieczny Odpoczynekteż mi się to przyjemnie czytało. fajnie zarysowane postaci drugoplanowe, choć sama Julia może niespecjalnie. Rysunki - niby znany i uwielbiany Toppi, ale jednak on jest mistrzem quasi-"chaotycznej" kreski, i średnio się odnajduje w prostych zarysach aut, wieżowców, czy ulic. mimo wszystko warto chociażby dla samej nieskomplikowanej, choć niebanalnej akcji.
To moj pierwsz kontakt z seria i na dzien dobry - bardzo przyjemne zaskoczenie. Nie bede ukrywal, Julie kupilem, zapewne tak jak wiekszosc, ze wzgledu na rysunki Toppiego. Nie obiecujac sobie wiele, dostalem bardzo sprawnie napisany kryminal, w klimatach Dylan Doga, ktory czyta sie jednym duszkiem. Opowiadana historia to nic wybitnego, napisano dziesiatki, jestli nie setki podobnych. Jednakze trudno jest ten komiks odlozyc na polke, nie poznawszy zakonczenia. A musze przyznac, ze doczytawszy do konca nie spodziewalem sie takiego obrotu spraw. Same rysunki? Kozak. Tu zadnego zaskoczenia byc nie moze. Nie jest to co prawda Toppi znany z autorskich dziel, kreska jest szybsza, bardziej ulozona, a kadrowanie standardowe. Jednakze to nadal Toppi czyli maestria pelna piersia. Czy warto? Oczywiscie! Ten zbiorek to no-brainer. Solidna historia, swietne rysunki za smiesznie niska cene. Kto nie kupi ten traba.
Nie bede ukrywal, Julie kupilem, zapewne tak jak wiekszosc, ze wzgledu na rysunki Toppiego.
Blood of The Virgin. Montażysta filmów flasy B dostaje pierwszą reżyserską robotę. Pokaźnej objętości , fajna obyczajówka napisana i narysowana przez Sammyego Harkhama.
Cygan
Meh... jednak zawod. (...) Im dalej, tym niedorzeczniej, a przyjemnosc z lektury coraz bardziej watpliwa. Slabo. Za taka cene, nie warto.
I co? Wyszło, że jednak miałem rację :P
I kto ma racje?
Mazeworld - Spory zawód, za dużo dla mnie w tej opowieści taniej metafizyki a za mało przemyślanej budowy świata. To niestety typowy komiks od studia lain, piękne rysunki przyciągające oko, ciekawe pomysły wyjściowe i zmarnowany ich potencjał, do tego nachalne walenie czytelnika po głowie mało ambitną filozofią (życie jak labirynt).
Dla mnie "Sędzia Anderson: Szambala" to ścisła topka Dreddów. Wspaniały klimat oldschoolowego s-f bez hamulców. Zostały u mnie na półce "Ameryka" i "Szambala" a słynne "Mandroid" czy "Necrocity" wywiało.
Mazeworld to chyba mamy na własne życzenie, prawda? Jakoś tak kojarzę, że forum mocno chciało, wydawca był w tej kwestii zachowawczy i w końcu stanęło na tym, że jak sprzedaż innych tomów będzie szła dobrze, to i Mazeworld będzie - co się wydarzyło.
Piszę o tym, bo choć wydawca potrafi popadać w nadentuzjazm, to jednak w tym przypadku nie był to ścisły jego wybór, ale vox populi. Jakie populi, taki vox i potem takie komiksy :)
Ja tam się cieszę na Ransona. Zakładam, że to dalej jest bardzo fajny komiks.
Piszę o tym, bo choć wydawca potrafi popadać w nadentuzjazm, to jednak w tym przypadku nie był to ścisły jego wybór, ale vox populi. Jakie populi, taki vox i potem takie komiksy :)Z czysto komercyjnego punktu widzenia wsłuchanie się tym razem w vox populi okazało się strzałem w dziesiątkę.
Tak, Więzień Doliny Białej Śmierci to jeden z najlepszych komiksów Rosy i absolutne 10/10. Prawdopodobnie ten jego ostatni komiks jest właśnie najlepszym.
Mazeworld przeczytałem w sobotę 2/3 (pewnie dziś skończę). No szału nie ma niestety. Tzn. rysunkowo bardzo fajnie, ale fabuła to tylko pretekst. Jedyny fajny wątek to sceny w czasach współczesnych. Te w klimatach fantasty (czyli 90%) to schemat i nuda. Plus, że szybko się czyta ;)
Jeśli już jesteśmy przy pozycjach Studia - ktoś może już czytał Aberzena i może podzielić się opinią?
Do mnie jeszcze nie doszedł, ale po ostatnim tytule, właściwie po dwóch, nie czekam na wstrzymanym oddechu ;)
No właśnie pamiętam, że były jakieś rozkminy o podróży w czasie, jeżeli to to ;) I w zasadzie to mnie bardziej zainteresowało tytułem, lubię jak jest co porozkminiać ;)
Zmobilizowałem się i coś skrobnę, bo zmienił się trochę mój odbiór tego tytułu. Doczytałem parę dni temu do końca i trzecia, ostatnia część bardzo na plus. Być może dlatego, że spora część akcji dzieje się współcześnie (+ może też lepszy odbiór przez "lepszy" dzień podczas czytania). Po 2/3 miałem ochotę doczytać i "na sprzedaż", teraz bardziej się składam przy zostawieniu, bo rysunki świetnie, końcówka sensowna, a całość oceniam na solidne 7+/10.
PS. Metafizyki itp. osobiście to tu nie stwierdzam jakby się ktoś bał, po opinii już nie pamiętam kogo (sorki).
pisarstwo Snydera, dla mnie jego komiksy to taka sieczka w stylu hollywoodzkich blockbusterów.I jak od początku nie liczysz na nic innego to potrafi wejść bardzo przyjemnie ;)
Szkoda tych wspanialych rysunkow Albuquerque do tak sredniej fabuly :(Pod tym względem nie mam problemu, bo Albuquerque nie lubię ;D
Mazeworld
(...)
Rozwaliły mnie też ramki kadrów w kształcie labiryntów (pojawiły się pod koniec 3 księgi)
"Twierdzi Pereira".
Genialne.
10/10.
Najlepszym komiksem wydanym w tym roku przez Studio Lain pozostaje Sha.
Akurat "Sha" można dostać niewiele drożej niż przy premierze.
Przed chwilą rozpakowałem Lost girls w oryginale. Uznałem, że się nie doczekam wznowienia a kilka stów to nie jestem gotowy wydać na coś, co ma dużą szansę mi nie podejść.
Prawdziwa cegła. Przekartkowałem chwilę i rysunkowo jest niesztampowo, z braku innego określenia. Ale też obawy, czy przebrnę jeszcze się powiększyły. Mam nadzieję, że fabuła będzie wystarczająco wciągająca. Albo że w ogóle będzie jakaś fabuła.
Podobnie "Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny" odebrałem bardzo średnio.
A to jest jakoś powiązane, choćby luźno, z Criminal? Bo na Gildii jest podpisane jako "Criminal - Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny.". Ale nie brałem tego dotychczas.
komplet CriminalPelna zgoda. Criminal to czyste komiksowe zloto. W moim prywatnym rankingu to najlepsze co stworzyl duet Brubaker & Philips. Najbardziej lubie 6 tomow klasycznego runu. Level konstrukcji fabuly i kreowania swiata to komiksowy czarny pas.
Opowieści z czasów KobryTu tez zgoda. Opowiesci to obok Rogatego Boga i Ballady o Halo Jones moj ulubiony komiks ze Studia Lain (pierwszej fali, ze tak powiem). Niesamowita przygoda i awanturniczy, orientalny klimat pelna piersia. Do tego uczta dla oczu. Kto nie ma niech bierze poki jest.
Brygada
Są też podobne pod względem konstrukcji - niezależne historie z jednego świata, które gdzieś tam na drugim planie się przenikają.
Tylko że przerysowane, posunięte na krawędź groteski "Sin City" balansuje na grancy parodii, podczas gdy "Criminal" jest jednak hmmm... "realistyczny", przyziemny i wywołuje nieco inne emocje.To racja. U Millera wg mnie cechą charakterystyczną jest to, że nawet kiedy pisze dla dorosłego czytelnika, to w jego scenariuszach czuć, że dobrze pamięta, w jakim medium tworzy i nie wstydzi się tych korzeni, a jego historie są właśnie w taki "komiksowy" sposób przerysowane. Więc w tym świecie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na przykład Marv skakał w długim płaszczu między dachami budynków niczym Batman w swojej pelerynie.
Ponadto drażni mnie jedna niekonsekwencja. Zielone pierścienie miały być bezradne wobec żółtego koloru. Tymczasem tutaj nie działają tylko przez chwilę, po czym pada hasło, że nie działają "tylko żółtodziobom" i potem już heja - rozwalają cały czas wszystko co żółte bez najmniejszego problemu.
Trochę dawno to czytałem, ale wydaje mi się, że na początku swojego runu Johns ustalił, że Green Lantern, który pokona swój największy strach, może oddziaływać pierścieniem także na żółty kolor, czy coś takiego.Nie poświęca temu zbyt wiele miejsca. Bodajże na jednej stronie skasował ot tak kilkadziesiąt lat kanonu. Potem już każdy, kto ma zielony pierścień kasuje wszystko co żółte na lewo i prawo.
Nie poświęca temu zbyt wiele miejsca. Bodajże na jednej stronie skasował ot tak kilkadziesiąt lat kanonu. Potem już każdy, kto ma zielony pierścień kasuje wszystko co żółte na lewo i prawo.
Być może takie odczucie, że tym razem nie jest tak świetnie jak wcześniej zostało z premedytacją zaprogramowane przez twórców
Miracleman, Moore, Mucha Comics.
Słaby komiks, którego nie jestem w stanie skończyć. Słabe rysunki. Zdarzają się niezłe pomysły, ale to tyle. Pomimo rozkładania lektury na kilka wieczorów utknąłem w połowie i chyba dalszego ciągu nie będzie. 4/10.
Miracleman, Moore, Mucha Comics.
Słaby komiks, którego nie jestem w stanie skończyć. Słabe rysunki. Zdarzają się niezłe pomysły, ale to tyle. Pomimo rozkładania lektury na kilka wieczorów utknąłem w połowie i chyba dalszego ciągu nie będzie. 4/10.
Ja MM uwazam za swietny tytul, zadnego przynudzania nie zauwazylem.
Jestem zdziwiony, bo dla mnie MM jest komiksem niemal epokowym.Co w tym dziwnego że ktoś ma inne zdanie niż ty? Przecież wszystkie komiksy uważasz za "świetne" albo je "uwielbiasz" strażniku bramy.
Miracleman, Moore, Mucha Comics.
Słaby komiks, którego nie jestem w stanie skończyć. Słabe rysunki. Zdarzają się niezłe pomysły, ale to tyle. Pomimo rozkładania lektury na kilka wieczorów utknąłem w połowie i chyba dalszego ciągu nie będzie. 4/10.
Moore (w mojej ocenie) generalnie strasznie przynudza
Ciezko z czyms takim dyskutowac.
Dla Ciebie przynudzanie, dla mnie to budowania swiata i tworzenie glebi fabularnej.
Coz poczac. Zycie.
Etam, mnie też nudzi. Powiedziałbym, że dla mnie to komiksowy Nolan. ale jednak troche obraziłbym Moora. Nadal jednak nie znajduję powodu dla którego stał się scenarzystą komiksowym, zamiast jednak pisarzem.
Dla Ciebie przynudzanie, dla mnie to budowania swiata i tworzenie glebi fabularnej.
Co w tym dziwnego że ktoś ma inne zdanie niż ty? Przecież wszystkie komiksy uważasz za "świetne" albo je "uwielbiasz" strażniku bramy.Nie jestem zdziwiony, że ktoś ma inne zdanie, tylko, że jest aż taka rozbieżność w ocenie. Nie wszystkie komiksy uważam za świetne, wiele uważam za kiepskie i beznadziejne, ale o takich nie chce mi się pisać. Dość rzadko piszę o konkretnych komiksach, bo nie mam talentu do pisania recenzji. Wypowiadam się wtedy jeśli jakiś komiks bardzo mi się spodobał.
Criminal 1, 2. Mucha Comics.
Jakiś czas temu przeczytałem, że nakład Criminal się wyczerpuje, nadeszła więc dobra okazja do tego, by zapoznać się z tą serią. Najpierw kupiłem i przeczytałem #1. Solidny kryminał, takie 7/10. Ciekawa historia, momentami zbyt płaska, jeśli chodzi o zachowania bohaterów. Brakuje przerysowania, bo przecież wszystko jest na serio, to nie komedia ani parodia. Odłożyłem na półkę i tyle.
Parę dni temu kupiłem część drugą i zacząłem czytać i... jakie to jest dobre!
Moore (w mojej ocenie) generalnie strasznie przynudza - z tego co miałem okazję czytać - Liga, Promethea, Strażnicy, Providence i Neonomicon, Szoki, Skizz i DR & Quinch.
Słaby komiks...
Nie jestem zdziwiony, że ktoś ma inne zdanie, tylko, że jest aż taka rozbieżność w ocenie. Nie wszystkie komiksy uważam za świetne, wiele uważam za kiepskie i beznadziejne, ale o takich nie chce mi się pisać. Dość rzadko piszę o konkretnych komiksach, bo nie mam talentu do pisania recenzji. Wypowiadam się wtedy jeśli jakiś komiks bardzo mi się spodobał.Wiem mam o czym jest mam go na półce od dawna. Uważam go za bardzo dobry, epokowy może nie ale dla ciebie może taki jest kazdy uważasz za "świetny" "cudowny" bla bla. Epokowy to on może był w czasach w których powstał, teraz nie dziwi mnie ze ktoś może uwarzać go za sredniaczka.
Co do MM pewnie nawet nie wiesz, o czym jest, bo jest to komiks, który kosztuje więcej niż 15 PLN i musiałbyś przed zakupem wylać ze cztery strony lamentu, jak to jest drogo.
Miracleman, Moore, Mucha Comics.
Słaby komiks, którego nie jestem w stanie skończyć. Słabe rysunki. Zdarzają się niezłe pomysły, ale to tyle. Pomimo rozkładania lektury na kilka wieczorów utknąłem w połowie i chyba dalszego ciągu nie będzie. 4/10.
Doszedłem ostatnio do wniosku, że niestety mało co mi się podoba.
Mam podobnie, ostatnio większość klasyfikuję jako średniaki takie 6/10 gdzie w zasadzie extra punkty są zawsze za warstwę graficzną.
6/10 to jeszcze jest dobrze.
Moje oceny ostatnich komiksów, które przeczytałem:
Criminal #2 - 9/10
Cartland #3 - 6/10
Stolp (Bardo #1) - 4/10
Amazing SM by Straczynski #1 - 7/10
Tintin: Cygara faraona - 6/10
Batman: Azyl Arkham - 5/10
Cuotoo, Andreas - 7/10
Etam, mnie też nudzi. Powiedziałbym, że dla mnie to komiksowy Nolan. ale jednak troche obraziłbym Moora. Nadal jednak nie znajduję powodu dla którego stał się scenarzystą komiksowym, zamiast jednak pisarzem.
Próbuję sobie przypomnieć, żeby wskazane narracyjne rozwiązania bądź ta chirurgiczna dbałość o każdy kadr kiedykolwiek zwróciły moja uwagę swoją nadzwyczajnością. I jakoś nie mogę. No i nie, jednak nie Kubrick. Jemu dobrze wychodziła i forma i treść i balans pomiędzy nimi.
To raczej kwestia twojej ignorancji i złej woli niż braki warsztatowe Moorea.
I jeśli jestem ignorantem, bo plansza 3x3 nie jest w stanie rozpalić mojej miłosci do komiksu, to mogę nim być.
Watchmenowy układ kadrów to jeden z tysiąca możliwych przykładów jaką bzdurkę palnąłeś pisząc że Moore czy w komiksie czy książce to w zasadzie bez różnicy. Niemądrym byłoby sugerowanie że to główna wartość jego scenariuszy.
To jeden z Twoich przykładów na mistrzowstwo Moorea, podobnie jak enigmatyczne płynne przejscia między scenami, wspomniana dbałość o każdy kadr (w sumie nie wiem co mu przypisac tu, bo nie mam pojęcia w jakim stopniu w te kadry ingerował. Nie widze jakiejś wyraźnej sugerujacej to wspólnejj klamry w pracach róznych rysowników jego komiksów, ani też ich nadzwyczajnych walorów. Nie napisałem też, że czy w książce czy w komiksie to bez różnicy. Napisałem jasno, że moim zdaniem książka jako medium pasowałaby bardziej do stylu jego prac. Bzdurka? Masz prawo do własnej opinii. W dobrej wierze zakładam, że to własna, a nie zaadoptowana, bo wypada. ;)
Bractwo Kraba.
Fantastyczny, pięknie namalowany ciężki tematycznie komiks ale podany w taki sposób, że totalnie zniszczył mi konstrukcję.
Pokaz wyobraźni scenarzystów oraz rysownika jest tak niesamowity, to jak dźwignęli i przedstawili tematykę choroby to coś nie do opisania, wylewający się z każdej strony klimat tajemnicy i chęci poznania, nieustającej walki oraz próby zrozumienia kim jest"wróg" plus ta dziwna , połatana dziewczynka, która jest... No to trzeba po prostu przeczytać.
Opad szczęki , cudowny komiks z potężną dawką emocji zwłaszcza w końcówce. Nie wiem czy przeczytam coś lepszego w tym roku.
Jean Baptiste-Andreae Mistrz.
Mathieu Gallie Mistrz .
Studio Lain , dzięki!
10/10
(https://i.ibb.co/vLrjhyZ/IMG-20230827-121525.jpg)
Ciekawe, i jak wypada w porównaniu z odcinkiem?
Ciekawe, i jak wypada w porównaniu z odcinkiem?IMHO w serialu wypada to lepiej. Wydaje mi się, że zmiany jakich dokonali w scenariuszu były słuszne. Fabuła po tym zabiegu jest bardziej spójna i skupia się przede wszystkim na incydencie zmieniającym linię czasową i wyborze który musi podjąć Kirk. Wycięto (według mnie, oczywiście) niepotrzebne wątki. No i większą rolę otrzymał Bones.
@donT chciałbym umieć tak ładnie opowiedzieć o tym komiksie, pozostaje mi się tylko zgodzić w 100%. nabieram znów ochoty na powrót. A Ciebie zachęcam do sięgnięcia po Rusty Brown i Building Stories (tu dopiero będziesz zmiał zabawę z formą). Choć może radziłbym po chwili odpoczynku po Jimmym ;)
Podziwiam Twoj entuzjazm. Serio. Pierwszy wszedl calkiem ok, ale drugi tom Delano byl dla mnie meczarnia. Dziwna, nieprzystepna, ocierajaca sie o belkot maniera scenarzysty i w wiekszosci odpychajace rysunki skutecznie zniechecily mnie do trzeciego tomu. Zdecydanie bardziej prefereuje pozniejsze inkarnacje Johna.Miałem trochę podobnych odczuć przy historii z annuala, która rozpoczyna ten tom. Było to męczące, zwłaszcza na początku, ale uznałem, że ta narracja miała na celu nawiązywać stylistycznie do umiejscowienia akcji w średniowieczu. Później w miarę wraca do normy, która była w pierwszym tomie (przynajmniej ja nie zauważyłem dużej różnicy). Delano czasami odlatuje z jakimś udziwnionym porównaniem, tu się zgadzam, ale nie na tyle często, żebym nie mógł tego czytać.
Przeglądając forum, łatwo idzie odczuć, że akurat ten run w "Hellblazerze" zebrał spore grono przeciwników i nie do każdego trafił. W sumie nie jest to dla mnie jakieś niezrozumiałe, bo widać po nim i upływ czasu, i momentami niezgrabną manierę narracji, dużą ilość tekstu czy czasami nazbyt powolną akcję.
Etam, mnie też nudzi. Powiedziałbym, że dla mnie to komiksowy Nolan. ale jednak troche obraziłbym Moora. Nadal jednak nie znajduję powodu dla którego stał się scenarzystą komiksowym, zamiast jednak pisarzem.Odkopałem dyskusję na temt Moore'a i zgadzam się z Tobą, @Bender. Totalnie tak, choć ja uważam, że Nolan jest jednak twórcą przynajmniej 3 filmów wybitnych a Moore ma za sobą wybitny tylko jeden komiks. Gość powinien iść w literaturę bezapelacyjnie bo jego komiksowe czytadła to czasami droga przez mękę. Wchodzi w dyskurs sam z własnym ego i erudycją, popisując się wiedzą i researchem a zapomina o fabule i o tym, że dobrze kiedy historia ma jednak tempo i pazur a nie tylko nagromadzenie informacji oraz filozofie i dywagacje autora.
Myślałem, że Cesarzową Charlottę będę bardziej oglądał niż czytał a tymczasem czytało się to świetnie. Oglądało zresztą też (Bonhomme wiadomo, choć wolę go z Markiza). Wiadomo kiedy 2?Do mnie Charlotta właśnie nadciąga z Gildii. Ślicznie narysowany jest ten komiks. W zasadzie każdy kadr twarzą/buzią Charlotty to dzieło sztuki. Cudnie Bonhomme ją narysował.
Myślałem, że Cesarzową Charlottę będę bardziej oglądał niż czytał a tymczasem czytało się to świetnie. Oglądało zresztą też (Bonhomme wiadomo, choć wolę go z Markiza). Wiadomo kiedy 2?Jeśli wszystko dobrze pójdzie to autorzy planują premierę finałowego czwartego tomu (który będzie wchodził w skład naszego drugiego zbiorczego) na końcówkę 2024, ale bezpiecznie założyłbym dopiero początek 2025. LIT oczywiście wyda od razu gdy wyjdzie we Francji.
Odkopałem dyskusję na temt Moore'a i zgadzam się z Tobą, @Bender. Totalnie tak, choć ja uważam, że Nolan jest jednak twórcą przynajmniej 3 filmów wybitnych a Moore ma za sobą wybitny tylko jeden komiks. Gość powinien iść w literaturę bezapelacyjnie bo jego komiksowe czytadła to czasami droga przez mękę. Wchodzi w dyskurs sam z własnym ego i erudycją, popisując się wiedzą i researchem a zapomina o fabule i o tym, że dobrze kiedy historia ma jednak tempo i pazur a nie tylko nagromadzenie informacji oraz filozofie i dywagacje autora.
No i lubię tych wszystkich którzy na widok 'złego słowa' na temat Moore'a a właściwie słowa nie wypowiadanego na klęczkach ze wzrokiem skierowanym ku niebu, gotują się krzycząc 'herezja!', 'bluźnierstwo!', 'otruli!' XD To normalne, że jak się kocha komiks to trzeba wielbić Moore'a bądź 'o nim albo dobrze albo wcale'. A jak się nie lubi bądź nie czapkuje to jest się komiksowym podrabiańcem.Czy jest sens czytać takie wpisy, albo z nimi dyskutować? Jeden lubi to, drugi tamto. I tyle.
A to najlepiej Strażników albo Vendettę powiesić nad drzwiami w kuchni albo salonie zamiast świątka. Beka ;D
Dla mnie dwa najlepsze komiksy Moore'a to TOP 10 i Ballada o Halo Jones.
I zupełnie mnie nie interesuje moda na stawianie Moore'a czy Gaimana na Olimpie sztuki komiksowej (bo tak od lat było i tak należy), czy wręcz odwrotna moda na zrzucanie ich z piedestału. Ja te komiksy po prostu lubię. I sięgam po opasłe tomy po raz kolejny z przyjemnością, bo przecież nikt mnie nie zmusza (a sam się nie zmuszam do niczego).Bo jest Pan normalny, z normalnym podejściem, bez przysłowiowego 'hurr durr szkalują!'. I to szanuję bardzo mocno :)
Co prawda nic nad żadnymi drzwiami nie wieszam (a w salonie i kuchni nawet nie mam drzwi), ale w salonie mam kilka plakatów displate. Na razie co prawda filmowych, ale jak znajdę komiksowy, który mnie się spodoba, to komiksy Moore'a będą jednymi z kandydatów.
Dla mnie dwa najlepsze komiksy Moore'a to TOP 10 i Ballada o Halo Jones.
Hombre - 10/10. Pięknie zilustrowane opowieści, brutalne i ociekające testeronem jak najlepsze filmy akcji klasy B z czasów VHS. Autorzy postarali się tak zróżnicować swoje opowieści, że oprócz ciężkich i poważnych odcinków, które pokazują, że historia zatacza koła (Przywódca) dostajemy kawałki lekkie i zabawne (Attyla na motorze). Jest nawet post-apo Królewna Śnieżka ;D Dla mnie bomba.
Na razie się męczę z tym nowym Gipim. Obym zmienił zdanie, ale na razie straszny kwas. Poprzednie komiksy Gipiego, to były sztosy, a teraz...Wczoraj odłożyłem komiks, dziś wróciłem, trochę się jeszcze męczyłem, ale potem przestało być tak źle.
Żeby nie było jak z Celestią, że autor uznany, a komiks słaby.
Za to Paco Roca znowu zarządził i Zmarszczki są 10/10.
Dla mnie Blueberry 3 to jeden z najlepszych westernów w moim życiu. Stawiam go na równi z Dobrym, Złym i Brzydkim. Absolutne 10/10.
BiC - Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem - Tytułowa historia całkiem okej, metafizyczno-postmodernistyczne spojrzenie na historie batmana, nie poczułem żadnych emocji w trakcie lektury ale doceniam pomysł i wykonanie. Pozostałe historie raczej do zapomnienia, to na pewno nie są najlepsze komiksy Gaimana, ale tragedii tez nie ma.
Historia Moore'a z Calyfacem zawarta w kolekcyjnym tomie 5 z Batmanem Gaimana świetna.
Niby prosta, dość kameralna, a jednak dająca się odczytać na różnych poziomach.
W dodatkach jest opisane, że Moore'a uważa, że to jego najlepsza historia jaką stworzył w świecie Batmana. I szczerze mówiąc jestem w stanie się z tym zgodzić. Jedna z lepszych rzeczy jakie przeczytałem w tym roku.
Tak więc polecam, się zapoznać. A jak ktoś ma awersję do kolekcji wszelkich musi poczekać, bo pewnie w końcu wyda Egmont Uniwersum DC wg Moore'a, gdzie ma być ta historia też zawarta.
Przeczytałem tak jak planowałem ponownie historię Moore'a z Clayfacem i dalej polecam, teraz chyba jeszcze mocniej. Mistrzostwo krótkiej formy. Więcej tutaj treści, uczuć i rzeczy do przemyśleń niż w większości obecnie tworzonych masowo historyjek na 5-6 zeszytów.
Przy okazji przeczytałem również główną historię Gaimana "Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem" (nowe tłumaczenie tytułu mniej mi się podoba). Ujdzie, ale wielkiego szału nie ma. Wygląda trochę jakby Neil chciał się zabawić w Morrisona, ale za mało kwasa sobie zarzucił ;) Dzięki czemu jest może czytelniej, ale brakuje tej szczypty szaleństwa.
Stawiać Blueberrego na równi z Deadpoolem to jednak trzeba mieć specyficzne upodobania ;)
Hombre - mniej więcej w 1/3 dość odmóżdżającej, krwawej historii. Jak dalej ma być podobnie, to słabo. Jakiś zarys intrygi, suspensu czy w ogóle pomysłu dobrze by zrobiły temu komiksowi.
to jest postapo, ludzie praktykują kabibalizm - to jaki ma być ten główny bohater - miły i uprzejmy? :PNie. Droga McCarthy'ego to też jest postapo, a ludzie też praktykują kanibalizm. Główny bohater nie jest jednak tak denny i prosty. Kupując komiks wcale nie liczyłem na historię miłą i uprzejmą, z takimi też postaciami. Nie lubię takich.
(https://i.imgur.com/DlcrDtz.jpeg)
Wczoraj odłożyłem komiks, dziś wróciłem, trochę się jeszcze męczyłem, ale potem przestało być tak źle.
Gipi, którego poprzednie komiksy były bardzo dobre i rewelacyjne, zmierzył się w MŻKN ze swoimi traumami, chorobami i wspomnieniami. Miejscami jest to komiks bardzo niestrawny, kiedy śledzimy nudne narkotyczne wizje młodego wówczas autora i jego kolegów ćpunów. Potem robi się lepiej, historia łączy się miejscami z dość ciekawą opowieścią o kapitanie pirackiego statku, który walczył z miłością. Gipi miesza swoje i nie mniej pojebanych kolegów młodzieńcze wybryki, wspomnianą historię piracką i niechęć do miłości (także tej cielesnej), na którą miał wpływ incydent z dzieciństwa, kiedy pewien mężczyzna włamał się do pokoju w celu prawdopodobnego zgwałcenia jego siostry oraz późniejsze jego problemy medyczne z chorobą na kroczu i wstyd z tym związany. Nie miał w życiu lekko, a ten komiks jest zapewne jakąś formą odwagi i zmierzeniem się z różnego rodzaju problemami. Rysunki na jego normalnym, wysokim poziomie. Jest to najsłabszy komiks Włocha wydany w Polsce, ale ostatecznie doceniam odwagę i przyznaję połowę punktów. Ale powiem Wam, niektórzy się odbiją już po pierwszych kilkunastu stronach. Pamiętacie jednak, że dalej jest nieco lepiej. Miejscami nawet się wciągnąłem. Komiks raczej dla psychofanów Gipiego. 5/10
Paradoksalnie w powiększonym formacie Hombre wypadł, w mojej ocenie, lepiej w czerni i bieli niż w kolorze.
Czemu paradoksalnie?
Plus jedną rzecz zrozumiałem inaczej niż Ty:Hmm... Ciekawa interpretacja. Może źle to zrozumiałem.
Hombre w jednym zdaniu to jest taki Thorgal postapo.
Ale wiesz, że to pierwsza część trylogii ? Bez pozostałych części traci, ale to i tak świetny komiks jest.
Dodatkowo rzuciło mi się w oczy za dużo ekspozycji i trochę zbyt nachalne odniesienie do Barksa – jakoś nie kupuję wykorzystania jego obrazów w świecie przedstawionym.
Czy to już koniec Blasta? Czy już nigdy nie spotkamy się z Raportem Brodecka? A co z Codzienną walką?
Kochani, wszystkie te komiksy przeżyjecie jeszcze raz, wraz z Autorem w Terapii grupowej!
Manu Larcenet bowiem zmierzył się że swoim życiem i twórczością jeszcze raz. Mocno i dogłębnie.
Czasem śmieszno, czasem straszno a czasem myślisz - Manu, co Ty jeszcze jesteś wstanie wykombinować?;)
Autor niewiarygodnie zdolny i oryginalny.
Terapia grupowa graficznie przebija wszystkie do tej pory wydane przez nas komiksy.
Coś jak zderzenie Chrisa Ware'a, Promethei Alana Moore'a, Życia i czasów Charliego Chan Hock Chye ale w wykonaniu Larceneta.
Z jego ponurym humorem.
Komiks, którego nie da się odzobaczyć!
Jezeli kogos ciekawi to pstryknalem kilka fotek.
O tutaj:
https://ibb.co/album/B4Jj0R?sort=name_asc
Właśnie skończyłem czytać serię 100 Naboi (jeszcze mam do przeczytania Brata Lono) i niestety jest to straszne rozczarowanie.To odpuść sobie Brata Lono. Szkoda Twojego czasu, a jak masz go jeszcze w folii, to będziesz mógł odsprzedać jako nówkę.
To odpuść sobie Brata Lono. Szkoda Twojego czasu, a jak masz go jeszcze w folii, to będziesz mógł odsprzedać jako nówkę.
Mnie cała seria bardzo się podobała, choć w pewnym momencie trochę się zaczęło już wszystko dłużyć. Natomiast Brat Lono to jakaś pomyłka. Główny bohater jest zupełnie out of character, zniknął klimat głównej serii, a wszystko jest nudne i przewidywalne. Serio, odpuść sobie
30 sztuk ktore zakamuflowaly sie w piwnicy :)(https://media.tenor.com/cZX_sxTNDmYAAAAC/big-lebowski-jeff-bridges.gif)
30 sztuk ktore zakamuflowaly sie w piwnicy :)
Jeśli dobrze pamiętam, swój tom kupiłem jako używkę za jakieś 25-30 zł.Ale jak o kilka zeszytów? W kolekcji masz 5 zeszytów, w Egmoncie 15.
Wchodzę teraz na stronę sklepu Egmont i widzę cenę 140 zł za nowe wydanie, powiększone o kilka zeszytów i oznaczone jako "Tom 1", czyli będzie jeszcze dwójka (bo chyba na trójkę nie ma tyle materiału). Czyli 280 zł za serię. Nie wiem, czy bym w to wszedł. Nie wiem skąd w ogóle pomysł by to wydawać ponownie, czy ta seria jest aż taka ważna w portfolio amerykańskiego wydawcy? Ja spasuję na tych 5 zeszytach.
Po prostu Alex Alice. Moim zdaniem najlepszy współczesny twórca rynku frankofońskiego. Jestem jego psychofanem.
Frankestein womb - kolejny one shot ellisa, tym razem list miłosny do twórczyni frankensteina. Ciekawa analiza treści powieści w kontekście przemian społecznych od 19 wieku, sporo wątków metafizycznych i postmodernistycznych, do tego bardzo ładnie narysowane. Jak na kompletnie nieznany mi wcześniej komiks również zaskoczenie na plus.W końcu rysuje Marek Oleksicki to inaczej być nie mogło.
Septentryon - czuję się oszukany tym komiksem.
Niezrozumiała jest też dla mnie decyzja o niewypośrodkowania tytułu.studio lain tłumaczyło w swoim temacie, dlaczego tak wyszło. Nie mogli z tym nic zrobić bo takie otrzymali materiały.
Nie chce tu wyjsc na jakiego hejtera, ale to chyba dosc czeste w przypadku komiksow ze SL - zajebiscie narysowane, srednie / slabe historie.
No nie wiem. Czytajac opisy zapowiadanych tutylow mam calkiem odmienne wrazenie.
Nie chce tu wyjsc na jakiego hejtera, ale to chyba dosc czeste w przypadku komiksow ze SL - zajebiscie narysowane, srednie / slabe historie.
Ja po Mazeworld odpuszczam komiksy SL. Nawet nie wymeczylem do końca. Komiksy tego studia można kupować jedynie jako opcje odsprzedania z zyskiem.No widzisz, a ja na Mazeworld się nie zawiodłem nic a nic. Dla mnie bardzo dobra pozycja.
swoja droga thornith i CE koncza pewien etap w naszym wydawnictwie :)
ktos patrzac na zapowiedzi na rok 2024 dostrzega to? :)
zdaje sobie sprawe, ze ostatnie nasze komiksy nie sa dla tzw. kazdego :)
to nie krytyka czy zarzut, zeby bylo jasne
ale wraz CE koncze z eksperymentami komiksowymi
z pozycjami niejedonznacznymi itp
mysle ze to widac po zapowiedziach na 2024
w tym roku wydalem, wydam takich pozycji za duzo
Aberzen, Thornith, CE, Zauroczeni, Wtorek, Septentryon
Z każdym kolejnym przeczytanym komiksem od SL odnoszę wrażenie, graniczące wręcz z pewnością, że SLain większości swoich komiksów nawet nie czyta przed wydaniem a tytuły są dobierane po opisach i na zasadzie "a bo rysunki fajne".
Era eksperymentalna Studia była wg. mnie całkowitym fiaskiem. Poza Aberzen kupiłem wszystkie wydane w tym roku komiksy SL i z wyjątkiem Sha żaden mi się nie podobał. Krabom dam jeszcze szansę, resztę skreślam. Odpuściłem Wtorek i Zauroczonych, Thornith też zapewne sobie daruję, nad CE będę się zastanawiał. Slaine to pewniak, czekam na tytuły zapowiedziane na 2024r.
W kazdy piatek mam ze swoim starszym trutniem filmowy wieczor. Jest popocorn, goraca czekolada, rozlozona rogowka, jednym slowem pelen relax. Przerobilismy juz chyba wszystkie mozliwe super-hero i ostatnio padlo na Zolwie Ninja. Nie te klasyczne z poczatku lat 90, tylko z 2014 9 2016 roku. Maly bawil sie przednio, ja - nie bardzo, a jedyne co mi sie w miare podobalo to aspekt wizualny. Jednakze, pod ich wplywem, naszlo mnie strasznie na jakis komiks z turtlesami, no bo kurcze pioro - kto z nas, wychowanych w kolorowych latach 90 ich kiedys nie lubil?
A juz w przyszlym tygodniu pan liscionosz przyniesie mi pierwszy vol Creepy'owego brata blizniaka - Eeire Archives. Mniam!
Jestem w 2/3 Zygfryda - zakup z winy forum i podzielam ochy i achy.Jeszcze Gwiezdny Zamek. Też sztos. Juliusz, Zygfryd, Gwiezdny Zamek. Kwintesencja frankofońskiej przygody, mocarnej łapy rysownika i talentu w opowiadaniu historii. Uwielbiam.
Po 1. Frankofon pełną gembą - krajobrazy, głowny bohater - jakbym czytał Thorgala. Naprawde można się zanurzyc - autor daje mnóstwo plansz, gdzie przyroda dominuje i zapiera dech.
Wstawki cartoonowe - głównie dotyczace Mima - zarówno graficzne jak tekstowe (zapasowe kowadło!) to takze kwintesencja ichniego humoru. Bardzo fajnie równoważą występy bogów, smoków, jabłek nięśmiertelności itd. czyli tematów, które są ponad nas - śmiertelników.
Po 2. Byłem onegdaj psychofanem Tolkiena, pozostala mi nadal pełna półka Jego dzieł i ich analiz. Owszem czytalem, że Nibelungi mialy na Niego spory wpływ ale nie sadzilem ze aż taki.
Dużo frajdy daje analiza w jaki sposób postacie z Zygfryda zostały użyte/odtworzone w Hobbicie i Władcy.
Polecam każdemu Tolkienofilowi.
Co do autora to prawdopodobnie (jak uzbieram) ogłoszę listopad miesiacem "Trzeciego Testamentu"
Jeszcze Gwiezdny Zamek. Też sztos. Juliusz, Zygfryd, Gwiezdny Zamek. Kwintesencja frankofońskiej przygody, mocarnej łapy rysownika i talentu w opowiadaniu historii. Uwielbiam.Juliusz to głównie Montaigne którego popis talentu można podziwiać we właśne wydanym "1629". Niemniej, owszem, Alice jest świetny :)
w końcu się wziąłem za Hellblazera, zacząłem wczoraj od runu Delano i będę szedł po kolei do przodu z tym co wydal Egmont :)
Obiecujący i wzruszający debiut autorki.
Moje komiksowe wrażenia oceniam w trzystopniowej skali ech-meh-och!
Zdecydowanie najważniejszym elementem każdego albumu jest dla mnie fabuła.
// ech = słabo, zawód (https://wsjp.pl/haslo/podglad/67551/ech)
// meh = średnio, przeciętnie (https://pl.wiktionary.org/wiki/meh)
// och! = polecam, zachwyt (https://sjp.pl/och)
Bardzo podoba mi się Twoja skala. Nie wiem czy ukradnę, ale nie wykluczam.
Ballada o Halo Jones - i to jest naprawdę przyzwoita pozycja.Widać przemyślaną konstrukcję scenariusza, kilka fajnych pomysłów, ciekawą fabułę. Z wad jedna - główna bohaterka nie jest w ogóle interesująca. Taki chyba nawet był zamysł autorów, ale albo to nie był dobry zamysł, albo przedobrzyli. W każdym razie ja oceniam to jako wadę, bo to powoduje, że nie wrócę do tego komiksu, gdyż jest to historia postaci, która mnie nie obchodzi. Ale całość to bardzo solidna pozycja, polecam.Według mnie taki był zamysł, bohaterka nie jest treścią, tylko nośnikiem opowieści, a bohaterem jest otaczający ją świat. Trochę podobna konstrukcja jak w Węgiel i Krzem, albo w filmie Łowca Androidów.
Warto, kapitalny tytul.
Narodziny potomka wywracaja wszystko do gory nogami. Poukladany, usystematyzowany swiat staje nagle na glowie i znalezc czas aby sobie polezec do gory wentylem i cos poczytac to nie lada challenge. Niemniej jednak ostatnio udalo mi sie przeczytac wspominanego tu niedawno i ogolnie zachwalanego Zygfryda. To kolejny juz komiks, ktory w obecnej obfitosci przefrunal gdzies poza radarem i bardzo sie ciesze, ze jedank udalo mi sie go wychwycic. To swietna, przesliczna epopeja, ktorej zaden fan komiksu frankofonskiego nie powinien przeoczyc. Wspaniala, fantastyczna opowiesc, ktora porywa nas do swego magicznego swiata mitow, gdzie jestesmy swiadkami losow legendarnego Zygfryda, pogromcy smoka, ktorego przeznaczeniem jest uratwac swiat. To monumentalna wspaniala podroz jaka czytelnik odbywa wraz z glownym bohaterem. Przepiekne, bajkowe rysunki nie ustepuja scenariuszowi, a wrecz przeciwnie, genialnie go uzupelniaja. Warto, kapitalny tytul.
Inni wydawcy mogliby uczyc sie od chlopakow z LiT jak sie gra w te gre.Chlopaków i dziewczyn. Nie ma to jak dyskryminować płeć piękną. Powtórzę się, ale naprawdę proponuję pojechać nieraz na festiwal i zobaczyć oraz pogadać z wydawcami, aby przekonać się kto stoi za wydawnictwem, bo to nie jest sam Marcin, alę także Joanna, nie wspominając innych kobiet które wspracują z tym wydawcą.
Chlopaków i dziewczyn. Nie ma to jak dyskryminować płeć piękną. Powtórzę się, ale naprawdę proponuję pojechać nieraz na festiwal i zobaczyć oraz pogadać z wydawcami, aby przekonać się kto stoi za wydawnictwem, bo to nie jest sam Marcin, alę także Joanna, nie wspominając innych kobiet które wspracują z tym wydawcą.
Wypraszam sobie. Nieswiadomie i nieintencjonalnie ominalem plec piekna, ale nikogo nie dyskryminuje. A Ty kolego zluzuj poslady, bo rycerzykujesz ostatnio na kazdym kroku. Jak nie do bazyliszka, to nadinterpretujesz i dosrywasz sie do innych. Napisz moze co fajnego ostatnio przeczytales.Zamiast napisać "dzięki, że mnie uświadomiłeś" to widzę, że jednak ty spiąłeś poślady. Dlatego znowu się powtórzę polecam nieraz jechać na któryś z festiwali, bo to nie jest jedyna sytuacja, gdzie w roli wydawcy jest właśnie mężczyzna i kobieta.
No wszyscy już wiemy, że ty jeździsz na te największe festiwale i nawet 5 dych za to dałeś, zapisaliśmy sobie.Jakie 5 dych? Kto ci takie bajki naopowiadał, że płaciłem za emefkę? Bazyl?
A jak bardzo chcesz wiedzieć co ostatnio czytam/przeczytałem to mniej więcej to są te komiksy:
Pan Wtorek Popielcowy
Pętla 1 i 2
Trzy siostry
Frankenstein's Womb
kolejny tom Ranmy 1/2
ale mam sezon kapuściany więc czytanie spada na plan dalszy.
... Hoka Hey! ... Moim skromnym zdaniem to jeden z najlepszych wydanych w tym roku tytulow. Warto dac mu szanse.
no kurde bele, sam byłem rozdarty, czy kupić, więc ostatecznie nie kupiłem, ale teraz?
coś polecesz z tej listy?Nie polecę Ranmy 1/2. Jestem tą serią już lekko znużony, a nawet jej na bieżąco nie czytam, choć mam komplet tomów, które do tej pory wyszły. Jestem zmęczonym slapstickiem, którego aż takim wielkim fanem nie jestem (choć początkowo bardzo mi się podobał) oraz tym, że mam wrażenie, że seria stoi w miejscu. Pojawiają się nowe postacie i wątki, ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Zostało jeszcze mi do kupienia 7 tomów do końca i zastanawiam się czy wytrwam z nią do finału. Bardziej dla fanów komedii, ale takiej bardzo pokręconej, bo pomysły są tu bardzo, ale bardzo dziwne i abstrakcyjne.
Przy okazji, wydaje mi się, że w ogóle mity o Nibelungach są bardzo mało (w Polsce?) znane. Ciekawe dlaczego... Ja dowiedziałem się o Nibelungach tylko przy okazji omawiania Wagnera w szkole muzycznej.
@DonT - dzięki za opinię o Hoka Hey. Już był u mnie w schowku, ale wypadł z uwagi na mieszane opinie. Na komiksy wydaję co miesiąc zdecydowanie zbyt dużo, a to i tak po konkretnej selekcji... W każdym razie namówiłeś ;) Pójdzie w listopadowym zamówieniu.
Jak się jedzie na największy festiwal komiksowy w Polsce (a nie skąpi 50zł, gdzie można nawet to też obejść) to można porozmawiać z pewnymi osobami i się dowiedzieć różnych rzeczy czy planów.
Jakie 5 dych? Kto ci takie bajki naopowiadał, że płaciłem za emefkę? Bazyl?A no to sorry, skoro w kółko piszesz, ile to się można dowiedzieć, jak się jedzie na festiwal, a nie skąpi 50 zł, to odważnie założyłem, że też te 50 zł wydałeś. To faktycznie było bardzo odważne założenie. No to rzeczywiście "dzięki, że mnie uświadomiłeś", bo teraz to moralizatorstwo z twojej strony jeszcze lepiej wygląda haha
Skończyłem właśnie czytać "Monikę" Daniela Clowesa. Komiks bardzo dobry. Rzuciło mi się w oczy jednak wielokrotnie dziwne rozmieszczenie tekstu w dymkach, albo poucinane albo dziwnie wyrównane do prawej strony. Czy to zamysł autora czy błąd wydawcy?
Skończyłem właśnie czytać "Monikę" Daniela Clowesa. Komiks bardzo dobry. Rzuciło mi się w oczy jednak wielokrotnie dziwne rozmieszczenie tekstu w dymkach, albo poucinane albo dziwnie wyrównane do prawej strony. Czy to zamysł autora czy błąd wydawcy?też uważam, że bardzo dobry. Nigdy nie wydawało mi się właściwe wartościowanie (nie tylko) komiksu tabelkami z punktami i miejscami; sensowniej ocenić jakoś bardziej opisowo. W tym przypadku dosyć ciężko to zrobić, nie zdradzając rzeczy, które czytelnik odkryć powinien sam...
więc na przekór sobie powiem jedynie, że do tej pory dla mnie to "komiks roku w PL" ;)
Jak odczytujecie końcówkę Monici ?
Klątwa Amby ma coś w sobie. W moim przypadku, jeżeli taki tomik wchodzi mi na raz, to zazwyczaj z czystym sumieniem mogę polecić lekturę. Graficznie to pokręcone i odjechane arcydzieło. Kadry są bogate w tła, wyobraźnia autora została uruchomiona na wyższym levelu. Kolory dodają niesamowitego klimatu. Raz jest barwnie i kolorowo, za chwilę ponuro i krwawo. Od Igora nic lepszego do tej pory nie czytałem. Historia na początku może wydawać się dosyć prosta, ale po kilkudziesięciu stronach akcja zaczyna się napędzać, do momentu kiedy album zaczyna wibrować i praktycznie eksploduje. Kolejny tomik wezmę na pewno, bo dawno nie miałem styczności z takim stylem.
Mahabharata urzekła mnie, gdy Timof opublikował przykładowe strony. Na żywo rysunki prezentują się jeszcze lepiej, także dodając do tego ciekawą historię wyszła bardzo dobra pozycja. Osadzona w wieku legend, wierzeń, mocy nadprzyrodzonych, zdrad i chęci zemsty do ostatniej kropelki krwi. W szkołach od zawsze tylko starożytna Mezopotamia, Egipt, Rzym - tutaj mamy coś innego, a lektura będzie z pewnością miała także wymiar naukowy. Informacji w komiksie jest sporo. Barańko podobno poleciał do Tajlandii, aby lepiej poznać kulturę i zapewne pozyskać więcej materiałów badawczych. Da się to wyczuć.
Za to Wdówka to prosta i banalna historia. Momentami kozacko narysowana, aczkolwiek ciężko na tej podstawie ocenić ją na dobry stopień. Ledwo usiądziesz w fotelu, a już przybliżasz się do zakończenia pierwszego tomu. Porównując obie pozycje, Mahabharata to inna galaktyka, na każdej płaszczyźnie. To troszkę wygląda tak, jakby autor potrzebował jakiegoś lekkiego projektu dla przyjemności, bez czasochłonnego przygotowania. Szybki zarys fabuły i lecimy z tematem.
Dużo jest w tym Ratmanie 2 scenariuszy Grzegorza Janusza?
PS - czy ktoś z was czytał Króla Rozpustników? Jakie są wasze opinie?
Poza dynamicznymi scenami akcji pełno tu spisków i knowań, z całkiem ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi. A wszystko rewelacyjnie narysowane. Te wszystkie brudne uliczki, majestatyczne budowle, często przerysowane a jednocześnie charakterystyczne postacie tworzą niesamowity klimat. Komiksu nie polecam czytać w nocy, bo mimo tych setek stron korci, by całość wciągnąć na raz.
CONTRITION - 6/10. Największe rozczarowanie. Po opisie i recenzjach oczekiwałem kapitalnej lektury. Niestety zawiodłem się. Najgorsze jest to, że po pierwszym rozdziale byłem mocno wciągnięty i zainteresowany. Bardzo podobały mi się rysunki, klimat i zarys fabuły. Niestety mniej więcej w połowie komiksu dowiadujemy się co i kto stoi za intrygą. Całe rozwiązanie zostało podane nam na tacy. Zakończenie zdecydowanie nie dowozi. Szkoda.
No i dla mnie dodatkowym OGROMNYM plusem jest, że niektóre opowiadania lub ich fragmenty nie były rysowane przez MignolęWedług mnie Hellboy najlepiej wyglądał z rysunkami Duncana Fegredo.
Ja się od Hellboya odbiłem.Ja w sumie też się odbiłem, gdybym kupował po jednym tomie to pewnie po trzecim już bym zrezygnował, ale zaczynając serię kupiłem 5 tomów w ciemno no to "muszę" czytać do końca już. :D Tylko z 6 tomem widzę, że z nakładem jest kiepsko, jeden egzemplarz ktoś sprzedaje na allegro za 180zł.
Ja w sumie też się odbiłem, gdybym kupował po jednym tomie to pewnie po trzecim już bym zrezygnował, ale zaczynając serię kupiłem 5 tomów w ciemno no to "muszę" czytać do końca już. :D Tylko z 6 tomem widzę, że z nakładem jest kiepsko, jeden egzemplarz ktoś sprzedaje na allegro za 180zł.To BBPO to lepsze od tego Hellboya, do pewnego momentu, ja odpadłem jak
BBPO Plaga Żab zacząłem czytać i jak na razie bardzo fajne, ale za wcześnie na ocenę.
Ja natomiast odbiłem się od Hellboya ponieważ zakończenie było słabe, nieprzemyślane i zrobione mocno na siłę, żeby tylko skończyć. Dopóki były opowiadania, to fajnie się to czytało i miało klimat, zakończenie to same bzdety.
Noir: Burlesque
Lubie Mariniego, ale nie czuje potrzeby czy raczej moze - przymusu tak dobrze znanego forumowym komplecistom, aby posiadac jego wszystkie tytuly. Przy obecnym urodzaju, nie raz juz wspominalem, ze selekcja jest czyms naturalnym. Noir poczatkowo sobie odpuscilem, ale podczas srodowej wizyty w lokalnym comic shopie trafilem na pachnacego jeszcze farba, nowiusienkiego, wydanego przez Titan Comics integrala. Po szybkim przekartkowaniu, powedrowalem z nim prosto do kasy. Co mnie kupilo to wiadomo - szata graficzna. Marini jest genialnym artysta i kazdy kto mial z nim stycznosc wie to doskonale. Noir oferuje przesliczne, czarno biale (z okazjonalnym dodatkiem czerwieni) rysunki-malunki, ktore sa prawdziwa poezja dla oczu. Ja od zawsze mialem slabosc do komiksow malowanych, a akwarelki prosto na olowek to moja ulubiona technika kladzenia kolorow. Dodajmy do tego kapitalne pejzarze amerykanskiego miasta z lat 50, genialne, filmowe kadrowanie oraz okazjonalnie - sceny lozkowego tutti frutti i mamy wybuchowa mieszanke, ktora podziwiac mozna bez konca. No dobra, a jak wypada sama historia? No coz, jest ok. Nie jest to arcydzielo, ani zaden must have, ale solidny, dobry tytul rozrywkowy. Milosnicy kryminalow i stylu noir powinni byc zadowoleni. Jest jak byc powinno - twardzi gangsterzy z wielkimi giwerami, piekne kobiety, poscigi, bijatyki, strzelaniny. Sojusze, konflikty i indywidua, ktorym z zalozenia sie nie ufa. Bohaterowie sa totalnie przerysowani i momentami jest nieco przewidywalnie, ale mimo wszysto czyta sie bardzo dobrze, a koncowka nie uraga inteligencji i satysfakcjonuje. Szkoda, ze autor nie pociagnal tego ciut dluzej, bo nie jest do dluga lektura i ma sie ochote na wiecej. Polecam fanom gatunku, jak rowniez wszystkim lubujacym sie w przekozackich rysunkach.
Może mój post nic nie wnosi, sorry, ale musiałem się pożalić, jakoś to z siebie wyrzucić :'(
Jak ja miałbym wybrać najgorszy komiks przeczytany w tym roku to zdecydowanie jest to Aberzen od SL.
Wrzuć jakieś zdjęcia zobaczę jak jest w oryginale.
Nikt chyba jeszcze nie wspomniał, że w pierwszym zeszycie - tym moim zdaniem najlepszym, o nieco poważniejszej nucie i mającym około 70 stron - na kilku planszach mamy rozjazd ostrości. Pal licho, czy to wina materiałów oryginalnych czy wydawnictwa, ale Mucha za coś takiego już dawno skwierczałaby na grillu. Tak więc i tutaj niech ogień płonie i zielony szampan leje się.
Ixbunieta. Zdecydowałem się jednak szarpnąć na ten tytuł (kosztem innego) mimo uprzedniej krytyki ceny.
Przeczytałem w ten weekend dwie pozycje od Nagle - obie były drugimi częściami serii Friday i Saint-Elme.znam jedynie Saint-Elme - potwierdzam, drugi tom zdecydowanie sprawia, że bardziej wsiąkasz w opowieść...
Obie bardzo udane, fajnie rozwijają wątki z pierwszych części. Obie te pozycje cechuje bardzo mocny klimacik, mocno zbudowany przez charakterystyczne ilustracje. Fabularnie jest wręcz trochę lepiej - historie rozkręcają się, otwierają się nowe wątki.
Jak na ten moment bardzo fajne serie, zobaczymy jak pójdzie dalej.
Jeśli zastanawialiście się czy warto kontynuować to jak dla mnie - zdecydowanie tak.
Zjedz Snickersa.Chętnie się podzielę, bo to nadal jest tylko poprawne. Zaznaczam że nadal wypowiadam się rysunkach a nie o fabule, ale patrząc że Zajączkowski odpowiada za scenariusz (a znam jego Lux in tenebris), więc raczej dupy też nie urywa, pewnie poprawna przygodówka jakich wiele. Zresztą nie ukrywam, że widziałem lepiej narysowane cycki, bo rozumiem, że właśnie po to wrzuciłeś ten kadr.
Muszę nieco zrehabilitować She-Hulk.
...Zresztą nie ukrywam, że widziałem lepiej narysowane cycki...
I chyba tylko Mucha dalej nie potrafi policzyć jak gruby powinien być grzbiet :-\ Tak było przy krzywych Chew, czy Fatale lata temu i jak widać dalej jest.
(https://i.imgur.com/sZEBkrc.png)
Wyliczenia robi drukarnia, ale ich robotę mucha chyba musi zaakceptować?
Jaka to drukarnia? Ta od muchy, dla kogo jeszcze drukują?
I chyba tylko Mucha dalej nie potrafi policzyć jak gruby powinien być grzbiet :-\ Tak było przy krzywych Chew, czy Fatale lata temu i jak widać dalej jest.
(https://i.imgur.com/sZEBkrc.png)
Białostockie Zakłady Graficzne. Studio Lain ich używa.
Ja się nie znam, ale po tym co wypuszcza mucha to wydawnictwo chyba też się nie zna, czy drukarnia, albo jedni i drudzy.
I do tego kapitałka źle wklejona ;)Źle wklejona i źle przycięta. To akurat standard w tej drukarni.
Potwierdzam - nie znasz się.
Ale widzę, że nie przeszkadza Ci to krytykować na lewo i prawo.
Alchenit
Teraz już tylko doczekać się nie mogę, co jeszcze wyjdzie spod ręki tego autora.
Opowieści jutra Moore'a - krótkie, po parę stron, historie z wymyślonymi bohaterami (4 czy 5 różnych zestawów). Mnóstwo absurdu, humoru, sf. Są też jak zwykle nawiązania do innych utworów, świata realnego. Większość bohaterów to taki pastisz superhero, ale jest też genialny dzieciak wynalazca i to w sumie jego przygody bawią mnie najlepiej.
Wygląda na to, że Mucha zamawia tam najtańszą, możliwą opcje wydania. BZGraf wydrukował ostatnio '1629 albo przerażająca historia rozbitków z Dżakarty. Aptekarz diabła' a wcześniej czarno-białego Funkyego od Kurca. Świetne wydania.Tak patrze na te zdjecia i sobie przypominam, ze mowimy o wydawnictwie roku. <3 <3
Wracając do Muchy to przez za wąskie grzbiety ich grubsze wydania, wyglądają brzydko na półce - czarna dziura pomiędzy tomami. Tak prezentują się GR i SSM, obok siebie:
(https://i.imgur.com/vURIk38.jpg)
(https://i.imgur.com/xGiX7rl.jpg)
Dodatkowo okładka GR jest cieńsza niż SSM. W nadchodzących zapowiedziach kolejne grube tomy, więc pozostaje nadzieja, że przestaną aż tak ciąć koszty na jakości.
"Wojny Lucasa".
Lubię "Gwiezdne Wojny" (zwłaszcza OT), choć jakimś wielkim fanem nigdy nie byłem. O niełatwym powstawaniu "Nowej nadziei" sporo można było przeczytać w sieci lub obejrzeć w filmach dokumentalnych. Komiks wydawnictwa LiT nie wyważa zamkniętych drzwi, nie pokazuje niczego nowego, ale mimo to dobrze znanym szlakiem prowadzi w sposób bardzo ciekawy. Przez fabułę się płynie - dawno nie przeczytałem komiksu, który jak wciągnął, to wypuścił dopiero po ostatniej stronie i nie pozwolił się nudzić ani przez chwilę. To piękny hołd oddany Lucasowi, którego historię można trochę porównać do losów Luke'a Skywalkera - gość znikąd staje wobec wielkiego wyzwania i wbrew przeciwnościom odnosi sukces.
Rysunki również dojechały. Roche wybrał bardzo dobry styl - odszedł nieco od realizmu, dzięki czemu nie zgubił lekkości (bo też ta opowieść właśnie taka jest - lekka, przyjemna i z humorem), ale wciąż bez problemu można rozpoznać znane osoby.
Na pewno w moim top 10 tego roku.
Mroczne Miasta: Mury Samaris - jedna z lepszych opowieści z serii Mroczne Miasta. Dodatkowo, w bonusie niedokończona historia, która miała być jednym z tomów serii.
Opłaca się brać to wydanie dla samego bonusu mając poprzednie wydanie Murów z Manzoku? Bo z ceną tego tomu znów Scream poleciał w kosmos.Cena jest wysoka, nie da się ukryć. W mojej ocenie dodatki, jakkolwiek nadal pięknie rysowane i ogólnie w klimacie całego cyklu, to nie są jakieś niezbędne.
Opłaca się brać to wydanie dla samego bonusu mając poprzednie wydanie Murów z Manzoku? Bo z ceną tego tomu znów Scream poleciał w kosmos.
To już trzeba samemu ocenić. Nowych materiałów jest 32 strony. Nie mam wcześniejszego wydania by porównać ale z dostępnych informacji wynika, że kolory zostały w tym albumie odświeżone.Kolory w wydaniu Manzoku są bardziej nasycone, a te w wydaniu Scream Comics przygaszone. Poza tym w wydaniu Manzoku jest posłowie Peetersa, którego nie ma w wydaniu od Scream.
Kinderland - świetna rzecz, choć chyba głównie dla tych, co dzieciństwo przeżyli w latach 80tych i 90tych. Dla nich lektura obowiązkowa. Szkoda, że w PL nikt nie napisał takiego komiksu.
Kinderland - świetna rzecz, choć chyba głównie dla tych, co dzieciństwo przeżyli w latach 80tych i 90tych. Dla nich lektura obowiązkowa. Szkoda, że w PL nikt nie napisał takiego komiksu.
Batman - Rozbite Miasto - Batman na dobrym poziomie, niewiele więcej można napisać. Kto lubi Batmana powinien być zadowolony.Średnio, bo Batman nie mogący rozwiązać zagadki kryminalnej to nie Batman. Pod tym względem Brian Azzarello całkowicie poległ.
Dorwać Jiro! - Durnotka z dużą ilością zabijania z powodu jedzenia. Szybko się czytało. Tylko jako lektura odmóżdżająca, inaczej szkoda czasu.
Hm. A "Marzi" Sowy i Savoi? A "Na szybko spisane" Śledzia? A "88/89" Rzecznika i Surmy?
Średnio, bo Batman nie mogący rozwiązać zagadki kryminalnej to nie Batman. Pod tym względem Brian Azzarello całkowicie poległ.
Jeśli tego oczekujesz od Batmana to pewnie tak. Mnie się historie dość podobały, co nie zmienia faktu, że Batman rok 100 dużo bardziej.Nie oczekuje. Pamiętam natomiast, że przy premierze tej historii było sporo narzekań na ten aspekt. Obecnie Batman odszedł od tego tak daleko, że w sumie ten zarzut wydaje się nieaktualny.

Przysięga tom 1 - Koszmar. Chyba pierwszy raz zastanawiałem się na poważnie, czy nie odłożyć komiksu w trakcie lektury. Same klisze, nic ciekawego, beznadziejnie pokolorowane. Nie znajduję żadnego elementu, który zasługiwałby na pozytywną uwagę. Spoilery:To komiks dla 14-latków, którzy właśnie przeczytali całą Grę o Tron czy inne "dorosłe" fantasy i chcę czegoś więcej. Unikać tego gniota.
(...)
Jako pierwsze na Ziemi zamieszkały Potęgi.
Kiedy pojawił się człowiek, wzbudził w nich pasję i podzielił je. Wszystkie postanowiły więc przybrać postać fizyczną, objawiając się jako Smoki, Olbrzymy, Anioły, Syreny i Wróżki. Nastał czas walk, wewnętrznych wojen...
Minęło tysiąc lat, Olbrzymy wyginęły, Smoki przetrwały, Syreny skryły się w głębinach mórz, zaś Anioły i Wróżki stały się istotami mitycznymi. Minęło tysiąc lat, a Synowie Ziemi założyli największe z królestw. Dla nich Potęgi były wyłącznie legendą. Aż nastał dzień, gdy Smoki wyszły ze swojej kryjówki...
Zapowiada się nastanie nowej ery. Czy jest to koniec, czy początek poddaństwa?
@up x 2
Dziwię się, że już okładka Was nie odrzuciła + ten opis:
Ps . Rysownik sugeruje że Denzel Washington powinien zagrać w ekranizacji ;)Raczej nie sugeruje, a wzoruje wygląd postaci. Podobnie jest z pozostałą dwójką bohaterów którzy są wzorowani na Forestcie Whitakerze oraz Sammim Davis Jr.
(https://i.ibb.co/wr32bVH/IMG-20231210-164845.jpg)
Ale ostatecznie znalazłem doskonałe porównanie. Przygody Tintina przypominają mi serię Tomka autorstwa Szklarskiego. Kilkadziesiąt lat temu to była interesująca lektura na czasie, teraz jest to sympatyczna ramotka.
akże bez bałwochwalczego zadęcia zdecydowanie nie mogę Szklarskiego nazwać ramotką.
Szklarski był dla mnie nudną ramotą już jak robiłem kilkukrotne podejścia do tego cyklu w latach 80. Moi starsi kuzyni zachwyceni, kazali czytać. Nie dałem rady.
Mimo że za dzieciaka "Power Rangers" to była dla mnie jedna z fajniejszych rzeczy w TV, to do powrotu do tego świata podchodziłem z dużą dozą niepewności. Komiks zbierał co prawda dobre opinie, ale na zakup zdecydowałem się dopiero w momencie, kiedy w okolicach Świąt wpadła mi w ręce karta prezentowa do Empiku, więc nie musiałem inwestować w niego własnych pieniędzy. Stwierdziłem, że mimo wszystko nadal mam ciepłe uczucia do tej marki, więc wspomogę inicjatywę, wziąłem i odłożyłem u siebie na półkę. I tak ten tom przeleżał sobie jakieś dwa lata, aż w końcu malejąca ilość pozycji na kupce wstydu sprawiła, że mój wzrok ponownie padł w jego kierunku.
Ponownie - chociaż opinie były dobre, nie chciałem się jakoś szczególnie nakręcać, podszedłem do lektury bez większych emocji czy oczekiwań i... bardzo szybko się przekonałem. Zgadzam się z jedną z wcześniejszych wypowiedzi, że Higgins wziął z tej marki wszystko, co się najlepszego dało i na tej kanwie stworzył bardzo porządny komiks. Miło po latach powrócić do znanych postaci, zwłaszcza że tym razem towarzyszy im jakaś fabuła, a postacie nabierają wyrazu. Power Rangersi zostają odświeżeni i rzuceni do współczesności, relacje pogłębione, do bohaterów dopisane nowe wątki, a ich historie rozwinięte. Autor bierze przy tym te wszystkie głupotki z oryginału, niczego nie wycina, a przekuwa je w zjadliwą formę. Korzysta również z ogromnego lore'u tej serii (30 lat emisji to w końcu nie byle co) i nie ogranicza się tylko do pierwszego "Mighty Morphin", a pojawiają się też elementy z późniejszych sezonów. I choć sam nie znam wszystkich serii, do których tu nawiązuje, to i tak fajnie było odnajdywać znajome szczegóły. Co trzeba zaznaczyć nie jest to w żadnym momencie wymuszone i przedstawiony świat sprawia bardzo spójne i naturalne wrażenie.
Sama fabuła trzyma solidny poziom. Historia nie jest jakoś bardzo odkrywcza (chociaż pojawiają się faktycznie ciekawe motywy, jak np. zeszyt poświęcony czarnemu Rangerowi), ale biorąc poprawkę na to, że to dopiero początek, jest ok i zaczyna się rozwijać. Jest to fajnie napisane, postacie dają się lubić, a pierwszy tom jest bardzo ładnie złożony i zamyka się w takim momencie, że ma się ochotę poznać ciąg dalszy. Niezłym zabiegiem jest to, że poza główną osią fabularną dostajemy też mniejsze historie poświęcone konkretnym postaciom. Mam wrażenie, że więcej światła dostali też nasi villaini. Rita wypada tutaj bardziej złowrogo, niż ją zapamiętałem (nie tracąc przy tym swojej kiczowatości) - nigdy nie była moim ulubionym przeciwnikiem, a w wersji Higginsa sprawdza się jako niebezpieczna manipulatorka. Najciekawiej jednak prezentuje się Goldar, nadano mu fajnego charakteru i liczę na dalszy występ. Poza główną serią dostajemy też kilka dodatkowych historii - raczej zapychacze, z wyjątkiem bardzo fajnego "Stąd do rozpaczy", które trochę uzupełnia fabułę.
Do oryginału już raczej nie wrócę, a superhero nigdy nie jest moim pierwszym wyborem, ale komiks to solidny przedstawiciel tego gatunku. Na ten moment projekt oceniam jako udany i sięgnę po drugi tom, mimo że Egmont zapowiedział brak kontynuacji - szkoda, ale nadal wydaje mi się wart dalszej lektury. Samo wydanie bardzo ładne, choć tłumaczenie rzeczywiście momentami dziwne.
dla kogo jest ten komiks?
komiks dla 12 latków
Podzielam zdanie co do GR. Chociaz mialem smaka na komiks Muchy, to ze wzgledu na BZGrafowa jakosc (a raczej jej brak) odpuscilem wydanie polskie na rzecz amerykanskiego Epica, ktory udalo mi sie kupic z dobrym rabatem w lokalnym comic shopie.
Reputacja BZGrafa troche ich wyprzedza i ostatnio mocno na wyrost im się obrywa,(...)Żadne na wyrost - to są partacze jakich mało. Sklejenie prosto okładki albo równe przycięcie wkładu jest dla nich epickim osiągnięciem.
Zastanawiam się skąd takie wysokie oceny tego komiksu? Co wy uważacie na jego temat? Może za szybko skreśliłem Rorka i być może nie zauważyłem czegoś, co czyni to dzieło wyjątkowym? Na razie moja ocena to 6/10.Rork jako całość rzeczywiście wypada średnio. Natomiast dwa pierwsze albumy są genialne. A przez wiele lat w Polsce nie było znane nic poza pierwszymi albumami.
Serio wolałeś amerykańskie wydanie?Również mam to wydanie i nie chodzi tylko o cenę. Komiksy z dawnych lat na tym słabej jakości papierze z Epiców mają klimat. ;D
Drodzy,Moim zdaniem szczyt tej serii to albumy 3 i 4 (zwłaszcza duszny klimat 4 mnie urzekł) potem to już się te watki rozjeżdżają. Ale tez czytałem bardzo dawno temu
Mierzę się z Rorkiem. Czytałem masę pozytywnych opinii na temat tego dzieła. Nie ukrywam, że nie mogłem doczekać się lektury, a moje oczekiwania były bardzo wysokie. Niestety jestem rozczarowany. Doceniam rysunki, rozmieszczenie kadrów, a w szczególności rysowanie budynków (plansza, w której widziany dom bohatera podzielony na kawałki jest przeepicki). Sam scenariusz, mówiąc delikatnie, nie zachwyca. Czasami rozwiązanie niektórych wątków było zbyt proste. Zastanawiam się skąd takie wysokie oceny tego komiksu? Co wy uważacie na jego temat? Może za szybko skreśliłem Rorka i być może nie zauważyłem czegoś, co czyni to dzieło wyjątkowym? Na razie moja ocena to 6/10.
No mówiłem. :) Gwiezdny Zamek to sztos. Ja to kupiłem dopiero jak na rynku były już cztery albumy. Alex Alice jest z tych wszystkich twórców frankońskich nowej fali (tak sobie to nazywam na własne potrzeby) zdecydowanie najlepszy. Gość potrafi pisać, rysować, malować, zapewne także stepować. Jednoosobowa maszyna do robienia świetnych komiksów. Przechuj. :)
Piękna wystawa poświęcona temu komiksowi była parę lat temu w Angouleme. A sam komiks super.
No mówiłem. :) Gwiezdny Zamek to sztos. Ja to kupiłem dopiero jak na rynku były już cztery albumy. Alex Alice jest z tych wszystkich twórców frankońskich nowej fali (tak sobie to nazywam na własne potrzeby) zdecydowanie najlepszy. Gość potrafi pisać, rysować, malować, zapewne także stepować. Jednoosobowa maszyna do robienia świetnych komiksów. Przechuj. :)Właśnie nie pamiętałem wcześniej kto o tym pisał i sprawił, że sięgnąłem po Zamek. Teraz już wiem i dziękuję, @Death :)
Na tej wystawie były też takie gazetowe wydania tego komiksu:Tak. Pierwotnie Zamek ukazywał się właśnie w takiej postaci, jako 12to stronicowa gazeta ze zdjęciami z epoki. Dopiero później wyszły integrale :)
(https://www.canalbd.net/img/couvpage/71/9782369810711_cg.jpg)
Złoto i Krew oba tomy- Nury nie jest równy. Obok świetnego Tylera Crossa napisał także fatalnego Silasa Coreya czy (jako współscenarzysta) koszmarnego W.E.S.T.COOO? "W.E.S.T." koszmarny? Pierwsze słyszę. Ciekawa opinia ;)
COOO? "W.E.S.T." koszmarny? Pierwsze słyszę. Ciekawa opinia ;)Straszna cienizna. :)
kv - dzięki za taką opinię! od razu człowiek ma lepszy dzień!Ależ nie ma za co! ;) Kiedy następny?
5/10.Ja to bym dał 3/5, ale tylko ze względu na warstwę graficzną. Dla mnie dialogi to był straszny bełkot o niczym.
Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein? - 5/10. Żałuję, że przeczytałem ten komiks. Jest bardzo niesmaczny i odpychający. Nie przeczę, autorzy musieli włożyć trochę wysiłku, by skompletować tę historię i podać ją Czytelnikom - między innymi przeprowadzali wywiady z osobami z najbliższego kręgu zdarzeń, natomiast czy chciałbym coś takiego czytać? Nie. Ten komiks to praktycznie szczegółowy zapis zbrodni z klamrą w postaci dzieciństwa tytułowego Eddiego Geina oraz jego dalszych losów już jako człowieka objętego działaniem systemu penitencjarnego. Tyle.
To tak jakby pójść do "Błękitnej Ostrygi" i narzekać na orientację bywalców ;D
Rozumiem Twoje odczucia, ale z drugiej strony (i z ciekawości) czego spodziewałeś się po biografii mordercy zwanego Rzeźnikiem z Plainfield? Też miałem takie odczucia przy lekturze tego komiksu jak Ty, ale jednocześnie uważam, że jest przez to dobrą pozycją. Raczej nie będę chciał do niej wrócić, ale pozostanie w pamięci (chcąc, nie chcąc), jest wiwisekcją ciemnej strony człowieka. Podobnie jak do 'Prosto z piekła' raczej nie będę chciał powrócić, a jednocześnie uważam, że to jeden z lepszych komiksów, które przeczytałem. Mocne doświadczenie.
Nie no proszę Cię, nie mieszaj Prosto z piekła (dla mnie świetnej obyczajówki pokazyjącej ducha Londynu tamtych czasów + ciekawej koncepcji rozszyfrowania tożsamości Kuby Rozpruwacza) z Eddie Geinem (tanią sensacją i gloryfikacją zwyrodnialca).
Czwórka z Baker Street 1-6 - rewelacyjna około-Holmesowa seria kryminalna, . . .
U mnie Gucio i Cezar od Dwóch Sióstr i nadal się to przyjemnie czyta 8)Ale przydałoby się wydanie zawierające wszystkie komiksy z Guciem i Cezarem :)
Dwa lata go szukałem.
Powinni go wznowić na twardo z tytułem na grzbiecie.
Przez całą lekturę nie czułem "końca" w tym "końcu". Finał historii kompletnie mnie nie ruszył, zero emocji, wręcz kręciłem nosem na to jak do tematu podeszła główna postać.
Miałem dokładnie tak samo. To jest niestety kiepski melodramat. Nie wiem jakie miało być główne przesłanie, bo gdzieś się zagubiło. No i jeszcze ten totalnie antypatyczny główny bohater. Całość utworu wydaje się też płaska i skupiona tylko na postaci pierwszoplanowej. Wątki takie jak rozwój ludzkości i ekspansja kosmosu są ledwie zarysowane. Po "Ogniu" czytałem "Shangri-La" i to było naprawdę świetne - tutaj mamy wiele płaszczyzn, ciekawych bohaterów, ciekawą kreację świata, intrygę, niedopowiedzenia, próbę umiejscowienia człowieka jako kreatora rzeczywistości i swoistego stwórcę. Dzień do nocy.
To może ten Ogień mi podejdzie, bo u mnie Shangri-La szału nie zrobiło.
udało mi się wyłapać mały błąd w dacie :) ciekawe czy powstał w tłumaczeniu czy oryginalnie i nie został potem poprawiony :)
Tiburce Oger "Indianie! Czarny Cień..." - tom "Go West, Young Men" mi się podobał więc z zapałem siadłem do lektury "Indian". No i wielki zawód. Historie są mało ciekawe i nie zangażowały mnie - czytelnika. Była niby jakaś ciągłość, był zamysł ale totalnie mi nie siadła narracja tego komiksu. Nie poczułem klimatu, nie wgryzłem się jak to było w przypadku historii zegarka z " Go West...". Przeczytałem, wleciało i wyleciało drugą stroną głowy. (...) 5/10
Animal Man Omnibus by Jeff Lemire - świetna pozycja i najlepszy komiks superhero jaki przeczytałem w tamtym roku. Idealna mieszanka body horroru (pierwsza połowa runu) z dramatem obyczajowym odpowiadającym o pogodzeniu się ze stratą (połowa druga). Aż dziw bierze , że Egmont tego u nas nie wydał. Aha, dla osób chcących przeczytać pozycję Kanadyjczyka - omnibus nie zawiera finału Rotworld, więc znajomość Swamp Thing Snydera wskazana. 8.5/10.

.
Fastnachtspiel
Moze to kwestia duzej dawki i narzuconego tempa?Ja tak mam często. Z zasady mało kiedy sięgam po kolejny tom od razu po skończeniu poprzedniego - mimo, że niejednokrotnie mam na to ochotę, to już kilka razy przejechałem się na tym, że co za dużo to niezdrowo i w nadmiarze nawet najlepsza seria już mi tak nie wchodzi. Za to rozłożona w czasie smakuje mi najlepiej.
(geneza Swietego od Mordercow rzadzi!),
co za dużo to niezdrowo i w nadmiarze nawet najlepsza seria już mi tak nie wchodzi. Za to rozłożona w czasie smakuje mi najlepiej.
Powtarzam "Punisher MAX". Czytałem run Ennisa w tym imprincie dobrych piętnaście lat temu, niecierpliwie czekałem na każdy tom z Amazona. Ostatnio kupiłem po cienkich pieniądzach egmontową całość. Nic a nic się nie zestarzało.
...
Co parę dni czytam po troszku, "bawię się przednio" i macham marynarą, hell yeah!
Dracula
Wstyd przyznac, ale nigdy nie mialem stycznosci z ksiazkowym Dracula, choc wiadomo - temat jest mi znany jak chyba kazdemu. Adaptacja Bessa z tego co wiem, jest mu bardzo wierna i to co moge powiedziec to krotkie - klekajcie narody!
Wygląda na to, że ja się z Tobą zgadzam. :)raczej Kapitan Kloss i Podziemny front
Dialogi bywają dydaktyczne (szczególnie w komiksach IPN-u) i sporo fabuły dzieje się w dialogach. Z tym, że pierwsze mi nie przeszkadza, bo to taki styl/urok tych komiksów, a drugie lubię, bo właśnie tak pisane są uwielbienie przeze mnie Blueberry czy Valerian.
Jeśli dobrze pamiętam to te bomby zeitowe były różnych generacji, pierwsze wersje (te z polskiej wioski) były prymitywniejsze od tych z późniejszych dekad.Tak, z tym się zgodzę, że scena otwierająca to dopiero testy tej technologii, jednak dwa kolejne zastosowania bomby, które widzimy, mają miejsce w przeciągu miesiąca. Więc albo Niemcy mieli inny wariant na każdą okazję albo autor idzie na łatwiznę bądź czegoś nie przemyślał.
Trent - nawet nie wiem kiedy minęło mi te ca. 2 godziny. Nie ma tu dużo jakiejś galopującej akcji, więcej tu wynurzeń głównego bohatera, jednak czyta się to fajnie.Na taką właśnie spokojniejszą, refleksyjną lekturę liczę. Jeszcze czekam na swój egzemplarz. Zamówione razem z Tango.
No właśnie. Tylko klejony?
Gdybym miał się czepiać, to tego, że komiks mocno sklejony, tak że czasami miałem trudność w pełnym wglądzie w całą szerokość - często filmowych - kadrów.
I jeszcze pierwsza pozycja w serii - Kawa Zombo. Historia słaba, ale całość fajnie stylizowana na pierwsze filmy z Mikim.
To jest raczej stylizacja na stare paski komiksowe Gottfredsona - stąd czas akcji, modele postaci i poziomy układ komiksu (choć oczywiście są też pewne motywy z kreskówek, zresztą na początku kreskówki i pasek z Mikim mocno się nawzajem inspirowały).
"Horrifikland" z kolei jest właśnie moim zdaniem mocniej inspirowany kreskówkami niż paskiem komiksowym.
Natomiast Horrifkland w ogóle mi się z animacją nie kojarzy.
Patrzę też na zagraniczne wydania Gottfredsona z Mikim i to jednak całościowo zebrane na stronie wygląda inaczej. Natomiast Kawa Zombo wygląda jak film animowany, tak jakby klatki przenieść na papier.
Donald, Miki i Goofy występujący razem jako prowadzący jakąś firmę to klasyczny chwyt z dawnych kreskówek Disneya (np. "Mickey's Service Station", "Clock Cleaners", "Mickey's Fire Brigade", "Lonesome Ghosts" itp.
W tym wywiadzie Loisel stwierdza, że wybrał poziomy format w hołdzie dla paska komiksowego (pytanie, "Pourquoi le choix du format horizontal, « à l'italienne » ?", i posiłkowałem się Google Tłumaczem :) )
Skalp tom 1 - moje drugie podejście do Jasona Aarona (wcześniej był jego Thor w Marvel Now) i drugie pudło. Niewiarygodna fabuła z efekciarskimi twistami z dupy, nieciekawe i niesympatyczne postacie, a ich przeklinanie co drugie zdanie i traktowanie kobiet jak zdziry ma tu uchodzić za coś dojrzałego... No dno. Do tego rysunki niedbałe, brzydkie i układ kadrów czasami dezorientujący co do kolejności czytania. Miałem zakupione już kolejne tomy, bo często tak głupio robię, że po dobrych opiniach w sieci biorę od razu więcej, ale nawet nie odpakowałem drugiego i wszystko poszło na allegro.Dla mnie jeden z najlepszych komiksów Aarona i jedna z moich ulubionych serii. Ja do postaci łysego policjanta czuję dużą sympatię i do jego indiańskiej ćpunki też. Przekleństwa i traktowanie kobiet odzwierciedlają realia miejsca i czasu. Komiks jest dla mnie wiarygodniejszy dzięki temu, nie lubię ugrzecznionych historii, które zakłamują rzeczywistość. Historia dzieje się w końcu na zadupiu, w środowisku niewykształconych, pijących i zaćpanych Indian, którzy są okradani przez władze federalne, ale co gorsza przez rodzimych przestępców, którzy na zbrodni i wyzysku współplemieńców budują swoje majątki.
Ale fabularnie też mi tam nic nie przypadło do gustu, gdyby przeszkadzały mi tylko rysunki to bym czytał dalej. Okropne postacie, z których żadnej nie kibicuję i ich dialogi, głupia historia, częste skakanie w chronologii, czego też mocno nie lubię. Jak dla mnie to w tym rezerwacie nie ma nic realistycznego, takie tanie szokowanie raczej, no ale nigdy sam w takim nie byłem więc nie wiem, może się mylę. ;)
Dla mnie Skalp to jeden z najgorszych komiksów jakie przeczytałem. Rysunki kiepskie, a przynajmniej mi się nie podobały, zaś historyjka bez polotu, przerysowana, niezamierzenie głupia z kiepskimi dialogami.
Dla mnie jeden z najlepszych. Wiadomo, gusta są różne. Wymień, jeśli możesz takie komiksy, które (przeciwnie niż Skalp), zachwyciły cię. Jestem ciekaw.
Nota bene - ze trzy lata temu przeczytałem "Powrócę jako piorun" Macieja Jarkowca. Historia walki o prawa Indian od od lat 60. plus przedstawienie ich obecnej sytuacji. 95% reportażu pokrywa się z historią ze "Skalpu", czy tam odwrotnie, więc wszelkie zarzuty o "nierealizm" mogą sobie ich autorzy w buty wsadzić.
Kto ma Boga i Corto w sercu, ten powinien sięgnąć po pustynne przygody polskiego żołnierza! Bo to znakomity komiks.Aczkolwiek należy pamiętać, że ten polski wątek jest tak realistyczny, jak "Ubu Król" Jarry'ego jest realnym opisem Polski. Czyli zasadniczo w ogóle. Pierwsze trzy albumy (z pięciu zawartych w tomie) to jest uczciwe 9/10, ale jako całość 8/10.
Pierwsza i ostatnia historia z tomiku Piekielne malowidło są świetne, ale miejscami zbyt słodkie, Usagi jest w nich aż nierealistycznie milusiński i dobry dla ubogich ludzi. Ale to dobre historie.
Odczuwam pewne wyrzuty sumienia ponieważ byłem świadkiem podobnych sytuacji i sam kilkukrotnie "żartowałem" sobie w dwuznaczny sposób z kobiet. Mi wydawało się to całkiem zabawne, ale nie zastanawiałem się nad tym, co w tym momencie może czuć ofiara takich niewybrednych żarcików?
Dla mnie ta druga, "Los starców", ma jedną z najmocniejszych puent w całej serii. Emocjonalnie wali po głowie.O tak, to na pewno.
Pustynne Skorpiony, to też takie kolejne przygody Franka Dolasa w duchu Corto Maltese. Gdzie ten nasz "Franek" nie był, czego nie robił i kogo w balona w najprostszy sposób nie zrobił. :)
Długo przeskakiwało z koszyka na koszyk i zawsze jakoś tak w ostatniej chwili wypadało tuż przed puknięciem w "Potwierdź zamówienie". Ale kupiły mnie całkowicie te przykładowe strony. Dzięki :)Szczerze, to ja wykreśliłem z listy zakupowej po przeczytaniu (nie pamiętam gdzie) opinii w stylu, że popłuczyny po Corto, czy też nie dorasta mu do pięt.
Wydaje mi się, że zwyczajnie lubisz inne tempo budowania świata, kreślenia bohaterów i snucia opowieści. Nie ma to nic wspólnego z dobrym/złym scenariusze, ot - masz inne prefernencje.No ale "mam inne preferencje" = "wg mnie to jest złe".
Superman w wersji Johna Byrne'a.W sklepach widzę to w 4 tomach. To jest całość?
O'Neil, Adams, Grant, Breyfogle.
I tak co chwila, gdyby to chociaż było dobrze zrobione i wywoływało jakieś emocje to bym doceniał odwagę, ale u mnie to sprawia wrażenie braku pomysłu na zaciekawienie czytelnika, więc mamy próbę wywołania taniego szoku poprzez nagłą śmierć. (...) Zero budowania klimatu
Może to przez właściwy "przekaz" ludzie naciągają tu oceny, bo nie wypada krytykować coś, czego głównym przesłaniem jest "rasizm zły, wojna zła, homofobia zła"? Z czym się oczywiście zgadzam, ale to samo w sobie nie wystarczy na dobry komiks gdy scenariusz jest zły, to raczej się nadaje na naiwną przemowę kandydatki na Miss Universe czy coś. ;)
W sklepach widzę to w 4 tomach. To jest całość?
Ciekawe, czy E po Śmierci i powrocie wróci właśnie do tej ery.Byłoby fajnie. Jedna z tych serii superhero, które faktycznie chciałbym przeczytać.
Każdemu według potrzeb, ale Saga (czytałem do 9 tomu) to literalnie najlepsza seria jaką Mucha wydała, z zajebiście wciągającą fabułą, pełnokrwistymi, interesującymi postaciami, całość wywołuje duże emocje i mocno zaciekawia i ma zajebisty klimat.Jeśli faktycznie tak jest, to muszę unikać pozycji od Muchy. :P
Ale zaciekawiło mnie, co Ty lubisz i za co to lubisz. Skrobniesz kilka zdań o Twoich czołowych seriach/tytułach?Komiksiarzem tak naprawdę jestem początkującym, założę się, że przeczytałem mniej od 99% użytkowników tutaj. Ostatnie parę lat kupowałem komiksy na różnych promocjach, ale jako że moim głównym hobby są gry komputerowe i filmy, to zawsze jakoś je wybierałem zamiast wziąć się za rosnącą kupkę wstydu na półce... Ale w końcu coś ruszyło i mam nadzieję, że będę was tu maltretował moimi niepopularnymi opiniami coraz częściej. :P
No jeśli "Zabij albo zgiń" uważasz za słabe,
No jeśli "Zabij albo zgiń" uważasz za słabe, to "Śpiocha" mogę brać w ciemno.
Nie wiem w ogóle jak można powiedzieć że Śpioch i Zabij albo zgiń to słabe komiksy
Najbardziej lubie pierwszy cykl czyli tomy 1-5, ktory nie jest jeszcze tak bardzo przeladowany jak kolejne i zamiast na kolejne zagadki (choc oczywiscie tez, wiadomo), stawia na awanture i przygode. Poscigi, strzelaniny, bijatyki, w lekko strawnym, przyjemnym stylu, polane spora nuta tajemnicy. Oprocz poczatku, bardzo lubie tom niemy czyli 13, ale tym razem to jeszcze przede mna. W tomach pozniejszych wszystko sie dosc mocno komplikuje, ale i tak nie schodzi ponizej pewnego poziomu. Polecac nie trzeba.1. To prawda, że Andreas fantastycznie wypada, kiedy komiks jest bardziej przygodowy. Dlatego też pierwszy integral Arq (drugi zresztą też), to takie złoto. A jak zaczyna za bardzo kombinować, to już jest gorzej (choć oczywiście nadal dobrze).
Jonah Hex. Ponad dekadę od czytania oryginałów robię repetę w wersji Egmontu. Dla mnie to trochę taki Punisher Max na Dzikim Zachodzie. Krótkie opowieści, gęste, mocne, brutalne, czasem zostawiające z drapaniem w gardle i goryczą niesprawiedliwości. Choć tylko o sprawiedliwość Hexowi chodzi. No i o pieniądze, na resztę ma wywalone.O ile Hexa przeczytałem całego to dla mnie było tego za dużo. 12 czy 13 trejdów czytane ciurkiem sprawiło że na koniec wszystko się trochę zlało w jedną całość.
Odbiłem się kiedyś od cepeliowego serialu o Blueberrym, odbiłem się od niespójnego narracyjnie Loveless, odbiłem się od przestylizowanego Durango.
Jonah Hex to mój ulubiony western w komiksie, czy też komiks w westernie. Śmierdzi kurzem, prochem, krwią, końskimi odchodami i wątpliwymi moralnie wyborami.
Duża przyjemność.
1. To prawda, że Andreas fantastycznie wypada, kiedy komiks jest bardziej przygodowy. Dlatego też pierwszy integral Arq (drugi zresztą też), to takie złoto. A jak zaczyna za bardzo kombinować, to już jest gorzej (choć oczywiście nadal dobrze).
2. Też bardzo lubię biały tom Koziorożca. Zresztą tak samo uwielbiam szósty tom Rorka. Andreas też dobrze wypada w komiksach niemych.
3. Dobry jest ten Andreas, nie? :D
Dlatego Hexa należy sobie dawkować. Jak i wszystkie tego typu wydania i antologie.Jasna sprawa. Zazwyczaj też tak robię - antologię czy nawet serie czytam na przemian. Jeden tom Injustice, jeden Epic od Spidermana. Oczywiście są wyjątki ja seria wciąga.
Ja osobiście męczę się, gdy czytam tego typu rzeczy ciurkiem. Stosuje zasadę, że góra kilka historii, a czasem tylko jedna na raz. I dlatego taki album leży u mnie długo na szafce, a obok różne inne komiksy zmieniają się o wiele szybciej.
A Hexa czytałem na bieżąco, jeden zeszyt co miesiąc. I to było dobre dawkowanie. Jedna historia, kompletna, dająca kopa, a i do myślenia. I wyczekujesz z niecierpliwością na kolejny numer, który zaskakuje Cię znowu.
Takich rzeczy nie czyta się ciurkiem.
Niezły jest momentami to fakt ale czasem mam wątpliwości czy on sam czai co chce przekazać. Rork po trzecim tomie już był dla mnie ciężkostrawny, graficznie bomba ale nie chciało mi się rozkminiać o co tam chodzi i mam wątpliwości czy sam autor to wie :). Czeka na mnie jeszcze Koziorożec i Arq , zobaczymy jak podejdzie. Ahoj przygodo.
Orbital to nie jest ten duet, inny rysownik.
Jeleniogórskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych.
Jest tak jak myślałem: Niekończąca się opowieść, filmy Jima Hensona, The Secret of NIMH Dona Blutha, Labirynt z młodym Tomem Cruisem.
Prawie wszystkie komiksy czytam tak, że czekam na całość. Szczególnie jeśli jest to miniseria, czyli powiedzmy te 3-6 tomów. Niestety RIP zacząłem czytać na bieżąco i bardzo cierpię, kiedy się kończy i muszę czekać kilka miesięcy na kolejny tom. Też popełniłeś ten błąd. :D Teraz musimy cierpieć. :D Ale jeszcze tylko dwa i koniec.Powiem szczerze, że seria jest naprawdę świetnie skonstruowana a sposób odkrywania nowych faktów na poziomie mistrzowskim, tak jakby od niechcenia, rzucony wątek, aluzja, jakiś znak...dosłownie jak w porządnej grze komputerowej. Pierwszy tom wprowadzający był świetny ale czwarty pobił go na głowę...nie mogę się doczekać kolejnych dwóch...kiedy są planowane?
Ale dzięki temu mamy Incala. :)
I jako bonus na czasie: najlepsza filmowa adaptacja Diuny to ta w reżyserii Jodo. Szkoda, że nie udało się jej nakręcić.
Jasne. Kasta to też oczywiste nawiązanie do Diuny. Ród Kastaków - Ród Atrydów, epifit - przyprawa, kapłanki, itd. Oczywiście inspiracji jest też w Kaście więcej, nie tylko Diuną.
Edit
Pisząc Metabaron w sensie cały Incal. Metabaron po prostu wszedł mi najlepiej.
Nie przerwałem lektury, ponieważ liczyłem na to, że jedna z najsłynniejszych opowieści o Batmanie - czyli "Batman: Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?" przypadnie mi do gustu, a może nawet wzbudzi mój zachwyt. Uważam, że ta historia byłaby doskonałą klamrą jakiegoś długiego runu.No bo jest. To zwieńczenie 70 lat historii. Epilog do R.I.P. oraz Ostatniego Kryzysu, gdzie Batman zginął.
Blueberry - wyd. zbiorcze tom 3 - Zabierając się za serię Blueberry miałem w głowie, że są to komiksy niemal sprzed urodzenia moich rodziców. Spodziewałem się przewidywalnej, rozciągniętej w czasie i narracji opowieści, która nie zaskoczy mnie w żadnym momencie, ale pozwoli pobawić się w "komiksowego archeologa" i zobaczyć "jak to kiedyś było". Ku mojemu zdumieniu, ten komiks jest absolutnie świetną lekturą i w dzisiejszych realiach! Fantastyczna kreska w niesamowity sposób wciąga i niemal przekonuje czytelnika, że razem z bohaterami przemierza południowe Stany i Meksyk. Fabuła również świetna, zaczynając czytać ten komiks spodziewałem się drogi od A do B z obowiązkowym "dobrym" zakończeniem. A tu nie dość, że cała ta ścieżka okazała się bardziej skomplikowaną, to jeszcze postaci spotkane po drodze wydawały się z krwi i kości. Świetna lektura, bardzo polecam. Do tej pory to najlepszy (z trzech dotychczas przeczytanych) tomów.
A jak oceniasz Młodzieńcze lata?Świetna seria, weszła chyba nawet lepiej niż główna. Tylko teraz szukam czegoś, co by było umiejscowione w czasie wojny secesyjnej.
Run Aarona to dla mnie materiał do powtórki (tak po prawdzie z pomysłem powtórzenia Ennisa też się jakiś czas noszę). Historia z Bullseyem to była kosa i mega mi się podobała, ale drugi tom mnie lekko zawiódł - za mało, za szybko i wszystko skończyło się jakoś po łebkach.
Punisher Max 1-10
Szkoda jednak, że Ennis nie pociągnął całości do końca.Nie no, akurat Ennis ładnie zamknął swój run, generalnie to, co stworzono później, nie było wcale konieczne.
Po bodajże dwóch latach wróciłem do serii "Invincible". Wypożyczyłem pierwsze pięć tomów z biblioteki i zatopiłem się w lekturze. Jezu, jakie to jest dobre!Również aktualnie czytam i moja opinia jest mocno odmienna. Bardzo średni i zbyt młodzieżowy. Doczytam i wówczas komplet wyląduje na sprzedaż.
"Zamek Śpiący" - sam nie wiem czego się po tym komiksie spodziewałem, cały czas miałem nadzieję że jednak coś się wydarzy. Ta gruba cegła jest nudna jak podróż ślimaka przez trawnik, tam się nic nie dzieje. Tego tekst się nawet czytać nie chce bo jest jakiś taki bez polotu. Zmęczyłem się czytając ten komiks - może ktoś z Was wyłuskał z niego jakieś drugie dno - jeśli tak to proszę o informacje.Na topie...równouprawienie...i kobiety z brodami.
"Zamek Śpiący" - sam nie wiem czego się po tym komiksie spodziewałem, cały czas miałem nadzieję że jednak coś się wydarzy. Ta gruba cegła jest nudna jak podróż ślimaka przez trawnik, tam się nic nie dzieje. Tego tekst się nawet czytać nie chce bo jest jakiś taki bez polotu. Zmęczyłem się czytając ten komiks - może ktoś z Was wyłuskał z niego jakieś drugie dno - jeśli tak to proszę o informacje.Ja odniosłem wrażenie, że ten komiks ma dwie części - pierwszą przygodowo-fantastyczną z Jain w roli głównej i drugą, gdzie na pierwszy plan wychodzą Miła i Mesia. Nie jestem i nie czuję się żadnym specjalistą od idei czy też ruchów społecznych ale wydaje mi się oczywiste, że ten komiks traktuje o feminizmie. Na szczęście nie w żaden wojujący sposób ale taki z uśmiechem, spokojem, życzliwością i ogólnie pozytywnym nastawieniem do świata. Gatunkowo to trochę melodramat, trochę komedia romantyczna. Fantastyka szybko schodzi na drugi plan. Owszem może to się wydać się nudne, jeżeli ktoś chciałby w tym komiksie szukać akcji. Nie jest to arcydzieło ale lektura zapadła mi w pamięć. Warsztatowo jest to jednak bardzo dobra robota - zarówno od strony rysunków jak i prowadzenia graficznej narracji.
Resident Alien 1-2 - definicja lektury lekkiej, fajnej i niegłupiej.
Ja odniosłem wrażenie, że ten komiks ma dwie części - pierwszą przygodowo-fantastyczną z Jain w roli głównej i drugą, gdzie na pierwszy plan wychodzą Miła i Mesia. Nie jestem i nie czuję się żadnym specjalistą od idei czy też ruchów społecznych ale wydaje mi się oczywiste, że ten komiks traktuje o feminizmie. Na szczęście nie w żaden wojujący sposób ale taki z uśmiechem, spokojem, życzliwością i ogólnie pozytywnym nastawieniem do świata. Gatunkowo to trochę melodramat, trochę komedia romantyczna. Fantastyka szybko schodzi na drugi plan. Owszem może to się wydać się nudne, jeżeli ktoś chciałby w tym komiksie szukać akcji. Nie jest to arcydzieło ale lektura zapadła mi w pamięć. Warsztatowo jest to jednak bardzo dobra robota - zarówno od strony rysunków jak i prowadzenia graficznej narracji.
(tylko nie mogę 3 tomu znaleźć ;) )Nie poświęcaj zbyt dużo czasu na szukanie. Nie ma trzeciego tomu. Są tylko dwa.
SOS dla ziemi- Hermann- ponowne zaskoczenie, o ile rysunki nie powalają to Orwelowska fabuła rodem 1984 nakręca czytelnika z rozdziału na rozdział. Znajdujemy się w świecie niby wspaniałej przyszłości a jednocześnie hermetycznym jak Korea Północna, uśmiech na twarz i za ojczyznę do boju, jednostki nieprzystosowane do systemu giną w absurdalnych okolicznościach...najlepszy komiks jaki wpadł mi w ręce w tym roku.
Nie poświęcaj zbyt dużo czasu na szukanie. Nie ma trzeciego tomu. Są tylko dwa.U nas są tylko dwa. W USA ukazała się kolejna mini seria, której nie mamy w zbiorczych, a samo zakończenie zapowiada kolejną mini serię. Nie wiem jak Egmont planuje kontynuować wydawanie, czy będzie teraz wydawał pojedyncze tpb, czy poczeka na kilka zbiorczych, żeby wydać w jednym tomie.
Outcast (Opętanie)- 1-6,- w końcu jakiś amerykanecki komiks, który mnie zainteresował po Kaznodziei, czyta się dobrze, trochę delikatnego gore i niedopowiedzianej fabuły, zakończenie może nie powala ale całość tworzy fajny klimat, takiego amerykańskiego sennego miasteczka z tajemnicami...takie Miasteczko Salem Kinga.
Amazing Spider-Man wyd. zbiorcze tom 3 - Cóż rzec? Jestem fanem Petera Parkera, wielką przyjemność sprawia mi lektura jego przygód. Przyjemność jest tym większa, że historie spod pióra Straczynskiego są naprawdę interesujące i nie czuć śmierci szarych komórek w trakcie lektury. Tom trzeci jednak mam wrażenie, że jest ciut słabszy niż poprzednie dwa. Skupia się właściwie na dwóch historiach, z czego pierwsza mnie trochę nie kupiła jednak. Ciekawie wyszła zmiana rysownika w połowie, oba style mają swoje mocne strony. Podsumowując - solidna lektura, pewnie obok Ultimate Spider-Mana i Spider-Man Niebieski to jest to najlepsze z pajączka, co można u nas przeczytać (jestem otwarty na dyskusje - dajcie znać, jeśli coś oczywistego pominąłem!).
Wg mnie jeszcze pierwsze Epici Spidera do tomu Powrót złowieszczej szóstki (z nim włącznie) stoją na wysokim poziomie, oczywiście pomijając annuale w nich zawarte bo to brędza straszna. Co do Straczynskiego i niebieskiego pełna zgoda, Ultimate nie czytałem. Aha oczywiście jeszcze Spectacular Spiderman od Muchy godny uwagi bym zapomniał.
Trzeba teraz się wziąć za ostatnie przesyłki. Jest ostatni Buddy Longway, Historia sci-fi, Orły Rzymu.Czekam na opinię o Historii Sci-Fi 8)
Obrazki bywają fajne. Cena okładkowa 44,90. Oddam za trzy dychy.
Alack Sinner tom 1: Wiek niewinności
Biorąc pod uwagę fakt, że jestem fanem komiksów kryminalnych, można by pomyśleć, że nowa zapowiedź wydawnictwa "Mandioca" będzie czymś w sam raz dla mnie. Niestety "Alack Sinner" nie spełnił moich oczekiwań.
Komiks duetu Sampayo i Muñoz to zbiór jedenastu historii, których bohaterem jest twardy prywatny detektyw Alack Sinner. Akcja dzieje się w Nowym Jorku. Autorzy nie stronią od komentarzy o głębokim zabarwieniu politycznym, rasowym i społecznym. Klimat komiksu jest dość ponury.
Sam Alack Sinner to człowiek twardy, ale z drugiej strony pełen empatii, często staje w obronie innych, ale ma przy tym skłonności do autodestrukcji. Nadużywa alkoholu, tytoniu, użala się nad swoim życiem i często pakuje się w kłopoty. Bohater budzi jednak współczucie. Jest niejednoznaczny i dzięki temu bardziej ludzki. Ma pewne demony, które go trapią, ale z drugiej strony stara się zmieniać świat na lepsze. Na kartach komiksu obserwujemy jego drogę, stopniową przemianę, a na samym końcu Alack odnajduje mały iskierkę szczęścia.
Komiks jest w całości czarno-biały. Postacie są często rysowane wręcz groteskowo i karykaturalnie. Prace Muñoza nadają pewien klimat opowieści i być może mają swój urok, ale ta kreska kompletnie mi nie odpowiada. Niektóre prace rysownika wyglądały jak jakieś bohomazy, który powstawały w wyniku pośpiechu spowodowanego goniącymi go terminami. Zdecydowanie nie jest to mój klimat.
Lektura komiksu była ciekawym doświadczeniem. Widać wpływ jaki Sampayo i Muñoz mieli na późniejszych twórców. Niestety ja czuje się odrobinę rozczarowany.
6/10
Mazeworld komiks już wymiotło z rynku, więc nie będę się rozpisywał.Komiks nadal dostępny na Gildii.
Przeczytałem na raz, komiks przygodowy, dziejący się w dwóch czasoprzestrzeniach jednocześnie. Pierwsza w klimatach seriali "Po tamtej stronie" lub "Strefa mroku", druga to przygodowe fantasy. Oba wątki ciekawe, zazębiające się, cały czas akcja fabularna, dobre realistyczne sceny walki, rysunek szczegółowy, kolory cieszą oko. Ciekawy główny bohater, który nie jest do końca dobry, ale od samego początku da się lubić. Interesujący wstępniak, w którym autor komiksu przyznaje się, że siedział w więzieniu i to co tam przeżył, było kanwą do powstania komiksu. Komiks traktujący o poczuciu winy i odkupieniu grzechów. Świetna pozycja 9/10.
Komiks nadal dostępny na Gildii.Masz rację, sprawdzałem przez stronę wydawcy i tam nie ma.
Mazeworld(...)
Świetna pozycja 9/10.
Właśnie odebrałem z paczkomatu komiksy NSC, kupione w promocji (dałem 220 zł ze wszystkim) Paper Girls (widziałem na razie tylko serial - o którym zdania są podzielone [został skasowany po pierwszym sezonie - to już niestety o czymś świadczy]) 1-6 oraz Sweet Paprica 1-3. Jakieś opinie o tych seriach?
Właśnie odebrałem z paczkomatu komiksy NSC, kupione w promocji (dałem 220 zł ze wszystkim) Paper Girls (widziałem na razie tylko serial - o którym zdania są podzielone [został skasowany po pierwszym sezonie - to już niestety o czymś świadczy]) 1-6 oraz Sweet Paprica 1-3. Jakieś opinie o tych seriach?
@donT, @Castiglione, w Mazeworld wszystko zagrało, świetny główny bohater, nie tylko pod względem historii, charakteru, ale także designu postaci.No jak dla mnie, to większość historii jest mocno sztampowa. Wyróżnia ją to, że główny bohater pochodzi z naszego świata, ale wszystko, co dzieje się w labiryncie, to najbardziej stereotypowe fantasy, jak to możliwe.
Realistyczna kreska jak najbardziej pasuje,
Właśnie odebrałem z paczkomatu komiksy NSC, kupione w promocji (dałem 220 zł ze wszystkim) Paper Girls (widziałem na razie tylko serial - o którym zdania są podzielone [został skasowany po pierwszym sezonie - to już niestety o czymś świadczy]) 1-6 oraz Sweet Paprica 1-3. Jakieś opinie o tych seriach?
No jak dla mnie, to większość historii jest mocno sztampowa. Wyróżnia ją to, że główny bohater pochodzi z naszego świata, ale wszystko, co dzieje się w labiryncie, to najbardziej stereotypowe fantasy, jak to możliwe.
Zauroczeni- po opiniach spodziewałem się disneyowskiej ckliwej historyjki a tu trafił się całkiem całkiem fajny komiks.Tak z ciekawosci gdzie sie spotkales z takimi opiniami? irl czy w necie? - bo w necie raczej opinie sa takie ze o ile przykladowe obrazy na pierwszy rzut oka moga byc mylace tak cala reszta bynajmniej nie jest disnejowska
Tak z ciekawosci gdzie sie spotkales z takimi opiniami? irl czy w necie? - bo w necie raczej opinie sa takie ze o ile przykladowe obrazy na pierwszy rzut oka moga byc mylace tak cala reszta bynajmniej nie jest disnejowskaChodziło mi o warstwę graficzną, jakoś nieodłącznie wszystkim kojarzy się z bajkami disneya...z każą stroną zastanawiałem się który bohater z bajek wyskoczy mi ze strony....
Skończyłem całą serię Blueberry. W ostatnich tomach widać, że Moebius bawił się formą, starał się prezentować bohaterów w sposób mniej czarno biały, również rysunkowo stał się mniej konserwatywny. Nie brak tu humoru, miłości, pomyłek, zwrotów akcji oraz przede wszystkim Przygody przez wielkie P. Czytając całą serię na przestrzeni ponad roku mogę powiedzieć, że bawiłem się świetnie. Nie czytałem Blueberry'ego ciurkiem, żeby sobie nie obrzydzić tego serialu, w związku z czym ze spokojnym sumieniem mogę dać serii 8/10. Pozycja obowiązkowa dla fanów klasycznego komiksu frankofońskiego, w szczególności westernów.
Largo Winch. Tom 10 - Ach, ależ to jest dobre. Dziesiąty tom przygód Largo Wincha to coś, na co czekałem. Już poprzedni, dziewiąty pisany przez Érica Giacomettiego wchodził świetnie, ale ten dorzucił od siebie coś ekstra! Kosmiczny wyścig, zdrady, strzelaniny. Kto czytał choć jeden album, to wie czego się spodziewać. Co do rysunków - ponownie - bez zaskoczenia. Fantastyczny poziom prac Philippe Francq pozwala się emocjonować wraz z głównym bohaterem. Również bardzo polecam!
Czy mozna to czytac od zbiorczego tomu nr 3(bo z tego co widze od tego sa dostepne) czy trzeba znac historie od poczatku?
Najlepsze zakupy komiksowe to zazwyczaj te nieplanowane. Z antykwariatu. Tego, ktorego dawno sie nie odwiedzalo. Wchodzisz, patrzysz na polki i widzisz cos co wiesz, ze jest dobre, a cena jaka sobie zycza jest nizsza niz polowa okladkowej. Kupujesz bez zastawowienia i wychodzisz z bananem na gebie. W taki wlasnie sposb udalo mi sie wejsc w posiadanie kilku komiksow z Bendisowego Jinxworld - Goldfish, Jinx oraz Torso. Od dawna wiedzialem, ze to swietne komiksy, ale nasze drogi sie nigdy nie zeszly. Pierwsze dwa sa ze soba powiazane bohaterami, ale mozna je czytac niezaleznie, bo to zamkniete historie. Oba to rasowe kryminaly w klimacie Criminal Brubakera. Mamy wiec wszystkie cechy charakterystyczne dla takich opowiesci, a ktore kazdy bedacy w temacie, dobrze zna. Stary Bendis slynal z zajebistych, "meskich" dialogow i Jinxworld jest tego 100% dowodem. Chociaz jest ich momentami naprawde duzo, to nie nuza, a wrecz przeciwnie - czyta sie je z prawdziwa przyjemnoscia. Goldfish i Jinx to rzeczy w calosci autorskie, wiec za rysunki rowniez odpowiada BMB. Pod tym wzgledem jest niespodziewanie dobrze, choc momentami nieco nierowno. Niektore plansze sa przekozackie, inne wrecz przeciwnie. W ogolnym rozrachunku obu komiksom daje mocne 4/5, choc Goldfish podobal mi sie bardziej, glownie ze wzgledu na przejmujacy final. Torso to z kolei historia oparta na faktach. Jest to opowiesc o seryjnym mordercy z Cleveland, ktory zaslynal z bardzo "finezyjnego" (mowiac dyplomatycznie) traktowania zwlok swoich ofiar. Sledztwo w jego sprawie prowadzil Eliott Ness, ale nigdy nie udalo mu sie sprawcy schwytac. Ten tytul jest bardzo mroczny oraz klimatczny i z calej trojki w moich oczach wypada najlepiej. Torso powstal w kolaboracji z Marciem Andreyko, ktory odpowiada za strone graficzna. Chociaz artysta przyjal bardzo podobna stylistyke, to jest lepiej. Nie jest to jakis dramatyczny skok jakosciowy, ale rysunki ciesza oczy bardziej niz te Bendisa. Wszystkie 3 sa czarno-biale, grubo tuszowane z fajnym, nieco filmowym kadrowaniem. Jezeli mialbym sie do czegos przyczepic i wystepuje we wszystkich 3 tytulach to to, ze czasem nie do konca wiadomo w jakiej kolejnosci czytac dymki z dialogami. Na splash page'ach czasem jest to strona po stronie, a czasem od lewej do prawej strony poprzez obie strony. Momentami mozna sie nieco pogubic. To tylko maly zgrzycik, bo lektura Jinxworld daje mnostwo frajdy. Jestem pewien, ze predzej czy pozniej ktorys z polskich wydawcow sie tym "uniwersum" zainteresuje. To tylko kwestia czasu.
Przy okazji przyznam się do czegoś - dziś zamówiłem pierwszą w życiu mangę. To pod wpływem TK i jego filmiku o mangach. Wybór padł na Akirę, w dalszych planach jest Monster i być może Bosonogi Gen, które będzie mieć nowe wydanie niedługo. Zobaczymy, czy pyknie:)
Ktoś skończył czytanie Niewidzialnych? Powoli docieram do końca i uczucia mam mieszane.
To daj znać jak dalej to wygląda po 1 tomie. Czytam ten pierwszy tom i ciężko mi skończyć. Sporo bełkotu Morrisona jak to u niego. Trudność sprawia mi wylapanie co jest na tyle ważne by zwrócić uwagę, a co mogę olać bo to niepotrzebnie rozmuchany wywód. Jedyne mnie intryguje to caly koncept świata i tej drużyny.
CZARNA MAGIA jest to tytuł na który czekałem z niecierpliwością. Przykładowe plansze zapowiadały rozrywkę okraszoną fantastyczną warstwą graficzną. Zakupiłem tytuł opatrzony zapisem ; księga pierwsza i zasiadłem do lektury.Nie ma księgi drugiej na rynku amerykańskim. Jest tylko 3 trejd, a sama seria nie ruszyła z nowym zeszytem od 2021 roku.
Komiks czyta się szybko i przyjemnie. Niemniej ma się odczucie, że niektóre wątki została zasygnalizowane i czekają na rozwinięcie w kolejnej części lub częściach. Ogólnie odniosłem wrażenie, że opowiadana historia stanowi wstęp do właściwej fabuły, a wielu bohaterów odegra ważniejszą rolę w dalszej części opowieści.
Jako, że jestem fanem komiksów pochodzących z rynku frankońskiego, podszedłem do lektury ostrożnie, acz z zainteresowaniem. Nie zawiodłem się i chce więcej ( księga druga jest już na rynku amerykańskim ) nie tylko tego komiksu, lecz tytułów z rynku amerykańskiego. Z ciekawą historią oraz znakomitą warstwą graficzną. Tak rysowniczka Nicola Scott wykonała fantastyczną pracę i to też duża jej w tym zasługa dla mojej końcowej oceny : 7/10.
CZARNA MAGIA jest to tytuł na który czekałem z niecierpliwością. Przykładowe plansze zapowiadały rozrywkę okraszoną fantastyczną warstwą graficzną. Zakupiłem tytuł opatrzony zapisem ; księga pierwsza i zasiadłem do lektury.Bardzo się napaliłem na ten tytuł bo piekne rysunki w środku, z tego co widziałem na przykłądowych planszach. Śliczne twarze kobiet i tła. Nie wiem czy to akwarelki czy gigital ale sztos. Niemniej, troche smuci fakt, że scenar sprawia wrażenie wstepniaka do wiekszej całości. Teraz nie wiem czy sie skusić.
Komiks czyta się szybko i przyjemnie. Niemniej ma się odczucie, że niektóre wątki została zasygnalizowane i czekają na rozwinięcie w kolejnej części lub częściach. Ogólnie odniosłem wrażenie, że opowiadana historia stanowi wstęp do właściwej fabuły, a wielu bohaterów odegra ważniejszą rolę w dalszej części opowieści.
Jako, że jestem fanem komiksów pochodzących z rynku frankońskiego, podszedłem do lektury ostrożnie, acz z zainteresowaniem. Nie zawiodłem się i chce więcej ( księga druga jest już na rynku amerykańskim ) nie tylko tego komiksu, lecz tytułów z rynku amerykańskiego. Z ciekawą historią oraz znakomitą warstwą graficzną. Tak rysowniczka Nicola Scott wykonała fantastyczną pracę i to też duża jej w tym zasługa dla mojej końcowej oceny : 7/10.
PlanetaryNie dziękuje ;) Miałem w schowku i wywaliłem bo muszę się ograniczać z zakupami, a teraz znowu wleciało na szczyt listy do kupienia. Ech.
Świetna, inteligentna, trochę zawiła ale satysfakcjonująca komiksowa rozrywka na najwyższym poziomie. Spiski, tajemnicze organizacje, intrygi ziemsko-miedzywymiarowo-kosmiczne podane w bardzo przystępny i budzący niesłabnące zainteresowanie sposób, nie ma tu miejsca na nudę ani na rozprężenie przy czytaniu, wręcz wskazane jest zwiększone skupienie bo z każdym kolejnym zeszytem coś się powoli wyjaśnia i kolejne trybiki historii zaczynają się do siebie dopasowywać.
(https://i.ibb.co/J3HGFTL/IMG-20240501-133935.jpg)
Nic by nie było z tej sprawnie skonstruowanej fabuły gdyby nie świetnie napisane postaci, Warren Ellis stworzył niezwykle udane kreacje bohaterów oraz ich głównych przeciwników, których spójne i logiczne genezy powstania oraz droga którą przechodzili by stać się tym jakimi ich poznajemy zapadają w pamięć, a w niektórych przypadkach, jak na przykład origin Bębniarza, są to naprawdę mocne historie.
(https://i.ibb.co/VWJyQg5/IMG-20240503-124417.jpg)
Do całości dopasował się również rysownik John Cassaday który sprawnie realistyczną krechą i z artystyczną wyobraźnią zilustrował ten pokręcony, spójny i przemyślany od początku do końca świat napisany przez Warrena Ellisa.
I ta scena z kosmitą...
(https://i.ibb.co/VJ76Ycv/IMG-20240502-081313.jpg)
Wygląda znajomo, prawda? Nie chcę spoilerować ale ciary były przy czytaniu.
Dodatkowym smaczkiem są zeszyty zaprezentowane po głównej serii: bardzo dobra i satysfakcjonująca opowieść z Ligą Sprawiedliwości ilustrowana przez Jerrego Ordwaya oraz świetny i momentami zabawny crossover z Batmanem/Batmanami w którym scenarzysta w fantazyjny sposób oddał hołd wieloletniej historii Gacka.
(https://i.ibb.co/8d9kNsL/IMG-20240506-204508.jpg)
Podsumowując, ta seria jest całkowitym przeciwieństwem Globalnego Pasma które do pięt nie dorasta Planetary, gdybym miał ją do czegoś porównywać to byłaby to seria "Niewidziani" Morrisona, z tym że przygody Archeologów Tajemnic czytałem ze zdecydowanie większą przyjemnością ponieważ jest bardziej przystępną opowieścią, na wspomnianych Niewidzialnych póki co poległem przy pierwszym tomie.
Całość oceniam na mocną ósemkę, kawał porządnej lektury i aż szkoda że nie ma więcej przygód tej nad wyraz udanej serii. Ze świata Wildstorm zostało mi jeszcze Authority do nadrobienia i liczę że będzie to lektura a podobnym poziomie .
Na koniec nagroda dla tych co wytrwali w czytaniu: jedna z ciekawszych scen zapadających w pamięć, unikalny i nie widziany nigdzie indziej headshot "szczał kiepem"w latającego szczura:
(https://i.ibb.co/RQ8GpKT/IMG-20240503-124441.jpg)
Warren,chłopie jak Ty mnie zaimponowałeś w tej serii.
Klasyczny Sandoval. Czyli: przepiękne rysunki (i malunki), młodzieżowa historia o małym sennym miasteczku, piękne młode dziewczyny, demony, dużo erotyki (i porno), kompletna rozwałka na koniec. Schemat grany od lat. I od lat poszukiwany dobry scenarzysta, który wyciągnę tego wspaniałego rysownika i malarza z tego okręgu, po którym podróżują jego komiksy.
Lubię te jego komiksy, bo w innym wypadku bym ich nie kupował, ale to jest godne najlepszych scenarzystów:
Asterios Polyp.też skusiłem się na promocje na Amazon
Zachęcony faktem, iż większość naszych polskich wydawców chciała to u nas wydać, a nie dało się, sięgnąłem po ten tytuł. Nie znałem go wcześniej, a Mazzuchelliego ceniłem od lat jako świetnego artystę. A co tutaj dostałem? Z pewnością nie tego, czego się spodziewałem, a spodziewałem się dobrego komiksu. Mianowicie dostałem komiks genialny. Serio. W całej swojej okazałości, konstrukcji, sposobie tworzenia postaci, historii, powiązań i innych. Nawet sposób mówienia postaci jest bardzo ważny, zresztą jak i ich mowa ciała. Graficznie bardzo dobrze, jak i scenariuszowo. Jakby napisał to jakiś weteran pióra, uznany i ceniony od lat. Z pełnym warsztatem, ale i ciekawym pomysłem. Nie chcę pisać o czym to jest, ale jest genialne. Mocne 9/10. A końcówka? Dawno nie byłem tak zaskoczony. Kolejny mocny argument za jego genialnością.
Aha. Kupiłem go dzięki zalinkowanej promocji na forum. Wydanie jest z 2009 roku i trochę przeleżało na magazynie. Lekkie otarcia są, ale ujdzie. I cena bardzo niska. Bierzcie, jeśli macie okazję!
wyjaśni się w kolejnych tomach
(...) Do najgorszego tekstu literackiego zaliczę obrazoburyzujące Ze świata sztuki sakralnej. Jedyny kolorowy (nie licząc tych z okładki), ale i najgorzej narysowany. No i tematyka jak wspomniałem ocierająca się o naśmiewanie się z religii. Nic co by „przeginało pałę” ale wciąż lekki niesmak odczuwałem.Nic mnie tak nie zachęca do lektury, jak zgorszenie/zniesmaczenie Zgorszonych/Zniesmaczonych.
Nie przeczytałem (...) Our Flag...
Nic mnie tak nie zachęca do lektury, jak zgorszenie/zniesmaczenie Zgorszonych/Zniesmaczonych.No to "smacznego" :) Możesz potem napisać jak wrażenia ;)
I dobrze Ci radzę nie czytaj tego ;) Zero scenariusza, zero praktycznie rysunku i LGBT do porzygu. Po kilkunastu stronach już mi się nawet tych po angielsku (kolejne z dupy rozwiązanie) i opowiadań nie chciało czytać.
Komiks, który przywołałeś w bonusie to przy tym arcydzieło :)
Przecież od razu bylo wiadomo, że to tribute dla serialu więc i LGBT będzie. Jak nie pasuje, było nie czytać a nie się teraz oburzać.
Przecież od razu bylo wiadomo, że to tribute dla serialu więc i LGBT będzie. Jak nie pasuje, było nie czytać a nie się teraz oburzać.Czyli według ciebie jeśli wiadomo, że coś jest słabe, to po przeczytaniu już nie wolno tego słabo ocenić?
Murky World Corbena.
To moje trzecie podejscie do tej nieskomplikowanej, nieco schematycznej, choc bardzo fajnej historii. MW to czysty fun, szalona akcja, ktorej biegu nie da sie w zaden sposob przewidziec i twist, poganiajacy twista.
Zakończenie kompletnie zryło mi banię. Co dosyć śmieszne, poznałem je sporo później niż resztę serii. Rodzice kupowali mi Komiks Fantastykę a z jakiegoś powodu tego numeru nie kupili, nie pamiętam dlaczego.Tej drugiej części ostatniego albumu to chyba nikt nie miał.Ja go nie miałem, jedyny kolega z dzieciństwa, który czytał komiksy, też nie miał.
Tej drugiej części ostatniego albumu to chyba nikt nie miał.Ja go nie miałem, jedyny kolega z dzieciństwa, który czytał komiksy, też nie miał.
(https://images91.fotosik.pl/542/efdf48b0ab44f2a8med.jpg) (https://images91.fotosik.pl/542/efdf48b0ab44f2a8.jpg)
Kupiłem w poniedziałek w antykwariacie na Piotrkowskiej w Łodzi i skończyłem przed chwilą. Zawsze myślałem, że nigdzie nie ma tylu księgarń i antykwariatów co w Krakowie. Tymczasem na samej Piotrkowskiej jest tego jakaś kosmiczna ilość i do tego świetnie zaopatrzona. Moja przygoda z cyklem W poszukiwania ptaka czasu (zwanego w pierwszym wydaniu Pelissą od imienia głównej bohaterki) rozpoczęła się jakoś w wieku ośmiu lat. I wówczas miałem dostęp tylko do pierwszego zeszytu gdzie duże wrażenie zrobiła na mnie brutalna scena zabicia płonącym biczem tego leśnego potwora. W poszukiwaniu ptaka czasu takie jest: brutalne, bolesne i nieoszczędzające swoich bohaterów. Już wówczas było Grą o tron pod każdym możliwym względem. Dostęp do drugiego tomu (z czterech) miałem dopiero kilka lat później, a do trzeciego (kultowego Łowcy) na studiach. Kiedyś nie było Allegro, a kto kupił komplet Pelissy ten miał. Pierwsze wydanie Jaja mroku zdobyłem dopiero teraz, posiadam już drugie egmontowskie i to olbrzymie z Libertago. Zakończenie tej historii czyli czwarty tom przeczytałem dopiero kilka lat temu i zniszczyło mi psychikę. Pelissa/W poszukiwaniu ptaka czasu posiada - moim niezbyt skromnym zdaniem - najlepsze zakończenie w historii komiksu. Nawet nie wiem co mogłoby z nim konkurować w tej kwestii. Nie mam do niego żadnego sentymentu, bo poznałem dopiero niedawno, a nie w dzieciństwie. Przez ponad 20 lat, czyli od momentu przeczytania pierwszego zeszytu Pelissy żyłem w błogiej nieświadomości jak to się zakończy. Wielokrotnie podróżowałem z bohaterami ponad dwie dekady mojego życia i dopiero kilka lat temu zakończyłem opowieść. Ten cykl tak naprawdę tylko przywdział strój typowego fantasy o drużynie i ich misji, żeby potem wszystko rozwalić w jednej chwili. W sposób przeraźliwie brutalny. I w końcu przeczytałem w pierwotnej wersji z napisami Komiks i Pelissa na okładce.
Tej drugiej części ostatniego albumu to chyba nikt nie miał.Ja go nie miałem, jedyny kolega z dzieciństwa, który czytał komiksy, też nie miał.Długo go szukałem, aż nagle trafiłem w pewnym kiosku. Pani sprzedawczyni wręcz się ucieszyła, jakby strasznie długo jej zalegał :)
Dla kogoś, kto tak jak ja, nie czytał nigdy oryginalnych opowiadań o Conanie z Cymerii, ta seria jest idealnym rozwiązaniem, żeby je poznać. Teksty są wierne
Dla kogoś, kto tak jak ja, nie czytał nigdy oryginalnych opowiadań o Conanie z Cymerii, ta seria jest idealnym rozwiązaniem, żeby je poznać. Teksty są wierne, rysunki bardzo porządne (w tym tomie szczególnie podoba mi się Recht)Też najbardziej ostrzyłem sobie zęby na Robina Rechta (i się nie zawiodłem), ale bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Augustin. Dostał dobrą historię i ślicznie ją zilustrował. Czytając wydania Labrum żałuję jednocześnie zbyt szybkiej rezygnacji z kolekcji, bo jednak tam Conan był chyba najwierniejszy oryginałowi.
Ja mam wszystko oprócz tych z Labrum. Cena jest wysoka i na chwilę obecną odpuszczam.
Barakuda 1-6 - [...]
Może trochę fabuła nie jest skoncentrowana i w sumie nie ma głównego wątku fabularnego, ale dzięki temu mamy wrażenie, że po prostu jesteśmy świadkami dziejących się ciekawych wydarzeń.
Kroniki Barbarzyńców
Panie i Panowie, przeczytałem nowy komiks od Studia Lain i sam nie wiem co napisać :) Mam delikatnie przepalone styki, od zabawy w kotka i myszkę autora z czytelnikiem. To nowość, także będę pisał ogólnikowo. Ale, jak już myślisz że jest tak, po kwadransie zmieniasz zdanie. Teraz mówisz sobie pod nosem, na pewno jest tak, z pewnością. Mija kilka minut i już się wahasz, a może jednak nie? A może jest inaczej? Ostatni rozdział to właśnie taka sytuacja, pasuje tutaj idealnie słowo szaleństwo. Kroniki zapewne nie podpasują każdemu, na kadrach przelewają się flaki, krew, wymiociny, natomiast nie jest to komiks nastawiony tylko i wyłącznie na zwykłą prostacką rzeźnię, seks, gwałty. Momentami jest śmiesznie, momentami poważnie, bohaterowie kalkują, zmieniają swoje zachowania, ale czuć pod skórą że myślą nad tym co robią, a nie działają jak barany. Kroniki mają kilka scen, po których czytelnik jest usatysfakcjonowany tym, w jakim kierunku zmierza scenariusz. Historia oferuje o wiele więcej niż typową wojenkę, podboje, grabieże i podpalenia. Wiem jedno, za jakiś czas ponowię lekturę. Bo czuję, że sporo drobiazgów mogło mi umknąć, a dodatkowo chciałbym jeszcze raz sprawić przyjemność swoim zmysłom i drugi raz zagłębić się w ten dosyć popieprzony świat. Graficznie album to petarda, ciężko byłoby się do czegoś przyczepić. Europejska kreska jednak rządki, sceny walk są dynamiczne, wzburzone morze zalewa karty komiksu, kobiety rozpalają swoimi wdziękami. Kadry są bogate w tła, przez większość albumu dosyć szczegółowe.
Moje odczucia są pozytywne, wkręciłem się w klimat. Jestem zadowolony ze scenariusza, chociaż początkowo spodziewałem się innego tonu opowieści. Studio Lain wydało komiks, tak jak powinno. Całość w jednym tomie, jakość oceniam na bardzo dobry. Plus za foliowanie, bez tego miałbym poprzecieraną okładkę bez wątpienia. Gratuluję dobrej sprzedaży, seriale (Wikingowie, Upadek Królestwa) spowodowały głód na rynku, Thorgal się sprzedaje, więc jak widać można iść w ciemno jeżeli chodzi o Barbarzyńców Północy.
Tak na koniec, jest w tych sześciu rozdziałach jakaś siła, że po zakończeniu lektury poczułem delikatny zawód. Meta, po zawodach, można się rozejść. To zapewne pokazuje, że odpowiednio zaangażowałem się w losy bohaterów, niby to komiks czysto rozrywkowy, aczkolwiek człowiek musi się odpowiednio nastawić i skupić.
Wystawiam ocenę 8,5/10. Polecam komiks (póki jeszcze jest) użytkownikom, którzy lubią komiks europejski z mocną historią, w pikantnym sosie gdzie skrajne zachowanie nie są skrępowane żadnymi barierami.
dzieki, za tak obszerna opinie :) dalbym na facebooka ale mnie zajada ze juz niedostepne ;)
dzieki, za tak obszerna opinie :) dalbym na facebooka ale mnie zajada ze juz niedostepne ;)Kiedy "Quetzalcoatl", Panie Prezesie? Pewnie przyszły rok dopiero? ;(
ale może warto kuc żelazo póki gorące? ;)Kuj :)
Ja mam pierwsze 4 z Egmontu te grube i jak nie mam ochoty zbierać tego dalej czytając opisy kolejnych tomów, tak mam ogromną chęć wejść w te od Labrum. Tylko ta cena pozostawia wątpliwości.Egmont przeczytałem, bo byłem ciekaw jak autorzy poradzą sobie z wypełnieniem luk fabularnych. Szacunek za podjęty trud, ale jednak dużo lepiej czyta się takie niezależne historie pozbawione chronologii. Tam jest prawdziwy Conan. W jego przygodach ten ciąg przyczynowo-skutkowy jest doskonale zbędny. Odrobina tajemnicy to jest coś, co dodaje smaczku tej postaci. A co do ceny, to cytując klasyka tanio już było. Może pierwszy tom jak wychodził, to trochę to szokowało, ale przy tym co się obecnie wyprawia, i to nie tylko w temacie komiksów, to już mniej jest wybór między tańszym a droższym. Zapłacić i tak trzeba. Pytanie, czy za tą cenę otrzymam satysfakcjonujący mnie produkt.
Historia opowiedziana w tym komiksie jest niedorzeczna i pełna logicznych dziur oraz nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności ... W scenariuszu nie ma jednak nic odkrywczego, poza epatowaniem seksem i przemocą ... komiks rozrywkowy bez żadnych ambicji.
Kluczem jest tu dla mnie - oczyszczenie - stąd m.in. finał w wodzie.
Osaczaja za to skonfabulowanego czytelnika mnostwem niepotrzebnych faktow.
Nie no końcówka totalnie jest nierealistyczna w założeniu.
Czytałem wszystkie. Najlepsze to Niewidzialna granica, Pochyłe dziecko, Wieża i Brusel, ale pozostałe też są świetne. Zacząłbym od tego: https://www.gildia.pl/komiksy/522107-mroczne-miasta-niewidzialna-granica
To jest jedna z lepszych rzeczy jakie zrobili w tym Marvelu, tam są historię Silver Age i chyba jedną łapie się na Bronze, rozumiem, że po kimś może to spływać bo ich nie czytał/nie zna.Sporo z tych historii znam, ale jakimś ogromnym fanem uniwersum nie jestem, także pewnie nie robiło to na mnie takiego wrażenie, jakby mogło.
Jakby zrobili takie coś z historiami, które wydawał Semic to wtedy byłoby arcydzieło.
przełomowe/rewolucyjne należałoby rozpatrywać patrząc na czas kiedy powstały, bo teraz to się przeczyta i będzie eee słabe, albo myślałem, że będzie lepsze.Ale ja nie mówię, że "Marvels" jest słabe, tylko właśnie jak napisał donT - dla fanów. Rozpatrywane jako samodzielna historia mnie nie porwało, mimo że koncept jest ciekawy.
W ogóle coś Urban wyhamował z tą serią, mam nadzieję, że Egmont nie skończy na Jenkinsie.
Seven Sons - scenariusz Robert Windon i Kelvin Mao, rysunki Jae Lee, kolory June Chung.
Ostatnia praca komiksowa Jae'a Lee...
PabloWu zgadzam się! Kroniki to porno badziew od pierwszej do ostatniej strony.
Cięższe w ocenie jest dla mnie Astro City, podczas lektury miałem bardzo pozytywne wrażenia. Wciągające i emocjonujące historie, które już gdzieś widziałem. Po przeczytaniu tomu nie mam ochoty na następne części, zabrakło oryginalności.
Serge Le Tendre, Régis Loisel – "W poszukiwaniu Ptaka Czasu"
Także wybitności ja w tym tytule nie znalazłem, ale to nadal bardzo przyjemna przygoda, którą dobrze się czyta. W dalszym ciągu oceniam tę serię jako solidną, jednak z oczekiwaniami, jakie rozbudza jej renoma, niewątpliwie przegrywa.
Spoko przygodówka na 6/10.
Lubię tu pisać, poznać opinie innych, podyskutować o danym komiksie. Poza tym trochę nie podoba mi się bawienie w linki - jestem na forum, więc udzielam się tutaj, a nie traktuję go jako darmową platformę do odsyłania jego użytkowników na inną stronę.
Powinno być więcej takich ludzi, a nie "tu macie linka do mojej opinii". Mam w poważaniu wasze linkiCi z linkami przeważnie liczą na egzemplarze recenzenckie, tutaj korzystają z możliwości darmowej reklamy.
@Castiglione co do Darkness, powiedz proszę coś więcej o tych nastoletnich klimatach, czy objawiają się one w warstwie fabularnej lub scenariuszowej? Bo to, że są półnagie laski i umięśnieni faceci to rozumiem, że fabuła nie jest wysokich lotów, też ok, ale mi chodzi o dialogi i prowadzenie scenariusza.Półnagie laski (choć przyznaję, że atrakcyjne), infantylne dialogi, głupawy humor, główny bohater, który musi być cool i edgy na wszelkie sposoby, podobnie jak i cały komiks. Według mnie to taki styl pisania, który ma trafić do dorastającej młodzieży, chcącej w końcu sięgnąć po coś "dla dorosłych" - dużo przemocy i mówienia o seksie, ale fabuła dalej jak z kreskówki.
Przykładowo Ghost Rider: Danny Ketch, był dla mnie infantylny w dialogach i scenariuszu, miałem wrażenie, że to jest skierowane do 12 latków i pokazuje świat z ich perspektywy.
Na mnie Daytripper w momencie premiery zrobił duże wrażenie. Świetny graficznie, jak i scenariuszowo. Bardzo dużo emocji we mnie wywołał, wstrząsnął, dotknął...
Ale to może być fakt, że każdy z nas jest inny i akurat trafił u mnie w idealnym momencie.
Jakby nie było ja wręcz gorąco go polecam.
Na mnie Daytripper w momencie premiery zrobił duże wrażenie. Świetny graficznie, jak i scenariuszowo. Bardzo dużo emocji we mnie wywołał, wstrząsnął, dotknął...
Ale to może być fakt, że każdy z nas jest inny i akurat trafił u mnie w idealnym momencie.
Jakby nie było ja wręcz gorąco go polecam.
Przychylam się do tej opinii.
W zeszłym roku podobny odbiór miałem w przypadku Wielu śmierci Laili Starr.
A Dwaj bracia byli dla mnie (tylko) dobrzy.
Podobna szkoła i niewiele młodsza metryka to Rozbitkowie czasu. Zdecydowanie kolejny genialny klasyk chociaż znacznie cięższy język i zdecydowanie więcej czasu potrzeba na przetrawienie. Ciekawe, czy ktoś odważy się na Yoko Tsuno?
Alack Sinner tom 1: Wiek niewinności - Mam problem z tym komiksem. Pierwsze 150-200 stron czytało mi się bardzo dobrze, końcówka mnie niesamowicie wymęczyła. Jest to zbiór historii, w których główny bohater mierzy się z różnymi sytuacjami. Mam wrażenie, że im dalej w komiks, tym więcej tych sytuacji znajdowało się w głowie bohatera. Kreska jest dość prosta, choć niektóre kadry są naprawdę atrakcyjne. Ewidentnie na pierwszym planie jest miasto - brzydkie, depresyjne. Na pewno warto zaznaczyć jakość wydania (choć to raczej standard u Mandioci) - jest ona rewelacyjna. Komiks jest wydany pięknie, nic nie trzeszczy mimo gigantycznego rozmiaru. Ja się od tego komiksu odbiłem.
Choc nie bylbym tak surowy wobec Alacka, to zgadzam sie z powyzszym. Mnie tez koncowka zmeczyla, choc od pierwszej polowy wrecz nie moglem sie oderwac. Czytalo mi sie elegancko, do momentu gdy bohater przestaje byc detektywem. Historie z krwi i kosci staja sie dziwnie oniryczne i w przeciwienstwie do poprzednich, pozbawione glowonego watku. Ostatnia, najdluzsza opowiesc to juz tylko odliczanie pozostalych do konca stron.
Niemniej dość uciążliwą kwestią jest sam wydruk komiksu, gdzie rysunki bardzo barwne i żywe na przykładowych planszach, bardzo straciły na nasyceniu kolorów przy wydruku. Nie wiem czy nie jest wina niezbyt dobrze dobranego papieru. Niemniej komiks bardzo fajny, a jego końcową ocenę obniżają kwestie techniczne. 8/10PS. @Gun Honey 2 - da się w elegancki sposób wprowadzić elementy nagości? Ucz się!
Choc nie bylbym tak surowy wobec Alacka, to zgadzam sie z powyzszym. Mnie tez koncowka zmeczyla, choc od pierwszej polowy wrecz nie moglem sie oderwac. Czytalo mi sie elegancko, do momentu gdy bohater przestaje byc detektywem. Historie z krwi i kosci staja sie dziwnie oniryczne i w przeciwienstwie do poprzednich, pozbawione glownego watku. Ostatnia, najdluzsza opowiesc to juz tylko odliczanie pozostalych do konca stron.
Rysownik nie radzi sobie z dynamicznymi scenami, które niekiedy aż kolą w oczy niedoskonałością.W innym temacie pisałem o tym jak średnim/słabym rysownikiem jest Teng ale była tam obrona Częstochowy ze strony wydawcy. Cieszę się, że nie jestem odosobniony w ocenie. Statyczne widoczki wypadają jako tako ale dynamika leży i kwiczy. Poza tym twarze postaci są mega słabe.
jaka obrona Częstochowy :) pokazywałem ci tylko, że ten artysta jest uważany za mistrza na rodzimym rynku (prace w muzeach itp ), ale to nie znaczy, że musi ci się podobać :)A ja wciąż zachodzę w głowę kto tak uważa i z jakich powodów.
Jest jeszcze bardziej zawiła tj. dochodzi masa wątków pobocznych, które "rozwadniają" fabułę. Ja, pod koniec, już kompletnie się w tym pogubiłem.
I mam pewien zgryz - co będziemy robić do tomu nr 9? Historia będzie stawać się coraz bardziej absurdalnie zawiła?
Jest jeszcze bardziej zawiła tj. dochodzi masa wątków pobocznych, które "rozwadniają" fabułę. Ja, pod koniec, już kompletnie się w tym pogubiłem. Zdecydowanie bardziej podeszli mi "Chłopaki z XX wieku" tego samego autora, gdzie mimo naiwności historii, bawiłem się przednio.
Ogólnie, od kilku lat, zauważam, że komiks japoński zdecydowanie góruje u mnie nad komiksem amerykańskim czy europejskim. Jest masa świetnych tytułów, tych nie wydanych u nas (Homunculus, Innocent czy Fable), jak i tych które na naszym rynku są już dostępne (Goodnight Punpun, Dead Demon's Dededede Destruction, Saga Winlandzka, wszystko od Junji Ito, Claymore). Jest w czym wybierać.
Injustice rok piaty - tom nieco lepszy od dwoch poprzednich. Mam tylko problem z koncowka. Co dalej? Teraz mam zagrac w gre? Czy komiksowo tez to jest jakos pociagniete dalej?Jest adaptacja wydarzeń z gry pod tytułem Injustice Ground Zero, domykająca serie pierwszą.
… zepsuta jedną z najbardziej obrzydliwszych scen ever. Chodzi oczywiscie o pocałunek podstarzałych homoseksualistow.Racja, też mi się nie podoba, że są podstarzali. 😀
Injustice rok 0 - całkiem przyjemna lektura zepsuta jedną z najbardziej obrzydliwszych scen ever. Chodzi oczywiscie o pocałunek podstarzałych homoseksualistow. Pytam sie po co ta scena? Zupelnie nieuzasadniona fabularnie.
Rozumiem że ta sama "czynność" między Harley a Ivy, już Ci nie przeszkadzała?
Dzieki za info. A Egmont ma to w planach? Chyba nie widzialem tego w zadnych zapowiedziach.W oficjalnych zapowiedziach nie ma. Spodziewałbym się zapowiedzi na przyszły rok.
A o czym jest seria Injustice 2 i czy ona bedzie u nas wydana?Injustice 2 jest serią poprzedzającą wydarzenia z gry Injustice 2 oraz sequelem wydanej u nas serii. Przy czym kończy się tak jak seria pierwsza, tak jakby została urwana, bo prowadzi bezpośrednio do wydarzeń z gry. Tylko tym razem nie ma adaptacji komiksowej drugiej części, za to jest słaby crossover z światem He-mana.
No i jeszcze mały format. Idealne dla ludzi lubiących wpatrywać się w małe krateczki.
Horacio d'Alba oferuje jednak znacznie więcej, wielowarstwową, skomplikowaną sytuację polityczną.
Inne współczesne (lub w miarę nowe) komiksy są słabiutkie, zwłaszcza koszmarnie słaby Remender.
132 Kapitan Ameryka: Uwięziony w Wymiarze Z (...) 132 to jeden z najgorszych SH jakie miałem okazję w życiu czytać, nie mogę uwierzyć że autor Black Science mógł napisać takiego gniota.
Czytałem lata temu jak wyszło i pamiętam, że dla mnie ten tomik był ok. Nic nadzwyczajnego, ale podobał mi się jako odskocznia od "tradycyjnych" przygód Kapitana. I rysunki Romity jak to u niego trochę nieporadne, ale sympatyczne + niezłe kolory. Były też jakieś fajne stworki-potworki :)
Integral Towarzysze Zmierzchu (...) nie wiem, moze ten komiks jest genialny (...)
Przebudzenie - to w zasadzie dwa zlepione komiksy, bo część pierwszą od drugiej dzieli nie tylko wyrwa czasowa 200 lat, ale też diametralnie inny klimat i sposób prowadzenia narracji. Pierwsza część to porządny podwodny survival horror w dusznej, mrocznej stylistyce, z przemyślaną i skondensowaną fabułą. Jak dla mnie przejmująca i przekonująca lektura.
Heh, mi też się bardzo podobała pierwsza część, była klimatyczna, gdzieś tam wplatała nawet elementy naukowe, ale już zakończenie zryło mi banię, ale tym jak naciągane z dupy według mnie było...
Z całego dorobku TM-Semic najbardziej lubiłem właśnie Punishera. To niekoniecznie typowe superhero , co bez wątpienia jest wielką zaleta tej serii. Zmęczyły mnie późniejsze tasiemce, ale zawartość wydanych już u nas epiców plus wybrane WJ uważam za najlepsze fragmenty z życiorysu Pogromcy. Późniejsze MAX i MK to jedynie średniaki, chociaż warte jednokrotnego przeczytania.
Przecież jest co wydawać z Punisherem. I na pewno są materiały.Niby tak, chociaż fajnie byłoby nie zostać z rozgrzebaną serią, tak jak zostawił to Marvel.
Craig Thompson odsłania nam swoją osobę, charakter, przedstawia problemy i ograniczenia jakimi był obarczony w swojej młodości. Katolickie farmazony, które z logiki robią kobietę lekkich obyczajów, trzymają autora w niepewności, zabierając mu przy tym odwagę do samodzielnego decydowania o swojej przyszłości.
Miasto
(...)
Mocne 7/10, to był dobry zakup.
Jesteśmy w stanie polecić mi coś, najlepiej w temacie superhero, innego niż mainstream ?"Doom Partol" oraz "Mister Miracle to są dobre kierunki. Musisz się jednak nastawić na sporą dawkę odjechanch pomysłów w przypadku Doom Partol.
O Potworze z Bagien wymyślałem już wcześniej ale boję się czy taka stara kreska przypadnie mi do gustu.to spróbój na początek Potwora z Bagien Scotta Snydera, to jest współczesna wersja utrzymana w klimatach body horroru
Pewnie znasz, ale jak nie to: Punisher MAX.
Za młodu chyba miałem kilka Punisherów w rękach i mi nie leżąA Daredevil Bendisa? Bardzo fajne, mroczne superhero.
to spróbój na początek Potwora z Bagien Scotta Snydera, to jest współczesna wersja utrzymana w klimatach body horroru
@dreamer36 zgoda, ale to co zostało wydane i tak jest zrozumiałe jako zamknięta historia, więc jeśli ktoś chce się przekonać do Bagniaka, mając obawy co do tej postaci i klasycznej Sagi to ten Snyder pomimo braków o których wspominasz jest wg mnie i tak dobry na start.
A Daredevil Bendisa? Bardzo fajne, mroczne superhero.
Jasne - pisałem, że braki wpływają na jakość całości, a nie jej zrozumienie. Snyder jako zamknięta historia na pewno świetnie się sprawdzi jako zachęta na poznanie Bagniaka. Ale uważam, że w połączeniu z Animal Manem zachęci bardziej i do tego jeszcze zachęci do samego Buddy'iego :)To co napisałeś jest odpowiedzią na pytanie osoby które przeczytała Bagniaka Snydera i pyta co jeszcze. Finalnie to Snyder też nawiązuje w jakiś sposób do tego co stworzył Moore. Ale nie polecę osobie tego wszyskiego skoro ma wątpliwości co do Sagi Moore'a, która jest dłuższa i powinna być pewnym punktem wyjściowym, więc wg mnie Snydera jest na start w sam raz na początek
Co do Animal Man to jest chyba też jakiś omnibus po polsku ? Myślę że może od niego bym zaczął, dużo stron a ceny dość rozsądne. Przynajmniej używekjest wydany omnibus Morrisona, a nie Lemire'a który wspomina @dreamer36, inne podejście do postaci
Kurde, a to był taki fajny temat... Praktycznie same opinie.
Rozmowa bardziej pasuje do tematu szukam komiksu.
Ale podobało się czy nie? Trochę interesuje mnie ten tytuł i potrzebuję ew. rekomendacji, żeby podjąć decyzję.
Tak sobie teraz czytam swoją opinię o tym komiksie po pierwszej lekturze i w sumie sam nie wiem, dlaczego wtedy tak kiepsko go odebrałem, bo przy tym podejściu bawiłem się wyśmienicie.
Drugi tom Careya niedawno skończyłem i jest jeszcze lepszy niż pierwszy. To jest klimat, to jest Hellblazer którego się chce czytać.To najlepsze jeszcze przed Tobą bo moim zdaniem trzeci tom bije na głowę pierwszy i drugi.
(...) Na sam koniec wspomnę o tym, że Trent jest fantastycznie wydany, a powiększony format sprzyja lekturze i podziwianiu prac Leo. Komiks bardzo okazale prezentuje się na półce.
Ale Trent nie był wydany w powiększonym formacie...🤔
To najlepsze jeszcze przed Tobą bo moim zdaniem trzeci tom bije na głowę pierwszy i drugi.Jak tak polecasz, to może nawet go dziś zacznę, bo właśnie skończyłem czytać pierwszy tom Parkera w Edycji Martini. Fantastyczna rzecz, może magnum opus Cooke'a. Retro kryminał w najwyższej formie, choć parę zabiegów nie do końca mi pasowało. Jednak jako całość, to bardzo przyjemnie mi się czytało. Komiks ocieka klimatem, szczególnie w takim wydaniu.
To jest jakiś Kościół katolicki, który by nie był "związany z papiestwem"?przez dłuższy czas lefebryści stali w opozycji do papieża (nie wiem jak jest teraz) i generalnie kościoły obrządku starokatolickiego
przez dłuższy czas lefebryści stali w opozycji do papieża (nie wiem jak jest teraz) i generalnie kościoły obrządku starokatolickiego
Kościołem katolickim jest rownież kościół prawosławny. Dobrze to podkreśla anglojęzyczna nazwa "Orthodox Catholic Church" w odróżnieniu od "Roman Catholic Church"- 2 odłamy które do XI wieku były jednym Kościołem.
Co do słowa "katolicki"- powszechny to kościół zachodni i wschodni inaczej to definiowali wtedy kiedy byli jednym Kościołem...czyli jak wychodzi to język ewoluuje a tyle było dyskusji, tyle padło w bojach na forum ostatnio o to ;)
To najlepsze jeszcze przed Tobą bo moim zdaniem trzeci tom bije na głowę pierwszy i drugi.Cały run Careya za mną i muszę chyba powiedzieć, że to chyba obecnie mój ulubiony autor tworzący Constantine'a. Świetnie balansuje między życiem przyziemnym i tym piekielnym głównego bohatera, wielokrotnie łącząc te dwie płaszczyzny w bardzo udany sposób. Opowieść jest bardzo płynna i tak się też ją czyta, Delano czy Ennis aż tak łatwo nie wchodzili. Z kolei przy przy edgowym pisaniu Azzarello czasami miałem zgrzyty. Ale wracając do Careya, można zauważyć jak autor sprawnie łączy większość rozpoczetych wątków, od początku 2 tomu ma już się wrażenie, że ma się do czynienia z jedną wielką epopeją, która ciągle trzyma w napięciu. Bez większych spoilerów, cała historia dzieci jest bardzo dobra, odpowiednio demoniczna i jak zwykle najbardziej cierpią osoby wokół głównego bohatera, co jest już niejako tradycją serii. Z kolei swoisty epilog z wycieczką w LA jest o wiele bardziej udany w sferze narracyjnej i graficznej niż jego animowana adaptacja. Jeśli właśnie o stronę graficzną runu chodzi to też nie mogę zarzucić jej niczego, a sama kulminacyjna podróż do demonicznego dominium czy wycieczka po mrocznej stronie LA są niczego sobie. Bardzo był też fajny zeszyt o młodości Constantine, trochę nostalgiczny trochę pokazujący jego charakterek. Ogółem bardzo udany run.
Korzystając z uroków L4 nadrabiam komiksowe zaległości (...) ale niestety kończy się laba i czas wracać do pracy :(Ale wiesz, że jak się jest zdrowym to też można czytać komiksy? :P
Ale wiesz, że jak się jest zdrowym to też można czytać komiksy? :P
Jigsaw to tez niezniszczalny cudak. ;)
Gotham - rok pierwszy.
Calkiem fajne czytadło. Moze nic wybitnego, ale historia fajna rzucajaca nowe swiatło na rodzine Waynow, zawierajaca sporo fajnych aluzji do mitologii Batmana. Jest tylko jedno ale...
mam takie pytanie - czy gdyby zmienili batmanowi oczy z niebieskich na zielone - to bylby ten sam dramat czy nie?Gdyby zmienili batmanowi to nie, ale gdyby zmieniali wiekszosci postaci, pisali specjalne komiksy dla zielonookich, promowali cale miesiace dla zielonookich, a w kilkunastu seriach zielonoocy stali by sie glownymi postaciami (zastepujac ulubiencow fanow), tylko dlatego, ze maja zielone oczy to tak. Mysle, ze bylby taki sam dramat.
jak sprawdzicie udział osób czarnoskórych w kupowaniu popkultury. Od 2000 roku jest rosnący, tą grupę zaczyna być na to stać. Tak samo z LGBT, to jest żyła złota w udziale :) Nikt tam się nie obudził w korpo z myślą zmienimy świat na lepsze ;)
sprawa jest prosta przeszkadza ci kolor skóry człowieka - jesteś rasistą - to jest banalne :) dlatego zapytałem o kolor oczu :)
Szkoda że w realu nie można zmienić koloru skóry. Ja bym zmienił, nie byłbym naznaczony grzechem pierworodnym🙂
sprawa jest prosta przeszkadza ci kolor skóry człowieka - jesteś rasistą - to jest banalne :) dlatego zapytałem o kolor oczu :)Odpisalem Ci, ze wpierdalanie jakiekolwiek pomyslu na sile jest idiotycznym pomyslem. Gdyby wpychanie koloru oczy sie przejadlo, bo byloby robione na sile, bez wyczucia i potrzeby to pojawilby sie bardzo szybko krzyki o oczofobow, czy jak to odmienic, ktorzy to krytykuja.
Jest tylko pytanie Sędzio - te same - czy gdyby Batman miał wpierw oczy zielone, a teraz zmieniono by na niebieskie - byłby ten sam problem?
Zgodzimy się, zapewne, że nie byłoby, prawda?
Co tak naprawde zmienia kolor skory? Czy gdybysmy nagle zmienili kolor batmana w zabojczy zart to bylaby to gorsza historia?
Co tak naprawde zmienia kolor skory? Czy gdybysmy nagle zmienili kolor batmana w zabojczy zart to bylaby to gorsza historia? Czego jestes fanem? Koloru skory batmana? Czy ideii tej postaci? To jest to co pisalem wyzej co ci to odbiera?Mysle, ze jestem zly na fakt, ze ordynarnie i na sile pcha sie to wszedzie bez sensu i logiki.
Po pierwsze zapomniałem dodać, że tak samo jak zmiana koloru białego bohatera na czarnego przeszkadza mi zmiana koloru czarnego bohatera na białego.
Byłaby inna. Bo wtedy dychotomia między czarnoskórym Batmanem a białym jak kreda Jokerem mogłaby być interpretowana jako alegoria walki ras, a jestem pewien, że o takie skojarzenia nie chodziło autorowi. Scenę, w której Batman ściera makijaż z fałszywego Jokera i z wściekłością patrzy na biel na swoich rękach, różne oszołomy mogłyby odczytać jako dowód na nienawiść rasową. Tak więc nie da się jednak tego swobodnie wymieniać.
Po co zmienia sie Kleopatre, krolowa angielska w sredniowieczu, czy samuraja na czarnoskorych?
Ja też nie lubię jak się zmienia cechy postaci, która funkcjonowała z określonym wizerunkiem od wielu lat. Akurat Batmana nie śledzę, ale rozumiem, że to się może nie podobać. I nie wiązałbym tego od razu z jakimś rasizmem.
Mnie nie podobała się zmiana Constantine'a na kobietę w serialu Sandman. Nie zaszkodziło to serialowi, ale ciągle z tyłu głowy mi siedziało pochuj to było? Plus jeszcze parę innych, drobniejszych zmian. Jestem po prostu przyzwyczajony do pierwowzoru i już. Rozumiem wolność do artystycznej interpretacji. Ale nie podobało mi się to a nie czuję się z tego powodu mizoginem.
Trochę inny przykład do Szkoła latania. Chciałem sobie kupić, ale jak zobaczyłem parę plansz to mi przeszło. Dla mnie Kajko i Kokosz mają wyglądać tak, jak to narysował Christa. I nic z tym nie zrobię. Nie przeskoczę tego. To są historie, które czytałem wielokrotnie przez te wszystkie lata. I jestem przywiązany do takiego wizerunku. Nie potrzeba mi wariacji na ten temat. Fajnie, że inni twórcy się biorą za ten temat, ale nie sięgnę po nowe tytuły. Tak już mam.
Dobre przykłady.
Zwolennicy tego typu zabiegów, zwykle twierdzą, że kolor skóry nie ma znaczenia.
Ciekawe tylko, czy młody, zdolny, biały aktor mógłby zagrać rolę Kunta Kinte w "Korzeniach"?
Zadaj sobie pytanie co trace przez dana zmiane? Co mi sie odbiera?Sens i logike, ulude prawdziwosci fikcyjnego swiata wykreowanego przez dziesiatki lat.
Dobre przykłady.
Zwolennicy tego typu zabiegów, zwykle twierdzą, że kolor skóry nie ma znaczenia.
Ciekawe tylko, czy młody, zdolny, biały aktor mógłby zagrać rolę Kunta Kinte w "Korzeniach"?
Sens i logike, ulude prawdziwosci fikcyjnego swiata wykreowanego przez dziesiatki lat.
A przy postaciach historycznych? To samo, sens, logike plus prawde. Niech do wladzy dojda jakies pojeby np.: nazistowskie i niech zaczna zmieniac wszystkie dokumenty, przepisywac/cenzurowac ksiazki i podreczniki na "poprawna" wersje, wymazywac niewygodne fakty.
To jest taka sama akcja, wiec latwo okrzyknac rasista nie zgadzajacych sie z tymi zmianami.
Dla mnie eot, bo tak jak kiedys powiedziales to nie jest miejsce na takie dyskusje, a im wiecej ich jest tym mniej sie lubimy, a tego bysmy nie chcieli :)
No, nie wiem dla jakiej kasy są te zmiany i w jakim uniwersum.
Takie Star Warsy:
Acolyte - skasowany, film o Rey wstrzymany a news z dzisiaj - film Star Wars Taiki Waititiiego - wstrzymany na czas nieokreślony.
Te komiksy od tych zmian też jakoś lepiej się nie sprzedają.
Jak zmienisz kolor skóry czy orientacje to już nie będzie ta sama postać, tu masz coś kolorze skóry:
Odnośnie Assassin’s Creed to faktycznie teraz to jest komedia, pierwszy Assassin był robiony tak żeby zgadzał się historycznie, nawet kuszę usunęli z gry, która była w trailerze bo się nie zgadzał z daną epoką.
W świecie gier ostatnio każda gra z DEI ponosi porażkę sprzedażową a gry DEIFree zupełnie odwrotnie, biją rekordy, więc z tą żyłą złota bym nie przesadzał.
https://store.steampowered.com/curator/44858017-Sweet-Baby-Inc-detected/
Ej, ej, ej, a czy przypadkiem asasyni to nie sekta jednego z odłamów islamskich? ;)
Assasin Credd? To jest komedia. Tam byli kosmici. Tam byly takie ptzeklamania historyczne a jest inba ze czarny jest w fikcyjnym swiecie samurajem ;) to naprawde jest rasizm na pelnej ;) tego nie da sie obronic. O kleopatrze pisalem. Ta z krolowa to chodzi o ten serial na podstawie alternatywnej historii swiata? Jakos nikt nie dramtyzowal jak nazisci wygrali wojne w panu z wysokiego zamku :) serio przyjrzyjcie sie. Przeciez widac jak na dloni ze problemem jest kolor skory :) probuje sie ten rasizm obudowywac jakimis pierdolo ale wciaz rasizm. Ja po ptostu nie ogladam tego serialu z alternatywna historia anglii. Ale nie dziwie sie netflixowi ze wali kolejne sezony skoro to jeden z ich najchetniej ogladanych seriali. :)
Dokładnie tak samo to widzę. Dziala to w dwie strony. Wkurzylbym sie tez gdyby ktos na przyklad z Czarnej Pantery zrobil bialego (chociaz dziwne, ze w tym kierunku jednak autorzy jednak nie idą. Czy zamienili kiedys jakiegos Czarnego bohatera w Bialego? Nie kojarze.)
Czy przeszkadza mi zmiana koloru oczu? Tak. Zdecydowanie. Pamietam ze w jakichs wczesnych Thorgalach kolorysta nie mogl sie zdecydowac i raz dawał glownemu bohaterowi niebieskie oczy a raz zielone. Strasznie mnie to wkurzało.
W tym konkretnym przypadku Batmana nie chodzi nawet o kolor skory (gdyz fizycznie tej zmiany nawet nie widac) ale o to, ze zmienia sie de facto origin postaci, jego pochodzenie, spuscizne. Zmienia sie glowne zalozenia ktore poczynili tworcy tj. ze ma byc on potomkiem bogatych bialych a nie ze jego ojciec jest bekartem ktorego ojcem jest. Gdyby Kane i Finger chcieli aby Batman był czarny (albo raczej ze wywodzi sie z ich spolecznisci) to na pewno by o tym wspomnieli. To tak jakby nagle objawix swiatu ze Superman nie pochodzi z Kryptona ale dajmy na to z Kazachstanu.
Pól biedy jesli to faktycznie elseword. Ale nawet wtedy bylo to bezsensowne zagranie pod publiczke, bo na sama historie pozostaje raczej bez wplywu.
Reasumujac wkurzaja mnie wszystkie zmiany w wygladzie postaci (szczegolnie stałe jak kolor skory). Tak samo nie zaakceptowalbym bym stalej zmiany np. koloru gaci supermana z czerwonego na zielony. Wkurzalo mnie np. calkowite zrezygnowanie z tych gaci w New 52. Na szczescie ta zmiana nie okazala sie stala.
Miales ten problem z panem z wysokiego zamku? Tam tez przepisywano historie. To popukltura. Tam nie ma zadnej prawdy tylkp biznes :)To niech zrobia sobie alternatywna historie Batmana*, a od oryginalnej wersji sie odpierdola :) Z jakiegos magicznego powodu tego nie robia.
Jesli nir podoba sie wam cos z powodu kolory skory a nie bo fabula to gowno, to jest to rasizm.
@studio_lain
G*wno prawda. Zrób z Jokera osobę na wózku i Batman go okłada. Dalej uważasz, że nic się nie zmieni w historii? I nasza interpretacja dotycząca znęcania się nad osobą z niepełnosprawnością to będzie tylko wbity w nas kod?
A jaki jest drugi najgorzej ogladany serial star wars? Andor. ;)A dlaczego firmy wstrzymali, bo takie dobre były te ostanie i zarobiły tyle pieniędzy, że stwierdzili, że sobie dłuższy urlop wezmą ?
Ten assasin nalezacy do bractwa ktore nie istnialo i ten co skakal z 30 metrow do siana? ;)
Mam nadzieję, że w kolejnym Mieszku Graphos zrobi go czarnym albo żółtym albo niebieskim smerfem. Bo przecież tylko fabuła się liczy :)To mowisz ze Gotham istnieje naprawde? :)
To mowisz ze Gotham istnieje naprawde? :)
Chcialem.to olac..
Ale chlopie.jak ty.nie widzisz roznicy.miedzy cecha genetycznie nabyta a tragedia jaka.jest kalectwo to nie ma dla.ciebie ratunku... przykro.mi... zapisalbym sie.na terapie.
I tak.stosunek do niepelnosprawnych to kod. Kiedys ich zabijano za zgoda calych grup i spoleczenstw.
Spoko stary ja naprawde to rozumiem. Tylko to jest popkultura a nie ksiazka historyczna i normalne ze sie zmienia wraz z trendami by kosic szmal. Batmanowi zmienialy sie fryzury czy stroje oraz wyglad aut ale o to jakos nikt dramy nie robi ;) jestesmy bardzo podatni na kwestie rasowe. Pytanie brzmi - czemu? :) no to juz odpisalem wszystkim. Dzieki rozmowa byla mila ale jak zwykle bezowocna ;) wole swiat kolorowy niz czarno-bialy ;)
No to raczej Ty wybierasz postrzeganie jak Ci wygodnie. Kalectwo to wiadomo, że tragedia, tyle, że w większości wypadków też wynika z genetyki. Więc jak już chcesz pisać naukowo to na 100% a nie wybiórczo.
Nam sie czasem wydaje ze jestesmy wolni od uprzedzen. Dlatego powtorze. Zadaj sobie pytanie co trace przez dana zmiane? Co mi sie odbiera? To tez nie jest tak ze mi sie te zmiany jakos tam podobaja. Bo mi np przeszkadza ze wiem ze robia to dla kasy i jak sie zmienia slupki to beda robic na odwrot.Nic mi się nie wydaje. Jestem pełen uprzedzeń. Nie lubię zmian. Ogólnie. A także nie lubię krytycznych zmian w ikonicznych postaciach. Nic mi to nie odbiera, poza przyjemnością odbioru danego filmu czy komiksu.
Skoro ktoś go wymyślił o takim kolorze skóry to chciałbym żeby już tak zostało. Lubię białego Batmana :)
Czarną Panterę też lubię i też chciałbym aby została czarna.
Nic mi się nie wydaje. Jestem pełen uprzedzeń. Nie lubię zmian. Ogólnie. A także nie lubię krytycznych zmian w ikonicznych postaciach. Nic mi to nie odbiera, poza przyjemnością odbioru danego filmu czy komiksu.
Gdyby Garfield zamiast puchatym grubaskiem stał się nagle bezwłosym sfinksem to nadal byłby tą samą postacią? No gdzieś chyba jest granica. I nie chodzi o detal bez znaczenia jak kolor oczu.
W Sandmanie chciałem zobaczyć Johna Constantine'a. No i tyle. Nie dane mi było. Nie czuję tu potrzeby robienia sobie psychoanalizy i doszukiwania się brzydkich skłonności.
Czemu.skoro.mamy byc wierni pierwowzorowi batman nie nosi tego samego stroju nie jezdzi tym samym autem itp.itd. nagminnie.sa w tym uniwersum.wprowadzane zmiany ale to.kolor skory czy.pochodzenie jest wielkim.problememCzy ty porownujesz zmiane stroju do zmiany rasy? Ty naprawde oczekujesz ze to mozna potraktowac powaznie? Tak sie drocze :P
Po pierwsze zapomniałem dodać, że tak samo jak zmiana koloru białego bohatera na czarnego przeszkadza mi zmiana koloru czarnego bohatera na białego.Thunderball z Wrecking Crew w serialowej She-Hulk jest białasem i wygląda to tragicznie.
Mnie nie podobała się zmiana Constantine'a na kobietę w serialu Sandman.Przypomnę, że w przypadku wyboru Keano Reevesa swego czasu ten też był krytykowany za to, że to nie jest blond brytol. Jude Law idealnie by tam pasował.
Zadaj sobie pytanie co trace przez dana zmiane? Co mi sie odbiera?Wkurza to ponieważ czytelnicy / fani postaci zainwestowali dziesiątki / setki godzin w zapoznawanie się z danymi niuansami świata i postaci, przyzwyczaili się do nich, aż nagle przychodzi ktoś kto robi zmianę na siłę. Jeżeli zmiana jest "dla samej zmiany" lub po prostu nie broni się fabularnie to irytuje (np. zrobienie z Wally'ego Westa mordercy w Heroes in Crisis, wprowadzenie Riri Williams), a jeżeli potrafi się obronić (np. Lady Bullseye, Miles Morales w Ultimate Spider-Manie, zmartwychwstanie Bucky'ego, czy pojawienie się Jona Kenta) to jest akceptowane. Czytelnik, który poświęcił kupę czasu w zaznajamianie się z danym światem widzi co jest wymuszone, a co się broni. Gotham City: Year One ogólnie jako komiks według mnie się nie broni i to najsłabsza dekonstrukcja od Kinga. Jako przeciwwagę dodam, że wprowadzenie Lincolna Marcha przez Snydera było ciekawym zabiegiem, choć niezmiennie uważam, że grzebanie w przeszłości Batmana to jest bardzo grząski grunt i łatwo tu zaliczyć porażkę. Powinni się odczepić od grzebania w przeszłości Gacka. Mamy Year One od Millera i starczy.
Tylko.ze.kolor.skory to.jest wlasnie detal bez znaczenia jak kolor oczu :)
Mnie nie podobała się zmiana Constantine'a na kobietę w serialu Sandman.Która nie jest podyktowana żadnym ideolo tylko zwykłymi prawami autorskimi.
Wedlug mnie i nie tylko mnie to kwestie rasowe i konflikt.na tym tle w popkulturze to kwestia tozsamosciowa. Poczucie ze cos trace w identyfikacji z postacia bo utozsamiam sie przynajmniej z czescia cech fizycznych. Co prosciej mozna.nazwac moge sie w ta postac bawic i moge nia byc. Ale.to.jest wierzcholek tego problemu. Bo za tym stoja tez tozsamosci kulturowe . Ale jakbym mial uproscic to chodzi o kompleksy i w zwiazku z tym o.potrzebe indentyfikacji i wartosciowania przez dookreslanie sie czyms wiekszym od jednostki. Polecam badania.dotyczace np nacjonalizmu.
@studio_lain
I jeszcze jedno pytanie. Czy jeśli dochodzi do zmiany koloru skóry bohatera (fikcyjnego/historycznego) - już nawet nie mówię z jakiego koloru na który - to czy skoro dochodzi do takiej zmiany, to czy autor tej zmiany nie jest czasem rasistą?
No bo przecież jeśli bohater był jednego koloru skóry i następuje zmiana na drugi, to można powiedzieć, że to dlatego że autorowi nie podobał się dotychczasowy kolor skóry. Nie ważne z jakiego powodu, ale ostatecznie uznał, że dotychczasowy kolor powinien ulec zmianie. Ergo, przeszkadzał mu dotychczasowy.
Czy to jest rasizm?
ps.
temat trochę zboczył, ale mam nadzieję, że moderatorzy spojrzą łaskawym okiem, bo kultura jest zachowana.
naprawde nawalamy sie.o takie.dyrdymaly...
Która nie jest podyktowana żadnym ideolo tylko zwykłymi prawami autorskimi.No, ale skoro dzieje sie to nagminnie to pierwsza mysla jest podmianka na sile kobiety.
Wedlug mnie i nie tylko mnie to kwestie rasowe i konflikt.na tym tle w popkulturze to kwestia tozsamosciowa. Poczucie ze cos trace w identyfikacji z postacia bo utozsamiam sie przynajmniej z czescia cech fizycznych.Nigdy w zyciu nie pomyslalem, o Batman jest bialy to go lubie bardziej, niz Milesa. Powiem wiecej, dopoki nie zmienia sie rasy jakiegos bohatera to nawet nie zwracam uwagi na taki detal.
To.tylko pokazuje.jak pigment.w.skorze popierdolil.ludziom.we lbach ;)To nie tylko pigment, czy rasa, kazda zmiana postaci, ktora nie ma zadnej podstawy, czy logicznego powodu jest krytykowana. Na przyklad zmiana orientacji Icemana, ktory byl kobieciarzem.
Człowieku to są głupie komiksiki, które czytamy dla rozrywki, że tak ogólnie napiszę, a Ty wyjeżdżasz z utożsamianiem się z bohaterem, nacjonalizmem itd. Może 12-16 latek się utożsamia i tyle.
Zresztą badania to masz w fizyce, chemii, astronomii, gdzie masz stałe niezmienne (ew. bardziej zbadane z biegiem czasu, ale same w sobie się rzeczy nie zmieniły), a nie w "naukach" społecznych, gdzie można manipulować wynikami jak się chce.
(https://i.imgur.com/tf9s881.jpeg)
bez przesady, nikt się nie nawala, normalnie sobie gadamy
Co.ty wiesz o metodologii badawczej.w naukach spolecznych chlopie :)
Wiesz, narzucasz w tej dyskusji swoje przekonania/opinie i poprzez nie definiujesz określone pojęcia (rasizm) mimo że w rzeczywistości znaczą jednak co innego. W ten sposób nigdy nie dojdziemy do żadnych konstruktywnych wniosków.
Najprostszy przykład - narzucasz (próbujesz narzucić?) tezę, że kolor skóry jest takim samym detalem bez znaczenia jak kolor oczu. Tyle że to nie jest prawda. Oczy są bardzo niewielkim fragmentem postaci, często ledwie widocznym, przez co nie pamięta się w ogóle ich koloru. Tymczasem kolor skóry postaci jest widoczny. Nie dlatego, że jesteśmy zaprogramowani, tylko dlatego że jest znacznie większy. W przypadku roznegliżowanych postaci ten kolor może być dominującą cechą fizyczną tej postaci. Kolor oczu nie będzie praktycznie nigdy cechą dominującą, pomijając bohaterów specjalnie stworzonych z bardzo dziwnym kolorem oczu albo innymi efektami specjalnymi.
I tu wchodzimy na poziom manipulacji - bierzesz fałszywą (nieprawdziwą) tezę (że kolor oczu a kolor skóry jest takim samym detalem postaci, mimo że nie jest) i przyjmujesz ją jako aksjomat. I wówczas możesz sobie dowolnie rzucać tezami o rasizmie, bo skoro to detal, to ludzie którym zmiana takiego detalu się nie podoba to rasiści. Posiłkujesz się przy tym prześmiewczym "a jaki mają kolor oczu" brnąc dalej w manipulację, że to taki sam detal. No nie.
Przepraszam cie bardzo ale to na polu.naukowym sie.nie broni.stary. to.ty.przyjmujesz aksjomat spoleczno-kulturowy.jako.wyznacznik ze cos.ma.znaczenie. z punktu cech.pakietu.biologicznego kolor.skory.jest jak kolor.oczu. bez znaczenia.dla.jednostki.ale.ma.znaczenie.w.jej.zyciu spolecznym. Czyli tego.z.czym ta jednostka.jest.identfikowana przez.dana spolecznosc w oparciu o.wyglad. wspomniany wgrany.spolecznie kod.
Przepraszam cie bardzo ale to na polu.naukowym sie.nie broni.stary. to.ty.przyjmujesz aksjomat spoleczno-kulturowy.jako.wyznacznik ze cos.ma.znaczenie. z punktu cech.pakietu.biologicznego kolor.skory.jest jak kolor.oczu. bez znaczenia.dla.jednostki.ale.ma.znaczenie.w.jej.zyciu spolecznym. Czyli tego.z.czym ta jednostka.jest.identfikowana przez.dana spolecznosc w oparciu o.wyglad. wspomniany wgrany.spolecznie kod. Wspomnijmy.tu o innym np.o.rudy.to.falszywy. ten kolor.nabiera znaczenia.dla.jednostki.tylko.w.konfrontacji z otoczeniem.nacechowanym.takim.wyobrazniem.osoby. jasniej.nie.umiem. kolor.ma.znaczenie.tylko dla tego dla kogo.ma znaczenie.a.to.oznacza wartosciowanie.
Dobra kasia mowi ze dostaniemy wszyscy bany bo robimy w ch... offtop. Wybaczcie. Przepraszam modow. Chce wam jeszcze pisac o komiksach. Pozdrowka. Dodam.tylko wywazacie.drzwi.juz dawno otwarte ;)
Wedlug mnie i nie tylko mnie to kwestie rasowe i konflikt.na tym tle w popkulturze to kwestia tozsamosciowa. Poczucie ze cos trace w identyfikacji z postacia bo utozsamiam sie przynajmniej z czescia cech fizycznych. Co prosciej mozna.nazwac moge sie w ta postac bawic i moge nia byc. Ale.to.jest wierzcholek tego problemu. Bo za tym stoja tez tozsamosci kulturowe . Ale jakbym mial uproscic to chodzi o kompleksy i w zwiazku z tym o.potrzebe indentyfikacji i wartosciowania przez dookreslanie sie czyms wiekszym od jednostki. Polecam badania.dotyczace np nacjonalizmu.Podkreślałeś, że upraszczasz, ale czy nie upraszczasz nazbyt? Weźmy taki przykład — lubię Luke'a Cage'a, który jest Afroamerykaninem, ale gdyby w jakiejś adaptacji nagle zmienili mu kolor skóry to byłbym absolutnie wkurzony. Tak samo przeszkadza mi biały Thunderball w serialowej She-Hulk, który oryginalnie również jest czarnoskóry. Jak można łatwo się domyślić moja pigmentacja jest odmienna niż oryginalna wymienionych postaci, a za cholerę nie chciałbym żeby kiedyś zrobili dla mnie białego Cage'a.
Jak można łatwo się domyślić moja pigmentacja jest odmienna niż oryginalna wymienionych postaci, a za cholerę nie chciałbym żeby kiedyś zrobili dla mnie białego Cage'a.
Ej, ej, ej, a czy przypadkiem asasyni to nie sekta jednego z odłamów islamskich? ;)Historycznie tak, ale potocznie asasyn stał się synonimem skrytobójcy, terrorysty-zamachowca.
Ile osob tyle opinii. Sam juz nie wiem co o tym myslec.
Postanowilem wiec spytac sie sztucznej inteligencji. Co ciekawe jej opinia jest w sumie zbiezna z tym co juz tutaj padło.
No wlasnie skoro stoi za tym wielka ideologia to czemu wielkie korpo wstrzymuje ta propagande i budowanie nowego porzadku swiata? Czemuz to czemu :)Nie wiem czy porządku świata, ale wstrzymują bo pewnie im się pieniądze kończą, żeby zrobić może coś co ludzie będą chcieli oglądać.
Chlopaki chetnie wroce do tematu jak nas przeniosa. Ok? :)
Apeluję: nie wracajcie do tematu ;D
Czytalem go dawno temu i szczerze mowiac nie zrobil na mnie piorunujacego wrazenia. Byl ok, ale nic wiecej.Czytałem kilka lat temu i podobnie go odebrałem. Być może była to kwestia zawyżonych oczekiwań, ale trochę się zawiodłem, zwłaszcza że niedługo wcześniej przeczytałem kapitalne "Love and War" i "Elektra Lives Again" (chyba mój ulubiony DD od Millera). Na pewno materiał do powtórzenia w przyszłości, podobnie jak "The Man Without Fear", przy lekturze którego towarzyszyły mi analogiczne odczucia.
A kazdy dzwon dzwoni, ze to nowe Transformersy sa takie zajebiste.
😐
Transformers t. 1 Zamaskowane roboty
Billy Bat 9/10
Lista zakupów:
-Żółwie Ninja
Danke schön und Vielen Dank.
Jak wychodzi porównanie do Monster tego autora?
Transformers wyżej niż 300?
Wrzaskun 1-2 - no nie podobało mi się, a według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinno. Rysunkowo fajnie, bohater ciekawy, ale komiks nie bardzo wie do kogo chce iść - dla starszych nastolatków i dorosłych jest zbyt infantylny, a wzajemnego okaleczania się (w stylu Happy Tree Friends) oraz opowieści o pieszczeniu księżniczek i wpychaniu im języków jest stanowczo za wiele nawet dla starszych dzieciaków. Crindżowe to było dla mnie doświadczenie i raczej poślę tytuł w świat niż zostawię dla potomnych.
I jak? Bo rysunkowo bym brał (gdyby ktoś wydał w Polsce). Fabularnie z opisu brzmi dość ciekawie :)
Integral wezmę z pocałowaniem rączki, ale mogą być też dodrukowane single.
Sezon spadających gwiazd - Na ten zin natknąłem się przypadkowo, nie znałem wcześniej autora, ale okładka i opis na gildii mnie zachęciły. Był to strzał w 10tke ! świetne rysunki, humor i klimat dorastania w małym mieście , czasami miałem wrażenie, że czytam o swoich akcjach jak się było dzieciakiem. Jedyny minus ? Zbyt krótkie :P czekam na więcej ! 9/10
Smoczy Paryż - wszyscy, którzy jak ja na wieść o tym komiksie zakrzyknęli "w końcu Sandoval dostał scenarzystę" mogą spać spokojni - niewiele się niestety w zakresie całościowego odbioru jego dzieł zmieniło. Sfar niewiele tu pomógł. Niestety artysta jest chyba w lekkim dołku twórczym, bo bo bardzo przeciętnej "Pieśni o Renarcie" dostajemy kolejny chaotyczny scenariusz. Niby akcja się toczy, ale zarówno wątek smoków zagrażających Paryżowi, jak i motyw miłosny zupełnie nie porywają. Główni bohaterowie raczej irytują, a dialogom daleko do tego co potrafi stworzyć Sfar. Zawiodłem się bardzo - daję 4/10, bo wizualnie jest bardzo ładnie, jeśli się lubi twórczość Sandovala.
Dodalbym od siebie jeszcze drugi maly minus za to ze juz jest niedostepne. Mialem brac to w drugim zamowieniu z gildii w tym miesiacu ale juz nie ma :(Ja wyrwałem na olxie, ktoś sprzedawał jedną sztukę , bo też miałem zamawiać na gildii, ale tak się zbierałem, że nakład zszedł 🙃 . Widziałem na instagramie, że Autor tworzy już kolejne strony, także czekam i zacieram ręce mocno 🤲 na cały album, bo potencjał jest spory 🙂
Daj koniecznie znać, jak Aimee poradziła sobie z Władcą Much.
Życie wesołe smutnego psa Corneliusa - genialna rzecz. Świetna zabawa komiksem, używając różnych styli. Przypomina mi to inny super tytuł ze stajni Mandioci - "Życie i czasy Charliego Chana Hock Chye". W obu autorzy zręcznie zmieniają styl. W Cornelusie fascynują nas perypetie, w które bohater sam się wpędza. Z jednej strony mamy cichego, wycofanego nieudacznika, z drugiej bogate życie powodowane żywymi kontaktami z różnorodnymi ciekawymi postaciami. Wszystkie te wydarzenia ubarwione są zmieniającym się stylem rysowania. Pod tym kątem autor zachwyca zręcznością i wyobraźnią. Co więcej nawet w takim średnio poważnym komiksie napięcie potrafi rosnąć w ostatnich chwilach. Jak dla mnie komiks roku.
Nie zgadzam się, że "Terapia" jest nieciekawa. W taki sam sposób można zdyskredytować wiele dzieł literackich. Nie wszystko musi się opierać na fabule, być popychane akcją, i utrzymywać uwagę czytelnika twistami i suspensem.Jasne, nie twierdze, ze wszedzie maja byc wybuchy i strzelanie :) ale taki Zenszen Thompsona z calymi rozdzialami nt tej rosliny potrafil byc bardziej interesujacy mimo prawie, ze akademickich rozwazan. A jednak jakas historia byla obok, wiec zaciekawienie bylo utrzymane.
Jasne, nie twierdze, ze wszedzie maja byc wybuchy i strzelanie :) ale taki Zenszen Thompsona z calymi rozdzialami nt tej rosliny potrafil byc bardziej interesujacy mimo prawie, ze akademickich rozwazan. A jednak jakas historia byla obok, wiec zaciekawienie bylo utrzymane.dla mnie zarówno Terapia, jak i Droga to typowe przykłady dzieł stworzonych na siłę, podczas długotrwałego twórczego zatwardzenia artysty. Droga to niezbyt błyskotliwa adaptacja, a jak powszechnie wiadomo, gdy brak własnego tematu, to twórca sięga często po cudze i odgrzewa starego kotleta; takie odgrzewane danie rzadko zachwyca niepowtarzalnym smakiem. Natomiast pomysł na Terapię wydawał się na początku całkiem dobry, czuć w tym komiksie własne doświadczenia i zmaganie z upierdliwym (w szczególności dla rodziny i otoczenia) choróbskiem. No ale pomysł to jedno, a jego realizacja to niestety często coś innego. Moim zdaniem autor nie dowiózł pomysłu, rozwałkował to ciasto na kilka albumów i trochę przynudził czytelnika.. no ale co do zasady ludzie zmagający się z dwubiegunówką tak mają: zamęczają swoimi problemami każdego, kto się napatoczy.........
trochę przynudził czytelnika..
Na marginesie tych rozkmin. Czytając forum, można czasem odnieść wrażenie że wybuchy, strzelanie i atrybuty kobiecości są gwarantem sukcesu sprzedażowego.
Czytając forum? Cała szeroko pojęta kultura w 90% oparta jest na prostych, banalnych treściach kierowanych do idiotów, tak aby wychowywać kolejne pokolenie niewolników. Teraz ambitne treści giną w morzu bylejakości. Młodzi mają fame i setki patoli na YT, które uważają za wzorce do naśladowania, a połowa z nich chce zostać kolejnym influencerem.
Większość młodzieży zachowuje się zresztą na wzór swoich rodziców, więc w starszych pokoleniach trzeba szukać powodów potencjalnej patologii.Uwierz, że nie zawsze. Z czasów szkolnych znałem trochę osób którzy byli patologią a mieli całkiem normalnych rodziców. Dlaczego tacy byli? Bo imponowało im to, uważali za cool jak widzieli kogoś kto w gimnazjum palił, pił itp. i sam się taki stawał. Mój z resztą dawny kumpel z tamtych lat który na początku gimnazjum był fajnym gościem wyrósł na patologicznego gościa bo właśnie imponowały mu takie wzorce. Jego rodzice to byli złoci ludzie. Więc bardziej bym tu się doszukiwał psychiki samej osoby i to jakie ma wartości i co dla niego jest wzorem do naśladowania - bo nie każdy dzieciak z dobrego domu automatycznie będzie aniołkiem który będzie tacy jak rodzice.
Slaine: Pogromca smoków
Graficznie super. Fabularnie dramat…
Aż tak? Bo ja miałem cichą nadzieję że po męczącej Brutanii będzie to w miarę znośne. Ale chyba czas odpuścić - Slaine był dobry, jak po prostu szedł i nawalał, bez próby udawania, że jest czymś więcej.Tutaj niby idzie i nawala, ale jakos to nie gra i malo wciaga. Moze to rysunki mi nie pasuja? Mimo, ze sa widowiskowe. Kroniki wydaja mi sie nawet bardziej znosne, mniej pompatyczne i opowiadaja zdecydowanie lepiej (jakas tam) historie.
Aż tak? Bo ja miałem cichą nadzieję że po męczącej Brutanii będzie to w miarę znośne. Ale chyba czas odpuścić - Slaine był dobry, jak po prostu szedł i nawalał, bez próby udawania, że jest czymś więcej.
@Deepdelver
Przeczytaj Kurczaka ze śliwkami Satrapi, moim zdaniem Persopolis jest przehypowane, za to Kurczak bardzo niedoceniany, a to piękna historia i bardzo uniwersalna. (...)
Ee, bardziej Kurczak ze śliwkami niedoceniany niż Persepolis przehajpowane. Jedno i drugie wybitne rzeczy. Wyszywanki też warto, najbardziej kameralne, ale ciągle tętniące życiem i pełne świetnych przypowiastek.
Siberia 56. Usiadłem bez większych oczekiwań i mile się zaskoczyłem. Czyta się przyjemnie, kreska podkreśla surowość miejscówki. Jedna z ciekawszych przeczytanych pozycji w tym roku 8)Cześć, ja miałem z tym komiksem problem, wkleję to co napisałem w temacie Lost in Time:
Wilusa: Ostatnie godziny Troi - świetnie narysowany i opowiedziany wątek ostatnich dni Troi.
Siberia 56Ale taka argumentacja przeczy temu jak niby ważna jest ta planeta dla tej korporacji. Z budowli poznaliśmy stację i jedną wieżę. Lokalizację stacji znalazła chyba druga zmiana o ile dobrze pamiętam? To trochę mało jak na 100 lat. Myślałem nawet przez chwilę, że specjalnie nie informowali przybywających o ciężkich warunkach, żeby ich nie odstraszyć od podjęcia tej pracy, to chyba miało by więcej sensu. Wiesz, jednak ten brak informacji o planecie miał duże znaczenie dla przybywającej zmiany.
Zarzuty co do tego co przez 100 lat robiły wszystkie zmiany fazy prekolonizacji nie jest największą wadą komiksu. Można przyjąć że byli skupieni na budowaniu tej twierdzy jak tylko znaleźli bezpieczne miejsce. Wychodzenie na zewnątrz które przypominało grę w rosyjską ruletkę nie otrzymywało priorytetu, a ich rozpoznanie planety skupiało się tylko na skanach, ale to tylko takie gdybanie. W 6.5/10
@ryba Dla mnie większym zgrzytem był fakt że w tym ich "wahadłowcu" wysiadło 5/6 silników bo zamarzły a latają na nią co 8 lat, pojazdy na planecie w pełni sprawne i wojacy co przylecieli też mieli sprawne wszystko. Wszystko rozumiem awaria jednego czy dwóch ale 90% żeby zamarzło na planecie gdzie co do uwarunkowań środowiskowych wszystko było jasne to był dla mnie jeden wielki WTF ;DTo też :)
Graficznie jest naprawdę dobrze. Rysunki mocno przypominały mi kreskę wspaniałego Darwina Cooke'a.
Takie pytanie do tych, którzy mają już ten tytuł za sobą: czy do lektury CE jest potrzebna/przydatna znajomość "Alicja w krainie czarów"?Mi wystarczyła ogólna znajomość historii o Alicji i wiedza, o czym tak naprawdę jest ta książka.
Zacząłem czytać, ale stosunkowo szybko odpuściłem właśnie na wypadek gdyby miało się okazać, że można sobie zubożyć zakres wrażeń poprzez niemożność wyłapania mniejszej czy większej ilości niuansów fabularnych w zw. z brakiem znajomości Carrolla.
Takie pytanie do tych, którzy mają już ten tytuł za sobą: czy do lektury CE jest potrzebna/przydatna znajomość "Alicja w krainie czarów"?
Zacząłem czytać, ale stosunkowo szybko odpuściłem właśnie na wypadek gdyby miało się okazać, że można sobie zubożyć zakres wrażeń poprzez niemożność wyłapania mniejszej czy większej ilości niuansów fabularnych w zw. z brakiem znajomości Carrolla.
Stąd wybór padł na Przygody Alicji w Krainie Czarów w przekładzie Macieja Słomczyńskiego, który jest też uznanym tłumaczem wielu klasycznych pozycji, np. Raju utraconego również cytowanego w CE.
Słomczyński to legenda. To, że Barańczak krytykował jego szekspirowskie prace i sam przełożył je zupełnie inaczej, nie przekreśla dorobku jednego z najważniejszych i najwybitniejszych polskich tłumaczy. Zresztą gdyby Barańczak swoją metodę translatorską zastosował na komiksach to zostałby na tym forum ukamienowany.
Słomczyński jako tłumacz jest uznany przez kogo? Jego przekłady np. Szekspira są uważane za słabe, więc chwalenie się wyborem tego tłumacza jest strzałem w kolano/stopę/potylicę (niepotrzebne skreślić).
To "Boska Komedia" też powinna pojawić się na tapecie w ramach przygotowań? :o
;D
Sam Barańczak też nie był nieomylny - tłumaczył wybitnie, ale na Kajku i Kokoszu się nie poznał (polecam jego dwa felietony o komiksie - jeden celny o Relacie i jeden chybiony, m.in o KiK właśnie)chętnie poczytam. gdzie to można znaleźć?
chętnie poczytam. gdzie to można znaleźć?"Książki najgorsze".
Kurczak ze śliwkami - kierując się rekomendacją Sędziego szybko sięgnąłem po kolejny tytuł autorki i werdykt może być tylko jeden: ten kurczak smakuje wybornie od pierwszego do ostatniego kęsa. Satrapi doskonale panuje nad tempem opowieści, wie kiedy wejść z dygresją, kiedy z retrospekcją, wie kiedy zagrać komizmem, a kiedy uderzyć w poważniejszy ton. Pod płaszczykiem tragifarsy znajdziemy to dużo dojrzałych emocji, niebanalnej życiowej mądrości i materiału do refleksji. W porównaniu do "Persepolis" otrzymujemy dużo bardziej zwartą i przemyślaną formę, co dobrze służy opowieści. Zdecydowanie do wielokrotnej lektury, ja od razu po przeczytaniu zamówiłem swój egzemplarz.
Myślę, że nie jesteśmy odosobnieni w ocenie Yansa
Załoga Promienia - wypożyczyłem go w ciemno, ale zupełnie nie trafił do mnie ten komiks.Całkowicie zgadzam się z Twoją opinią. Szkoda, że w sieci jest mało rzeczowych recenzji i opinii tego tytułu - większość skupia się na zawartych w komiksie elementach ideolo (i ew kwestii tłumaczenia - wg mnie fatalnego), a zupełnie ignoruje wszystko inne.
Będziesz się smażyć w piekle - w ten komiks wszedłem bez żadnych oczekiwań ani uprzedzeń i w podobnym nastroju go opuściłem. Graficznie komiks nie jest wyrafinowany, ale oprawa graficzna spełnia swoją rolę i pasuje do konwencji tytułu. Nie mam nic przeciwko grubej kresce, problemem jest to, że tu grubą kreską nakreślono nie tylko wygląd bohaterów, ale też ich charaktery, motywacje i całą fabułę. Pomijając atrakcyjny sztafaż realiów muzycznej sceny metalowej, to otrzymujemy tu prosty moralitet z mdlącym od słodyczy, rozczarowującym finałem. Bohater pozytywny jest poczciwy na wskroś w każdym działaniu, bohater negatywny jest nieustająco i we wszystkim nikczemny do szpiku kości. Nawet śląski metalowiec musi mówić bardziej "po ślunsku" niż hanysy (no i oczywiście musi być postacią komiczną, bo przecież inaczej z śląską gwarą się nie da już od czasów Gustlika). Wszystko jest tu straszliwie przerysowane i przewidywalne, co nie raziłoby tak gdyby komiks był zabawny, ale w zasadzie nie jest. No i tu powstaje zasadnicze pytanie - dla kogo miał być przeznaczony komiks? Jeśli miał pokazać młodzieży prostą historię z morałem w zaktualizowanych realiach (coś jak "Opowieść wigilijna" dla metalowców), to za dużo w nim erotyki i wulgaryzmów. Jeśli dla starszych, to może ich razić banał i fabularne kalki. Co ciekawe, mimo tej "papierowości" i tak polubiłem bohaterów, nawet im kibicowałem. No i na plus zaliczam ciekawy zamysł oznaczenia rozdziałów jako kolejnych utworów na trackliście. Nie żałuję lektury, ale do niej nie wrócę i pewnie niewiele z niej zapamiętam.
bo zapytajcie sie sami - czy po komiksie opartym (co prawda luzno, ale jednak) na grze komputerowej, mozna oczekiwac jakiejs glebi? Poruszenia? Otoz to.O nie, tak nie pisz. Takie zdania są tak samo krzywdzące dla gier jak mówienie, że są dla dzieci, o komiksach. Gry też mają wspaniałe fabuły, a już szczególnie gry Redów. Cyberpunk 2077 ma lepszą i bardziej poruszającą fabułę niż 90% komiksów. A dodatek Widmo wolności niż 99%. Niesamowite fabularnie są ta gra i dodatek. Niesamowite. I w tym świecie można napisać super poruszającą historię.
Otchłań zapomnienia - Paco Roca, Rodrigo Terrasa
Nic lepszego w tym roku nie przeczytałem. Wybaczcie, ale jestem tak poruszony, że nie jestem w stanie dodać nic więcej.
Otchłań zapomnienia - Paco Roca, Rodrigo TerrasaWłaśnie czytam. Paco Roca, to jeden z największych żyjących twórców. Bez fajerwerków i na spokojnie opowiada te swoje historie, a ty nie możesz się oderwać i zawsze jest taki moment, że potrzebne są chusteczki.
Nic lepszego w tym roku nie przeczytałem. Wybaczcie, ale jestem tak poruszony, że nie jestem w stanie dodać nic więcej.
Wpasowując się, dosłownie, w tytuł wątku, to właśnie czytam Ziarno Szaleństwa. I czytam, to jest mocno precyzyjne określenie, ponieważ tekst jest tu najbardziej czytelny (chociaż zdarzają się onomatopeje w kolorze czarnym, na ciemnym tle). Zmagam się ze specyficznym stylem tego komiksu. Ciemne kadry, jakieś takie niewyraźne postaci. Pewnie takie skany były dostępne. Sam scenariusz ciężko mi ocenić, ponieważ warstwa graficzna mnie odpycha na ten moment, to raz. A dwa, to jestem w trakcie czytania.Miałem identyczne uczucie. Jakbym czytał przez okulary spawalnicze. Trochę mi to przypominało klimaty SLAINE, którego zresztą też nie lubię. Historia też mnie nie wciągnęła. Klimat takich wczesnych filmów fantasy: Labirynt, Willow, Niekończąca się opowieść....ale zbyt nużące i męczące oczy.
Lubię nietypowe kadrowanie, ciekawą kolorystykę, ale jak histogram wypiętrza się z lewej strony, a zdjęcie zrobione przez zaparowaną szybę to wymiękam ;).
Szkoda, że nie mamy czegoś takiego na stałe, tylko relaxy ciągnące kasę z albumów rozbitych na raty.A Akt? A Warchlaki?
A Akt? A Warchlaki?Nie chcę tu rozpoczynać offtopowej dyskusji, powiem tylko, że powyższe tytuły niestety nigdy nie zachęciły mnie przykładowymi stronami do kupna. Ale faktem jest - mamy czasopisma komiksowe.
A Akt? A Warchlaki?
Ciekawy komiks sobie kupiłem. Nawet się trochę musiałem naszukać, bo długo nikt nigdzie Edwarda nie wystawiał.Piękny. Gdzie dorwałeś ?? Allegro ??
Fajne, mogliby to wznowić tak samo jak Doktora Bryana. Jakub Rebelka z każdym nowym komiksem jest coraz wyżej ceniony, a sporo czytelników nie zna wcześniejszej twórczości autora.
Piękny. Gdzie dorwałeś ?? Allegro ??Antykwariat Grochowski normalnie na ich stronie internetowej. 50 złotych z wysyłką.
Dzień dobry,
Jest tujakiś świrusjakaś dobra dusza, która ma spis wszystkich komiksów o Oskarze, czyli dzieła autorstwa Rebelki i Szneidera?
Nie ukrywam, że ostatnio odkryłem ten komiks, różne epizody są poukrywane po magazynach, a chciałbym zebrać wszystkie. Ma ktoś taki spis jakie epizody i w jakich magazynach się ukazały? Szalenie mi się ten komiks podoba i mógłby wyjść album zbierający całość. Najpierw myślałem, że to Jezierski, bo rysunki wyglądały jak w Zbyt długiej jesieni, ale to młody Rebelka. Już parę epizodów mam. :)
(https://i.imgur.com/VqK5PaH.jpeg)
(https://i.imgur.com/DM3dXZt.jpeg)
(https://i.imgur.com/kTBcc4C.jpeg)
Są nawet gotowe okładki, żeby wydać album, bo w Aqq miałem ostatnio taki plakat:
(https://i.imgur.com/n8Eg8Oo.jpeg)
A dosłownie przed chwilą kupiłem sobie magazyn z epizodem, który zdobył nagrodę w Łodzi i też ma fajną grafikę na okładkę. :)
(https://i.imgur.com/dtSCJS5.jpeg)
(https://i.imgur.com/tvGk79A.jpeg)
Tak sobie googlowałem, googlowałem i trafiłem na zapowiedź:Może nadeszła pora na zbiorcze wydanie tego komiksu Rebelki. :)
(https://i.imgur.com/7e98rpz.jpeg)
http://wrak.pl/index.php3?strona=zapowiedzi_kultura
Czyli coś było na rzeczy...ze 20 lat temu...
(https://i.imgur.com/jMRRHMh.jpeg)Potwierdzasz własną wiedzą, a może to kolejna historia sprawiająca takie wrażenie? Bo jeśli nie załączono bibliografii to pozostaje co najwyżej wierzyć w research autora i cieszyć się jego artystycznymi wyobrażeniami.
Kolejna opowieść o tym jak kiedyś żyli ludzie.
Beneath the trees, Where nobody sees
Beneath the trees, Where nobody sees
Lubię komiksy Paco Raco i to bardzo. "Dom" to piękny komiks. "Koleje losu" trzymały wysoki poziom a "Powrót do Edenu" pozamiatał mną emocjonalnie i to chyba mój ulubiony komiks Paco. "Zmarszczki" to również dobry tytuł ale chyba z osobistych względów mniej mi się podobał. "Otchłań zapomnienia" leży "w zasięgu ręki" ale trochę się obawiam tego komiksu. Nie, że będzie zły tylko tego, że sponiewiera mnie emocjonalnie (w pozytywnym znaczeniu). Kolejny raz. Czekam więc z lekturą na odpowiedni moment.
Leonardo2Vinci - najgorszy komiks przeczytany w 2025U mnie jeden z gorszych przeczytanych w 2024. Dałem się namówić Marcinowi ze Scream na zakup, plansze nawet mi podeszły, ale fabuła to dno totalne. Co ciekawe - czytałem kilka bardzo przychylnych recenzji tego komiksu. Ale wiadomo - o gustach się nie dyskutuje
Don Kichot Dla mnie nic specjalnego. Fabuła nie zachwyca, a rysunki były dziwne. Z jednej strony wszystko, co jest narysowane wygląda super. Z drugiej przeszkadzało mi, że rysunki są "niedokończone". Na większości rysunków mamy niemal wyłącznie postacie. Bez żadnego tła, czy miejsc w których rozgrywa się akcja. Sprzedaję.Mam dosyć podobne odczucia z zastrzeżeniem, że jednak rysunki są naprawdę dobre i pasują do tej historii. Tłumaczenie imion wg mnie też na plus - bardziej można odczuć klimat dzieła Cervantesa. Generalnie nie przepadam za adaptacjami, są oczywiście wyjątki, ale jak to bywa z wyjątkami - są nieliczne. Gdy ktoś bierze się za adaptację, to najpewniej znaczy, że sam ma niewiele do powiedzenia.
Gdy żona usłyszała, że chcę to zrobić poprosiła, żebym poczekał na nią. Po lekturze powiedziała, że podobają jej się rysunki. Scenariusz też jej się podobał. Mówiła, że książka w której jest opisane mnóstwo przygód Don Kichota, ją zmęczyła (podziwiam, że w takim razie doczytała taką cegłę do końca), a komiks w którym jest ich niewiele czyta się fajnie. To, co jej się nie podobało, to tłumaczenie imion. Powiedziała, że to jest dziwne i niepotrzebne.
Oboje zgodziliśmy się, co do jednego. Mandioca wydaje komiksy na świetnym papierze.
Gdy ktoś bierze się za adaptację, to najpewniej znaczy, że sam ma niewiele do powiedzenia.Większość twórców komiksów ma niewiele do powiedzenia. Zwłaszcza jeśli ktoś jest jednocześnie scenarzystą i rysownikiem, to zazwyczaj pięknym rysunkom towarzyszy fabularny gniot, a w lepszych przypadkach fabularna przeciętność. Dlatego lepiej by taki ktoś wziął się za adaptację, jest przynajmniej baza dająca szansę na przyzwoity poziom fabuły..
Ojciec chrzestny, Czas apokalipsy, Zaklęte rewiry, Trzej muszkieterowie (wiadomo która wersja), Ziemia obiecana, itd.
Jakieś przykłady?
Poza tym czasem adaptacja może z przeciętnej książki dać kapitalny komiks.
Ojciec chrzestny, Czas apokalipsy, Zaklęte rewiry, Trzej muszkieterowie (wiadomo która wersja), Ziemia obiecana, itd.
Domyślam się, że chodzi o tych Muszkieterów
https://www.filmweb.pl/film/Trzej+muszkieterowie-2011-485468
Też ich uwielbiam 8)
Domyślam się, że chodzi o tych Muszkieterów
https://www.filmweb.pl/film/Trzej+muszkieterowie-2011-485468
Też ich uwielbiam 8)
Jakieś przykłady?
Raport Brodecka w wersji komiksowej jest powszechnie uznawany za wybitny, a książka jakoś tak mniejszy rozgłos uzyskała (choć opinie są pozytywne).
Książka mieli komiks na drobniutkie kawałeczki, pożera i wysrywa. Zresztą, taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku Drogi McCarthy'ego. Oba komiksy, choć na swój sposób świetnie, koło książek nawet nie leżały.
Zyskała, tylko to było już dosyć dawno. Internety nie robiły wtedy jeszcze takiego szumu. Wydaną w tym samym czasie Drogę "rozsławił" film.
Książka mieli komiks na drobniutkie kawałeczki, pożera i wysrywa. Zresztą, taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku Drogi McCarthy'ego. Oba komiksy, choć na swój sposób świetnie, koło książek nawet nie leżały.
Wydana w 2009 r., jeszcze dwa lata temu chodziła za kilkanaście złotych na Allegro (nowe egzemplarze), 5 lat temu chodziła za 3-4 złote. To świadczy o tym, że książka żadnego większego rozgłosu nie zyskała, co nie znaczy że w jakiś branżowych pismach ktoś nie chwalił. Po prostu przeczytało kilkadziesiąt osób, który się spodobało, a reszta nie kupiła. A stan obecny jest taki, że na LC ma 41 ocen i 8 opinii, czyli w zasadzie nie istnieje w Internetach.
Żeby było jasne, nie znaczy to że jest słaba, po prostu nie odniosła, przynajmniej w Polsce, żadnego sukcesu.
Dopiero po wydaniu komiksu zalegające egzemplarze się sprzedały i teraz kosztują swoje.
Na marginesie, to komiks miał wyprzedane pierwsze wydanie oraz dodruk (jeśli się nie mylę to dwa razy po 800 egzemplarzy) a obecnie planowane jest drugie wydanie. Nie zdziwiłbym się, gdyby łączna sprzedaż komiksów przekroczyła (może nawet kilkukrotnie) sprzedaż książki. Ale to tylko dywagacje, bez żadnych danych.
Wydana w 2009 r., jeszcze dwa lata temu chodziła za kilkanaście złotych na Allegro (nowe egzemplarze), 5 lat temu chodziła za 3-4 złote.Droga w Polsce została wydana w 2008 roku. Rozeszła się bardzo szybko i na Allegro ceny dochodziły do 100 zł. Dobrze pamiętam bo sam szukałem.
Droga w Polsce została wydana w 2008 roku. Rozeszła się bardzo szybko i na Allegro ceny dochodziły do 100 zł. Dobrze pamiętam bo sam szukałem.
LC w 2009 to w zasadzie był śmieszny portal dla egzaltowanych panienek (którym zresztą pozostał, tyle że egzaltowanych panienek teraz więcej na świecie), książka potem nie była wznawiana, a jej wydawca (Czytelnik) to nie Znak czy WL, którzy co miesiąc ogłaszają debiut roku i walą posty jakby ubiegali się o przyjęcie do internetowej ekipy jakiegoś Fryca. Swoją drogą - widać skąd wzorce czerpie Mandioca.
I nie sądzę żeby Czytelnik wydał książkę w tak małym nakładzie.
Tak czy inaczej - stwierdzenie że "Raport Brodecka w wersji komiksowej jest powszechnie uznawany za wybitny, a książka jakoś tak mniejszy rozgłos uzyskała (choć opinie są pozytywne)" jest nieco niesprawiedliwe, bo sugeruje, że jest gorsza niż komiks w oparciu o to czy w internetach było o niej głośno.
Zgadzam się, że książka jest zdecydowanie lepsza (ale też bez przesady - nie ma między nią a komiksem aż takiego rozziewu jak wyżej pisano). Claudel dostał też za nią nagrodę, i to nie od Francuzów.
Tylko czego wskaźnikiem jest popularność? I jak to się ma do dyskusji o adaptacjach lepszych od oryginału?
[...]popularność jest również jakimś tam kryterium "lepszości".taa....
taa....
A nie? Popularny piosenkarz muzyki pop jest, jak się wydaje, lepszy niż niepopularny. Popularny aktor jest lepszy niż nieznany (a i pewnie gaże ma większe).No lepszy, pod kątem tego, że umie się lepiej sprzedać, lepiej trafia w trendy (albo robi to celowo), itd. Tu chyba rozmawiamy o jakości dzieła.
No lepszy, pod kątem tego, że umie się lepiej sprzedać, lepiej trafia w trendy (albo robi to celowo), itd. Tu chyba rozmawiamy o jakości dzieła.
No super, czyli najlepsze filmy roku to Marvele i Transformersy, bo na nie chodzi najwięcej osób?
No właśnie w pewnym sensie tak. Ale w innym sensie niekoniecznie. Można preferować jeden sposób (ja preferuję subiektywnie oceniany poziom) ale trzeba mieć świadomość, że kryteriów może wiele.Nie no, dzięki, że mnie uświadomiłeś, że np. z perspektywy korpo najlepszym filmem będzie taki, który najwięcej zarobi. No nie wpadłbym na to.
Nie no, dzięki, że mnie uświadomiłeś, że np. z perspektywy korpo najlepszym filmem będzie taki, który najwięcej zarobi. No nie wpadłbym na to.
Ten autorytet Ulwinu pojawia się w dialogu o... podważaniu autorytetu Ulwinu (w pierwszej części), gdzie pewnie można by wsadzić /władze/, ale brzmiałoby to chyba jeszcze gorzej...Str. 31
A /służyłeś wrogu/ nie znalazłam (Ctrl F zarówno na /służy/, jak i /wrog/- tekst komiksu); znalazłam /sługę wroga/. Może to był inny tekst?Str. 83 piąty kadr
We W cieniu słońca pozostał anglicyzm z wersji oryginalnej. Zasadniczo nie tłumaczymy takich rzeczy, chyba że naprawdę z jakiegoś powodu nie pasują (tutaj imho pasował).Ok, tak przypuszczałem. W takim razie mi też pasuje.
A dla tych, co nie znają, to warto zainwestować te 59 zł. aby dowiedzieć się z co też ta słoneczna Hiszpania ma na sumieniu i będzie Pani, Pan wzruszona/y do łez.
Z tym sumieniem Hiszpanii to jest trochę jak z Yin/Yang i dlatego warto najpierw sprawdzać po której stronie walczył tato/dziadek danego autora żeby wiedzieć z której perspektywy będą opisywane wydarzenia. ;)
Chyba nie spotkałem się do tej pory z hiszpańskim komiksem, który opowiadałby historię z punktu widzenia nacjonalistów. Jeśli masz jakieś przykłady, chętnie się zapoznam.
Może kiedyś doczekamy się czasów, że polski wydawca opublikuje coś z drugiej strony barykady... chociaż zbytnio w to nie wierzę :)A powstało coś wartościowego o takim ujęciu tematu?
doczekaliśmy się ad hitlerum w zaledwie czterech postach :) brawo! można zamknąć temat zbrodni republikańskich w konflikcie domowym w Hiszpanii i udawać, że ten fragment historii jest czarno-biały, bo przecież Hitler i SS ;D
doczekaliśmy się ad hitlerum w zaledwie czterech postach :) brawo! można zamknąć temat zbrodni republikańskich w konflikcie domowym w Hiszpanii i udawać, że ten fragment historii jest czarno-biały, bo przecież Hitler i SS ;D
Ja znam tylko "Quintos" Andreasa i "Falangi Czarnego Porządku" Bilala. Obaj autorzy wyraźnie sympatyzują z międzynarodowymi bojówkami.
ma bardzo dobre dzienniki z okresu wojny hiszpańskiej - folwark zwierzęcy to zresztą pokłosie tego. Był rozczarowany jak gnojki na usługach ZSRR niweczą bunt ludzi.
Chyba nie spotkałem się do tej pory z hiszpańskim komiksem, który opowiadałby historię z punktu widzenia nacjonalistów. Jeśli masz jakieś przykłady, chętnie się zapoznam.
A prawda przecież jest po obu stronach.Chyba nie chodzi o prawdę, tylko pokazanie sytuacji oczami drugiej strony. Czy byli żądnymi mordu katami, czy mieli rozterki moralne, czy rzygali na widok krwi i flaków.
no i koniecznie Niemcy powinni zrobić komiks o SS-manach pokazując jak walczą z polskimi terrorystami ;) z ich perspektywy oczywiście ;)
Nom, też mnie bardzo boli, że nie możemy poczytać w Polsce komiksów o dzielnych niemieckich żołnierzach walczących z polskimi świniami z bojówek. Taka bardzo jednostronna narracja. A prawda przecież jest po obu stronach.
PACO ROCA "Otchłań zapomnienia" - mocny kandydat na komiks roku 2024. No co ja będę tutaj dużo pisał, ten kto lubi komiksy Paco to połknie ta pozycje niczym okoń twistera w rzece Noteć i będzie się radował, że został złapany po raz kolejny tej opartej na faktach historii. A dla tych, co nie znają, to warto zainwestować te 59 zł. aby dowiedzieć się z co też ta słoneczna Hiszpania ma na sumieniu i będzie Pani, Pan wzruszona/y do łez.
O czym jest ten komiks to na lubimyczytać każdy sobie przeczyta, ale ja ze swojej strony mogę "Otchłań zapomnienia" polecić.
co to jest "magin" ? ???Podejrzewam, że zachodnia kalka „jogin”.
"Victorio, jesteś urodzoną maginią. Posiadanie tego daru to również ogromna odpowiedzialność. Mag musi zatem nauczyć się mierzyć i ukierunkowywać te niezwykłe zdolności".A czemu nie "Magini musi zatem nauczyć się mierzyć i ukierunkowywać te niezwykłe zdolności"? Ten cytat jest o dwoch roznych osobach?
No a gdyby miała zostać magiem, to... tak jakby nie Victoria ;)
@death_bird: Serio wolałbyś tam /maga/ albo /czarodziejkę/? ???
Bardzo miło też, że ktoś docenił naszą pracę przy akrostychach. Pierwszego dnia dłubania przy nich autentycznie rozbolała mnie głowa...
Nie zapominajmy o Maggusie Rincewindzie.
Czyli może być też Maggusia. ;)
Swiat Arkadiego.
warto skusic sie i sprobowac na wlasnej skorze. U mnie z pewnoscia wyladuje wysoko w top 10 poprzedniego roku.
Kurde, zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tym komiksem.
zupełnie nie moja bajka bo sci-fi / fantasy raczej unikam, a jak już są jakieś stwory to zaczynam ziewać
Kurde, zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tym komiksem. Ok, zupełnie nie moja bajka bo sci-fi / fantasy raczej unikam, a jak już są jakieś stwory to zaczynam ziewać. Ale już nawet przymykając na to oko i biorąc poza nawias to nadal się wynudziłem. 3 dni chyba męczyłem aż w końcu zacisnąłem zęby, żeby już kolejnego wieczora wziąć coś innego. Poszło na sprzedaż od razu. Zresztą razem z Pasażerami. I tu InPost postanowił przechwycić wysyłkę dla siebie. Więc nie dość, że się nie spodobało, to i kasę straciłem (reklamacja poszła, może jeszcze coś się odratuje).,,, aż mnie zaciekawiło, jakie komiksy Cię nie nudzą.
No trudno, taki Incal czy Szninkiel też mi weszły jak podła wódka o trzeciej nad ranem w bramie.
P.S. Dla uściślenia: traktuję to jako dyskusję na pewnym głębszym poziomie "nerdozy" a nie kłótnię o to kto ma rację a kto jej nie ma.
Dobrze że to uściśliłeś bo zaczynało naprawdę wyglądać jak dzielenie włosa na czworo 😉
Co nie zmienia faktu, że trafił w punkt ;)
"Głupotą jest myśleć, że musisz przeczytać wszystkie książki, które kupisz, tak samo jak głupotą jest krytykować tych, którzy kupują więcej książek, niż kiedykolwiek będą w stanie przeczytać.
O ile to prawdziwa wypowiedź.
Kupić i nie przeczytać... ::)
obstawiam 99 proc ze to fejk - mase takich zlotych mysli fejkowych leci w przestrzeń internetu
- ostatnio widziałem cobaina co mówił ze ai to nie prawdziwy rock ;) albo orwella że prawica zbawi świat ;)
W niektórych bibliotekach i domach kultury są półki na książki, które mają pójść w świat.
W mojej mrówkolandii jest od tego dłuuuga skrzynka pocztowa i kaloryfer.
Zazwyczaj znikają w ciągu dwóch dni maks. :-)
co roku robię taki materiał o statystkach czytelnictwa w iławskiej bibliotece - i zawsze jestem zaskoczony, że z roku na ok przybywa ludzi i ilości wypożyczeń - dodam, że są to w bardzo przeważającej ilości kobiety.
Też mi się to wyświetliło. :D oczywiście przekazałem członkom rodziny, którzy patrzą krzywo na kolejne paczki.No taa...ale to miecz obosieczny: już nie możesz ciągnąć szydery z tego wujka od wiertarki udarowej za dwa kafle 😐
obstawiam 99 proc ze to fejk - mase takich zlotych mysli fejkowych leci w przestrzeń internetuA czytywałes kiedyś publicystykę Eco, choćby takie "Zapiski na pudełku od zapałek"? Każdy kto czytał wie że to w jego stylu, że mówił masę rzeczy w tym stylu więc na 99% to prawda. Nawet jeśli nie powiedział tego to by się pod tym podpisał. Kiedyś narzekał że ludzie mówią że ma półki pełne książek w mieszkaniu więc zawsze tym ludziom się odcinał że to tylko fragment księgozbioru, że resztę trzyma w gabinecie na mieście (niezależnie od tego czy miało to pokrycie w faktach). Niezależnie od jego twórczości beletrystycznej czy jako uznanego semiotyka to był "gość od książek", w dodatku wszystko okraszał swoim doskonałym poczuciem humoru.
- ostatnio widziałem cobaina co mówił ze ai to nie prawdziwy rock ;) albo orwella że prawica zbawi świat ;)
Masz w tej statystyce informacje o tym, co jest wypożyczane? Co tam w Iławie jest teraz na topie?
A czytywałes kiedyś publicystykę Eco, choćby takie "Zapiski na pudełku od zapałek"? Każdy kto czytał wie że to w jego stylu, że mówił masę rzeczy w tym stylu więc na 99% to prawda. Nawet jeśli nie powiedział tego to by się pod tym podpisał. Kiedyś narzekał że ludzie mówią że ma półki pełne książek w mieszkaniu więc zawsze tym ludziom się odcinał że to tylko fragment księgozbioru, że resztę trzyma w gabinecie na mieście (niezależnie od tego czy miało to pokrycie w faktach). Niezależnie od jego twórczości beletrystycznej czy jako uznanego semiotyka to był "gość od książek", w dodatku wszystko okraszał swoim doskonałym poczuciem humoru.
tak mam pierwsza trojke dzieciecych i doroslychTrzymasz w gabinecie na mieście? :)
ale nie mam teraz pod reka
a korzystałeś z skryptów AI prosząc o naśladowanie stylu autora? ;)Rok temu ktoś zadawał sobie to samo pytanie co ty i...nie znalazł odpowiedzi😄Ale wiesz co? To co wkleiłem jest akurat prawdziwe i pokazuje poglądy autora, to nic że nic nie ma o mlotkach i śrubokrętach😁 Są tacy co twierdzą że autor "Księcia" nigdy wprost nie użył sformułowania "cel uświęca środki"(i to miało być w samym księciu choć pozostawil po sobie wiele pism) ale nie znaczy to że cała jego filozofia staje się nieaktualna.
Mozliwe, że to prawdziwe - piszę tylko, że jestem sceptyczny co do złotych myśli z fejsbooka :)
ale mogę to zweryfikować - daj mi chwilę.
Masz w tej statystyce informacje o tym, co jest wypożyczane? Co tam w Iławie jest teraz na topie?
Nie wiem czy jest prawdziwy czy nie, ale z pewnością jest mądry lub głupi. Tylko jeszcze nie wiem jaki.To nie ma znaczenia. Ważne, że ten tekst zaprosił Twoje myśli choćby i na krótką przechadzkę.
spoko nie chodzi o poglądy Eco - mało o nim wiemChyba mistrz(albo guru niedzielnych intelektualistów jak łaskawie podsumował pisarza jeden z redaktorow z DC maniaka - jak masz 25-30 lat i całe życie siedzisz w komiksach o Batmanie+ ten twój licencjat to pewnie masz święte prawo tak pisać) dał już nam remedium: wracać do papierowych książek, zaglądać do bibliotek.
tylko o to, że robią nas w ch... na masową skalę ;) a te cytaciki to wierzchołek góry lodowej ;)
Ojcowie nie dają przykładu synom. Mężczyźni stanowią znaczną mniejszość wśród czytelników iławskiej biblioteki. Zaledwie ¼ to właśnie panowie.W średniowieczu i w latach późniejszych było tak, że pan zamku często był na jakiejś wyprawie wojennej, na sejmie, sejmiku, więc w posiadłości twardą ręką rządziła jego żona. Pan był zajęty rycerstwem, czyli grabieżami, zabijaniem i gwałtami. Tymczasem w wolnym czasie panie czytały książki lub nawet je pisały. W średniowieczu powstało na przykład kilkaset podręczników o wychowaniu dzieci.
W średniowieczu i w latach późniejszych było tak, że pan zamku często był na jakiejś wyprawie wojennej, na sejmie, sejmiku, więc w posiadłości twardą ręką rządziła jego żona. Pan był zajęty rycerstwem, czyli grabieżami, zabijaniem i gwałtami. Tymczasem w wolnym czasie panie czytały książki lub nawet je pisały. W średniowieczu powstało na przykład kilkaset podręczników o wychowaniu dzieci.
I po dziś dzień, mimo ciągle rosnących cen, pan na przykład jeździ ciężarówką po Europie, zarabia 12 000, a pani zajmuję się domem. W wolnych chwilach panie dużo czytają. Nawet gazety dla pań mają znacznie niższe ceny niż hobbystyczne magazyny dla panów, bo zwyczajnie te pierwsze mają większe nakłady, znacznie mniej mężczyzn czyta książki i gazety. Lata mijają, a nic się nie zmieniło. :)
"Dużo czytają" wydaje mi się być odważną hipotezą. Łatwiej jest uwierzyć w to, że w trakcie prac domowych oglądają/słuchają telenowele w telewizji. Żeby poczytać to trzeba mieć wolny czas. I siłę po całym dniu żeby na koniec tegoż dania być jeszcze w stanie skupić się na tym co się czyta. Chyba, że to jakieś "HarleyQuinny". ;)
No i w sumie to ciekaw jestem tego poziomu czytelnictwa kobiet w średniowieczu. Bo na mój chłopski rozum to chyba od kontessy wzwyż a i to nie zawsze. Wtedy żeby czytać trzeba było znać najpierw łacinę a później francuszczyznę. Jaskrów włóczących się z lutniami po dworach nie wymyślono bez powodu.
"Dużo czytają" wydaje mi się być odważną hipotezą. Łatwiej jest uwierzyć w to, że w trakcie prac domowych oglądają/słuchają telenowele w telewizji. Żeby poczytać to trzeba mieć wolny czas. I siłę po całym dniu żeby na koniec tegoż dania być jeszcze w stanie skupić się na tym co się czyta.Żyjemy w 2025 roku. Całkiem sporo kobiet (i mężczyzn) ma Legimi, Storytel i pochodne. I słucha w drodze do pracy, pociągach, przy obiadach, siłowni, biegając. I nie tylko tanie romanse
@Lain
Zerknąłem i zdania na razie nie zmieniam.
Deklarowane czytelnictwo a faktyczne czytelnictwo to dwie różne sprawy: jeżeli dzwoni do Ciebie ankieter i pyta czy czytasz to będziesz odpowiadał zgodnie z prawdą czy będziesz się zgrywał nawet jeżeli ostatnią książkę miałeś w ręku 20 lat temu?
To po pierwsze.
Po drugie. Wyniki tego badania wcale mogą się rozjeżdżać z tym co pisze Śmierć, bo jest różnica między urąbanymi robotą paniami domu a mającymi więcej czasu wolnego singielkami z "dużego miasta". Te pierwsze mogą nie mieć czasu/siły na lekturę. Te drugie mogą ją mieć.
No i na koniec, bo jestem złośliwy: "wiwat wszystkie stany"...? Zawsze mnie to rozwala... :-\
Może jestem XIX-wieczny, ale jak dla mnie czytanie i słuchanie to dwie różne czynności. Są badania, które stwierdzają poziom rozumienia tekstu w przypadku książki/Kindle w ręku a audiobooka np. w samochodzie (co samo w sobie wydaje mi się być średnio bezpieczne)?
Ojcowie nie dają przykładu synom. Mężczyźni stanowią znaczną mniejszość wśród czytelników iławskiej biblioteki. Zaledwie ¼ to właśnie panowie.
Żyjemy w 2025 roku. Całkiem sporo kobiet (i mężczyzn) ma Legimi, Storytel i pochodne. I słucha w drodze do pracy, pociągach, przy obiadach, siłowni, biegając. I nie tylko tanie romanseTylko że to nie czytanie.
Ojcowie nie dają przykładu synom. Mężczyźni stanowią znaczną mniejszość wśród czytelników iławskiej biblioteki. Zaledwie ¼ to właśnie panowie.
Chłopie ty nawet nie 19 wieczny, ale wręcz antyczny w tym przypadku jesteś.Chłopie, wg twojej logiki to można by podciągnąć pod czytanie nawet oglądanie youtube'a ::)
Chłopie, wg twojej logiki to można by podciągnąć pod czytanie nawet oglądanie youtube'a ::)
Pan socjolog/psycholog jak trzeba bronić to na ustach "równość płci, feminatywy" itd. Ale jak można prz*pierdolić to już w jedną (tą gorszą) płeć walimy bez ogródek i schematy myślowe nie przeszkadzają (matka - córka, ojciec - syn).
W sumie żadne zaskoczenie, typowe zagranie "obrońców" wszelkiej maści czy "postępowców".
jakie wy informacje chcecie wyciągać czy przyswajać z kryminału no litości :)
death bird ma racje - inaczej przyswajamy informacje w zależności od otoczenia
mój profesor od makrosocjologii każdemu kto chodził na wykłady regularnie dawał od razu 3
bo badania wykazały, że lepiej przyswajamy słowo mówione, niż czytane, nawet nieświadomie
przy czym warto dodać, że świadome skupienie maksymalne na tekście mówionym to około 7 minut
potem to faluje
(oczywiście sporo zależy od konkretnej osoby bo może kompletnie nie potrafi przyswajać tekstu słuchanego).
Chociaż ja słucham tylko na x1,25 x2 brzmi trochę hardcorowo.Kwestia przyzwyczajenia. Stopniowo wchodziłem na ten poziom - 1, 1,1, 1,25, 1,5, 1,75 i w końcu 2. Przy czym - nie wiem dlaczego - tak mogę słuchać tylko męskich lektorów. Jeśli czyta kobieta, to musze obniżyć prędkość do 1,5-1,75
Tak na marginesie fakt słuchania audiobooków nie oznacza że nie czytam normalnie,w komunikacji miejskiej mam zawsze i książkę i audiobook - jeśli jest miejsce, to czytam, jeśli jest ścisk - słucham :)
jakbym nie słuchał to miałbym poczucie straconego czasuDlatego w ogóle zacząłem słuchać audiobooków :)
W każdym razie dla mnie słuchanie audiobooka przy wykonywaniu czegokolwiek jest całkowitą aberracją. Po pierwszych 2 minutach mój mózg zacząłby rozważać zupełnie niezwiązane z treścią audiobooka rzeczy i po pewnym czasie bym się zorientował, że nie mam pojęcia co w ogóle słyszałem.
A tak na marginesie się zapytam - JAKIE KOMIKSY WŁAŚNIE CZYTACIE ?To jest powód, dla którego rzadko piszę w tym wątku - bo rzadko jestem w środku lektury. W ogóle na forum nie ma wątku do recenzji z normalną nazwą - typu "nasze recenzje", "opinie na gorąco po przeczytaniu", "polecam - nie polecam komiks". Dziwne to!
A tak na marginesie się zapytam - JAKIE KOMIKSY WŁAŚNIE CZYTACIE ?Skoro tak dopytujesz to odpowiem że Erniego Pike'a. Jestem gdzieś w połowie i to jest najlepszy komiks z rysunkami Hugo Pratta jaki czytałem, z tym że trzeba mieć na uwadze, że moja ocena scenariuszy Corto Maltese nie jest tak wysoka jak w powszechnej opinii. Oesterheld tutaj w każdej historii trochę delikatnie gra emocjami czytelnika, trochę daje jakiś moralny dylemat. To wszystko jest nienachalne, lekkie i wchodzi zaskakująco łatwo zważywszy, że pierwsze nowele są z 1957 r. Widać, że Pratt w Corto Maltese scenariuszowo wzorował się na Oesterheldzie w sposobie narracji. Za to rysunkowo Pratt jest jednak nieco lepszy w Corto Maltese. Zabawnie na przykład wyglądają drugowojenne czołgi niemieckie w jednej z historii, jak jakieś podrasowane powojenne Pattony amerykańskie :)
Można to gdzieś kupić wysyłkowo ?
Dać mu jeszcze szansę? Dużo się zmienił?
Odpisali mi na FB, że nie będzie tego w sprzedaży (pewnie zasady dotacji zabraniają czy coś w tym stylu). Można napisać bezpośrednio do muzeum i może tak jak ten Dom Literatury z Łodzi będzie opcja wysyłki po jej opłaceniu.Mnie muzeum przekierowało do Urzędu Dzielnicy, a ten stwierdził, że nie planują sprzedaży komiksu ani dystrybucji wysyłkowej, ale komiks za jakiś czas będzie udostępniany szerzej podczas wybranych wydarzeń/w ramach konkursu i/lub w siedzibie Urzędu, a o szczegółach poinformują w ciągu dwóch tygodni na profilu na Facebooku: „Dzielnica Śródmieście m.st. Warszawy”.
Panowie, piszcie (na priv lub przez FB), kiedy trzeba jechać, podjadę z... wózkiem ;D Jeszcze podpytam tu i ówdzie, może uda się to jakoś ustawić na spokojnie. Pewnie dobrze by było wziąć z 10 egzemplarzy, co? Sama jestem żywo zainteresowana tematem, więc nie ma problemu :)
A Astronoma przegapiłam :( Gdyby ktoś miał jakiś pomysł, gdzie jeszcze można dostać, bardzo chętnie skorzystam...
Gdyby ktoś miał jakiś pomysł, gdzie jeszcze można dostać, bardzo chętnie skorzystam...Ja swój egzemplarz kupiłem stacjonarnie w Muzeum Karykatury w Warszawie. Może jeszcze mają?
Beszczelna Kasia
Dzięki! Już za samą inicjatywę jesteś Wielka!
Dzisiaj w ciągu dnia zgłosiło się do mnie łącznie 12 osób zainteresowanych Brzaskiem Jacka Świdzińskiego. Lista gotowa. Kolejność według momentu zgłoszenia. Z osób, które zgłaszały się w wątku mam:
Sędzia
Death
Deepdelver
parsom
Rafa
Bouncer
Takesh
volker
Czy nikogo nie pominęłam?
Uruchamiłam swoje "kontakty"; podobno niedługo na profilu FB Urzędu Śródmieście ma się pojawić post, jak można się zgłaszać po komiks. Niemniej i tak będę pisać maila do sympatycznego pana z Urzędu, bo może dzięki temu zwiększymy szanse, że dla wszystkich starczy egzemplarzy. Poza tym, gdyby się okazało, że trzeba na niektóre eventy się przejść, również planuję w miarę możliwości :) Zabiorę znajomych ;D
Ronin
Uwielbiam Sin City z dużym entuzjazmem przysiadłem do Ronina i się jednak trochę zawiodłem. O ile stylizowane Millerowskie rysunki i ich kolorowanie są naprawdę fajne, to trochę surrealistyczna, by nie powiedzieć: nielogiczna, a miejscami nieprzekonująca fabuła i jej bohaterowie nie do końca mnie kupiły. Narracja miejscami też jest dosyć chaotyczna.
Jak bardzo to jest archaiczne ? To jest poziom pierwszych Daredevilów czy bardziej ? Miałem kiedyś pierwsze wydanie z egmontu, ale leżało na kupce wstydu i leżał aż sprzedałem zanim przeczytałem xd rysunki mi się podobają , lubię stylowke Millera praktycznie ze wszystkich lat, tylko się zastanawiam jak to napisane jest , bo może bym zrobił drugie podejście po latach
Batman: Nawiedzony Rycerz, Batman: Długie Halloween, Batman: Mroczne Zwycięstwo
Lata temu w kiosku kupiłem Długie Halloween z WKKDC i zakochałem się. Komiks przez lata zajmował honorowe miejsce na moim regale. Wracałem do niego regularnie i za każdym razem bawiłem się świetnie. Długie Halloween to mój ulubiony komiks o Batmanie. Co zeszyt zbierałem poszlaki i zastanawiałem się, kto stoi za wszystkimi morderstwami. Moje podejrzenia najczęściej były błędne. Czułem się zagubiony i bezradny tak jak Batman czy Jim Gordon. Czas mijał, a ja nadal nie wiedziałem kim jest Holiday. Finalna volta mocno mnie zaskoczyła. Jednak największą zaletą tego albumu jest Harvey Dent, który został świetnie napisany. Dent jest iście szekspirowskim bohaterem, a jego upadek niesamowicie mną wstrząsnął. Kolejnym plusem są klimatyczne rysunki. Według mnie ten tytuł ma wszystko. Fabuła jest świetna, bohaterowie bardzo dobrze napisani, kreska rewelacyjna, a dialogi ciekawe. Loeb+Sale=idealny duet.
Dla mnie 10/10
Mroczne Zwycięstwo uważam za odrobinę słabszy komiks niż Długie Halloween. Intryga była złożona, każdy kolejny zeszyt dostarczał więcej ofiar, budował napięcie i zbijał z tropu. Finał uważam za całkiem satysfakcjonujący. Niestety zabrakło mi tego "czegoś". Lekturę finalnie uważam za bardzo dobrą. To nadal komiks od którego ciężko się oderwać, ale cierpi ze względu na nadmiar wątków i bohaterów (głównie antagonistów). Dodatkowo sama fabuła wydaję się odgrzewanym kotletem - wciąż zjadliwym, nadal smacznym, ale już nie tak świeżym.
Ocena: 8/10
Batman: Nawiedzony Rycerz to teoretycznie najsłabszy tytuł z całej trójki (co nie oznacza, że jest zły). Komiks składa się z trzech historii inspirowanych różnymi dziełami kultury (np. Alicją w krainie czarów” czy „Opowieścią Wigilijną"). Każda jest inna, każda ma swój klimat i każda stanowi bardzo ciekawe spojrzenie w głąb psychiki Batmana. Moim zdaniem naprawdę warto przeczytać.
Ocena: 7/10
X-Statix 1-3
Kapitalna seria. Pełna śmiechu, akcji, ale i bardziej dramatycznych momentów. Trup ściele się gęsto. Absurd goni absurd. Relacje między bohaterami są bardzo...dynamiczne. Komiks to też mocna satyra wymierzona w świat celebrytów i kapitalizmu. Wisienką na torcie są genialnie rysunki i fantastyczne kolory państwa Allredów. Według mnie to taka kwintesencja komiksu rozrywkowego. Nie jest to dzieło w żaden sposób wybitne, ale spełnia się idealnie w roli odprężającej lektury, która przede wszystkim ma dostarczyć czystego funu :)
Ocena: 8,5/10 <3
kurde może bym jednak kupił te X-statix
Tu masz świeżą, ciekawą recke Przemka Pawełka:Dzięki 👍 myślę , że się skuszę
https://alejakomiksu.com/artykul/7765/Ronin-Frank-Miller-cyberpunk-[recenzja]/
Ja nie czytałem od czasu premiery pierwszego wydania te prawie 20 lat temu, ale zdecydowanie pozytywnie wspominam lekture i na pewno nie powiedziałbym, że trąci myszka. Po sukcesie Daredevila, DC chcąc ściagnąć Millera do siebie, zaoferowało mu spore pieniądze i w zasadzie wolną ręke, przy czym komercyjnie Ronin w czasie premiery nie był sukcesem. Nie każdemu podejdzie, ale to jeden z ważniejszych amerykańskich komiksów lat 80tych i na pewno warto poznać.
(Z recencji:) "konsternację budzi u mnie fakt, że kulminacja komiksu umieszczona na rozkładanej, panoramicznej planszy, została w moim egzemplarzu komiksu umieszczona nie na końcu fabuły, a po zawartych dalej dodatkach."
Też się zdziwilem widząc prezentacje gdzieś na yt, ktoś tu chyba w Egmoncie mocno nie ogarnął.
Swoją drogą to już trzeci komiks w którym samotnik z Providence jest postacią, przewinął się on mi już wcześniej w Planetary Ellisa (a konkretnie cross-overze z Authority) i w Dylan Dog: Cagliostro ;D
Jest tego więcej, np. "Lovecraft" ilustrowany przez Breccię:Świetna rzecz. Gdyby nie końcówka to byłby w moim topie.
https://www.gildia.pl/komiksy/5872-obrazy-grozy-1-lovecraft
Też mnie bardzo uradował "Murder Falcon", aż od razu zamówiłem wcześniejsze "Z całej pety". I tu jednak oczko niżej, niestety. Dwa oczka nawet. Też fajna rozpierducha, ale zabrakło podbudowy emocjonalnej.Ja polecam Extremity. Mój ulubiony komiks tego artysty. Takie postapo wymieszane z fantasy i podlane historią o krwawej zemście.
Nic to, będę pana Johnsona dalej obserwował, bo mocno rokuje.
Jest tego więcej, np. "Lovecraft" ilustrowany przez Breccię:I "Providence" Moore'a też. :)
https://www.gildia.pl/komiksy/5872-obrazy-grozy-1-lovecraft
Czytasz mozolnie jakieś interpretacje działań, wierszy, układanek, obrazów, kartki z trójkątami (swoją drogą ciekawe czy ktoś pociął swój komiks, aby sprawdzić czy powstanie ten „klucz”), które chyba tylko bohaterów komiksu skłaniają do analiz, bo mi to idzie jak krew z nosa i zarzucam sobie, że chyba za mało uważnie czytam ten komiks.
nie mam opcji, muszę obietnicy dotrzymać :)
Metal Hurlant, The New York Times, The Economist i wielu innych dało się nabrać na te nieudolne rysunki. Dobrze, że forum czuwa i tu fuszerka nie przejdzie :)
Metal Hurlant, The New York Times, The Economist i wielu innych dało się nabrać na te nieudolne rysunki. Dobrze, że forum czuwa i tu fuszerka nie przejdzie :)A no tak, więc nie wypada żeby się nie podobały.
A no tak, więc nie wypada żeby się nie podobały.
Mój post był odpowiedzią na złośliwostkę Skandalisty a nie Twoje, czy drugiego kolegi "nie podoba mi się". Czym innym jest nie kupowanie czyjejś stylówki, a czym innym zawoalowane sugerowanie nieudolności i amatorki.
Morrison to grafoman. Typ kompletnie nie ogarnia narracji komiksowej i powinien raczej książki pisać.Morrison nie ogarnia narracji komiksowej. No, ciekawa uwaga ;D
Doom Patrol, Animal Man, New X-men czy We3 to tak genialne komiksy, że nie pozostaje mi nic innego, tylko określić Morrisona mianem wizjonera komiksu.
Że "New X-Men" jest genialnym komiksem? Polemizowałbym. To jest bardzo solidny tytuł, ale gdybym miał go jakoś scharakteryzować napisałbym, że jest "społecznie zaangażowany" a nie "genialny". Niewątpliwie zasługą Morrisona jest powołanie do życia (że tak to ujmę) Cassandry Nova aczkolwiek skądinąd ta postać momentami bywa cokolwiek przegięta. ;)Oczywiście, że jest genialny. Już samo wprowadzenie dziwacznych i niepotrzebnymi mutacjami było powiewem świeżości. Do tego nowe, wspaniale postaci (Cassandra Nova, Stepford Cuckoos, Kid Omega), jak i odświeżanie i pchnięcie w rozwoju Emmy Frost czy Beasta. Dla mnie Morrison, tym runem, przetarł szlak i ponownie udowodnij, że komiks superhero może mieć o wiele więcej do zaproponowania niż tylko puste mordobicie, wszechobecne w latach 90.
Doom Patrol, Animal Man, New X-men czy We3 to tak genialne komiksy, że nie pozostaje mi nic innego, tylko określić Morrisona mianem wizjonera komiksu. Aha, i Azyl Arkham też mi sie nie podoba.
Malo tego, przedstawione wydarzenia nalezace do innych plaszczyzn, czasem sa rownowazne. Tylko ktora z przenikajacych sie rzeczywistosci jest nadrzedna? Czy moze istnieja rownolegle i kazda z nich posiada przejscie do kolejnej? Kiedy jestesmy w swiecie CE, kiedy w rzeczywistym, kiedy w grze, a kiedy w snach / wspomnieniach? Zadania nie ulatwia szkatulkowosc i inne krolicze nory, umieszczane co chwile przez autora, a do ktorych chcac nie chcac wpadamy. Tom 2 zdaje sie wiele tlumaczyc, ale czy aby na pewno? Pewne zdarzenia, ukazane z innej perspektywy, wydaja sie nabierac nowego swiatla, ale inne wrecz przeciwnie. Niby wszystko nagle sie klaruje, ale mimo wszystko autor zmusza nas do ulozenia sobie wlasnej wersji wydarzen.Najlepszy komentarz odnośnie CE jaki do tej pory czytałem. Podobnie uważam, że CE ma konstrukcję szkatułkową i jest surrealistyczny. Nie ma jednej słusznej interpretacji, może być ich wiele, jednocześnie wszystkie są prawdziwe. I w zależności od interpretacji poszczególnych elementów, łącząc je otrzymujemy różne komiksy. Być może jest coś dalej i można połączyć te różne komiksy w jedną historię? Czekam aż ktoś mądrzejszy weźmie się za recenzję CE, najlepiej obeznany w sztuce surrealizmu.
Najlepszy komentarz odnośnie CE jaki do tej pory czytałem. Podobnie uważam, że CE ma konstrukcję szkatułkową i jest surrealistyczny. Nie ma jednej słusznej interpretacji, może być ich wiele, jednocześnie wszystkie są prawdziwe. I w zależności od interpretacji poszczególnych elementów, łącząc je otrzymujemy różne komiksy. Być może jest coś dalej i można połączyć te różne komiksy w jedną historię? Czekam aż ktoś mądrzejszy weźmie się za recenzję CE, najlepiej obeznany w sztuce surrealizmu.
Najlepszy komentarz odnośnie CE jaki do tej pory czytałem.
(...)
Czekam aż ktoś mądrzejszy weźmie się za recenzję CE, najlepiej obeznany w sztuce surrealizmu.
A to nie jest jedna historia opowiadana niechronologicznie na kilku płaszczyznach czasowych ?Czytałem, że kiedy surrealizm zyskiwał na popularności i fizyka kwantowa byla w rozkwicie, wtedy wielu surrealistów czerpało z niej inspiracje, na przykład z zasady nieoznaczoności.
Fabularnie jest naprawdę nieźle, choć przez cały czas czytania miałem wrażenie, że wiem, co się zaraz stanie. Muszę sprawdzić na biblioteczce w domu rodziców, ale na 90% czytałem to w przeszłości jako książkę :D
Sexcastle jest genialny!!! Piękny list miłosny do kiczowatego kina akcji lat 80 i 90. Masa zabawnych "one-linerów" i gościnnych występów postaciMyślałem, że jestem jedynym użytkownikiem tego forum, ķtory zna ten komiks. A tu proszę. Szacuneczek:)
Myslac o CE nie wiem czy "lektura" jest okresleniem odpowiednim czy moze zasluguje na cos bardziej nobilitujacego.
Kupiłem też Assassin Nation od tego scenarzysty i zasadzam się na Kill them all, ale najpierw przeczytam AN :D Jak wspominałem - znakomicie siadł mi ten komiks, chętnie przeczytam więcej. Masz jakąś rekomendację w tym kierunku?Rock Candy Mountain. Nie jest to tytuł sensacyjny, ale za to jest najlepszym komiksem tego autora. Polecam jeszcze Where Monsters Lie - tu akurat Starks kłania się wszystko postaciom horrorów kategorii B.
Tak, ale oprocz linii czasowych, w CE mieszaja sie rowniez rozne rzeczywistosci.
Dzieki stary! Ja rowniez na to czekam! Chcialbym wiedziec jak duzo mi umknelo.
na tym polega surrealizm że nic wam nie umknęło :)a widzisz, mi umknęło, a w zasadzie umknął cały ten komiks. nie zdążyłem kupić, bo lainowa okładkoza na wiele stron skutecznie odstraszała mnie od całego tematu. Teraz już wiem ocokaman i na bieżąco się przekopuję w pocie czoła przez ten zalew cycków, muskułów i innych rakiet.
Doom Patrol, Animal Man, New X-men czy We3 to tak genialne komiksy, że nie pozostaje mi nic innego, tylko określić Morrisona mianem wizjonera komiksu. Aha, i Azyl Arkham też mi sie nie podoba.
Najlepszy komentarz odnośnie CE jaki do tej pory czytałem. Podobnie uważam, że CE ma konstrukcję szkatułkową i jest surrealistyczny. Nie ma jednej słusznej interpretacji, może być ich wiele, jednocześnie wszystkie są prawdziwe. I w zależności od interpretacji poszczególnych elementów, łącząc je otrzymujemy różne komiksy. Być może jest coś dalej i można połączyć te różne komiksy w jedną historię? Czekam aż ktoś mądrzejszy weźmie się za recenzję CE, najlepiej obeznany w sztuce surrealizmu.
Właściwie z każdej to taka odpowiedź-nie odpowiedź. Znaczy się co tam jest surrealistycznego? Fabuła, historia, bohaterowie?
Roosevelt powinien wydać książkę z kluczami do interpretacji i nawiązań. ::)
Pod tym jednym względem "CE" jest bardziej frustrujący niż trylogia husycka.
a bird nie pomyślałeś, że ta właśnie twoja potrzeba, że musisz koniecznie wiedzieć, to właśnie coś co o tobie chciał pokazać ci autor CE? :)
Usłyszałeś to wprost czy tak to sobie wymyśliłeś?
Nawiązania są na ogół po to żeby ktoś mógł je wyłapać. Jak nie siedzisz w historii to nie zauważysz mrugnięć okiem i "dowcipów" u Sapkowskiego. Jak nie siedzisz w literaturze to nie załapiesz tych u Roosevelta. To, że one tam są nie ma nic wspólnego z surrealizmem czy innym realizmem magicznym. Albo jesteś w stanie je dostrzec albo nie jesteś w stanie. Niektórym nie są one potrzebne do szczęścia. Inni chcieliby je znać.
Już krótko mówiłem o mojej drodze jako artysta i powieściopisarz. To prawda, malarstwo było moim głównym zajęciem przez kilka lat i wciąż uważam je za królową sztuk. Jednak dziś moja praca jako autor powieści graficznych jest dla mnie równie ważna… Dwadzieścia lat temu odkryłem, że mogę opowiadać historie i tworzyć postacie, nie zbaczając z drogi surrealizmu, którą szedłem praktycznie przez całe życie.
Ruszyłem trochę serii spoza trykotu i taka ciekawostka - na 4 rozpoczęte serie tylko w jednym nie ma wątku homoseksualnego, mianowicie w "Codzie", gej główny bohater "Znajdujemy ich, gdy są już martwi", chłopak gej w "Coś zabija dzieciaki", wątki homoseksualne w "Monstressie". Ciekawa nadreprezentacja, to jakiś ogólna tendencja w komiksach czy tylko ja tak trafiam?Tendencja. Ja ostatnio przeczytałem " Pewnego razu na końcu świata" , "Dewiant" i "Scott Pilgrim". Wszędzie geje i wątki homoseksualne. Mi akurat to nie przeszkadza, ale osoby, które mają z tym problem, muszą mieć teraz ciężko w komiksowie:)
@Murazor: Amerykanie nie mają w ułamkach dziesiętnych przecinków :) Swoją drogą, czy nie było kiedyś badań na ten temat, w których wyszło, że większość ludzi na świecie wcale nie jest heteroseksualna, tylko bi? :D Trzeba by poszukać; mam wrażenie, że traktowano tam tożsamość seksualną jako spektrum...Oho wchodzimy na grząski temat badań, lepiej sobie odpuścić, każdy może przedstawić "badania", które pasują do nawet najbardziej absurdalnych założeń i tez.
Dla zainteresowanych: w dziale Komiksy polskie, w wątku Jacka Świdzińskiego zostawiłam właśnie informację na temat Brzasku.
Swoją drogą, czy nie było kiedyś badań na ten temat, w których wyszło, że większość ludzi na świecie wcale nie jest heteroseksualna, tylko bi? :D Trzeba by poszukać; mam wrażenie, że traktowano tam tożsamość seksualną jako spektrum...
Weź już nie szerz tej swojej propagandy, wymyślając jakieś nieistniejące badania (lub zlecone przez jakieś organizacje lgbt swoim ziomkom, czyli tyle samo warte) :P
Szybciej wyjdzie z badań, że feminatywy to nowomowa i rażą większość Polaków :)
O, panie, u Kinseya to wychodziło, że średnia długość penisa to prawie 17 cm. Tyle to nawet Polacy nie deklarują w ankietach Durexa.
No nie, to nie chodzi o oddzielanie dzieła od autora. Po prostu zarówno Freud jak i Kinsey opowiadali bzdury. Ich dzieło ma wartość tylko historyczną i/lub rozrywkową. Nawet wikipedia podaje, że "analizy danych uzyskanych przez Kinseya nie potwierdzają wysuniętego przezeń twierdzenia" (o kontinuum orientacji).
<<tutaj było wyzywanie od głupków itp.>> (przyp. Leyek)
tu jest początek tego zła o nazwie seksuologia ;)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Kinsey
https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_Kinseya
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kontinuum_seksualne
także zanim narodził się wielki spisek o nazwie media "wiem lepiej" społecznościowe to już te naukowcy chcieli ludziom wyprać mózgi, żeby lgbt przejęło władzę nad światem ;)
na 4 rozpoczęte serie tylko w jednym nie ma wątku homoseksualnego. Ciekawa nadreprezentacja, to jakiś ogólna tendencja w komiksach czy tylko ja tak trafiam?
Tak bardzo, bardzo ogólnie patrząc na komiksy w PL, to choćby:Przecież ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi jest tak absurdalne, że ciężko komentować.
2003 - Strażnicy
2007 - Authority
2008 - Konrad i Paul
2009 - Fun Home
2011 - Stuck Rubber Baby
Z pamięci piszę, oczywiście zapewne tak wcześniej jak i w międzyczasie było sporo komiksów poruszających te wątki, ale żadna to nowość. Zresztą nie wiem, nie śledzę, dla mnie są one wyłącznie elementem fabuły.
Z kolei ja mam takie szczęście, że ostatnio trafiam na komiksy, w których jest dom na wsi i zagroda.
"Jonah Hex", "O Piaście Kołodzieju", "Asterix", "Poranek ściętych głów", "Kajko i Kokosz"... Nadreprezentacja szeroko rozumianej ludyczności czy tylko ja tak trafiam? 8)
Za dnia skromny wydawca komiksów. Jeśli jednak gdzieś w internecie atakowana jest ultralewicowa propaganda budzą się w nim mroczne demony lewactwa* przeobrażając go w nieustraszonego Kapitana ArekNARCHIĘ!!!
Jego główna broń to chybione cytaty z Wikipedii. Chroni go pradawna Tarcza Antyargumentowa.
Główny rewir działania: plugawe i zapomniane przez ludzi miejsce zwane jako Spec City.
Pierwszy zeszyt jego przygód w sprzedaży już niedługo.
Scenariusz i rysunki: M. Turek
*patrz zeszyt nr 4
Za dnia skromny wydawca komiksów. Jeśli jednak gdzieś w internecie atakowana jest ultralewicowa propaganda budzą się w nim mroczne demony lewactwa* przeobrażając go w nieustraszonego Kapitana ArekNARCHIĘ!!!
Jego główna broń to chybione cytaty z Wikipedii. Chroni go pradawna Tarcza Antyargumentowa.
Główny rewir działania: plugawe i zapomniane przez ludzi miejsce zwane jako Spec City.
Pierwszy zeszyt jego przygód w sprzedaży już niedługo.
Scenariusz i rysunki: M. Turek
*patrz zeszyt nr 4
Tak bardzo, bardzo ogólnie patrząc na komiksy w PL, to choćby:
2009 - Fun Home
2011 - Stuck Rubber Baby
Widzę, że od dłuższego czasu Admini mają wolne...
Bo jest to wątek (dla wielu nawet ulubiony tutaj) gdzie można poczytać krótkie subiektywne opinie na temat jakiegoś komiksu. Podczas gdy wasza dyskusja z włączonymi jakimiś ideologiami nie zmierza do niczego ciekawego i przynajmniej w tym wątku jest po prostu zbędna.
Już bez przesady, rozmowa jest o komiksach jakie właśnie czytał balech (konkretnym aspekcie), to nie jest dyskusja poza tematem. I kultura jest zachowana.
zerknij ponownie chociażby na poprzednia stronę do momentu wypowiedzi donT... pojawia się standard ostatnich miesięcy (może lat ?), gdzie wjeżdża wałkowany już kolejny raz konflikt światopoglądowy, którym osobiście ja już rzygam...
ale... przecież komiksy są światopoglądowe :) ich autorzy mają poglądy, ich treść wyraża masę poglądów - nie da się tego oddzielić - dlatego też komiksy powodują dyskusje :) ścieranie się opinii. Temu służy też sztuka :) I to jest w niej cenne - dont ma jednak niestety rację, że w mediach społecznościowych te wymiany poglądów prowadzą niestety donikąd, bo umysł jest w fazie walcz lub uciekaj. Tu liczy się wygrana (poczucie wygranej) i ilość lajków.W takim razie, ja proponuję przenieść tą jakże nic nie wnoszącą dyskusję do wątku Twojego wydawnictwa.
Piękna ciemność - Czytałem raczej pozytywne opinie o tym tytule, więc postanowiłem sprawdzić. I... sam nie wiem :D Nie do końca wiem, co przeczytałem. Tzn - ta pierwsza warstwa jest oczywista, ale pod spodem? Czy jest to krytyka ludzkiej natury? Kim jest postać, która pojawia się na początku komiksu? Jaka jest jej rola? Z każdą stroną ten komiks staje się dziwniejszy, mroczniejszy i bardziej... niepokojący. Odkładając go na półkę miałem poczucie niezrozumienia, ale też pewnego podziwu. Atmosfera stworzona w tym komiksie jest niepowtarzalna. Polecam nawet dla doświadczenia tejże.
Kim jest postać, która pojawia się na początku komiksu?Mówisz o postaci z okładki? Ja obstawiam
Ostatni Mohikanin - nie mogę doczekać się wersji Egmontu, żeby porównać ją z wersją węgierską z czasów PRL. Ta węgierska sprytnie przestawia kolejność niektórych wydarzeń z książki. To będzie ciekawy eksperyment.
Trudno mi jednoznacznie tytul ten ocenic, a juz tym bardziej polecic, bo ogromny potencjal serii zostal w pewnym momencie rzucony na pozarcie. Szkoda, bo gdyby calosc utrzymala poziom pierwszej polowy, bylaby genialna.
@Death: Dorzuć do tego Cesarzową Charlottę. Właśnie kończę czytać czwarty tom, uomatko, piękne to jest; Nury potrafi wzbudzić takie emocje (no ale ja jestem psychofanką, może nie powinnam się wypowiadać :D ), a Bonhomme przeszedł samego siebie... Bardzo, bardzo polecam już teraz 💙Będzie czytane, jedynka od premiery czeka na drugi integral. :)
Podczas lektury "Żyjącego boga" nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że niektóre ujęcia i pomysły już widziałem.Gdy czytałem "Ramiro" to ten kadr (z lewej) też mi się skojarzył ze wspinaczką Thorgala z "Trzech starców z kraju Aran".
Ja kiedyś pisałem o Terapii w innym wątku. I w mojej 4-stopniowej skali (znakomite, dobre, można, męczy) dałem "dobry".fajna skala, zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż skale 10 pkt
"Gigantyczna broda która była złem" - nagrodzony debiut Stephena Collinsa.
Bohaterem komiksu jest Dave, który pasuje jak trybik do jego uporządkowanego świata, dopóki broda nie wyrasta mu z twarzy, odcinając go od społeczeństwa. Pod tytułową brodą wiją się wszelkiego rodzaju lęki XXI wieku: strach przed imigracją, upadkiem jednorodności kulturowej, dewastacją ekologiczną — końcem określonego stylu życia. Bardzo przyjemny w oglądaniu komiks, bo tekstu w nim za wiele nie ma i to nawet dobrze bo za dużo teksu zakłóciłaby płynność przyswajania treści fabuły. A tak to oglądamy i smakujemy 😁
@Death: Dorzuć do tego Cesarzową Charlottę. Właśnie kończę czytać czwarty tom, uomatko, piękne to jest; Nury potrafi wzbudzić takie emocje (no ale ja jestem psychofanką, może nie powinnam się wypowiadać :D ), a Bonhomme przeszedł samego siebie... Bardzo, bardzo polecam już teraz 💙Wspaniały komiks i troszkę niedoceniony, mam wrażenie. Rysunki Bonhomme'a absolutny majstersztyk. Cesarzowa przepiekna na każdym kadrze. Czekam na drugi tom zbiorczy jak na zbawienie ;)
Goldorak
Francuska manga. Też by kto pomyślał. Spełnienie dzięcęcych marzeń ekipy wyszło lepiej jak Peterowi Jacksonowi wskrzeszanie King Konga. Wizualnie prezentuje się lepiej jak kreskówy oryginał z lat 70-tych. Postacie wyglądające na nieruchomych obrazkach atrakcyjniej jak w animacji. Na pewno gratka dla fanów wielkich robotów. Po przeczytaniu zabrałem się za 30 stron dodatków a żeby był dobry klimat puściłem w tle Pacific Rima by se leciał na ekranie gdy czytałem. Autorzy zrobili z prostego anime jakich było wtedy na pęczki anty-wojenne w wymowie dzieło, w duchu Uniwersal War. Co najmniej o klasę lepsze od ostatnio czytanej space opery - Acriborei.
Ostatni Mohikanin
Bardziej suche przeniesienie tekstu na ramki niż żywa opowieść. Jeszcze zaczyna sie od razu od wędrówek córek do obozu wycinając same powody jej zaczęcia, jakby nie można było dodać z kilka plansz tylko by zmieścić się w standardzie 46. Rysunki dość ładne ale też jakby standardowe, typowe do adaptacji a nie osobiste, będące jakimś artystycznym wyrazem autora. Ale jest wierny książce, prawda? To film pozmieniał szczegóły.
Nie do końca rozumiem sens całej tej serii, to jest do nastolatków którym się nie chce czytać książek czy żeby zrobić reklamę klasyków litaratury i by każde dziecko wiedziało co jest kanonem? Wojnę światów czy Wehikuł czasu mam zaadaptowane przez Andrzejewskiego. Są ze dwa filmy. Jeszcze brać tak skonwencjalizowane wersje książek, które i tak się całe nie mieszczą przy tak przyjętej ilości kartek? Chyba żeby wzięli na tapętę coś nietypowego, np. "Solaris" Lema.
Ostatni Mohikanin
Bardziej suche przeniesienie tekstu na ramki niż żywa opowieść. Jeszcze zaczyna sie od razu od wędrówek córek do obozu wycinając same powody jej zaczęcia, jakby nie można było dodać z kilka plansz tylko by zmieścić się w standardzie 46. Rysunki dość ładne ale też jakby standardowe, typowe do adaptacji a nie osobiste, będące jakimś artystycznym wyrazem autora. Ale jest wierny książce, prawda? To film pozmieniał szczegóły.
Nie do końca rozumiem sens całej tej serii, to jest do nastolatków którym się nie chce czytać książek czy żeby zrobić reklamę klasyków litaratury i by każde dziecko wiedziało co jest kanonem? Wojnę światów czy Wehikuł czasu mam zaadaptowane przez Andrzejewskiego. Są ze dwa filmy. Jeszcze brać tak skonwencjalizowane wersje książek, które i tak się całe nie mieszczą przy tak przyjętej ilości kartek? Chyba żeby wzięli na tapętę coś nietypowego, np. "Solaris" Lema.
Dziesięciocentówka nieskończoności - spodziewałem się, że to będzie słabe dlatego wziąłem tylko wersję gigantową i wszystko się sprawdziło. Gówno owinięte w złoty papierek (przesadzone wydanie). Scenariusz wygląda jak skrypt większej historii lub streszczenie w stylu tych co były do szkolnych lektur. Przez to nie przywiązuje się żadnej wagi do bohaterów, ich "przygód". Rysunki też przez to nawalone postaci, szczegółów, ciężkie w odbiorze. Kto jeszcze nie kupił, a się zastanawia z całego serca odradzam, ew. wziąć tanią wersję gigantową. 2/10Zupełnie nie rozumiem, skąd tyle negatywnych emocji w stosunku do tego komiksu. Historia, która w niczym nie ustępuje normalnym komiksom z Gigantów, a ludzie są jacyś totalnie uprzedzeni. Dla mnie lektura była bardzo fajna.
Zupełnie nie rozumiem, skąd tyle negatywnych emocji w stosunku do tego komiksu. Historia, która w niczym nie ustępuje normalnym komiksom z Gigantów, a ludzie są jacyś totalnie uprzedzeni. Dla mnie lektura była bardzo fajna.
DRCL midnight children - genialny mangaka SAKAMOTO Shinichi - reinterpretuje mit o Draculi i polewa to masą różnych innych inspiracji o istotach pijących ludzką krew. Seks i przemoc, perwersje i stylowe rysunki. 4 tomy póki co, polecam też jego wcześniejsze mangi.
(https://i.imgur.com/SwTuKnz.png)
obrazek tylko dla dorosłych
Skanlacja. Ale mam dobre wiesci. Bedzie po polsku.
A ta o ktorej pisze w 2024 miala nominacje do Eisnera :)To tym bardziej omijać, tego typu nagrody są upolitycznione, dobiera się do jury właściwych ludzi.
To tym bardziej omijać, tego typu nagrody są upolitycznione, dobiera się do jury właściwych ludzi.O, możesz podać przy jakich nagrodach dobiera się do jury niewłaściwych ludzi? Chętnie bym się zapoznał z czymś takim.
Nie wiem ale z góry zakładam, że tak jest, życie mnie nauczyło, że tam gdzie kasa, nie ma przypadków. Co, już się nakręciłeś, że mi zrobisz wykład o polskich nagrodach komiksowych? ;D te nasze mało kogo obchodzą.Zadałem ci proste pytanie, które podważa twoje "tezy". Jeśli nie potrafisz na nie odpowiedzieć, to po prostu zamilcz. Te swoje buraczane "dopowiedzenia" zostaw sobie dla równie anonimowych dla kolegów z podwórka.
Zadałem ci proste pytanie, które podważa twoje "tezy". Jeśli nie potrafisz na nie odpowiedzieć, to po prostu zamilcz. Te swoje buraczane "dopowiedzenia" zostaw sobie dla równie anonimowych dla kolegów z podwórka.Nic nie podważyłeś i nie rób offtopu.
Nic nie podważyłeś i nie rób offtopu.Na razie to ty robisz offtop, wypisując jakieś farmazony o "właściwych" i "niewłaściwych" jurorach.
O, możesz podać przy jakich nagrodach dobiera się do jury niewłaściwych ludzi? Chętnie bym się zapoznał z czymś takim.
Obecnie? To wszystkie. Jeżeli twój film/książkia/gra nie wypełnia odpowiednich checkpointów albo jesteś po nieodpowiedniej stronie politycznego spektrum to nie jesteś nawet brany pod uwageMając na uwadze, że w chwili obecnej są setki, tysiące nagród, przyznawanych przez różne gremia (polityczne, społeczne, religijne, kulturowe etc.), ciężko jest mi sobie wyobrazić, że ktoś z uporem szaleńca będzie się pchał ze swoją twórczością tylko w "nieodpowiednie" miejsca. Ale widocznie jest coś, o czym ja nie wiem, a wy wiecie, ale nie chcecie (nie potraficie?) tego zwerbalizować?
Możecie skończyć offtop i przenieś swoją dyskusje gdzieś indziej?Pewnie :)
Są u mnie komiksy które po kupieniu trafiają na hałdę wstydu i czekają na swoją kolej, ale też jest grupa komiksów które od razu po kupieniu idą u mnie do czytania, nawet jeśli jestem w trakcie innej lektury. Takimi komisami są już od dłuzszego czasu komiksy Gartha Ennisa, więc jak tylko przyszedł 1 tom serii Fury MAX, nie było opcji aby sobie leżał i czekał, pomimo że obie zawarte historie znałem.U mnie analogiczna sytuacja (z tą różnicą, że nie czytałem wcześniej "Peacemakera"). Wczoraj skończyłem czytać, też mam w planach wrzucić szerszą opinię, ale tak pokrótce - pierwsza historia bardzo fajna (choć to już któraś powtórka i poprzednimy razy mi tak nie siadło), druga lekko rozczarowująca.
druga lekko rozczarowująca.Może dlatego że Peacemaker był wydany w Marvel Knigts, a nie w MAX, przez co cała brutalność nie jest tak widowiskowa, ona nadal tam jest, jednak nie tak dosłowna jak w mini serii Fury. Podobna sytuacja z dialogami, nie są tak siarczyste, brak przekleństw i cała historia jest bardziej wyważona, aby była dla dostępna dla młodszego odbiorcy docelowo. Ale mam też wrażenie, że jakby tam była ciągłość fabularna zamiast przeskoku czasowego (choć rozumiem zamiar Ennisa, bo chciał wyjaśnić skąd Fury zna feldmarszałka), też inaczej by się ją czytało, bo tak są jakby dwie historie (jedna w Afryce i druga w Europie).
Jak podobał Ci się Stray Dogs, to polecam Feral tych samych autorów. Historia trzech domowych kotów, próbujących przetrwać w czasie epidemii zombie.
Mały minus dla Magnetic Press za większy o kilka milimetrów rozmiar komiksu niż wcześniejsze tomy kolekcji.Chyba miales pecha. Ja mam wszystkie rownej wysokosci.
CZCIĄCE, powiadasz. CZCIĄCE W KTÓREJ BYŁY NAPISANE.Ja swoje pismo miałem problem odczytać w latach szkolnych :P ale pisma kilku różnych osób były dla mnie jak najbardziej czytelne, to w ODHPL zdecydowanie do nich nie należało. Mea pulpet z "
Ponad pół życia pisałem ręcznie, odczytywałem pismo ręczne innych i jakoś nie mam problemu z tą czcionką, którą napisano te listy.
Niczego nie trzeba dogłębnie tłumaczyć. Od lat 90. jest zmasowana inwazja angielskich słów w wielu branżach. Teamy robią targety, ale bez dobrego supportu od managementu i takie tam. Zakończę swojskim, że z mojej strony EOT. :-DMi się nóż w kieszeni otwiera, jak słyszę że zamiast spotkania/zebrania mamy meeting.
Mi się nóż w kieszeni otwiera, jak słyszę że zamiast spotkania/zebrania mamy meeting.Ja też nie lubię słowa meeting, ale: weekend, online, menu, pizza, radio, są spoko.
Według mnie to lektura wręcz obowiązkowa dla fanów Gwiezdnych Wojen, kina i szanujących się komiksiarzy.
Z całym szacunkiem fajne jest dzielenie się opiniami, ale to w boldzie można już było sobie darować ; )
Najwyraźniej nie jestem szanującym się komiksiarzem, co moim zdaniem jest opinią nieco na wyrost ; )
Wątek zmartwychwstania i dla mnie jest ciężki do przełknięcia, jako że jest naznaczony wadą logiczną.
(...) Brakuje mi tylko rysu historycznego jak ta seria powstawała. Dodatki też by sie jakieś przydały.
Tak czy inaczej - bardzo polecam Blueberrego!
Ja nie miałem wcześniej styczności z Blueberrym, wziąłem ostatnio na warsztat "Zaginionego jeźdźca" i okazał się dość ramotowaty. Ale po tym co piszecie, to może spróbuje jeszcze raz wejść w tę serię (o ile ją gdzieś znajdę). Od "Młodości Blueberryego" jak się domyślam nie warto zaczynać?Nie jest tak źle. Może nawet warto od Młodości zacząć, by potem jeszcze bardziej docenić te opisane wyżej.
Ja nie miałem wcześniej styczności z Blueberrym, wziąłem ostatnio na warsztat "Zaginionego jeźdźca" i okazał się dość ramotowaty. Ale po tym co piszecie, to może spróbuje jeszcze raz wejść w tę serię (o ile ją gdzieś znajdę). Od "Młodości Blueberryego" jak się domyślam nie warto zaczynać?ja bym nie radził od "Młodości". Nie żeby było źle i dodupy, nienie... ale chyba lepiej "na zachętę" od tych najlepszych wśród klasyków: [jeśli dostępne,] to weź na początek któryś z egmontowych integrali nr 1, 2 lub 3. Jeśli to "nie zaskoczy", to znaczy, że nie ma co dalej próbować.
Ardalen to komiks jedyny w swoim rodzaju, niesamowicie klimatyczny, z fabula biegnaca swoim wlasnym, niespiesznym tempem. Wprowadza czytelnika w melanchonijny nastroj, zmusza do refleksji i co chyba najwazniejsze przywoluje wspomnienia. Stawia teze, ze to one stanowia o to kim jestesmy, a takze jak postrzegaja nas inni. Historia choc nieskomplikowana, dostarcza sporo niedopowiedzen, zachecajac do wlasnej interpretacji pewnych watkow, ktorymi autor po mistrzowsku zongluje mieszajac rzeczywistosc ze snami i wydarzeniami z przeszlosci. Szata graficzna wspaniale uzupelnia genialny scenariusz. Rysunki, a wlasciwie malunki sa po prostu przesliczne, wiele z nich to male dziela sztuki. Mam nadzieje, ze dostaniemy wiecej komiksow tego autora i jesli beda tak dobre jak Ardalen, to chce je wszystkie.Z jednym się nie zgodzę. Moim zdaniem wszystko się spina i wyjaśnia. Fabuła nie jest może ułożona chronologicznie ale w ostatecznym rozrachunku cała historia się ładnie układa. Poza tym pełna zgoda. :)
Bardzo polecam.
Edit: literowka
Czwarta historia powstała już jako komiks rocznicowy, podobnie jak ten Nucciego, na 10 jubileusz. Imo jest już dużo słabsza, ale za to obwiniam Micheliniego, który jest dla mnie personifikacją wszystkich złych elementów włoskich komiksów z lat 80/90 - naiwności, lekceważenia inteligencji czytelnika i karty członkowskiej stałego bywalca w klubie "deus ex machina".No fabuła jest totalnie naciągana. Ratują to te wstawki z przełamaniem czwartej ściany, bo dzięki nim można uznać, że autorzy zrobili to świadomie, ale w drugiej połowie komiksu to znika. A myślę, że gdyby poszli za ciosem, to dużo lepiej by to wypadło jako taka w pełni zabawa konwencją albo zgrywa z kontynuacji wymuszanych przez wydawców/fanów.
Komiks Nucciego to, jak zresztą napisałeś, odhaczanie kolejnych elementów nostalgii. Czytałem to na bieżąco, tydzień w tydzień, i nie zaraz po komiksach De Vity, więc mogę mieć lekko inny odbiór, nie czułem przesytu.To na pewno. Pewnie gdybym przeczytał oryginalny "Miecz z lodu" w dzieciństwie, to też trochę inaczej bym ją odebrał, aczkolwiek poza byciem laurką niewiele oferuje.
To, że dostaliśmy to dopiero teraz, zabiera dużo z przełomowości, choćby pod względem postaci Goofiego. To właśnie "Miecz z lodu" jest źródłem jego zmiany ze skrajnego idioty na ekscentryka, z którym często może się utożsamić czytelnik. Pokusiłbym się nawet o powiedzenie, że staje się głosem czytelnika przeciw przemądrzałemu Mikiemu, który wszystko chce zrobić idealnie.No Goofy miał tu kilka fajnych momentów, miejscami humor z jego udziałem bardzo udany.
Porównałem sobie, jak nasze wydanie wypada w konfrontacji ze skanami amerykańskiej edycji w "Disney Masters" i no cóż, ten komiks mógł wyglądać dużo lepiej.
Po prostu istnieje pewna osobna grupa odbiorców literatury historycznej.Przychylam.
Po prostu istnieje pewna osobna grupa odbiorców literatury historycznej. Przykładają oni większą uwagę do realiów i szczegółów nawet kosztem fabuły. Raczej dla takiego odbiorcy jest Vasco. Autor np. dużą uwagę przykłada do architektury.
Skorpion to taka raczej płytka przygodówka, dosyć disneyowska. Jeśli kogoś nie interesuje epoka, tylko jakakolwiek historyjka byle kiedy i byle gdzie z ładnym konikiem w tle.
Przeczytałem ostatnio kilka komiksów
1629 albo przerażająca historia rozbitków z Dżakarty. Aptekarz diabła - 6/10 (...) To mój pierwszy komiks Dorrisona.
Jupiter's Legacy: Dziedzictwo Jowisza, tom 1. 7/10. Interesujący komiks akcji o superbohaterach, będący dekonstrukcją gatunku w przyjaznym ujęciu. Po pierwszym tomie byłem zaciekawiony tym, co będzie dalej. Bardzo dobra produkcja w obrębie gatunku.
Piotruś Pan, Loisel, 5/10. Totalne rozczarowanie. Przez pierwsze cztery części ciężko jest w ogóle przebrnąć. Nudy na pudy. Ostatnie dwie części zamykające integral nieco przyspieszają z akcją, która wreszcie zaciekawia, ale niestety to zbyt mało, by zmienić ogólną miałkość historii. Zdecydowanie czegoś zabrakło. Rysunki dla fanów Loisela z pewnością bardziej niż zadowalające. Ładne kolory.
pod tym względem mnie 1629 rozczarowało, jest tak nowoczesno-generycznie..
Funky dwa pierwsze albumy to jest miód :) skasować kolejne tomy i niech Rafał Szłapa z dobrym scenarzystą zrobią sensowny ciąg dalszy walki agencji wywiadowczych ;)3 tom skasować? Świetny jest przecież! Nie arcygenialny jak 1 i 2 ale świetny. 4 skasować. I żadnego Szłapy bo nie udźwignął graficznie.
(https://scontent-waw2-2.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/487454463_122125149080630232_2809382566774065016_n.jpg?stp=dst-jpg_s720x720_tt6&_nc_cat=100&ccb=1-7&_nc_sid=127cfc&_nc_ohc=pzW126n8ku8Q7kNvwEcqH41&_nc_oc=AdlGLy70cIGhdtuR5LW56JTwzQPJu1WzHzbIZpdtYwqsFNa-RsHMLkH9e8Jw64yXwyI&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-2.xx&_nc_gid=sQ945b-32HcM3MJ8Kk_V6w&oh=00_AfGhysWp5RadfQ02CzIWzK0y0SpvdDk80NoSsiFGG7h61A&oe=67FC2689)
(https://scontent-waw2-1.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/487086469_122124386168630232_8615862294725055505_n.jpg?stp=dst-jpg_s720x720_tt6&_nc_cat=108&ccb=1-7&_nc_sid=127cfc&_nc_ohc=UicKYGFK3jcQ7kNvwFuG1Z_&_nc_oc=AdnM2yNGk8g6BuYZvf-Ds1Uf3nMXsKMrWnx3geBwLSZ5-hSBHTjlAGaWhJE9teey_LM&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-1.xx&_nc_gid=sQ945b-32HcM3MJ8Kk_V6w&oh=00_AfEoO6kKaGJUweeAkgWMmu48hLuPFOIBUNkNHvDYxNTapA&oe=67FC254F)
Przychylam.No, no. Na pewno ;) Szczególnie pod względem graficznym.
Vasco jest jak pieczona kaczka z kluskami u mamy, a Skorpion jak hod dog na tankszteli.
...
wiem, że porównanie z dupy, ale na szybko nic lepszego nie przyszło mi do głowy. :P
Zbyt ambitne plany miał Caza?Tak, przerósł nas ten kiczowaty słowotok i seksualne aluzje na poziomie fantazji niewyżytych gimnazjalistów.
Hmm, a moze to nie wina albumu Cazy, choć to oczywiście już leciwe opowieści, ale waszego podejścia? Zbyt ambitne plany miał Caza? Nie wszystko musi być lekko strawne, byle przeczytać bez wysiłku dostrzegając po drodze jedynie wstawki z rozebranymi babkami...
Tworczosc Cazy znam od dawna. Czytalem Scenki, Arkadiego (na razie tylko tom 1) oraz The Age of Darknes. Kazdy z tych albumow to kapitalna lektura na wysokim poziomie, gdzie warstwy graficzna oraz fabularna idealnie ze soba wspolgraja. Nie uwazam zatem, abym mial "nieprawidlowe podejscie" w stosunku to Arché • Lailah, ktore sugerujesz w swojej wypowiedzi. Po prostu, znajac jego kilka innych tytulow oczekiwalem czegos na podobnym levelu i nie, nie ma to zadnego zwiazku z tym czy jest / nie jest to lekkostrawne, a juz tym bardziej z rozebranymi babami.
Bo opowieść komiksowa, jak każde wypracowanie, obowiązkowo musi posiadać wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Oczywiście całość powinna tworzyć tak zwaną fabułę, która można opowiedzieć po skończonej lekturze i każde odstępstwo od tych zasad to jest zbrodnia na sztuce ;)Nie musi.
A jak sobie wyobrażasz reinterpretacje mitów i podań biblijnych, pełnymi garściami czerpanymi odwolonaimi do Tory, Bibli, Koranu i Wedy itp? Kurka, podszedł ambitnie do bardzo trudnej tematyki.No są to reinterpretacje mitów i podań, są odwołania do historii biblijnych i demonologii, jasne. Założenie może być dobre, wykonanie niekoniecznie. Poza tym nie wiem, co miałoby w tym być przesadnie trudnego do zrozumienia ani czy jest to aż takie ambitne. Zastanowiłbym się też, czy głosy byłyby takie same, gdyby na okładce widniało inne nazwisko.
"Arche / Leilah" Cazy
Świetny zbiór krótkich historii stworzonych przez Cazę w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Czyli prawie 50 (!) lat temu. To właśnie Caza i inni z "Metal Hurlant" zmieniali komiks, szukali nowych form wyrazu, ekspresji. Używali tematów tabu, szokowali. Zwracali uwagę na problemy, o których inni nie mogli lub bali się opowiadać. Graficznie też była to nowość, coś świeżego. Dziś niektórym (młodemu pokoleniu?) wydaje się, że to jakiś bełkot, nic nowego. Ale należy spojrzeć na ten zbiór z innej perspektywy. Bo niektóre opinie przypominają mi niesławną recenzję "Powrotu Mrocznego Rycerza", gdzie recenzujący uznał zabieg z tv za wtórny, bo widział to już w "Spawnie"... Dla mnie to ważny i świetny zbiór, do którego będę wracał wielokrotnie. Nawet może "czytać" same rysunki, bez tekstu, bo one same opowiadają dużo. Można też podziwiać poszczególne kadry, bo weszły one do kanonu komiksu i wielu się nimi posiłkuje, czasem nie zdając sobie z tego sprawy. Plus jeszcze za artykuł na końcu. Fajnie opisuje inspiracje autora, jego zamysły. Lubię takie dodatki. Gorąco polecam! 9/10
Ja od siebie dodam moja starą krótką opinie.No i ja tę opinię szanuję, bo mimo że masz inne zdanie i w danym dziele widzisz co innego niż ja, to nie odbieram jej jako głupiego przytyku i przekonywania, że autor wielkim komiksiarzem był.
Podobny case - Hellblazer. Bardzo lubię świat, postać, ogólną ideę przyziemnego horroru. Natomiast run Delano jest dla mnie nie do przejścia - grafomański, przegadany, napisany ciężko, w afektowanym, młodopolskim stylu.
Wystarczy sięgnąć do posłowia, gdzie znajdziemy wprowadzenie dla każdego, kto chce zgłębić temat. Ocenianie Arché Lailah bez uwzględnienia kontekstu historyczno-kulturowego, to jak wręczyć małpie książkę i po tym jak ją wypluje, stwierdzić, że niedobra.
Plansze wrzucone przez Castiglione prawdopodobnie nawiązują do Reichowskiej wizji orgonu (orgone energy) – mistycznej i wszechobecnej energii życia, która według Wilhelma Reicha miała przenikać materię i psychikę. Arché Lailah to nie klasyczne narracje z puentą, tylko coś w rodzaju graficznej medytacji nad tym, co ukryte pod powierzchnią.
Wystarczy sięgnąć do posłowia, gdzie znajdziemy wprowadzenie dla każdego, kto chce zgłębić temat. Ocenianie Arché Lailah bez uwzględnienia kontekstu historyczno-kulturowego, to jak wręczyć małpie książkę i po tym jak ją wypluje, stwierdzić, że niedobra.
Plansze wrzucone przez Castiglione prawdopodobnie nawiązują do Reichowskiej wizji orgonu (orgone energy) – mistycznej i wszechobecnej energii życia, która według Wilhelma Reicha miała przenikać materię i psychikę. Arché Lailah to nie klasyczne narracje z puentą, tylko coś w rodzaju graficznej medytacji nad tym, co ukryte pod powierzchnią.
Wystarczy sięgnąć do posłowia, gdzie znajdziemy wprowadzenie dla każdego, kto chce zgłębić temat. Ocenianie Arché Lailah bez uwzględnienia kontekstu historyczno-kulturowego, to jak wręczyć małpie książkę i po tym jak ją wypluje, stwierdzić, że niedobra.No małpy być może lubią takie rozwleczone monologi o odbycie Boga i kosmicznej kloace.
Plansze wrzucone przez Castiglione prawdopodobnie nawiązują do Reichowskiej wizji orgonu (orgone energy) – mistycznej i wszechobecnej energii życia, która według Wilhelma Reicha miała przenikać materię i psychikę. Arché Lailah to nie klasyczne narracje z puentą, tylko coś w rodzaju graficznej medytacji nad tym, co ukryte pod powierzchnią.
No małpy być może lubią takie rozwleczone monologi o odbycie Boga i kosmicznej kloace.
Ten drugi akapit to sam napisałeś czy AI?
Najsłabszy tom za Gościnnego to chyba Wielka przeprawa ale to było pisane u schyłku kariery pana Gościnnego więc jestem w stanie zrozumieć spadek formy,u schyłku kariery? :P
Najsłabszy tom za Gościnnego to chyba Wielka przeprawa
Kleopatra też super. Szczególnie pierwsze wydanie z opisem na okładce na styl filmu z Taylor. Potem, chyba, nie zrobili czegoś takiego.
Ja ostatnio powtórzyłem sobie cały run Ennisa i jak początek jest świetny, to potem poziom leci bardzo w dół, a sama końcówka tj. wizyta Constantine w Stanach i Rake at the Gates of Hell to już jest męka. Widać natomiast, że już wtedy autor miał potencjał, co udowodnij później w Kaznodzieji.
Jean-Pierre Gibrat - "Matteo".to ciekawe, co piszesz. Swego czasu, w erze nielegalnych lektur skanlacyjnych (z braku-laku oficjalnych edytorów) Gibrat zrobił na mnie całkiem duże wrażenie właśnie Lotem kruka oraz spinoffowym Le sursis (W ukryciu). https://www.bedetheque.com/serie-40-BD-Sursis.html
Wydany kilka dobrych la temu "Lot Kruka" zachwycił mnie warstwą wizualną ale dosyć mocno znużył scenariuszem w którym [...]
to ciekawe, co piszesz. Swego czasu, w erze nielegalnych lektur skanlacyjnych (z braku-laku oficjalnych edytorów) Gibrat zrobił na mnie całkiem duże wrażenie właśnie Lotem kruka oraz spinoffowym Le sursis (W ukryciu). https://www.bedetheque.com/serie-40-BD-Sursis.htmlmuszę sobie odświeżyć "Lot Kruka" :) "W Ukryciu" mam nadzieję, że niebawem zostanie wydany a co do "Pinokii" to wiem, znam ale nie czytałem. Wyprzedała się za szybko, niemniej ze względu na rysunki chciałbym zakupić. Do kolekcji Gibrata po prostu.
Po latach bardzo się ucieszyłem z polskiego wydania (nawet wydaje mi się, że założyłem tu wątek Gibrata, ale teraz go nie znajduję, być może było to na starym forum), no ale po nabyciu drogą kupna naszej wersji i po przeczytaniu pierwszego tomu, jakoś mi się odechciało czytać dalej. Nie był to też efekt innego tłumaczenia, po prostu jakby przestało mnie to zachwycać, dziwne - u mnie to rzadki efekt. I jakoś też mnie wówczas nie zdziwił brak zachwytów na forum. Natomiast do dziś pamiętam, że ten drugi (wcześniejszy) tytuł zapamiętałem jako "lepszy". Przy okazji nie/warto przypomnieć, że w PL ukazał się jeszcze 1 tytuł rysowany przez Gibrata: https://gildia.pl/333505-pinokia.html
Tego tytułu nie polecam :) choć widzę, że w przeciwieństwie do Lotu kruka się już wyprzedał.
W czwartym tomie wydanym na naszym rynku znajduje się sporo metakomiksowej treści - bohaterowie czytają komiksy, które poznajemy razem z nimi, a w drugiej części tego odcinka miejscem akcji jest konwent komiksowy, gdzie autorzy przybliżają zagadnienia związane z przemysłem komiksowym i jego brudnymi sekretami. To nadal bardzo udany zbiór, choć nieco mniej niż poprzednie odcinki. Być może za dużo komiksu w komiksie?W pełni się zgadzam. Jak poprzednie tomy w większości bardzo mi się podobały, tak ten odebrałem mocno średnio. Ale mnie ogólnie irytują tego typu motywy, jakieś tanie mi się to wydaje - że jak komiks, to i bohaterowie muszą komiksy czytać, rysować bądź w inny sposób być z nimi związanymi.
Ktoś kiedyś mi napisał, chyba Sędzia, że jeśli fabuła ma główne znaczenie dla czytelnika, to nie ma sensu czytać komiksów zamiast książek, nie do końca się z tym zgadzam ale ten komiks to idealny przykład dla tej tezy.
Nie ja. Dla mnie fabuła w komiksach ma główne znaczenie. Chyba w odpowiedzi na taką moją wypowiedź pojawiła się właśnie ta teza, którą przywołałeś.
Przeczytałem na razie tylko tom pierwszy, ale był tak głupi, że chyba całym tym komiksem pierdzielnę.proponuje wstrzymac się z ocena, aż przeczytasz calość.
Nie wiedziałem gdzie to wrzucić, żeby nie umknęło
UW1 nie jest głupi - może się wydawać taki po pierwszym tomie, no ale jest jeszcze tom 2, który kroczy w dość nieoczekiwaną stronę. Owszem, to dalej żonglowanie kliszami, ale końcowy wydźwięk jest całkiem mądry, humanistyczny wręcz. A że po drodze bohaterowie zachowują się jakby mieli całe spektrum borderline'ów i działali nielogicznie to insza inszość.Nie miałem na myśli konkretnie tego komiksu. Po prostu niezbyt się zgadzam z argumentem, że jak mamy do czynienia z filmem/książką/komiksem rozrywkowym, to już takie kwestie jak wewnętrza spójność, logika wydarzeń czy zachowań bohaterów nie mają znaczenia, bo według mnie mają i rozrywkowy charakter utworu tego nie zmienia. Co innego, gdy absurdalność jest celowa lub to kwestia konwencji utworu, a co innego, gdy wynika z leniwego pisania scenariusza.
Więc tak, przygodówki mają to do siebie, że szturmowcy nie potrafią trafić do celu w odległości trzech metrów.Nie analizowałbym tego, po prostu taka rola szturmowców w filmie, że ma być ich dużo i mają ginąć. Podobnie jak ich pancerze, jedno trafienie i są wyeliminowani z walki, ale fajnie wyglądają.
Z logiką w dziełach popkulturowych (książkach, komiksach, filmach) jest ten problem, że traktujemy jako nielogiczne coś tylko dlatego że sami byśmy zrobili to inaczej i zakładamy, że sami w życiu kierujemy się logiką, nie emocjami.No tak, pewnie że jakieś umowności muszą mieć miejsce. Ale to co innego niż sytuacja, gdy postacie podejmują najgłupsze możliwe decyzje, bo scenarzysta idzie na łatwiznę bądź nie ma pomysłu, jak inaczej popchnąć fabułę do przodu.
Gdyby konstruować fabuły pod względem logiki to przypominałyby te bekowe filmiki na YT typu rodzina przeprowadza się do nowego domu, słyszy jakieś hałasy na strychu, więc nie bawi się w rozpakowywanie bagaży, tylko zawija się z powrotem i następują napisy końcowe.
Więc tak, przygodówki mają to do siebie, że szturmowcy nie potrafią trafić do celu w odległości trzech metrów.
Pamiętam, że UWO 1/2 było dla mnie rozczarowaniem. Stereotypowi bohaterowie z durnymi rozwiązaniami fabularnymi
I jak to bywa z zabawami z czasem, nietrzymające się logiki. Ogólnie typowy średniak, który nie wiedzieć czemu
urósł do rangi czegoś większego.
No, badania Sherifów potwierdzają raczej wizję Goldinga. Co prawda oni tam konflikt podkręcali, ale to pokazuje że wystarczy niewielki wyzwalacz i już potem samo idzie.Nie wiedziałem o tym doświadczeniu, albo wypadło mi z głowy, także dzięki, będę miał o czym poczytać :)
Daredevil 1-4 Waid - bardzo bardzo słabe. Jedyną zaletą tego runu jest to, że nie jest to Diggle, którego run to straszny gniot. Natomiast Waid kompletnie nie czuje klimatu Daredevila. Bardzo nie polecam.Dlaczego nie czuje klimatu DD? Wg mnie czuje go bardzo dobrze.
Dlaczego nie czuje klimatu DD? Wg mnie czuje go bardzo dobrze.
Dla mnie DD to Bendis i Brubaker, a wcześniej Miller. Waid zrobił natomiast komiks zupełnie w innym, lekkim, niestrawnym dla mnie klimacie.Wiesz, że DD to nie tylko Bendis, Brubaker i Miller? To także Stan Lee czy Roy Thomas i run Waida nawiązuje właśnie do takiego klimatu serii, bardziej lekkiego. Mimo że Waid nie nurza bohatera w mroku i brudzie, aby historia miała ciężki klimat noir to jednak i tak go na swój sposób męczy go psychicznie, co bardziej kontrastuje z tym jaka jest ta seria i jak wygląda. Twoje wcześniejsze stwierdzenie, że "nie czuje klimatu Daredevila" jest wg mnie mylące. On to robi na swój sposób, oddają w pewnym stopniu hołd twórcom tej postaci.
Wiesz, że DD to nie tylko Bendis, Brubaker i Miller? To także Stan Lee czy Roy Thomas i run Waida nawiązuje właśnie do takiego klimatu serii, bardziej lekkiego. Mimo że Waid nie nurza bohatera w mroku i brudzie, aby historia miała ciężki klimat noir to jednak i tak go na swój sposób męczy go psychicznie, co bardziej kontrastuje z tym jaka jest ta seria i jak wygląda. Twoje wcześniejsze stwierdzenie, że "nie czuje klimatu Daredevila" jest wg mnie mylące. On to robi na swój sposób, oddają w pewnym stopniu hołd twórcom tej postaci.
Dobranoc, Punpunie 1-7
Najbardziej poj#$@na rzecz, jaką kiedykolwiek przeczytałem. Depresyjna, przygniatająca i niesamowicie ciężka manga. Głównego bohatera poznajemy jako dziecko. Chłopak jest wychowywany w dysfunkcyjnej rodzinie. Nie radzi sobie z emocjami, zaczyna obwiniać się za wszystkie wydarzenia, na które w ogóle nie miał wpływu. Obserwujemy jego dzieciństwo, naukę w szkole podstawowej, etap w szkole średniej, dojrzewanie i wejście w dorosłość. Punpun pogrążony jest w ogromnej depresji, nie radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami. Stopniowo staje się pochłaniany przez mrok krążący w jego umyśle. Przez siedem tomów łudziłem się, że główny bohater wyjdzie z tego bagna i jakoś poukłada sobie życie. Zakończenie mną wstrząsnęło.
Kreska Asano jest fantastyczna, bardzo szczegółowa i pełna detali. Widać, że rozkład kadrów i ich konstrukcja była strannie przemyślana przez artystę. Mangę jednocześnie polecam, ale i przestrzegam przed czytaniem ze względu na bardzo negatywny ładunek emocjonalny.
Nie jestem w stanie podać oceny liczbowej.
PS. Istnieje kilka/wiele wersji okładki tego komiksu.Co wiąże się też z różnymi pierwszymi opiniami umieszczonymi na skrzydełkach.
Mnie Punpun zniszczył totalnie i zaskoczył. Sam nie wiem, czemu kupiłem pierwszy tom mangi, o której nic wcześniej nie słyszałem. A mang prawie w ogóle nie kupuję. Po pierwszym tomie natychmiast kupiłem pozostałe i całość pochłonąłem ekspresowo. Najlepsza manga, jaką czytałem. Dziwne, że odbiłem się od innej serii tego autora, o której słyszałem dużo pozytywnych opinii czyli od Dead Dead Demon's Dededede Destruction.Mnie wynudzil. Pierwszy tom najlepszy, potem mialem wrażenie ze wszystkie wątki sa wymuszone, a plot twisty wynikają wyłącznie z potrzeby wzbudzenia jakichś emocji u czytelnika, a nie z fabuły czy budowy postaci. Przeczytałem 7 tomów i z Inio Asano dałem sobie spokój na wieki. Na plus bardzo fajny i klimatyczny wizualnie.
Skoro piszecie w tym kontekście o Kwiatach zła, to spróbuję.
Mnie Punpun zniszczył totalnie i zaskoczył. Sam nie wiem, czemu kupiłem pierwszy tom mangi, o której nic wcześniej nie słyszałem. A mang prawie w ogóle nie kupuję. Po pierwszym tomie natychmiast kupiłem pozostałe i całość pochłonąłem ekspresowo. Najlepsza manga, jaką czytałem. Dziwne, że odbiłem się od innej serii tego autora, o której słyszałem dużo pozytywnych opinii czyli od Dead Dead Demon's Dededede Destruction.Zamiast Kwiatów Zła, spróbuj Krew na Szlaku tego samego autora. Dla mnie tytuł lepszy niż Punpun, który jak najbardziej jest genialny.
Skoro piszecie w tym kontekście o Kwiatach zła, to spróbuję.
Swiat Arkadiego tom 2 czyli kontynuacja Cazowego opus magnum, to zdecydowane, 100% wyjscie z tarcza. Dla mnie dyszka.A ja mam dokładnie odwrotne przemyślenia.
Doom Patrol 2 - 6/10.
Kilka ciekawych motywów, szczególnie tych humorystycznych, ale niektóre wątki, zwłaszcza ten wojny kosmicznej, ciągnącej się przez kilka zeszytów, są trochę nużące. Ponadto Morisson powtarza często jeden schemat: bohaterowie bądź narratorzy wypowiadają dużo dziwnych słów, pozornie niezwiązanych ze sobą, niejako strumieniując świadomość. Tylko gdy czytam ten zabieg kilkanaście razy to jest to po prostu nudne. Z drugiej strony, scenarzysta z pewnością ma multum ciekawych pomysłów, które mniej lub bardziej umiejętnie próbuje przełożyć na język komiksu, i to superbohaterskiego; ich odkrywanie na kolejnych stronach komiksu potrafi dostarczyć wiele frajdy, jeśli tylko zawierają choć trochę sensu.
Błędne koło
(...) Samo zakończenie było takie... meh. Komiks ratują tylko świetnie rysunki Bermejo.
Ocena: 6,5/10
A mi się samo zakończenie (ostatnia plansza czy wręcz ostatni kadr) bardzo podobało. Nadrobiło to co stracone było przez tą ich ganianinę wcześniejszą.
Rysunki Bermejo wg mnie są jeszcze bardziej plastikowe niż normalnie (te w jego "tradycyjnym" stylu), na szczęście poszalał i stylów jest kilka i tamte już na plus.
Ogólnie całość oceniłbym naciągając minimalnie na 8/10.
DRUIDZI kolejna opowieść o celtyckich i arturiańskich ( w mniejszym stopniu ) legendach wydana przez Lost in Time. Fabuła jest w tym przypadku gęsta i chociażby ze względu na ilość postaci wymaga dużego skupienia. Wiodący bohater jest stylizowany na Seana Connerego, lecz nie przekłada się to na szczególnie istotny element opowieści, która jest bardzo nierówna. Dla miłośnika komiksów frankofońskich jest to solidny poziom, ale też bez wodotrysków takie 6,5 na 10.
Trent miałem na liście od dawna, ale opinia Popiela mnie skutecznie odstraszyła. ;)Nie wiem czy warto brać pod uwagę opinie kogoś kto uważa że Jonah Hex jest lepszym westernem od Blueberry'ego, no ale co kto lubi.
A co ma dywagacja o wyższości Hexa na Blueberrym (lub odwrotnie) do faktu, że "Trent" jest zwyczajnie kiepskim komiksem, udającym coś dorosłego, a przeznaczonym dla mniej oczytanych nastolatków?
Graficznie to jest poziom Vertigo. Starego Vertigo.Z tym to się kompletnie nie zgadzam, przecież to całkowicie inny styl
Mały artykuł na temat artystów Hexa.Hmm, masz rację, poprzeglądałem teraz w sieci trochę zeszytów i chyba faktycznie zapamiętałem te rysunki jako bardziej plastikowe niż faktycznie są. Dziwne, przysiągłbym, że tam był bardziej komputerowy styl.
https://comicsalliance.com/jonah-hex-art-comic/
Jordi Bernet nie kwalifikuje się na Vertigo? Fiona Staples? J.H. Williams III też nie? Eduardo Risso? Darwyn Cooke?
Co Ci artyści mogą wiedzieć o Vertigo... ::)
Wiadomo, to tylko moja opinia a opinia jest jak dupa, każdy ma swoją.
Zachowasz :) Drugi tom najsłabszy, trzeci zdecydowanie lepszy, chyba nawet lepszy niż pierwszy, no jeden warunek bo wiadomo zawsze jakiś jest, trzeba lubić superbohaterszczyznę.Po przeczytaniu całości skłaniam się do pozostawienia w kolekcji ;D Naprawdę przyjemnie się czytało te odloty Morrisona, to było coś intrygującego i tak bardzo innego od standardowej superbohaterszczyzny. Do tego 3 tom genialnie graficznie jak dla mnie wyglądał, te jazdy przy użyciu rowera przez Pana Nikt czy cały numer o szalonej Jenny. Ale nie stawiałbym 3 tomu powyżej 1, jak dla mnie mają dość równy między sobą poziom, za to niestety, tak jak mówisz, 2 mocno od nich odbiega.
Po przeczytaniu całości skłaniam się do pozostawienia w kolekcji ;D Naprawdę przyjemnie się czytało te odloty Morrisona, to było coś intrygującego i tak bardzo innego od standardowej superbohaterszczyzny. Do tego 3 tom genialnie graficznie jak dla mnie wyglądał, te jazdy przy użyciu rowera przez Pana Nikt czy cały numer o szalonej Jenny. Ale nie stawiałbym 3 tomu powyżej 1, jak dla mnie mają dość równy między sobą poziom, za to niestety, tak jak mówisz, 2 mocno od nich odbiega.Ja jestem fanbojem Doom Patrola Morrisona, ale też przyznam że tom drugi trochę odstaje poziomem od dwóch pozostałych. W zasadzie poziom zaniża tylko historia z tą wojną husycką obcych, która wciąż jest jak dla mnie dobra, ale to takie 7/10. Pierwsza historia, czyli o tajnym projekcie rządowym Ant Farm mi się bardzo spodobała, Danny The Steet i Flex Mentallo wymiatają. Trzecia historia czyli powrót Brotherhood of Dada, noo, cierpi na to że mamy sporo wprowadzania jego nowych członków, po czym brakło czasu/miejsca na faktyczne akcje z ich udziałem, więc trochę zmarnowany potencjał. Ale sam wątek Mr Nobody genialny, no i fajnie że dla odmiany rząd potrafi sam coś zdziałać bez superbohaterów
To zamknięta historia?Pierwszy tom zapowiadany był w katalogu Francuzów jako "A complete story in one book, the first in a series of three that can be read separately.", więc w przyszłości powinny być jeszcze dwa
Rysunkowo jest klasa, bo za grafikę odpowiada niezapomniany Steve Dillon
Excalibur Kroniki - nie jest źle, a nawet jest nieźle, ale hype na forum zdecydowanie przesadzony. Taki typowy dla Lost in Time frankofon, ale z tych lepsiejszych.
Julia Przygody kryminolożki i Z archiwum spraw kryminalnych (9 tomów) - bardzo fajna lektura. Przypomina trochę stare amerykańskie seriale o gliniarzach. Zagadki są ciekawe, scenariusze są mocno dopracowane. Doskonała lekka lektura dla miłośników kryminałów. Jedynie pierwsze cztery tomy to ciągnięcie tego samego wątku, co było moim zdaniem niepotrzebne, bo był delikatny przesyt tematem. Równie dobrze można było zakończyć to po 1 tomie. Ale to tylko drobna uwaga, nie przekreślająca całości. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, polecam.
Batman - Powrót Mrocznego Rycerza, MR Kontratakuje, Rasa Panów, Ostatnia krucjata, Złote dziecko - dwa pierwsze tomy czytałem już kilka razy. Nadal są świetne (dla mnie przede wszystkim MR kontratakuje), ale z każdą lekturą robią mniejsze wrażenie niż kiedyś. To zresztą ostatni raz, kiedy je czytam. Z pozostałych tomów bardzo fajnie czytało mi się Rasę Panów, natomiast Ostatnia krucjata i zwłaszcza Złote dziecko to popłuczyny nie warte uwagi.DK2 to super komiks, ja stawiam na równi z jedynką. "Rasa panów" też bardzo solidna rzecz. Ja generalnie całą serię lubię, z tym że dwa ostatnie traktuję jako dodatki - "Ostatnia krucjata" jest spoko, za to "Złote dziecko" to już koncertowe marnowanie potencjału.
Eisner - Nowy Jork - czytam komiksy Eisnera z powodu nazwiska, bo to kawał ważnej historii komiksu. Ale ten tom mnie niczym nie zainteresował. Jak dla mnie Umowa z Bogiem wyraźnie lepsza, i Sprawa rodzinna i inne historie chyba też, jeśli dobrze pamiętam, przynajmniej pierwsza historia. Zostało mi jeszcze Życie w obrazkach i powtórka Żyda Fagina.Mnie też podobał się najmniej z Eisnerów (choć nie czytałem jeszcze "Sprawy rodzinnej"). Zdecydowanie za dużo niezwiązanych ze sobą, 1-stronicowych scenek. Taki pomysł na ukazanie panoramy życia w wielkim mieście miał sens, ale aż dwie dłuższe historie opierały się na podobnej konwencji, przez co zrobiło się to dla mnie męczące. Reszta tomu to też raczej krótsze formy. Aczkolwiek już jakiś czas planuję powtórkę, więc może przy drugim podejściu bardziej do mnie trafi.
Próżno szukać takiej grafy w Conanach (przynajmniej tych co czytałem) dlatego je odpuściłem.Dlatego lektura Conana to przede wszystkim SSoC w czerni i bieli - w całej serii skaczemy w czasie i przestrzeni, międlimy bez przerwy te same tematy i wątki, i pomimo tego całość jest rewelacyjna. To jeden z moich ulubionych komiksów, a z całą pewnością ulubiona seria komiksowa obok Pelissy, wczesnego Yansa i Thorgala. Uważam, że w Pendragonie klimat robią rysunki, a w Kronikach Excalibura kolory, ale opowieści te są zbyt krótkie i schematyczne.
Ej, ale to wszystko jest w Conanie. To znaczy nie wiem co tam się dzieje w tej kolekcji empikowej, ale integrale Conana z Labrum są super, ciągle zmienia się sceneria. Chcecie Zdradzonej czarodziejki? Polecam Córkę lodowego olbrzyma z obłędnymi rysunkami Robina Rechta.
Żadnych bazgrołów z Egmontu >:( Piękne kobiety mają być piękne 8)W obu seriach - tej od Egmontu i tej od Labrum - są różni rysownicy z kompletnie różnymi stylami, więc w obu znajdziesz bazgroły.
czy jest tam choć w części taki klimat mrocznej baśni/heroic fantasy w stylu pierwszych Thorgali czy Willow ?
(https://i.imgur.com/0mMuu2T.jpeg)
(https://i.imgur.com/TJk8hJA.jpeg)
(https://i.imgur.com/B7i8Y6B.jpeg)
(https://i.imgur.com/GyQFU5m.jpeg)
(https://i.imgur.com/yCiVFmg.jpeg)
(https://i.imgur.com/kSm1AjR.jpeg)
Na sutki królowej wróżek, to Ziarno szaleństwa jest naprawdę fajne! Jest tak jak myślałem: Niekończąca się opowieść, filmy Jima Hensona, The Secret of NIMH Dona Blutha, Labirynt z młodym Tomem Cruisem. Jeśli lubisz opowieści, które polegają na tym, że trwa wyprawa niby nic nieznaczących pionków, pomniejszych dla tego świata postaci, które podróżują przez mroczne uniwersum fantasy, żeby pokonać większe zło, to jest to seria dla was. Jak w Srebrnym krześle C. S. Lewisa. Dodatkowo jest to pięknie namalowane, każdy kadr jest osobnym obrazem. W warstwie plastycznej nie chodzi tylko o fakt, że malunki są same w sobie piękne, ale o to jak pięknie narracyjnie jest to rozegrane. Weźmy początek: najpierw widzimy spadające z drzewa liście, potem z oddali biegnącego przez runo leśne omglonego stworka, później kamera najeżdża na jego twarz, kolejne ujęcie: kamera leci z góry wraz z padającym deszczem i powoli zaglądamy przez okno do małej, drewnianej chaty, gdzie pali się ogień, przez szybę widzimy cienie postaci, a dopiero potem to co w środku. Klimat jest obłędny. Czuć tę tajemnicę i magię świata. Historia jest okraszona prostym, ale trafnym humorem, szczyptą rubaszności, a ostatni tom jeszcze podnosi ocenę dzieła, z którym obcowaliśmy. Tutaj gnomy podróżują i przyjaźnią się z wróżkami i trollami, czarownice zamieniają się w wielkie, czarne jak noc w Mordorze kruki lub podróżują na wozie ciągniętym przez wielką świnię, a genialna mysz pływa w mrocznym jeziorze zbudowanym własnymi łapkami batyskafem zrobionym z beczki. Postacie są małe, a świat olbrzymi, drzewa przytłaczają, a na każdym malowanym kadrze spod konara wychylają się świecące ślepia. Ziarno szaleństwa to najlepszy dowód na to, że na oklepanych motywach fantasy nadal można tworzyć klimatyczne, wciągające historie. I niczego więcej mi nie trzeba. Jeśli ktoś w podstawówce wstawał podczas zimowych ferii, żeby zobaczyć Kroniki Narnii z BBC, zaczytywał się w Hobbita, a w niedzielę podczas wspólnego jedzenia rosołu z rodziną przy TV, rumienił się na widok pięknej Fantaghiro, to jest komiks dla niego.
Te z Egmontu w ogóle mi nie podeszły fabularnie, a rysunki tragedia. Typowe niechlujne współczesne Amerykany.
Te z Egmontu nie podeszły? Przecież to 100% Conana w Conanie.I tu się nie rozumiemy. Sęk w tym, że mnie nie obchodzi ile jest Conana w Conanie. Nie jestem jego fanem
Abstrahując już od Thorgala, najczęściej wydaje się
bajkowe albo śmieszkowe komiksy typu: ... W poszukiwaniu ptaka czasu,
Fajna fabuła, rysunki gorsze
(https://images91.fotosik.pl/542/efdf48b0ab44f2a8med.jpg) (https://images91.fotosik.pl/542/efdf48b0ab44f2a8.jpg)Chodzi o to, że to całe śmieszne fantasy o kolejnej drużynie pierścienia, to kłamstwo.
Kupiłem w poniedziałek w antykwariacie na Piotrkowskiej w Łodzi i skończyłem przed chwilą. Zawsze myślałem, że nigdzie nie ma tylu księgarń i antykwariatów co w Krakowie. Tymczasem na samej Piotrkowskiej jest tego jakaś kosmiczna ilość i do tego świetnie zaopatrzona. Moja przygoda z cyklem W poszukiwania ptaka czasu (zwanego w pierwszym wydaniu Pelissą od imienia głównej bohaterki) rozpoczęła się jakoś w wieku ośmiu lat. I wówczas miałem dostęp tylko do pierwszego zeszytu gdzie duże wrażenie zrobiła na mnie brutalna scena zabicia płonącym biczem tego leśnego potwora. W poszukiwaniu ptaka czasu takie jest: brutalne, bolesne i nieoszczędzające swoich bohaterów. Już wówczas było Grą o tron pod każdym możliwym względem. Dostęp do drugiego tomu (z czterech) miałem dopiero kilka lat później, a do trzeciego (kultowego Łowcy) na studiach. Kiedyś nie było Allegro, a kto kupił komplet Pelissy ten miał. Pierwsze wydanie Jaja mroku zdobyłem dopiero teraz, posiadam już drugie egmontowskie i to olbrzymie z Libertago. Zakończenie tej historii czyli czwarty tom przeczytałem dopiero kilka lat temu i zniszczyło mi psychikę. Pelissa/W poszukiwaniu ptaka czasu posiada - moim niezbyt skromnym zdaniem - najlepsze zakończenie w historii komiksu. Nawet nie wiem co mogłoby z nim konkurować w tej kwestii. Nie mam do niego żadnego sentymentu, bo poznałem dopiero niedawno, a nie w dzieciństwie. Przez ponad 20 lat, czyli od momentu przeczytania pierwszego zeszytu Pelissy żyłem w błogiej nieświadomości jak to się zakończy. Wielokrotnie podróżowałem z bohaterami ponad dwie dekady mojego życia i dopiero kilka lat temu zakończyłem opowieść. Ten cykl tak naprawdę tylko przywdział strój typowego fantasy o drużynie i ich misji, żeby potem wszystko rozwalić w jednej chwili. W sposób przeraźliwie brutalny. I w końcu przeczytałem w pierwotnej wersji z napisami Komiks i Pelissa na okładce.
Jeśli chodzi o same historie, mielenie w kółko opowiadań Howarda uważam za nudne, owszem czasami trafiają się ciekawe interpretacje lub wykonanie, ale mogliby wziąć się za kontynuatorów jak L. Sprague de Camp i Lin Carter. Albo w ogóle napisać coś nowego, w duchu oryginału, przecież katakumb i tajemnych świątyń jest do odkrycia jeszcze mnóstwo.
Ja tylko chciałem napisać, że W poszukiwaniu Ptaka Czasu posiada najlepsze zakończenie w historii komiksu w ogóle ever. Ale więcej nie ma co pisać, kto nie czytał Jaja mroku, ten wyskoczy kiedyś z kapci.Daj spokój. Ja się tego domyśliłem przed końcem, ten album od początku daje mocne przesłanki co do tego, co ma się w nim okazać.
Daj spokój. Ja się tego domyśliłem przed końcem, ten album od początku daje mocne przesłanki co do tego, co ma się w nim okazać.
W sumie i tak nawet przeciętny frankofon jest lepszy od jakichkolwiek Marveli, DC, Verttigo itd, więc jakiś poziom powinien trzymać.
Przeciętny to prawie synonim frankofonu.(https://media.tenor.com/NoycmywtAaUAAAAM/good-hi.gif)
ale największym zaskoczeniem był dla mnie Drax. Bohater ten ma zdecydowanie więcej głębi niż jego filmowy odpowiednik – jest inteligentny i przebiegły, ponadto jest świetnym taktykiem, a humoru w nim tyle, co nic. C
W Polsce ukazało się 5 integrali, z czego zakupiłem od 3 do 5. Dwa pierwsze mają opinię raczej mało strawnych ramotek. Integral 3 miał już wchodzić na wyższy poziom...A to dziwne. Bo za mało udany uchodzi pierwszy. Drugi ma z reguły dobre oceny i ja się z tym zgadzam.
Ciekawa rzecz, wygląda na to, że zamierzenie lub nie, ale grunt pod przyszłą homoorientację Icemana kładzono już od pierwszego zeszytu. Gdy wszyscy są zainteresowani nowoprzybyłą Jean Grey ten mówi: "Dziewczyna? Wielkie mi halo! Cieszę się, że nie ślinię się na jej widok tak jak wy, chłopaki".It's all connected.
Ciekawa uwaga z tym Icemanem :D Podejrzewam, że mogło chodzić o to, że był najmlodszy z nich (praktycznie dzieciak) i na tym etapie życia wolał towarzystwo kolegów niż jakiejś dziewczyny. 8) zazwyczaj z wiekiem zainteresowanie płcią przeciwną wzrasta
Bez przesady z tym dzieciakiem. W komiksie wprost pada jego wiek - 15 lat, chyba więc powinien być już w środku okresu dojrzewania, gdy hormony buzują. Więc faktycznie wolał już towarzystwo kolegów, ale z innej przyczyny:)Przynajmniej byli konsekwentni. z icemanem. W jego przypadku zarzut, że zmienili mu orientację na siłę odpada ;)
Jeszcze jedna ciekawostka związana z tym pierwszym tomem. Wygląda na to, że nawet profesor X zakochał się w Jean Grey (co wynika z jego myśli w jednym z kadrów), ale potem nie zostało to pociągnięte. Zastanawiam się czy ten wątek będzie jeszcze kontynuowany w Marvel Origins bo we współczesnych komiksach to raczej nie wracano do tego tematu.
Bez przesady z tym dzieciakiem. W komiksie wprost pada jego wiek - 15 lat, chyba więc powinien być już w środku okresu dojrzewania, gdy hormony buzują. Więc faktycznie wolał już towarzystwo kolegów, ale z innej przyczyny:)W latach 60-tych ubiegłego wieku? Niekoniecznie.
W latach 60-tych ubiegłego wieku? Niekoniecznie.
"Przez noc" - Jaroslav Rudis i Nicolas Mahler.
(...)To nie jest komiks dla fanów Thorgala (...)
A co? Wtedy nie było gejów?Ich nigdy nie było. Dopiero Disney i netflix ich wprowadzili xd
A co? Wtedy nie było gejów?
Na osobną ocenę zasługuje wydanie Egmontu. Krótko rzecz ujmując jest do dupy. Jak wspominałem seria to trzy tryptyki i tak powinno to zostać wydane (trzy zbiorcze, najlepiej w twardej oprawie, zbierające chronologicznie po trzy albumy). Tymczasem Egmont wydał to po dwa albumy w miękkiej ze skrzydełkami. Na dodatek rozbił ostatni tryptyk i chronologicznie album siódmy wydał jako pierwszy, pojedynczy. Aż sprawdziłem kto w redakcji wpadł na ten poroniony pomysł. Redaktor serii to Anita Rejch a redaktor tomów to Artur Szrejter.Oczywiście, że tak. Kompletnie spieprzyli to wznowienie i ja zostawiłem sobie pierwsze wydanie w sześciu osobnych tomach (a na takie 3 tomy w HC chętnie bym wymienił).
I prawidłowo. Lubię takie opisy, krótko, zwięźle i na temat.
Co zostało na półkach w tym roku?
Nic.
Ale były rzeczy, które były blisko: Morze po kolana oraz Niczego nie dotykać.
Rozważałem też Dietera Lumpena i Festiwal.
G.I. JOE: A Real American Hero Compendium 1
Przeczytałem pierwsze 50 zeszytów GI Joe zebrane w kompendium numer 1.
A są jakieś serie, które zbierasz?
Czary Zjary to są rzeczy, które czytałem tylko w części, ale których kupuję dalsze tomy z tego powodu, że to co przeczyłem do tej pory zostałoby na półce.
Kazdemu jego porno, ale nigdy nie nazwalbym tego cyklu czyms wybitnym. Ostatnie tomy to juz w ogole kicha okrutna.
Ostra selekcja, szacun. Z ciekowości - ile średnio (procentowo) tracisz na tym co odsprzedajesz?
Ostra selekcja, szacun. Z ciekowości - ile średnio (procentowo) tracisz na tym co odsprzedajesz?Odpowiem za siebie - nic nie tracę. Stratą byłoby dla mnie trzymanie na półce czegoś, co mi się nie podoba ;)
Czas nienawiści.
Komiks bardzo na czasie. Pięknie obrazuje jak politycy mają gęby pełne frazesów do których sami oczywiście się nie stosują. Choćbym widział pewnego polityka walczącego o alimenty dla dzieci, który sam alimentów nie płaci, bo to jego prywatne sprawy. ;D
Polecam. Wciągające i pouczające Oczywiście, jeśli komuś przeszkadza związek dwóch lasek - to nie dla niego.
„Amanda zaangażowała się w partyzancką walkę z białą supremacją."Nie z nami, a przynajmniej nie ze mną. Nie chciałbym być utożsamiany z taką supremacją, jaka jest przedstawiona w tym komiksie. Może to tworzenie mitu, a może tylko obnażanie innych mitów...?
Czyli z nami...
Tworzenie mitu martyrologii. Z kilku powodów nie jest to wydawnictwo do mnie. Najmniej ważnym są okropne rysunki. Ale u tego rysownika nie dziwi mnie to.
Postacie płaskie jak papier (i to ten z komiksów z Ediki w ostatnich latach), podział dobrzy-źli jak z czytanki dla czterolatków, subtelność jak w północnokoreańskiej propagandzie.Zupełnie nie. Do połowy komiksu ci "źli" jak ich nazywasz wydawali się tymi dobrymi. Zresztą dla wielu nadal dobrymi pozostaną ;D A że jeden z bohaterów okazał się płaski jak papier... Cóż każdy ślepy wyznawca jakiejkolwiek idei jest płaski jak papier.
To oczywiście bardzo dobry komiks, ale też byłeś trochę zawiedziony, że nie dzieje się na kontynencie afrykańskim i na Madagaskarze? :)
To oczywiście bardzo dobry komiks, ale też byłeś trochę zawiedziony, że nie dzieje się na kontynencie afrykańskim i na Madagaskarze? :)
Nie z nami, a przynajmniej nie ze mną. Nie chciałbym być utożsamiany z taką supremacją, jaka jest przedstawiona w tym komiksie. Może to tworzenie mitu, a może tylko obnażanie innych mitów...?
Rozumiem, że oceniasz oczywiście na podstawie opisu? A może warto czasami wyjść poza własną strefę komfortu i poznać inny punkt widzenia?
Ale ja znam ten punkt widzenia. Poza moją strefą komfortu żyłem w komunistycznym PRL. Poznawać to ja mogę wartościowe treści a nie bajki dla naiwnych.Ależ jedno nie przeczy drugiemu.
Violent Cases
"Dystopolis"
Bardzo przyjemny komiks, lekki w odbiorze i wciągający...
Piękna ciemność
Komiks zaczyna się bardzo niewinnie. Ot obserwujemy scenę, podczas której kobieta i jej wymarzony książę jedzą ciasto, flirtują, a moment ich pierwszego pocałunku przerywa...spadająca na nich breja. Dochodzi do ucieczki i rozdzielenia się bohaterów. W trakcie widzimy skąd dokładnie uciekały postacie.
Komiks utrzymany jest w bajkowej i pięknej scenerii. Kreska na pierwszy rzut oka przypomina produkt przeznaczony dla młodszych czytelników, ale zdecydowanie odradzam lekturę dzieciom. Już po kilku stronach obserwujemy zwłoki małej dziewczynki, a dalej robi się tylko brutalniej. Widzimy sceny śmierci i odrywania kończyn. Elementy gore są wszechobecne. Mnie jednak najbardziej poruszyła reakcja bohaterów na te wszystkie przykre i okropne wydarzenia. Postacie wydają się być na to obojętne. Nie rusza ich śmierć przyjaciół, nie zastanawiają się, gdzie mogą być ich porwani przez inne zwierzęta towarzysze. Bohaterowie wydają się naiwni, dziecinni, nieporadni, ale w istocie są istnymi potworami nieczułymi na cudze krzywdy. Często sami dopuszczają się makabrycznych czynów.
Komiks głęboko mnie poruszył i skłonił do pewnych refleksji. Czuję, że pozostanie ze mną na długo i prędko nie zapomnę o poruszonych w nim wątkach. Piękna Ciemność to ciężka i mroczna lektura, którą zdecydowanie polecam.
8/10
Po malutku, ale kontynuuje moje chronologiczne czytanie x-menow.
Marvel Origins - X-men 2 od Hachette
Nadal ramota, ale mam wrażenie, że już się czyta nieco lepiej niż pierwszy tom. Tym razem nawet udało mi się przeczytać niektóre zeszyty na jednym posiedzeniu.
Jeśli chodzi o wątek Icemana to tutaj już przejawia zainteresowanie dziewczynami, co nieco zaburza koncept, że już pierwotnie był planowany jako gej. Nieco zaskoczyło mnie to, że Magneto ukazany jest tu jako mutant posiadający zdolności również z zakresu telepatii. W współczesnych historiach nie kojarzę aby było to eksploatowane. Wiadomo było jedynie że ma hełm chroniący go przed innymi telepatami a tutaj wchodzi sobie na luzie na pola astralne itp.
XIII. Tom 3 - 7/10. Delikatny zjazd formy w porównaniu do poprzednich tomów. To nadal udany komiks akcji, ale brakuje przebłysków takich, jak odcinek "Wszystkie łzy piekła". Ciekawe, co będzie dalej? Obawiam się, że może być gorzej.
[
Prorok - Całkiem niezłe czytadło. Pierwsza część była nijaka - dużo paplania o niczym, ale łatwo można przewidzieć co o tutaj chodzi. W drugiej części jest już lepiej - potwierdzenie przypuszczeń czytelnika. Dalej jest już rozwinięcie pomysłu, standardowa fabułka o poszukiwaniu kogoś, kto może uratować świat. Zakończenie jest wg mnie całkiem w porządku. Na pewno podobała mi się bardziej ta wersja niż to, czym mógłby być komiks wg dodatkowych materiałów. Graficznie ostatnie część odbiega od reszty, bo rysowali inni twórcy, ale całościowo jest nawet ok, choć miejscami w małych kadrach czasami nie wiadomo co one przedstawiały. Natomiast "tytani" ładnie się prezentują w tłach i szkoda, że ich jednak jest tak mało w komiksie.
Chciałbym gorąco polecić komiks "Petar & Liza" wydany przez timofa, bo jestem przekonany, że przejdzie nie zyskując uwagi, na którą zdecydowanie zasługuje. Jest to najlepszy komiks, jaki przeczytałem w tym roku, komiks trudny, poetycki, znakomicie przetłumaczony. Ze względu na narrację na pewno nie dla każdego. Wspaniale ukazuje, jak wrażliwa jednostka może zostać przemielona przez niewłaściwy czas i środowisko, w których przystało jej żyć. Nie spodziewam się, że w tym roku przeczytam coś lepszego. 9/10
Lobo: Big Fragging CompendiumOczywiście kurdebele, rysunki Giffena w tym omniaku to złoto.
Stawiajac tego potwora na polce, pierwsza mysla bylo: "matkojedyna... kiedy ja to przeczytam?", a tymczasem pekl w kilka dni. Ten tom to prawdziwa uczta dla fanow Wazniaka, czyli najbardziej bezczelnego, brutalnego i niepoprawnego antybohatera w uniwersum DC. Grubas zbiera niemal wszystkie najwazniejsze historie z lat 90., kiedy Lobo byl u szczytu swojej popularnosci, a jego przygody balansowaly na granicy parodii, groteski i czystej anarchii. Zawiera sporo materialu, ktory byl juz publikowany w Polsce przez TM-Semic, wiec dla wielu czytelnikow bedzie to nostalgiczna podroz do czasow, gdy czesto pojawial sie w kioskach. Jednoczesnie znajdziemy tu wiele historii, ktore nigdy sie w naszym kraju nie ukazaly, co czyni kompendium wartosciowym zbiorem nawet dla starych wyjadaczy. Najmocniejszym punktem sa oczywiscie doskonale wszystkim znane dwie mini serie ilustrowane przez Biza, bo to wlasnie jego styl nadal Lobo kultowy wyglad. Krecha mistrza idealnie wspolgra z absurdalnym humorem i ekstremalna przemoca, tworzac wizualny rollercoaster. Podziwiajac jego prace, zawsze zawieszam sie na tych wszystkich dziwolagach z drugiego planu – powykrecanych, czesto szkaradnych i smiesznych. Inni artysci wypadaja roznie – niektorzy probuja nasladowac Bisleya, inni stawiaja na bardziej stonowane podejscie. Wsrod licznych historii warto wyroznic pastisz Lobocop – absurdalna wariacje, w ktorej Lobo zostaje przemieniony w policyjnego cyborga lub ta, w ktorej idzie do fryzjera i zasypia na krzesle. To swietne przyklady, jak tworcy potrafili bawic sie konwencja i wrzucac Wazniaka w coraz bardziej niedorzeczne sytuacje. Te epizody sa ekstremalne, dziwne, ale jednoczesnie oryginalne i smieszne – idealnie wpisuja sie w klimat serii, ktora nigdy nie brala siebie zbyt powaznie. Lobo nie jest lektura wysublimowana i nawet nie probuje nia byc. To czysta rozrywka, pelna krwi, przeklenstw, brutalnych zartow i totalnego braku moralnych zahamowan. Idealna jako guilty pleasure, cos, co czyta sie z usmiechem, nawet jesli czasem z lekkim zazenowaniem. Alan Grant i Keith Giffen dostarczaja scenariusze, ktore sa jednoczesnie glupkowate i blyskotliwe. Ten grubas to hold dla wszystkiego, co w postaci najlepsze – przerysowania, bezkompromisowosci i czarnego humoru. Nie kazda historia trzyma poziom, ale calosc wypada pozytywnie. Dla fanow Main Mana to pozycja obowiazkowa.
Co ciekawe moim zdaniem to nie All-Star Superman, ale właśnie ta seria mogła stanowić główną inspirację dla
Jamesa Gunna. Mamy bowiem tutaj sporo motywów, które znalazły się w filmie, np.
- Superman mieszający się w sprawy fikcyjnego suwerennego Państwa - jest
- Superbohaterowie pochodzący z tegoż fikcyjnego Państwa - są
- Zdalna kontrola tych superbohaterów - jest
- współpraca między Luthorem a przywódcą fikcyjnego Państwa - jest
- przemieszczanie się Lexa przez portal - jest
- kampania Lexa oczerniająca Supermana i wykorzystująca do tego nagranie - jest
- krypto - jest
dzieki za tipa Big burnDaj znać, czy się spodoba, w zasadzie pierwszy raz wyszedłem poza polskie poletko i mogę polecić coś nieznanego, przynajmniej powszechnie.
ja polecam Dark Ark
Time Waits - autorami są Chip Zdarsky i David Brothers. Akcyjniak oparty o motyw podróży w czasie. Początkowo świetnie się to czyta, potem niestety pojawiają się nielogiczne elementy i motywacje i jakość siada. Mógł z tego być świetny komiks akcji, ale podróże w czasie to trudny do wykonania koncept. Tym niemniej do końca przeczytałem z zainteresowaniem.
The Big Burn 1-3Tu za to bawiłem się świetnie! Sam koncept jest oczywiście znany - heist movie w komiksie. Ale zrealizowany jest bardzo dobrze, przez kolejne kadry się przepływa i z chęcią przewraca się strony, żeby poznać dalszy ciąg. Dodatkowo jest to ładnie narysowane, jak dla mnie o półkę wyżej niż Time Waits.
Z DSTLRY zacząłem czytać też Blasphamous. Ale odbiłem się dosyć szybko...
Dokładnie tak!
Choć zarówno Time Waits jak i Big Burn bym chętnie przeczytał w fizycznej kopii. Miałem nawet na Azylu w koszyku, ale jednak trochę drogo.
A ta platforma DSTRLY jest zaskakująco spoko. Na 100% lepiej niż czytać PDFa.
Zobaczyłem "Bar Joego" i od razu pomyślałem o tym:
(https://forum.komikspec.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fs.lubimyczytac.pl%2Fupload%2Fbooks%2F4607000%2F4607037%2F569468-352x500.jpg&hash=2cbf8af4072adfb166b31d83425e1b67)
EDIT: Ciekaw jestem, czy przy jako takiej sprzedaży Mandioca zdecyduje się wydać "Opowieści z baru Joego". Tam już w ogóle mało kryminału, głównie tło społeczno-polityczne, ale dla mnie brzmi to przepysznie.Oni chyba tego więcej naprodukowali. Jak przeglądałem neta, to wyskoczył mi jeszcze komiks o znajomej (czasem kochance) Sinnera:
Ja lubiłem. Czytałem w "Świecie motocykli"Czytałem JB1 i wydało się fajne, po kilku latach kupiłem JB2 i miałem wrażenie, że czytam drugi raz to samo.
Bastion 1-6
„Bastion” Stephena Kinga przeczytałem w styczniu tego roku. Lektura tej monumentalnej powieści zajęła mi kilkadziesiąt godzin, ale było warto — książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Kiedy dowiedziałem się, że wydawnictwo Albatros planuje komiksową adaptację tego dzieła, nie wahałem się ani chwili i postanowiłem po nią sięgnąć.
„Bastion” to opowieść o świecie zdziesiątkowanym przez śmiercionośnego wirusa. Obserwujemy bohaterów, którzy próbują przetrwać w ogarniętym chaosem świecie, na własne oczy oglądając rozprzestrzenianie się epidemii, śmierć bliskich i upadek cywilizacji. Nieliczni ocaleni zaczynają gromadzić się wokół dwóch przeciwstawnych postaci: dobrodusznej Matki Abagail oraz demonicznego Randalla Flagga – symboli dobra i zła w nowym, postapokaliptycznym porządku.
Ponieważ wspomnienia z lektury powieści mam wciąż świeże, trudno mi traktować komiks jako samodzielne dzieło — oceniam go więc głównie jako adaptację. Roberto Aguirre-Sacasa (scenariusz) i Mike Perkins (rysunki) stanęli przed nie lada wyzwaniem: zamknąć ponad tysiąc stron tekstu w zaledwie trzydziestu zeszytach. Moim zdaniem poradzili sobie z tym całkiem dobrze, choć – ze względu na ogrom materiału źródłowego – musieli pominąć lub skrócić kilka wątków. Główni bohaterowie, tacy jak Stu, Frannie, Nick, Larry czy Harold, zostali przedstawieni w sposób przekonujący i szczegółowy. Nieco gorzej wypadają postacie drugoplanowe, np. Dayna Jurgens, której losy potraktowano zbyt skrótowo. Zabrakło mi też większego nacisku na relację Nicka z Tomem Cullenem (zwłaszcza wtedy, kiedy Nick objawiał mu się w formie wizji). Takie kompromisy są jednak nieuniknione w przypadku adaptacji. Aby w pełni oddać wszystkie wątki, komiks musiałby liczyć co najmniej czterdzieści, a może nawet pięćdziesiąt zeszytów.
Od strony graficznej „Bastion” prezentuje się znakomicie. Mike Perkins, którego prace znałem już z serii Kapitan America i Avengers, wykonuje tu fenomenalną robotę. Mrok i groza towarzyszą każdemu kadrowi, na którym pojawia się Randall Flagg, a wszechobecna śmierć, rozkład i chaos zostały oddane z niezwykłą dbałością o detal. Widać, że Perkins ma znakomity warsztat i doskonale rozumie klimat świata Kinga.
Podsumowując, komiksowy „Bastion” gorąco polecam. Dla osób, które nie mają czasu, by zmierzyć się z ponad tysiącstronicową powieścią Kinga, ta adaptacja będzie świetnym rozwiązaniem. Z kolei fani „Króla Horroru” z przyjemnością przypomną sobie najważniejsze momenty tej monumentalnej historii w nowej, wizualnie imponującej formie.
King ma 80 książek, przeczytałem wszystkie, większość minimum dwa razy i "Bastion" uważam za najlepszą jego powieść :) Ale jak ktoś nie lubi powolnego prowadzenia opowieści, tylko "szybko szybko" to komiksowa adaptacja będzie dobrym rozwiązaniem, bo tu mamy skondensowane wydarzenia bez kingowego wodolejstwa (którego jak widać jedni nie znoszą a inni kochają). Ja komiks bardzo polecam bo to świetna, klimatyczna historia i dobre rysunki (chociaż Perkins obecnie ma już lepszy warsztat).Dwa pytania jeśli można... Masz jakieś swoje top powieści Kinga? z tych nowszych książek Kinga jest coś wartego uwagi?
Nie czytałem jej aż tak dawno temu, żeby dobrze nie zapamiętać. Tam ani bohaterowie nie przechodzą jakichś gruntownych zmian, ani niewiele im się przydarza fizycznie tak naprawdę. Przy przełączaniu się pomiędzy postaciami, przy powrocie do tej co już była miałem wrażenie, że czytam kopię stron, które już były wcześniej. To jest jedno wielkie lanie wody. Całość bez problemu została upchnięta w 4-godzinny miniserial.
Dwa pytania jeśli można... Masz jakieś swoje top powieści Kinga? z tych nowszych książek Kinga jest coś wartego uwagi?
W topie na pewno Bastion, To, Christine, Cmętarz zwieżąt, Sklepik z marzeniami, Dolores Claiborne, Pod kopułą, Dallas '63.Outsidera i Billego Summersa sprawdzę. Z tych starszych nie czytałem Dallas 63 i Pod Kopułą. Przyjdzie ich pora, ale przeraża mnie ilość stron. Oglądałem serial Pod kopułą i strasznie mnie wymęczył.
Z nowszych może się spodobać na przykład Billy Summers, sensacyjniak z obyczajem, długo się rozkręca ale na koniec miałem łzy w oczach ;) Dobry jest też Outsider, tutaj kryminalno-horrorowo.
Outsidera i Billego Summersa sprawdzę. Z tych starszych nie czytałem Dallas 63 i Pod Kopułą. Przyjdzie ich pora, ale przeraża mnie ilość stron. Oglądałem serial Pod kopułą i strasznie mnie wymęczył.
Serial Pod kopułą bardzo słaby, 1 sezon jeszcze ok bo trzymał się w miarę książki, potem już twórcy zaczęli tworzyć jakieś swoje niestworzone i mega słabe rzeczy.Pierwszy sezon pod kopułą mi się podobał. W dalszych sezonach udziwniano fabułę chyba na siłę i nie dało się tego oglądać. Jeżeli książka jest bardziej w klimacie pierwszego sezonu to bardzo dobrze.
Myślę, że ten komiks ugruntuje nazwisko Roosvelta na naszym rynku i udowodnił, że CE to nie był przypadek - wypieszczony brylant. Liczę, że zostaną wydane wszystkie dzieła tego autora. Fakt, że praktycznie nic nie mówi się o Roosvelcie i jego komiksach, sprawia, że czuję się trochę jakby należał do tajemnego bractwa, być może podobnego jak to z Tablicy Wenus :)
Elity Roosvelta nie lubią* ;)
Przypomnę tylko, że komiksem roku 2024 Nowej Fantastyki został "Człowiek cel" :D :D
*
A nie jest tak, że mało się mówiło, bo była mała dostępność i dosyć wysoka cena? Przecież ci którzy nabyli mogli o tym pisać, więc czemu nie pisali? BTW "Człowiek cel" bardzo ok
No CC ok, ale nie żeby zdobywać nagrodę na komiks roku największego (i jedynego w sumie) pisma o fantastyce. To tylko ciut lepiej napisane superhero, nic ambitnego czy nowatorskiego.
O CE na forum dużo było pisane pamiętam po premierze, wygrał też głosowanie na komiks roku, więc pretensje ewentualne gdzie indziej kieruj.
Również niedawno przeczytałem. Był na liście w bibliotece, ale idąc na spotkanie z autorką kupiłem ostatni egzemplarz w okolicznej księgarni (nawet mam wrys nie chwaląc się wcale). I też stoi u mnie w hierarchii bardzo wysoko, a właściwie na samym topie.
Natomiast nie wiem, czy zyska szerszy rozgłos. Już parę lat minęło od publikacji. Aż zerknąłem, że w Polsce pierwsze wydanie było w 2021 roku, a w naszym głosowaniu Trawa zajęła 23 miejsce (to jako ciekawostka, a nie argument). I temat jest trochę mniej znany, żeby się jakoś przebić szerzej.
Niemniej jednak, polecam tytuł. Jak również Czekanie tej samej autorki - rzecz o rodzinach rozdzielonych na dziesięciolecia wskutek wojny koreańskiej.
Punisher -Dziennik Wojenny
Na razie dobrnąłem do 132 strony (czyli pierwsze 5 zeszytów serii, które nigdy wcześniej nie zostały u nas wydane).
Boże, jak to się źle czyta, a raczej ogląda. Akcja często dzieje się w nocy i przez ten beznadziejny offset trzeba nieźle wytężać wzrok, żeby dojrzeć szczegóły rysunków. Wszystko zamazane i w czerni. Tragedia. Jeszcze gorzej wyglądają sceny tzw. wspominkowe (bez halogenu nie zabierajcie się za to).
Produkt #25, pomimo pokaznej podmiany oldschoolowej i jakze charakterystycznej ekipy na nowa krew, jest wciaz bardzo porzadna i satysfakcjonujaca lektura. Przyznam, ze podchodzilem do niego z pewnym dystansem, ale zaufalem sledziowemu instyktowi i zakupu nie zaluje. Oczywiscie, nowi tworcy, nowe spojrzenie na temat - wiec jest inaczej. Zaprezentowane szorty choc w wiekszosci dupy nie urywaja, nie powoduja tez szczekoscisku zazenowania - raz lepiej, raz (ciut) gorzej, ale generalnie calosc wywiera pozytywne wrazenie. Jest smiesznie, strasznie, nostalgicznie i buzujaco testosteronem, jak to w Produkcie - pelen przekroj. Mi najbardziej podeszly szorty Roberta Sienickiego oraz Anny Krzton. Na specjalna wzmianke zasluguje Future Darko - petarda! Pelen album w koncu dodany do schowka. Jestem content i trzymam kciuki, za nastepny numer. Nie wierze, ze #26 sie nie ukaze, nie wierze...
Boże, jak to się źle czyta, a raczej ogląda. Akcja często dzieje się w nocy i przez ten beznadziejny offset trzeba nieźle wytężać wzrok, żeby dojrzeć szczegóły rysunków. Wszystko zamazane i w czerni. Tragedia. Jeszcze gorzej wyglądają sceny tzw. wspominkowe (bez halogenu nie zabierajcie się za to).Ty jesteś jakiś upośledzony?
Boże, jak to się źle czyta, a raczej ogląda.Wszyscy na forum już widzą, że masz ból dupy o to od kilku tygodni. Sprzedaj i kup sobie oryginał, może ci ulży. A na pewno forum przestanie być zaśmiecanie przez twoje jęki o tym w każdym temacie.
wybaczcie, ale ciężko się zmusić do czytania tego tomiszcza w większych dawkach w związku z fatalną decyzją egmontu o wydrukowaniu tego na męczącym oczy offsecie.
(https://i.ibb.co/GvRWc24f/IMG-0382.jpg) (https://ibb.co/mC496qVr)Panie "zanfco" to nie Egmont. Tak jest oryginalnie, więc to Marvel jest odpowiedzialny za te błędy (których jest nawet więcej z tego co kojarzę). Niestety Egmont nie może sobie od tak pokolorować materiałów jakie otrzyma. Więc bądźmy precyzyjni, a jak się nie znamy to najpierw sprawdzamy, a jak tego nie potrafimy to nie udajemy "znafcy", bo jak widać kolejny raz ci to nie wychodzi.
Ktoś w innym temacie napisał, że w wersji TM-Semicowej Wolverine wyglądał jak Indianin, no to tutaj mamy Franka w części jako albinosa.
Ciemnosc
to kapitalny i zdecydowanie warty uwagi komiks fantasy.
Pełna zgoda. Bardzo mi było smutno, jak licencjodawca wybrał jednak Egmont, a nie nas. U nas byłoby temu tytułowi zdecydowanie lepiej :-)Mi jest smutno, że wciąż nie doczekaliśmy się na inny komiks ze scenariuszem Huberta, czyli Les ogres-Dieux. Może akurat z nim byłoby u was lepiej? :) Jest szansa na wydanie? Kiedyś chyba coś o tym wspominałeś
Mi jest smutno, że wciąż nie doczekaliśmy się na inny komiks ze scenariuszem Huberta, czyli Les ogres-Dieux. Może akurat z nim byłoby u was lepiej? :) Jest szansa na wydanie? Kiedyś chyba coś o tym wspominałeś
https://www.bedetheque.com/serie-45300-BD-Ogres-Dieux.html
Przeczytal juz ktos moze 2 tom Alacka Sinnera?
Narracja jest prowadzona jak w pierwszej polowie tomu pierwszego czy raczej loty jak w dalszej czesci tegoz tomu?
Panie "zanfco" to nie Egmont. Tak jest oryginalnie, więc to Marvel jest odpowiedzialny za te błędy (których jest nawet więcej z tego co kojarzę). Niestety Egmont nie może sobie od tak pokolorować materiałów jakie otrzyma. Więc bądźmy precyzyjni, a jak się nie znamy to najpierw sprawdzamy, a jak tego nie potrafimy to nie udajemy "znafcy", bo jak widać kolejny raz ci to nie wychodzi.
Przyznam, że to była mała prowokacja z mojej strony, bo akurat doskonale wiedziałem że tak było w oryginale (w Tm-Semicu jest identyczny błąd) i się nie zawiodłem, obrońca egmontu rzucił sie na ten post jak lew:)
Przyznam, że to była mała prowokacja z mojej strony, bo akurat doskonale wiedziałem że tak było w oryginale (w Tm-Semicu jest identyczny błąd) i się nie zawiodłem, obrońca egmontu rzucił sie na ten post jak lew:) nie zmienia to faktu, że takie wyblankowanie na pewno nie było celowym zamiarem kolorysty i jeśli jest możliwość korekty (a myślę że w dzisiejszych czasach to żaden problem) to powinna ona nastąpić. Czy to ze strony Marvela czy polskiego wydawcy. Bez sensu jest powielanie takiej niedorobki przez 40 lat (i podobnych np. z pasem Wolverina).Czy gdyby w oryginale były na przykład niezamierzone błędy ortograficzne czy stylistyczne to polskie tłumaczenie też powinno je powielać? Nie spotkałem się z tym, wręcz przeciwnie gdy w oryginalnym dymku brak jest np. spacji pomiędzy słowami to polskie tłumaczenia takiego błędu nie zawierają). Oczywiście kolory to może trochę inny kaliber, ale myślę że po uzgodnieniu z Marvelem do zrobienia (chyba mu też nie zależy na powielaniu bubla w nieskończoność).Co ty wypisujesz? Twój wpis pokazuje raczej brak twojej wiedzy, więc ta prowokacja wyszła ci słabo. Po za tym jest dużo większy błąd kolorystyczny, który pominąłeś, a który Marvel sam walnął, a następnie sam poprawił (zresztą nie nie tylko ten) i który ponownie sam wprowadził w swoim wydaniu zbiorczym i którego materiały udostępnia. Więc znowu wychodzi z ciebie "znafca" tematu. Egmont ma kolorować materiały otrzymane od wydawcy? Może wystąpić o inne materiały. Jakbyś oganiał w jakiej formie są dostarczane materiały to byś takich głupot nie pisał.
i chociaż wysłać do marvela głupiego maila z zapytaniem czy można coś z tym zrobić, czy mają jakieś inne materiały.Skąd u Ciebie pewność że takiego maila nie było?
Daredevil: Ojciec
Mam jednak pewne zastrzeżenia co do tego, jak narysowany został sam Daredevil – momentami jego postura bardziej przypomina Hulka niż niewidomego prawnika.
The Caravan #01 - M. Strychowska - bardzo dobre rysunki i kolory, ale treści w tym żadnej i zdecydowanie zawyżona cena za tak krótkie i małe formatem "coś". 24 strony, prawie 40 zł. Lipa.Czy ten komiks w wersji cyfrowej jest cały czy wersja papierowa ma więcej stron?
Czy ten komiks w wersji cyfrowej jest cały czy wersja papierowa ma więcej stron?
http://www.mstrychowska.com/thecaravan/pl/index.html
Czy ten komiks w wersji cyfrowej jest cały czy wersja papierowa ma więcej stron?
http://www.mstrychowska.com/thecaravan/pl/index.html
Mleczna droga (Kultura Gniewu) - dojrzałe, złożone dzieło komiksowej sztuki - wyjątkowe plansze, płynna filmowa narracja, brawurowe operowanie detalem, rysunkowa dokładność, niesztampowi niejednoznaczni bohaterowie, rzadka tematyka, ciężka atmosfera międzyludzkich relacji - mus dla każdego fana obyczajowych opowieści. Komiks niepośledni, mocny głos na temat kondycji psychospołecznej współczesnego młodego pokolenia. 9/10
Polecam ci Gannibala od studia JG
Więc zależy, czy to "niby ludożercy, ale praktycznie zombi", czy jednak typowe odludki z chowu wsobnego.mimo wszystko raczej opcja nr 2
Tak z ciekawości, pierwszy raz czytałeś Lobo?
Miks elementów kojarzących się z innymi tytułami jest widoczny, ale co w tych czasach nie zawiera takiego większego lub mniejszego miksu?
Kazda z opowiesci skupia sie ikonie literatury jak np. Lovecraft, Agatha Christie, Juliusz Verne i przedstawia wyimaginowany epizod z ich zycia czesto balansujac na granicy snu, gdzie rzeczywistosc miesza sie z fantazja. To ciekawy patent - pomieszanie literackiej biografii z oniryczna, czesto mroczna fikcja.Nie jestem przekonany czy "wyimaginowany" to odpowiednie słowo. W przypadku Christie i Lovecrafta te epizody oparte są na prawdziwych wydarzeniach, na czele z
Strange Adventures
Tom King jest świetnym scenarzystą. Z przyjemnością sięgam po kolejne jego komiksy, a Strange Adventures to kolejny przykład jego talentu. Tym razem serwuje nam opowieść o wojnie, jej konsekwencjach, zbrodniach, poczuciu winy, ale i rodzicielstwie oraz miłości. Głównym bohaterem jest Adam Strange, który reklamuje swoją książkę. W trakcie spotkania z czytelnikami jeden z nich oskarża go o straszną zbrodnię. Jakiś czas później człowiek ten zostaje znaleziony martwy, w wyniku czego sam Batman prosi Mr. Terrifica, aby przeprowadził śledztwo. Na tym skupia się cała historia.
King prowadzi szarpaną narrację. Wydarzenia z teraźniejszości i przeszłości ciągle się przeplatają. Na dodatek za każdą linią czasową odpowiada inny rysownik, co uważam za fantastyczny zabieg. W wyniku dochodzenia stopniowo ujawniane są nieprzyjemne dla wielu stron fakty. Komiks uważam za bardzo dobry, ale jednocześnie przeraźliwie smutny i tragiczny. Jego zakończenie sprawiło, że przez dobrych kilka minut próbowałem się otrząsnąć.
Na kilka słów zasługują również rysunki. Obydwaj artyści (Shaner i Gerads) wykonali świetną robotę. Ich prace są kapitalne, nadają fantastyczny klimat i jednocześnie pomagają nie pogubić się w opowiadanej historii. Strange Adventures nie będzie moim ulubionym komiksem Kinga, ale na pewno znajdzie się w ścisłej czołówce.
8/10
Tomb Raider Archiwa Tom 1
Nie grałem w gry z serii Tomb Raider. Filmy z Angeliną Jolie niespecjalnie przypadły mi do gustu, a sama postać Lary Croft nigdy nie była dla mnie szczególnie fascynująca. Po komiks sięgnąłem więc głównie z ciekawości, licząc na lekką, niewymagającą rozrywkę. I dokładnie to dostałem.
Scenarzyści zadbali o to, by akcja nie zwalniała ani na moment. Lara nieustannie wpada w nowe tarapaty, mierzy się z kolejnymi zagadkami i intrygami, a historia pędzi do przodu na złamanie karku. Komiks to czysta akcja i przygoda!
Na szczególne wyróżnienie zasługuje oprawa graficzna. Andy Park wykonuje znakomitą robotę — wcześniej go nie znałem, ale teraz zupełnie nie dziwi mnie, że trafił później do Marvela. Jego interpretacja Lary jest atrakcyjna wizualnie, ale nie popada w przesadną seksualizację. Do tego dochodzą świetnie narysowane tła, lokacje i inni bohaterowie. Pozostali rysownicy również prezentują wysoki poziom, choć ich prace nie robią aż takiego wrażenia.
Całość można porównać do klasycznych filmów akcji z lat 80. i 90., ze Stallonem czy Schwarzeneggerem. Fabuła bywa umowna, logika chwilami szwankuje, a bohaterowie wychodzą cało z sytuacji, które powinny skończyć się katastrofą. Ale taka jest konwencja — i jeśli ją zaakceptujecie, komiks dostarczy wam mnóstwo czystej i nieskrępowanej zabawy.
Tomb Raider Archiwa, tom 1 nie jest dziełem wybitnym, ale jako widowiskowa, pełna przygody i akcji rozrywka sprawdza się znakomicie. Ja bawiłem się przy nim naprawdę świetnie.
7,5/10
Desolation Jones Warrena Ellisa i J. H. Williams III.
Kupka wstydu nie jest mała. Wręcz przeciwnie. Rośnie... A ja co robię? Czytam po raz kolejny komiksy, które już przeczytałem. Czasem nawet kilka razy. Po prostu lubię wrócić do pewnych historii. Ostatnio poniższe weszły ponownie na warsztat.Też tak mam. Tzn. zaległości może nie mam tak dużo i lista raczej maleje niż rośnie, ale nadal jakieś tam są, tymczasem od czasu do czasu nachodzi mnie, żeby powrócić do czegoś, co już znam. I w sumie to dobrze, bo większy sens ma posiadanie czegoś, do czego się zagląda niż czego już nigdy się nie otworzy. A taka ponowna lektura jest często ciekawa, bo odbiór danego tytułu przy kolejnym podejściu potrafi się różnić.
Mam ostatnio troche mniej czasu na czytanie*, ale postanowilem siegnac (sam nie wiem, ktory to juz raz) po jedna z moich absolutnie ulubionych serii ever – Criminal. Wracam do niej cyklicznie, srednio co dwa, trzy lata, i to jest dla mnie okres idealny: pamietam ogolny zarys, ale kazda historia wciaz potrafi mnie zaskoczyc, jakbym czytal ja po raz pierwszy.
*Przylansuje sie - tu jest powod, dla ktorego ostatnio czytam mniej. Bohater komiksow Jasona, w wersji live.
Moja goldenka zawsze jest happy jak sięgam do regału po komiks bo wie, że teraz pan jej nigdzie nie ucieknie i będzie mizianko 
Z Criminal to najbardziej lubię tę historię jak ojciec podróżuje z synem, który się zaprzyjaźnia z dziewczyną z pewnego małego miasteczka. Chodzą razem do antykwariatu i czytają komiksy. Uważam, że ta konkretna opowieść to małe arcydzieło. Ma bardzo smutne zakończenie, kiedy młody zrywa kontakt z dziewczyną i widać, że nie ma już dla niego odwrotu. Przeszedł na złą stronę mocy, tam gdzie ojciec.Zaciekawiłeś, pamiętasz który to tom?
Zaciekawiłeś, pamiętasz który to tom?Zły czas
Lecz niestety patrząc na całość nie mogę tak dać, szczególnie przy trochę dziwnej końcówce.
(https://i.postimg.cc/9Mmjy6FW/Parque-Chas-B.webp)
Parque Chas - przeczytałem pierwszą częśc z dwóch stanowiącą 2/3 tomu. Spore rozczarowanie. Rysunki Risso są tylko ok, przez dodanie szarości brak tak charakterystycznych u niego zabaw z plamami czerni. Fabuła jak na magazyny (pierwotne źródło publikacji) mogła być ok, ale całościowo nie robi to wielkiego wrażenia. Najlepsza historia z biblioteką (dzięki zakończeniu), reszta to takie pitu pitu o miejskich legendach. Do przeczytania i zapomnienia. Max. 6/10.
(https://i.postimg.cc/Y9rwQ5qw/Anihilator.webp)Zgadzam się. Też podchodziłem z obawami, bo opinie były mieszane, a historia jest bardzo fajna.
Anihilator - po serii negatywnych opinii jakie czytałem o tym komiksie odpuściłem sobie zakup. Teraz jednak nówka chodzi na allegro za 35 zł i postanowiłem zaryzykować. I to była świetna decyzja. Dla mnie jest to jeden z najlepszych komiksów Morrisona. Fabuła w sumie prosta, można rzec klasyczna jednak rozpisana na skalę kosmiczną. Czego tu nie ma - miłość, zdrada, zabawy w boga czy nawet tworzenie całych wszechświatów. A jednak udało się Grantowi w tym całym miszmaszu zachować sens, logikę i czytelność (a miewa z tym problemy). Całość uzupełniają świetne rysunki Irvinga. I piszę to jako ktoś kto nie przepada za komputerowymi rysunkami, ale jak już mają być to właśnie takie. Szalone, odjechane, ale bez problemu czytelne. Do tego mimo, że to Amber to wydanie też ok, nie zauważyłem żadnych literówek itp. Szczerze polecam, szczególnie za tak niską cenę. 8+/10.
https://niekulturalni.pl/o-barbarze-bareiro-i-zanotto/
Ja póki co od Barreiro czytałem tylko 'Miasto' z Gimenezem i tu też tylko tak sobie. Wygląda na ten sam przypadek jak Trillo, czyli średni co najwyżej scenarzysta pracujacy ze świetnymi rysownikami.
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem
(...)
Druga historia przedstawia bohatera zmagającego się z depresją mimo pozornie idealnego życia. Decyduje się kupić życzenie pierwszej klasy żeby zmienić swoje życie. Refleksje na ten temat powodują, że chłopak sięga po pomoc specjalisty.
Całość oceniam pozytywnie, choć druga i trzecia opowieść momentami wydawały mi się zbyt rozwleczone. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem pozostaje jednak ważnym i wartościowym komiksem, który porusza istotne tematy społeczne i emocjonalne, nawet jeśli nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia, jak oczekiwałem.
8/10
Ale zaraz... przeciez Nura to dziewczyna.
;)
Osiedle Swoboda to kultowy polski komiks, po który od dawna planowałem sięgnąć. Wznowienie tej pozycji było dobrą okazją, by wreszcie nadrobić zaległość. Sięgając po tę pozycję, liczyłem na niegrzeczny, bezczelny komiks, który kilka razy szczerze mnie rozbawi. Niestety, mimo sporych oczekiwań, lektura nie okazała się dla mnie satysfakcjonująca.Mogę się pod tym podpisać. Też wykorzystałem okazję i sięgnąłem po ten tytuł pierwszy raz.
Aziza jest kobietą. Nur to mężczyzna. Chyba, że to ja coś przekręciłem :D u mnie komiks też wyląduje w topce, ale poza podium.
Pomijając kto, jakie ma poglądy trochę słabo zmieniać treść i zamysł autora.
Mam świadomość, że to tytuł kultowy i ważny dla wielu czytelników, dlatego cieszę się, że mogłem się z nim skonfrontować. Nie zmienia to jednak faktu, że ten rodzaj humoru i narracji zupełnie do mnie nie trafia. Doceniam znaczenie Osiedla Swoboda na polskiej scenie komiksowej, ale jako lektura okazało się dla mnie po prostu nietrafiona.
6/10
Autorki 😉Mój błąd. Myślałem, że to cyborg ;)
Nie zmienia to jednak faktu, że ten rodzaj humoru i narracji zupełnie do mnie nie trafia. Doceniam znaczenie Osiedla Swoboda na polskiej scenie komiksowej, ale jako lektura okazało się dla mnie po prostu nietrafiona.
W oryginale Nur jest osobą niebinarną. W polskim przekładzie wymazano tożsamość queer.I tyle z nagrody dla wydawcy roku 2025. Co ciekawe przecież w 2024 Terapia grupowa od tego wydawcy zdobyła nagrodę translatorską na MFKiG, a teraz taki fakap z ich strony. Słabo.
To najtrudniejsza recenzja, z którą musiałam się w tym roku zmierzyć, nie tylko dlatego, że dostałam "Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem w prezencie od Wydawnictwo Mandioca, ale przede wszystkim, ponieważ to powinien być mój numer jeden w komiksowej topce roku. Niestety, to co wydarzyło się w przekładzie Agnieszki Piotrowskiej jest dla mnie rzeczą niedopuszczalną, dlatego nie mogę z czystym sumieniem zachęcać do tego, aby właśnie w tej wersji po niego sięgnąć.
Ale po kolei.
TŻJDMR to bardzo mądry komiks, poruszający wiele istotnych tematów społecznych z poza europejskiej perspektywy, a jednocześnie trzy angażujące, żywo opowiedziane historie, skrzące fantazją i ironią. Jest świetnie narysowany, bardzo dynamiczny, ze zmieniającymi się perspektywami i planami, a nawet kolorowaniem. Do tego został w Polsce naprawdę pięknie wydany, w solidnej twardej oprawie i, co ważne, w porządku arabskim (czytamy od końca i od prawej do lewej, jak mangę).
Dina Muhammad wpadła na pomysł jak przy pomocy magii pokazać niesprawiedliwość kapitalizmu, konsekwencje nierównej redystrybucji dóbr, opresyjność patriarchatu i wiele innych bolączek współczesnego świata. W centrum opowieści znajdują się Dżiny – czyli życzenia, które wydobywa się w kopalniach jak surowce naturalne i sprzedaje zamknięte w szklane butelki lub zwykłe puszki, w zależności od jakości towaru. Dostępne są trzy klasy życzeń – od tych, które mogą uratować komuś życie, do takich, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Dystrybucja życzeń objęta jest międzynarodowymi regulacjami i wewnętrznymi przepisami poszczególnych krajów. Nie trzeba się domyślać, że na życzenia klasy pierwszej pozwolić mogą sobie tylko najbogatsi ludzie na świecie. Tymczasem przypadek sprawił, że Szukri, zwykły sprzedawca z małego kiosku w Kairze, stał się posiadaczem trzech najcenniejszych butelek. Ponieważ jest religijnym muzułmaninem, a korzystanie z pomocy Dżinów jest sprzeczne z tą religią, wystawia je po okazyjnej cenie w swoim sklepiku. Każda butelka to zalążek kolejnych części komiksu.
Z pierwszą wiąże się historia Azizy, która straciła ukochanego męża. Jest ona pretekstem do pokazania państwa, które może znikać ludzi, nieludzkiego oblicza systemu biurokratycznego, nierównego traktowania obywateli, ale też wzruszającą opowieścią o miłości, o którą walczy się do samego końca.
Część o Nur dotyka tematu zdrowia psychicznego nastolatków i młodych ludzi i jest chyba najprecyzyjniejszym opisem depresji, z jakim spotkałam się w komiksie. Nur znajduje się w etapie przejściowym, nie umie określić kim jest. Przemiana z dziecka w osobę dorosłą spowodowała w nim ogromny dysonans, związany z odbiorem zewnętrznym, własnymi wymaganiami i nieokreśloną tożsamością. To ogromne zagubienie doprowadza Nur do momentu, w którym nie ma już nawet siły wstać z łóżka,
Ostatnia etiuda łączy losy Szukriego i Szaukiji, starszej kobiety, która odwiedzała go codziennie w kiosku na pogaduchy. Porusza najbardziej różnorodne tematy – od migracji ze wsi do miasta, tworzenia życia w nowym miejscu, gentryfikacji, przez przemoc domową i patriarchalność egipskiego społeczeństwa, po przekazanie islamofobicznemu światu najważniejszego przesłania tej religii, którym jest miłosierdzie. Jest to też wzruszająca opowieść o siostrzanej miłości i prawdziwej przyjaźni, która uczy stawiać potrzeby drugiej osoby przed swoimi, nawet jeśli oznaczają złamane serce.
Autorka, która jest zaangażowana aktywistycznie w tematy feministyczne i równościowe (a także propalestyńskie, polecam jej insta) bardzo świadomie zaplanował konstrukcję komiksu, podział wątków i dobór bohaterów swojego dzieła. Szkoda, że Agnieszka Piotrowska, nie wzięła tego pod uwagę.
Pierwszy raz z TŻJDMR zetknęłam się w recenzji Ani Wybraniec i zapamiętałam, że w jednej części występuje osoba niebinarna – co wydało się bardzo odważne w komiksie pochodzącym z kraju arabskiego. Czytając część o Nur w polskim wydaniu zupełnie nie mogłam zrozumieć na jakiej podstawie Ania mogła to wywnioskować. Zapytałam więc i okazało się, że w angielskim przekładzie ten epizod przetłumaczony jest całkowicie neutralnym językiem. Miałam obawy, czy nie jest to jakaś fantazja wydawcy brytyjskiego, postanowiłam więc przetłumaczyć kilka arabskich opinii z GR i w nich również było podkreślane, że nie da się określić płci Nur. W dalszym śledztwie okazało się, że Dina Muhammad również w wywiadach mówi o Nur jako o osobie niebinarnej. Ale to jeszcze nic. Na końcu zrobiłam to, od czego w sumie powinnam była zacząć i okazało się, że w opisie komiksu na stronie internetowej autorki zaimki są bardzo wyraźnie przypisane do bohaterów, a ten dla Nur brzmi „they”.
Tymczasem w polskim przekładzie postać Nur jest całkowicie zmaskulinizowana. W kilku momentach komiksu pojawia się przez to jakiś dziwny dysonans, na przykład kiedy na uczelni pojawia się temat tranzycji, wszyscy koledzy dziwnie patrzą się na Nur, a ja nie miałam pojęcia czemu, bo w mojej głowie to chłopak (zresztą podejrzewam, że tam jest większy błąd w przekładzie, bo nie sądzę, żeby autorka nazwała tak możliwość wyboru płci przyszłego dziecka przez rodziców).
I ja naprawdę rozumiem, że język polski jest bardzo niewdzięczny jeśli chodzi o pisanie w sposób nie akcentujący płci, a użycie neuratywów jest skomplikowane i wymaga pewnego obycia. Ale są różne subtelne sposoby, którymi można było pokazać niejednoznaczność tożsamości tej osoby. Tymczasem dostajemy tłumaczenie ekstremalnie męskie: koledzy mówią do Nur „ej stary”, wszędzie występuje męska deklinacja (dom Nura, brakowało mi Nura itd. Itp.), której spokojnie można było uniknąć.
Jest mi naprawdę bardzo, bardzo przykro, że tłumaczka postanowiła wymazać obecność osoby queerowej z kart tego komiksu, a wydawca tego nie skontrolował. Nie wiem czy to wynik celowej modyfikacji, braku odpowiednich kompetencji translatorskich, czy po prostu niedopatrzenia, ale dla mnie absolutnie nie powinno się to zdarzyć.
Dlatego namawiam Was do czytania wspaniałego i ważnego komiksu Diny Muhammad, ale w innych niż polska wersjach językowych.
A nie uważacie, że ten zabieg został wykonany właśnie ze względu na polskiego czytelnika? Bo de facto wprowadzenie neutralności płciowej/niebinarnego sposobu wypowiedzi generowałoby - zapewne jak niegdyś sławetna "chirurżka" - opór i niezrozumienie. Tak sobie to tłumaczę (oczywiście dywaguję; warto by było pozyskać informacje bezpośrednio od wydawcy).Ja z zasady chciałbym poznawać dzieło takie, jakie stworzył je autor. Krytykuję zabiegi, które według mnie to wypaczają. Nie lubię np. kiedy każda postać w polskim przekładzie posługuje się feminatywami, które uważam za sztuczne (tzn. nie każdy, ale choćby ta chirurżka), bo według takie tłumaczenie nie oddaje tego, jak się faktycznie mówi, a więc jeśli postacie w oryginale nie używają słów, których na co dzień mało kto używa, to uważam to za odstępstwo. Było już kilka komiksów, gdzie w polskiej wersji dodano niebinarne zaimki, co jak dla mnie jest nadużyciem ze strony tłumacza, ale to działa i w drugą stronę - jeśli w oryginalnym utworze postać wypowiada się używając takie zaimki, to jak najbardziej powinno to być oddane w polskiej edycji.
W mojej ocenie jest to uchybienie względem oryginału, bo zmienia odbiór tej postaci, która dla fabuły jest kluczowa. Acz może rzeczywiście warto poczekać na jakieś wyjaśnienie ze strony wydawcy.
@donT: Na razie jeszcze nie czytałam komiksu w całości, ale widziałam screeny plansz; mogłeś odebrać tę postać jako kobietę, bo w tekście angielskim jest wobec niej używany zaimek "they".
@Castiglione: zauważę tylko, że mówi się różnie w zależności od tego, w jakiej bańce funkcjonujesz. Więc trochę nie sprawdza się ogólne "jak się faktycznie mówi". Za to tłumacz i redaktor z pewnością powinni rozpoznać kontekst, zdiagnozować, w jakim środowisku funkcjonują postaci w utworze, i dostosować tłumaczenie do tego kontekstu (zatem jeśli będziesz miał np. nastolatka, to powinien posługiwać się adekwatnym dla siebie językiem i może się okazać, że używa feminatywów bez problemu, nawet tych uznawanych przez Ciebie za dziwne).Z tym się zgadzam. Nie mam problemu, żeby nastolatek we współczesnym komiksie posługiwał się współczesną mową, mam na myśli sytuacje, gdy np. komiks sprzed 20 lat dostaje tłumaczenie, w którym pospolity bandzior z ulicy wypowiada się stosując perfekcyjne feminatywy.
Natomiast inna dygresja: w polskim stosowanie zaimków występuje na dużo mniejszą skalę niż w innych językach (typu francuski, angielski, gdzie te zaimki są po prostu potrzebne do dekodowania znaczenia wypowiedzi); raczej dążymy w tekstach do ich minimalizacji, bo właśnie nie są potrzebne. Identyfikacja tożsamości odbywa się bardziej w czasownikach, i to też tych w czasie przeszłym (opcjonalnie w przyszłym, a praktycznie w ogóle w teraźniejszym) oraz np. w przymiotnikach.No nie muszą to być stricte zaimki, cechy postaci można pewnie oddać w inny sposób, bardziej naturalny dla naszego języka. Kwestia, żeby pozostać w zgodzie z pierwotnym tekstem.
Mam tak samo, zupełnie tego nie wyłapałem. W moim odczuciu nie zmienia to odbioru tej historii.Tak samo. Może nawet tak jest lepiej.
Ludzie niebinarni nie wybierają sobie, w jakiej kulturze się urodzą...
W języku arabskim, który jest językiem silnie binarnym pod względem gramatycznym (z podziałem na rodzaj męski i żeński), tradycyjnie nie ma wbudowanej formy neutralnej płciowo, jednak społeczność niebinarna tworzy neologizmy i eksperymentuje z modyfikacjami słów, by wyrazić niebinarność, chociaż nie są one szeroko przyjęte w standardowej literaturze, a tradycyjna forma męska często pełni rolę domyślną. Zmiany te są analogiczne do tych w innych językach, gdzie gramatyka binarna staje w opozycji do tożsamości niebinarnych.
Tradycyjna gramatyka arabska:
Rodzaj gramatyczny: Czasowniki, przymiotniki i rzeczowniki mają formy męskie lub żeńskie, a tradycyjnie forma męska jest używana domyślnie, gdy płeć jest nieznana lub nieokreślona (np. w liczbie mnogiej).
Brak zaimków neutralnych: W przeciwieństwie do języka angielskiego, arabski nie posiada naturalnych zaimków neutralnych płciowo, które można by łatwo adaptować do potrzeb osób niebinarnych.
Przeczytałem Wasze posty i doszedłem do wniosku, że bardzo możliwa jest opcja, że po arabsku ta postać była mężczyzną, a w języku angielskim autorka mogła w końcu nadać tej postaci cechy jakie chciała, a u siebie po arabsku nie mogła.Też właśnie nasunęła mi się wcześniej taka teoria, że ta postać była opisywana jako niebinarna w wersji angielskiej, a po arabsku niekoniecznie, dlatego nasze wydanie bazując na pierwotnym tekście może tak wyglądać. No ale szukanie źródeł w arabskojęzycznym internecie nie jest takie proste, więc już nie drążyłem ;D
Mi to wygląda że tłumaczka i osoba odpowiedzialna za redakcję zawaliły sprawę, gdyż jeśli tłumacząc z oryginalnego języka dołożyły sobie określenia sugerujące niebinarność na zasadzie "gdyż tak mi się widzi, że w tym miejscu powinien być rodzaj nijaki" to niestety osoby po stronie wydawnictwa Mandioca całkowicie położyły sprawę. Po coś jest ten redaktor, a nie żeby tam sobie był wpisany, choć u niektórych wydawców jak widać chyba jest do niczego się nie przydaje.Ale o czym ty piszesz? Porównujesz przykład A, w którym polski wydawca sobie coś do oryginalnego utworu dodaje, do przykładu B, w którym coś z oryginału wycina, i dziwisz się, że w obu przypadkach ludzie są niezadowoleni? To który z tych dwóch wariantów uważasz za dobry, skoro ludzie powinni się z jednego cieszyć?
To oczywiście sarkazm. Cokolwiek by się nie zrobiło, będzie źle. A my sobie łechcemy ego mogąc się powyżywać się na forum, jacy to inni partacze a my cycuś-glancuś.
A widząc, że nie ma chętnych, może kiedyś uda mi napisać do autorki - bardzo bym chciała - ale głównie, żeby poznać jej opinię w tym temacie, jak sama to wszystko widzi.
@starcek: Wprowadzasz innych w błąd, generalizując i porównując jednoosobowe wydawnictwo z korporacją. Mandioca akurat do tej pory współpracowała z bardzo dobrymi redaktorami językowymi. Nie rzutowałabym tego, co dzieje się na rynku książki, na komiksy - to są kompletnie inne bajki.
Jeszcze raz: poczekajmy na wyjaśnienie ze strony wydawnictwa. A widząc, że nie ma chętnych, może kiedyś uda mi napisać do autorki - bardzo bym chciała - ale głównie, żeby poznać jej opinię w tym temacie, jak sama to wszystko widzi.
Problemy pierwszego świata.
Problemy pierwszego świata.
No tak. Dyskusja na forum komiksowym o ingerencji tłumacza/redakcji w autorski tekst i rozważanie, jaki wpływ miała ta ingerencja na recepcję jednego z popularniejszych tytułów minionego roku - to problemy pierwszego świata.
Nie ma to jak zawalać wątek głupotami czy bohater jest gejem, lgd czy innym wymysłem.Mało się chyba przebijasz przez ten wątek, skoro jeszcze nie zauważyłeś, że poza wrzucaniem opinii pozwala on użytkownikom na odniesienie się nawzajem do swoich wrażeń i dyskusję o danym tytule, i nigdy nie było tu żadnego zakazu rozmowy, a wręcz odwrotnie. Ale żeby ułatwić (choć według mnie nietrudno się domyśleć samemu) - ostatnio czytane było "Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem".
(komiksy ostatnio czytane - a tu 3 strony już o lgbt w jednym komiksie !)
Idźcie z tym sobie popisać na wątek Mandioci, może zobaczą przy okazji czy zrobili błąd.
A nie że teraz muszę ja i inni przebijać się parę stron po to, by zobaczyć co było ostatnio czytane !
Reulamin paragraf 3 pkt 3 i 5 coś chyba znaczą.
Zabójczą Kołysankę czytałeś w oryginalnym wydaniu? Bo SL u nas jeszcze tego nie wydało :)
ZABÓJCZA KOŁYSANKA - ok. 150 stron (A4):
Kryminalny.
Taksówkarz Telenko chce zabić swoją żonę, bo ma jej dość.
Tylko jak to zrobić po cichu ...
Graficznie ładnie to wygląda, fabularnie tylko z początku - spodziewałem się mrocznego klimatu, a dostajemy opowieść trzech osób, która wszystko widzi inaczej.
Lekki zawód.
Ocena: 3 +
Kolego jesli moglbym prosic to nie psuj rynku wtornego
Jak po takich opiniach teraz sprzedac ten komiks za 3 stowy po premierze
Czytam polskie i zagraniczne, a jak czegoś nie ma po polsku to czytam zagraniczne.
Tu - Zabójcza kołysanka - czytałem zagraniczne.
W oryginale Nur jest osobą niebinarną. W polskim przekładzie wymazano tożsamość queer.
A nie uważacie, że ten zabieg został wykonany właśnie ze względu na polskiego czytelnika? Bo de facto wprowadzenie neutralności płciowej/niebinarnego sposobu wypowiedzi generowałoby - zapewne jak niegdyś sławetna "chirurżka" - opór i niezrozumienie. Tak sobie to tłumaczę (oczywiście dywaguję; warto by było pozyskać informacje bezpośrednio od wydawcy).
W mojej ocenie jest to uchybienie względem oryginału, bo zmienia odbiór tej postaci, która dla fabuły jest kluczowa. Acz może rzeczywiście warto poczekać na jakieś wyjaśnienie ze strony wydawcy.
@donT: Na razie jeszcze nie czytałam komiksu w całości, ale widziałam screeny plansz; mogłeś odebrać tę postać jako kobietę, bo w tekście angielskim jest wobec niej używany zaimek "they".
Tymczasem w polskim przekładzie postać Nur jest całkowicie zmaskulinizowana. W kilku momentach komiksu pojawia się przez to jakiś dziwny dysonans, na przykład kiedy na uczelni pojawia się temat tranzycji, wszyscy koledzy dziwnie patrzą się na Nur, a ja nie miałam pojęcia czemu, bo w mojej głowie to chłopak (zresztą podejrzewam, że tam jest większy błąd w przekładzie, bo nie sądzę, żeby autorka nazwała tak możliwość wyboru płci przyszłego dziecka przez rodziców).
Bez przesady z tą dziwnością, w komiksie Sędzia Dredd Ameryka, opowiadanie "Światło, które gaśnie" z 1996 r.Teraz wiemy jak powstała cyborżka.
Punisher: Dziennik wojenny (Egmont)To u mnie odwrotnie, bo według mnie lepszy od Epików. Jak zazwyczaj nie lubię wątków sh w Punisherze, tak tutaj udało się to wprowadzić tak, żeby było fajne. Do tego całkiem niezłe pióro Pottsa, dość duża dawka brutalności, dobra oprawa graficzna - generalnie bardzo solidna rzecz.
Jako wielki fan Punishera z serii MAX (zarówno w interpretacji Ennisa, jak i Aarona),postanowiłem ponownie zanurzyć się w świat Franka Castle. Tym razem sięgnąłem po kultowy w wielu kręgach War Journal. Niestety, muszę przyznać, że lektura okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Niektóre zeszyty były nużące, a przeczytanie całości zajęło mi kilka, a może nawet kilkanaście dni.
Nie oznacza to jednak, że War Journal jest komiksem złym. Kilka historii, jak choćby te osadzone w dżungli, gdzie Punisher spotyka Wolverine’a i... dinozaury, czytało się naprawdę świetnie. Niemniej jednak brakowało mi głębi i ciężkiego, brutalnego klimatu, który tak bardzo cenię w serii MAX. Tutaj fabuła momentami wydaje się umowna, a miejscami wręcz sztampowa.
Jeśli chodzi o stronę graficzną, kreska Jima Lee – który wówczas dopiero zaczynał swoją karierę – jest poprawna, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Widać, że jego warsztat dopiero się kształtował. Dla fanów tego artysty może to być fajna ciekawostka.
Podsumowując, Punisher: Dziennik wojenny to pozycja, która może zainteresować purystów i zagorzałych fanów Franka Castle. Dla niedzielnych czytelników lub osób przyzwyczajonych do mrocznego tonu serii MAX, może to być jednak lektura trudna do przebrnięcia. Osobiście oceniam ją jako poprawną, ale bez większych emocji czy zachwytów.
6,5/10
Neonomicon (Egmont)
6/10
Ale jest w porządku. Jak to dobrze, że nie było dziwnych zaimków, wystarczająco ziewałem na pewnych dłużyznach,
Czytałem to już lata temu, ale z tego co pamiętam to Neonomicon jest ciut słabszy niż Providence, z którym jest luźno powiązany. W Providence masz już tak 90-95% Moore'a w Moorze ;)
Ten-Seconders zaczyna sie naprawde obiecujaco. Motyw bogow‑superbohaterow, ktorzy uznaja ludzkosc za cos w rodzaju wlasnego projektu, nie jest nowy. Alan Moore w Miraclemanie pokazal, jak wyglada to w wersji absolutnie topowej, a The Authority dorzucilo swoja wizje superludzi przekonanych, ze wiedza lepiej od wszystkich. Mimo tego poczatek ma klimat i ciekawie zarysowany swiat, w ktorym cos faktycznie moze zadzialac. Tempo jest szybkie, pierwszy rozdzial skutecznie utrzymuje zainteresowanie i daja nadzieje na cos wiekszego. Niestety, im dalej, tym bardziej wszystko zaczyna sie rozchodzic na boki. Ciag przyczynowo‑skutkowy robi sie coraz bardziej luzny, sceny wygladaja jakby byly sklejane na biezaco, a postacie pojawiaja sie i znikaja bez wiekszego sensu. Nielogiczne zbiegi okolicznosci mnoza sie, a historia traci klarownosc. Final ostatniego rozdzialu to juz tylko chaotyczna bijatyka, pozbawiona atmosfery, ktora budowala poczatek. Zamiast mocnego domkniecia pojawia sie cos, co czyta sie raczej z obowiazku niz z ciekawosci.
Warstwa graficzna tez nie pomaga. Czeste zmiany rysownikow sprawiaja, ze komiks traci spojnosc wizualna, a rozpoznawanie postaci bywa momentami wyzwaniem. Styl zmienia sie co chwile, a to wybija z rytmu i odbiera historii jednolity charakter.
Ten-Seconders to komiks o zmarnowanym potencjale. Start ma solidny, miejscami naprawde interesujacy, ale pozniej brakuje pomyslow, konsekwencji i wyrazistej wizji. W zestawieniu z tytulami, ktore bawily sie podobnymi motywami z wieksza pewnoscia, wypada jeszcze slabiej. Calosc pozostawia wrazenie projektu, ktory mogl byc czyms znacznie ciekawszym, ale rozpadl sie pod wlasnym ciezarem.
Wydzial VII - Medium i Cele.Chyba pisali, że W7 ma się skończyć na 5 sezonie. Czyli przed nami jeszcze tylko 9 zeszytów.
Ale może znajdzie się kiedyś jakiś sposób, aby W7 częściej wychodził. Świetnych artystów nam nie brakuje, a Marek z Tomkiem mają sporo pomysłów.
Asterios to prawdziwy majstersztyk. Mazzucielli stworzył swój najlepszy komiks, ale i ogólnie bardzo mocne 9/10. Niestety jego wymogi ekologiczne powodują, że jest u nas nieopłacalny. Ale nigdy nie mów nigdy i ja czekam. Mimo, że mam oryginał, to kupię polskie wydanie.
Ps.
A ostatnia strona to prawdziwa eksplozja mózgu :o ;D
Dokańczam Superkwęka i w sumie specjalnie się nie wkręciłem. Są lepsze i gorsze historie, ale niestety przypomniałem sobie podczas lektury, że włoscy twórcy bywali specyficzni w traktowaniu klasycznej chronologii czy uniwersum. No i często ich wizje się trochę rozchodzą ze znanymi nam klasykami: inne zachowanie postaci, więcej mrocznych czy złych sytuacji, co nie do końca mi pasuje, a nawet zostaje w głowie jakiś nieprzyjemny zgrzyt. Wyjątkiem Dynastia (MegaGiga 1/2018 (49), gdzie naprawdę miało to ręce i nogi i propozycja przedstawiała się ciekawie. Dopóki nie skończę, nie ocenię całościowo. Ale na razie tak średnio bym powiedział...Też właśnie kończę, zostało mi jakieś 100 stron. I też mam nieco sprzeczne odczucia. Generalnie mi się podoba, ale musiała minąć chwila, żebym się wkręcił, bo jednak koncept Superkwęka zupełnie się nie klei z przedstawieniem Donalda, które znamy z komiksów Barksa czy Rosy, a minęło sporo czasu odkąd czytałem Giganty i trochę odwykłem od tej wersji. Inna sprawa, że nigdy do końca nie przekonywał mnie pomysł na robienie z wszystkich superbohaterów, Superkwęka akurat lubiłem, ale we włoskich komiksach praktycznie każdy ma sekretną tożsamość. Kolejna kwestia to właśnie inny styl pisania postaci. Tu się rzuca w oczy i czas powstania tych historii i nieco inna kultura, ogólnie jest więcej przemocy, fabuły są bardziej przewrotne, w wielu momentach niepoprawne jak na dzisiejsze standardy. W swoich początkach Superkwęk to faktycznie był mściciel, a Donald w przebraniu działał bardzo egoistycznie i niekoniecznie z dobrych pobudek, czasem karząc osoby, które zwyczajnie na to nie zasługiwały. No i miejscami bohaterowie zachowują się zwyczajnie podle i tu rzeczywiście można poczuć zgrzyt, np. ta scena w pierwszej historii, kiedy Donald z całej siły wyrzuca psa na ulicę.
„Zabójcza kołysanka” – mój pierwszy komiks od Studia Lain. Absolutnie nie dissuję wydawnictwa i jego pomysłu na wydawanie/sprzedaż, po prostu nie byłem zainteresowany ofertą, a ten tytuł – hm, lubię crime stories, no zobaczmy.
Cóż, kolejny generyczny frankofon. Scenarzysta chciałby być Brubakerem, ale trochę chorował, a całkiem sprawny rysownik z kału bicza nie ukręci.
Bzdurna historia o idiotach, których nieprzewidywalne zachowania wywołują absurdalne efekty.
Czytałem, czytałem, nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła. A była to logika i jej brat sens, machający z daleka, zza mostu przyjemnych czytadeł.
Dwadzieścia lat temu ten komiks można by było kupić w Międzyzdrojach i Władysławowie w namiotach z przecenionymi czasopismami, jak komiksy Motopola/Podsiedlika/Twojego Komiksu itp. Dziś jest to towar „ekskluzywny”, z limitowanymi wariantami okładki. O tempora…
Przerażająco zabawnym jest, że to jeden z „ambitniejszych” tytułów wydawnictwa. „Darkness”, „Spawn” i tego typu koszmarki we wspomnianych namiotach leżały po 50 groszy za zeszyt. Dzisiaj ludzie się chwalą, że kupili okładkę z gołym cycem za trzy stówy. Co poszło nie tak?
Gdybym kupił, to szybko bym sprzedał. A że pożyczyłem, to błyskawicznie oddałem.
Uprzedzając komentarze: „nie podoba się to nie czytaj” – sam spadaj :)
W Twoim komentarzu jest więcej ego niż recenzji, Brubaker by się uśmiał z takiego pompatycznego machania sensem zza mostu.
Końcówka zaskakuje, jeśli damy się wciągnąć w ten świat i klimat. Ja dałem się ponieść mimo pilnowania. Dlatego uznaje, że scenarzysta zrobił dobrą robotę...
Czy dobrze rozumiem? Nie można oceniać komiksu bez wydawania się jakiś dziwne pseudo ocenianie wydawcy i jego tzw. wyznawców? Serio? Takie łatki dajecie?
Jprdl....
Czy dobrze rozumiem? Nie można oceniać komiksu bez wydawania się jakiś dziwne pseudo ocenianie wydawcy i jego tzw. wyznawców? Serio? Takie łatki dajecie?
Jprdl....
Ale ta o Kołysance to jakiś hejt.
Czy dobrze rozumiem? Nie można oceniać komiksu bez wydawania się jakiś dziwne pseudo ocenianie wydawcy i jego tzw. wyznawców? Serio? Takie łatki dajecie?Ale kto powiedział, że nie można? Oczywiście, że można.
Jprdl....
Bo głosy krytyki, raczej się tutaj nie pojawiają, a nawet jeżeli to szybko są zarzucone stosem niewiele znaczących wiadomości. Wszystkim się podoba? A może są tacy co wstydzą się przyznać, że nie?Ja np. nie piszę o każdym przeczytanym przeze mnie komiksie. Jak coś nie jest dla mnie ani bardzo dobre ani bardzo złe, nie mam większych przemyśleń w trakcie lektury, nie jest od któregoś z moich ulubionych twórców, z moją ulubioną postacią czy tematyką, to często nie chce mi się o tym szerzej wypowiadać albo uważam, że nie będę mieć nic ciekawego do powiedzenia, więc tego nie robię. Z SL przez ostatnie 1,5 roku przeczytałem "Arche - Lailah", "DR & Quincha", "Urma Szalonego", "Afrodydę IX" i ostatnio "Sonatę". W sumie o żadnym się jakoś szerzej nie wypowiadałem i nie czuję wielkiej potrzeby, większość mieści się u mnie w kategorii "średnie". Moore był fajny, Caza to dla mnie grafomania z ładnymi obrazkami, "Urm" podszedł mi bardziej, ale to też nie do końca mój klimat. Amerykany to taki ekwiwalent wyjścia do kina na kolejne "Transformers", nawet jak są w tym zawarte jakieś ciekawe koncepty, to podane na modłę wakacyjnego blockbustera i podobnie jest napisana akcja czy dialogi. Na półce zostawiłem sobie tylko Moore'a i Afrodytę - to drugie mi całkiem podeszło, ale też nie dostałem nawet pełnej historii, bo okazuje się, że konkluzja zawarta jest w innej miniserii, która nie wiadomo, czy w ogóle będzie wydana.
Jest to napisane trochę prowokacyjnie, ale nie jest też jakieś wulgarne i ostrzejszy styl można znaleźć w losowej video-recenzji na yt (choć może nie komiksowej lub nie wśród polskich twórców). Podejrzewam, że gdyby nie wydało tego SL tylko np. taki Taurus, to pod postem byłoby 2x więcej lajków i ogólnie, że beka z partaczy.Ja mam wrażenie, że gdyby wydawał to Tyfus to opinia Popiela byłaby pozytywna.
A czytałeś ostatnio jakieś frankofony które Ci się podobały?
Ja mam wrażenie, że gdyby wydawał to Tyfus to opinia Popiela byłaby pozytywna.Nie. Na tyle co kojarzę to @Popiel potrafi zjechać wszystko co mu się nie podoba, nawet polski komiks wydawcy dla którego sam nieraz robi tłumaczenia. Po prostu wyraża to na swój unikatowy sposób.
W którym momencie sposób jechania po czymś, co mu się podoba, jest unikatowy?Ale on nie jedzie po wszystkim. Choć w większości tak ;). Chodzi o sposób w jaki to wyraża.
Ja mam wrażenie, że gdyby wydawał to Tyfus to opinia Popiela byłaby pozytywna.No widzisz, w jednym poście krytykujesz go, że wylewa żale na wydawnictwo, w kolejnym nie masz problemu innego wydawcę prześmiewczo nazywać "Tyfus". To są właśnie te podwójne standardy, o których pisałem.
A tu wszyscy tacy wrażliwi, że pewnie siedzą teraz zapłakani w kącie i myślą, co zrobić ze swoim "Darkness" :'( Ja w okolicach liceum naoglądałem się filmów takich gości jak Nostalgia Critic, Angry Video Game Nerd, Angry Joe, itp. - panowie wszystko obśmiewali, a co drugie słowo to było "fuck" i "shit". Dobrze, że nikt mi wtedy nie powiedział, że to było absolutnie na poważnie, w dodatku obrażające mnie personalnie, bo nie wiem, czy do dzisiaj wyszedłbym z terapii.Nie krytykowałem go za pojazd po wydawnictwie. Tylko zwróciłem uwagę, że miał pisać o komiksie, a on zaczyna że nie dissuje wydawnictwa a później sam sobie zaprzecza przy czym wylewa z siebie swoją frustrację. Może krytykować wydawnictwo, nie musi być przy tym tak mało pewny siebie i udawać komiksowego dobrego wujka, bo jaki jest każdy widzi. Tak ja Tyfusa dissuje i nie mydlę oczu, że jest inaczej. Szeryfować i sędziowanie też nie zawsze jest potrzebne. Zresztą tutaj nikt nikomu nie napisał, że coś można krytykować a coś nie. Jak ktoś krytykuję to i obrońcy się znajdą, po to jest forum. Popiel nawet za klawiatura jest mało pewny siebie i post musiał zacząć tłumaczeniem się.
No widzisz, w jednym poście krytykujesz go, że wylewa żale na wydawnictwo, w kolejnym nie masz problemu innego wydawcę prześmiewczo nazywać "Tyfus". To są właśnie te podwójne standardy, o których pisałem.
Chyba jesteśmy w stanie zgodzić się, że jest różnica między np. "to jest idiotyczny komiks" a "trzeba być idiotą żeby to czytać".
Wojny Lucasa. Epizod II – podobnie jak w przypadku samego filmu – kontynuacja lepsza od oryginału. Co tu dużo gadać – jest to komiks dokumentalny, w którym śledzimy losy powstania tego kultowego filmu jak i fragment życia jego twórcy. Film świetny, historia jego powstania pełna wzlotów i upadków, przyjemna kreska. Dla mnie super – 8/10.
Szkoda, że to już koniec.O ile pamiętam, to ma być kolejny tom ;)
Napisalbym, ze to juz jest moj tytul roku, ale powstrzymam sie, bo za nami dopiero pierwszy kwartal i kto wie - moze ukaze sie jakis wiekszy hicior. Patrzac jednak na swoje polki, nie widze duzo tytulow o podobnym kalibrze jak Eternauta.
"Prosto z piekła" Alana Moore`a i Eddiego Campbella w wersji kolorowej,
Myślisz, że w ostatecznym rozrachunku "Eternauta" będzie stał aż tak wysoko? Aż takie dobre? "Prosto z piekła" Alana Moore`a i Eddiego Campbella w wersji kolorowej, "Krew dziewicy" Harkhama i "Drom" Lonergana to u mnie potężni kandydaci do topki, a piszę z głowy, zawężając się tylko do rzeczy z USA.
Skonczylem Eternaute i chcialbym dorzucic dwa slowa aby uzupelnic powyzsza opinie. Wczesniej uzylem okreslenia "bomba". Duzy blad z mojej strony - Eternauta to jest "Tsar Bomba" i komiksowa Liga Mistrzow. Zazdroszcze wszystkim, ktorzy beda czytac go po raz pierwszy.
Kupcie, nie pozalujecie.
Przeczytaj sobie jeszcze Miasto od LiT. Jest tam bardzo obszerne nawiązanie ;)
Oesterheld to mistrz. Konstrukcja narracji jest bardziej zbliżona do czasów współczesnych, niż, jakby się wydawało, do lat 50, 60. (wczesne marvelki nie mają nawet podejścia).
Ciekawe, co tam się dzieje w kolejnych częściach. II również pisał Oesterheld, chociaż z tego, co czytałem, to zniekształcił wymowę pierwotnej postaci, w związku z wydarzeniami, które go otaczały. Zaczął przemycać do komiksu treści propagandy politycznej, czego wcześniej unikał. Taką opinię przedstawił Solano.
Niemniej jednak mam nadzieję, że Los Kraba pociśnie całość. Sama postać HGO jest tak interesująca, że zasługuje na książkę biograficzną.
Batman HushWróciłem niedawno również do Husha po przeszło dekadzie od ostatniej lektury (za sprawą DC Deluxe'a) i muszę przyznać, że zyskał w moich oczach po latach - zawsze miałem go za dość przeciętny tytuł, ale z biegiem lat i od groma średnich, a nawet czasem zwyczajnie słabych runów w seriach Batmanowych (chodź Detective Comics od czasów Tyniona IV mi wyjątkowo podchodzi i czytam na bieżąco od tego okresu każdy run) to Hush jest naprawdę dobrym tytułem
Ale to było dobre..jestem dosyć wymagający jeśli chodzi o komiksy z Batmanem i zdecydowanie wolę klasyczne historie od tych nowoczesnych bzdurek a takich niestety też tu trochę jest ale Hush nadrabia rysunkiem, tajemnicą kim jest tytułowy Hush i czemu chce uprzykrzyć życie tytułowemu bohaterowi ale przede wszystkim co mi się spodobało to relacja Batmana z Catwoman czy też raczej Bruce z Selina - to napędzało całą opowieść, dodawało jej uroku i sprawiało że z wypiekami czytałem ten komiks. Ogólnie kawał dobrego peleryniarskiego czytadła.
Moja ocena 8/10
1629 #02 kontynuacja opowieści o rozbitkach feralnego rejsu. Całość jest złagodzona i autorzy szczęśliwie ograniczają brutalność i upadek moralny.Dla mnie to jest spora wada. Chyba we wstępie autor zaznacza, że nie pokazują całej historii tylko jej lekką wersję.
Zresztą samo zakończenie też podrasowano, bo z tego, co czytałem ów bohater przeżył i wystawiono mu nawet pomnik
A jak wypada pod tym względem Jeronimus od Scream? Niektórzy na forum pisali, że podobno lepszy.
No raczej nie przeżył. Jeronimus od Scream ma być podobno dość wierny prawdzie i też polecam. Nie powiem, że lepszy niż 1629 (bo tego nie czytałem), ale dla mnie to jeden z lepszych tytułów ubiegłego roku.
PCA nic nie odwaliło. Pomysł z usunięciem okładek pomiędzy zeszytami jest od autora i tak też jest w oryginalnym zbiorczym wydaniu.Po prostu zabrakło informacji kto jest "pomysłodawcą" takiego rozwiązania ;)
Fakt, że pierwszy tom był lepszy, ale w drugim to co chcielibyście, by pokazywano? Kadry z gwałtami? Więcej zabijania i krwi? Nie ma tego ukazanego dosłownie, ale spokojnie takie informacje można wyczytać między wierszami, zostaje też trochę na wyobraźnię. (...)
.... Manga ma jednak taki posmak nastoletniego akcyjniaka.podobnie jak Akira
podobnie jak AkiraMangi nigdy nie czytałem. Film to było moje kolejne 10/10, ale też ostatni raz oglądałem w liceum i chyba trochę boję się wracać.
"Batman: Pełnia"Zachęciłeś.
Czy można mu się dziwić ;D
Mi również Tyler Cross mocno przypadł do gustu. Natomiast mam przykrą wiadomość, pamiętam jak się podjarałem kiedyś jak się naczytałem opinii, że dalej jest lepiej. No, nie jak dla mnie nie jest, pozostałe dwa są słabsze zdecydowanie niż Black Rock, tym niemniej ciągle dobre.
Czytałem lata temu, ale pamiętam, że drugi i trzeci tom podobały mi się znaczeni bardziej niż jedynka ;)
Ogólnie świetną kreskę ma Brüno. Polecam mocno T'zee - świetna kreska to wiadomo, do tego duszny, afrykański klimat i niezła fabuła.
jestem fanem takich historii sam przeciw wszystkim najakichś zadupiachforum, mogę je mielić na okrągło.
Poprawiłem ;)
Rok temu Nury i Bruno znów połączyli siły przy nowym cyklu, 'Electric Miles', chociaż zdaje się, że nieco słabiej ocenianym od Tylera Crossa. O pierwszym tomie tu:
https://niekulturalni.pl/2025/03/13/nowy-komiks-tworcow-serii-tyler-cross/
Teoretycznie to powinien być pewniak do wydania w Polsce, ale w takim LiT i 'Cesarzowa Charlotta' Nury'ego, i 'T'Zee' z rysunkami Brun(on)a sprzedały się poniżej oczekiwań. Nury to jeden z najciekwaszych europejskich scenarzystów, ale komercyjnie to w Polsce tak średnio sobie radzi.
Jeszcze co do Lost in Time to ogólnie tam lepiej idą generyczne frankofony, a ciekawsze, orginalniejsze tytuły na siebie nie zarabiają. Tak było chociażby z fantastycznym 'Colt&Pepper', gdzie wydawca zrezygnował z innych komiksów autorów, m.in. cenionego westernu 'Marshal Bass'. Nie poradził sobie też Comes, chociaż ten jego zeszłoroczny debiut był faktycznie dość ramotkowy.
Cold & Peppera nie znam ale skoro piszesz że jest fantastyczny to go sprawdzę.
ale to nic nowego - niebanalne komiksy maja bardziej pod górkę - większość zjadaczy komiksowego chleba preferuje rozrywkę w realistycznej kresce czy superhero na czele z mrocznym batmanem itp, mimo to wydawcy jak LiT czy my, starają się co jakiś czas próbować z innym komiksem. Ale to wynika z bycia fanem a nie racjonalnych przesłanek rynkowych
Comesa szkoda bo o ile pierwszy tom był faktycznie ramotkowy tak drugi już pokazał niesamowitą wyobraźnię i umiejętności autora. Cold & Peppera nie znam ale skoro piszesz że jest fantastyczny to go sprawdzę.
Blass skonczyl sie na 12 tomie - mozna wiec wydac zbiorczo, ale watpie by ktos sie odwazyl postawic na komiks z czarnoskorbym bohaterem w roli glownej ;)
mialem swego czasu wysoko na liscie jego komiksy
ale obawiam sie to bylalby wtopa...
przy czym ja wole czarno biale wersje jego komiksow
Blass skonczyl sie na 12 tomie - mozna wiec wydac zbiorczo, ale watpie by ktos sie odwazyl postawic na komiks z czarnoskorbym bohaterem w roli glownej ;)
sam natomiast jestem ciekaw jak poradza sobie 5 do wiecznosci Moratto czy First Kingdom
Teraz faktycznie tak, ale kiedy we wczesnych dwutysięcznych przez kilka lat nadrabialiśmy kilka dekad komiksowyh klasyków, to właśnie te niebalne tytuły radziły sobie lepiej, i to nie tylko wśród krytyków, ale też sprzedażowo. Egmont porzucał sporo serii, które na rynku frankofońskim były przebojami, a u nas trafiały w próżnię. Takie chociażby UW1 czy Pieśń Strzyg, kiedyś i obrywały od recenzentów, i czytelników nie obchodziły. Teraz przyjęcie jest zupełnie inne. Niby normalna sytuacja że takie komiksowe Netflixy radzą sobie lepiej, ale trochę żal, że na te ciekawsze tytuły coraz częściej nie ma miejsca.
Mm, tym bardziej szkoda, że LiT zaczął z Comesem chronologicznie. No nic, na razie zostanie mi przeczytanie tego co wyszło po angielsku, któryś z albumów wydał dawno temu w odcinkach Dark Horse w Cheval Noir.
Z 'Coltem i Pepperem' sam czekałem kilka lat z zakupem, i tak jak wiedziałem czgo spodziewać się po rysunkach Kordeya, tak scenariusz Macana mnie oczarował, niesamowita wyobraźnia i lekkość w tworzeniu postaci i ciekawych scen. Chyba żaden tytuł nie dał mi tyle czystej komiksowej radochy w zeszłym roku. Tu dość entuzjastyczna recenzja, pod którą w większości bym się podpisał: https://www.facebook.com/profile/61556407665303/search/?q=colt%20pepper
No i dodam że gdybym miał napisać u którego współczesnego autora widzę najwięcej Corbena, to właśnie u Kordeya. Obrywało mu się nieraz za pośpiech, ale ma facet moc w łapie:
(https://www.2dgalleries.com/planches/2022/310/kordey-marshal-bass-illustration-a-quiet-evening-3fu8.jpg)
(https://www.bedetheque.com/media/ParaBD/ParaBD_1_51272.jpg)
(https://www.bedetheque.com/media/ParaBD/ParaBD_1_89081.jpg)
Hmm, tego...
(https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/5221000/5221454/1327904-352x500.jpg) (https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/5093000/5093882/1112271-352x500.jpg)
(https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/5115000/5115595/1163890-352x500.jpg)(https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/5014000/5014731/1008292-352x500.jpg)
Polskich czytelników uważasz za rasistów? I to w Święto Flagi, nieładnie. :)
Zaryzykuj, wydaj, przekonaj się. Dobra historia zawsze się obroni.
mamy dane sprzedazowe? ;)
nie wiem czy to od razu rasizm
ja nie mam takich komiksow w ofercie - ale z pogaduszek z innymi wydawcami wyjawia sie obraz ze komiksy o Azjatach (nie dotyczy mang) czy wlasnie czarnoskorych nie sprzedaja sie za dobrze - zapewne sa wyjatki
sam jestem np ciekaw jak idzie Bitter Root ktore chcialem wydac itp itd
(https://i.imgur.com/Z0hm8Fq.png)
nie wiem czy to od razu rasizmMoże wydawcy są rasistami ;)
ja nie mam takich komiksow w ofercie - ale z pogaduszek z innymi wydawcami wyjawia sie obraz ze komiksy o Azjatach (nie dotyczy mang) czy wlasnie czarnoskorych nie sprzedaja sie za dobrze - zapewne sa wyjatki
sam jestem np ciekaw jak idzie Bitter Root ktore chcialem wydac itp itd
(https://i.imgur.com/Z0hm8Fq.png)
Rasistowscy czytelnicy musieli nie zauważyć że Al Simmons jest murzynem, a Wanda murzynką, z małą Cyan na rękach, która wcale biała nie jest i Spawny kupowali, tylko dla wybitnej fabuły. Przecież mało kto by zdzierżył całą murzyńską rodzinę, z jakąś Mamą K na dodatek.Na swój sposób dobry przykład ;) Gdyby nie SL, to byśmy dalej Spawna nie mieli.
Jak się teraz ludzie dowiedzą to komiksy z tej serii bedą zalegać latami.
gdzie wydawca zrezygnował z innych komiksów autorów, m.in. cenionego westernu 'Marshal Bass'.
Poważnie LiT się przymierzał do Marshala Bass'a i zrezygnował z niego po słabej sprzedaży Colt&Pepper? Bo ja kojarzę jakieś dyskusje na temat tego tytułu, ale bardziej chyba że było to wrzucane albo przez SL albo dla SL jako potencjalny tytuł na przyszłość.Rok temu gdy wychodził we Francji finałowy tom Marshala Bassa pytałem LIT czy myślą o wydaniu to niestety taka była odpowiedź: "Gdyby była mowa o 1 zbiorczym wydaniu albo one-shocie, rozważylibyśmy spróbowanie. Trzy cegiełki po około 100-115 zł po rabatach to za duże ryzyko."
Poważnie LiT się przymierzał do Marshala Bass'a i zrezygnował z niego po słabej sprzedaży Colt&Pepper? Bo ja kojarzę jakieś dyskusje na temat tego tytułu, ale bardziej chyba że było to wrzucane albo przez SL albo dla SL jako potencjalny tytuł na przyszłość.
(...)
A dodatkowo widzę, że prawdopodobnie LIT ma już zarezerwowane prawa na Morgana (Segura i Ortiz) i Texas Kid, my brother (Kordey i Macan)
https://www.eccediciones.com/foreign-rights/comic/morgan
https://www.eccediciones.com/foreign-rights/comic/texas-kid-my-brother
(https://i.imgur.com/GUtaaU1.png)
(https://i.imgur.com/xzIiqLI.png)
Edit.
Jeszcze jest też zarezerwowany John the Long
https://www.eccediciones.com/foreign-rights/comic/john-the-long
(https://i.imgur.com/FAnwhkU.png)
Tak, a jeszcze uzupełniając to co napisał Konrad, to chyba jeszcze przed Marshalem Bassem od duetu Kordey/Macan miał wyjść horror 'Nous, les morts' (My, martwi), w którym XIV-wieczną Europę nawiedza plaga zamieniająca ludzi w zombie, przez co w kolejnych wiekach Europa pozostaje na poziomie średniowiecza, a w Ameryce rozwijają się cywilizacje Azteków i Inków. We Francji cały 4-albumowy cykl wyszedł w 2015 roku.
https://www.bedetheque.com/serie-46609-BD-Nous-les-morts.html
nie napisalem ze to musi byc rasizm
napisalem co widza wydawcy
to moze byc trudniejsza identyfikacja z postacia itp itd
ale nie udawajmy tez ze problem nie istnieje, bo na polskiej scenie komiksowej istnieje
ale skali nie znam, wiec daleki jestem od wrzucania wszystkich do jakiegos jednego wora
zgascie pochodnie ;)
No ale to Ty pierwszy wspomniałeś o rasizmie.
A to nie musi być rasizm, być może czytelnikom po prostu ciężej jest się wczuć w postać o innym kolorze skóry, więc mniej chętnie wybierają takie komiksy.
Hold your horses buddy😉
https://forum.komikspec.pl/dzial-ogolny/jakie-komiksy-wlasnie-czytacie/msg273648/#msg273648
Czyli w sumie to nie musi być rasizm ale wydawcy pierwsze co widzą rasizm, dobre. Pierwsze słyszę aby na polskiej scenie istniało to zjawisko, może jakieś pojedyńcze przypadki się zdarzają no ale czy jest sens tak generalizować i od razu rzucać cień na czytelników że nie kupują komiksów ze względu na bohaterów o innym kolorze skóry? To jest słabe i niesprawiedliwe.
To trochę tak jak bym napisał, na Twoim przykładzie, że każdy anarchista jest jednocześnie kapitalistą, no ale nie każdy prawda? :)
No i to Ty zapaliłeś pochodnię, ja stoję obok i pilnuję aż zagaśnie ;)
poczuciem wyzszosci osob ozespół poglądów opartych na wyższości jednych ras nad drugimi, rasizm działa nie tylko w jedną stronębialej karnacjia tym jest rasizm
Po ucieczce z Alcatraz
Bardzo lubię film „Ucieczka z Alcatraz”, a za czasów późnego gimnazjum i wczesnego liceum siadaliśmy z rodziną przed telewizorem i wspólnie oglądaliśmy „Prison Break”. Dlatego miałem spore oczekiwania co do tego komiksu, które niestety nie zostały spełnione.
Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z tytułem nieudanym. Fabuła jest sprawnie skonstruowana i poprowadzona, a warstwa graficzna prezentuje solidny, klimatyczny poziom. Problem pojawia się jednak w konstrukcji postaci, które trudno obdarzyć sympatią. Frank Morris (w filmie genialnie zagrany przez Clinta Eastwooda) drażnił mnie swoim zachowaniem i głupimi decyzjami. Clarence irytował mnie jeszcze bardziej, a najbardziej nie przypadła mi do gustu rola „antagonisty” tego komiksu.
„Po ucieczce z Alcatraz” to komiks poprawny pod względem technicznym, ale emocjonalnie pozostawiający niedosyt. Nie czułem napięcia ani zaangażowania i kompletnie nie obchodziło mnie, czy głównym bohaterom uda się ostatecznie uciec przed wymiarem sprawiedliwości, czy nie. Bardzo chciałem, żeby ten komiks spodobał mi się bardziej, ale niestety nie rezonował ze mną tak mocno.
Ocena: 6/10
Będę bronił tego komiksu mocno, bo wspaniale pokazuje on, że ludzie, którzy spędzili wiele lat za kratkami nie są w stanie odnaleźć się w "wolnym" świecie. Poddani więziennym regułom wiedzą jak je przechytrzyć. Uwolnieni - gubią się, plączą, robią błędy. Jako dyptyk z doskonałą filmową "Ucieczką..." pokazuje nie tyle ewolucję postaci, co rzucenie ich w inne środowisko, w którym nie odnajdują się tak dobrze jak w znajomych murach.
nie wiem czy to od razu rasizm
ja nie mam takich komiksow w ofercie - ale z pogaduszek z innymi wydawcami wyjawia sie obraz ze komiksy o Azjatach (nie dotyczy mang) czy wlasnie czarnoskorych nie sprzedaja sie za dobrze - zapewne sa wyjatki
sam jestem np ciekaw jak idzie Bitter Root ktore chcialem wydac itp itd
nie mega wygodne tylko inny odbiorcaTo w końcu inny odbiorca czy brak wzorców rasowych. W ogóle po co nam na forum działo komiksu japońskiego? Przecież to inny odbiorca.
dwa zwroc uwage na sposob przedstawienia postaci azjatyckich w mangach
nie maja wizulanie w wiekszosci przypadkow zadnych wzorcow rasowych
(https://i.imgur.com/EfOiZuQ.png)To chyba na dyskusję o AI
- stereotypowy mangowy Azjata
co do sugestii - na najblizszej imprezie komiksowej przejdz sie i popytaj jakNic nie będę pytał. To Ty dzwonisz. Z trendami XD. W obecnych czasach "nagradzany komiks" to nie jest żaden gwarant sukcesu sprzedaży w Polsce. A nawet nasze polskie nagrody nie są żadnym wyznacznikiem i w większości są dyskusyjne (np. nagradzany "Mord na dzielni", który jest pod wieloma względami słabym komiksem)
sprzedaly sie np nagradzane komiksy, ja sie podzielilem informacja o trendzie, ale nie mam prawa
za innych wydawcow konkretnie wskazywac co i jak, to nie moja rola
och mnie nie musisz przekonywac ze mangowy styl nie istnieje :)To zapodaj na forum.
pisalem o tym nawet artykuly :)
tylko ze manga ktora wkleiles nie jest wydana w Polsce :)Faktycznie. Zawsze pod górę.
okej czyli klasyk - jak masz sam cos zweryfikowac - czy potwierdzic trend lub nie - to juz za trudne dla ciebie? :)Przychodzisz i wygłaszasz opinię, której nikt nie potrzebował na jakiś kuriozalny temat, na który nikt nie patrzy przy zakupie komiksu. I teraz ja mam weryfikować trend XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
ja nigdzie nie dzwonie, napisalem na forum co mowia wydawcy
reszte dopowiadasz sobie sam :) bez mojego udzialu
jesli nagrody nie sa jakims wyznacznikiem to co jest? jak sie podejmuje decyzje o zakupie komiksu, ktorego sie nie zna? Okladka? Opis fabuly? Prawda? Jakas opinia z forum, moze opinia kolegi, prefernecja gatunkowe i wizualne.Egmont nie wie dlaczego im się dobrze sprzedaje nowe wydanie Asteriksa a Ty chcesz odkryć jakąś prawdę objawioną i sposób na sukces?
I tak moj drogi sa trendy na polskim rynku np taki ze wolimy realistyczna kreska i to zdecydowanie, ze komiksy cartoon radza sobie gorzej itp itdTylko mi powiedz, czy to są dane z gildii, czy masz dostęp do czegoś innego?
To zapodaj na forum.
Faktycznie. Zawsze pod górę.
A Marvele i DC mogą zostać czy też nie? Hachette się liczy czy nie? Oni wprowadzili od groma dobrze napisanych postaci w pełnej gamie kolorów skóry.
Przychodzisz i wygłaszasz opinię, której nikt nie potrzebował na jakiś kuriozalny temat, na który nikt nie patrzy przy zakupie komiksu. I teraz ja mam weryfikować trend XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Egmont nie wie dlaczego im się dobrze sprzedaje nowe wydanie Asteriksa a Ty chcesz odkryć jakąś prawdę objawioną i sposób na sukces?
Tylko mi powiedz, czy to są dane z gildii, czy masz dostęp do czegoś innego?
pisze ze wydawcy obserwuja taki trend, ze kolor skory ma znaczenie
ale nie musi to byc podyktowane poczuciem wyzszosci osob o bialej karnacji a tym jest rasizm
Samo stwierdzenie, że jest spadek sprzedaży komiksów, bo na okładce jest osoba, o innym niż biały kolorze skóry, to jest jakiś obłęd. Totalny odlot.No a jakie masz dane na temat tego, że tak nie jest, poza tym, że sam nie kierujesz się takim kryterium, albo że parę innych osób z forum tego nie robi? Nie rozumiem tego oburzenia. Przykład z superbohaterkami jest dobry - analogiczna sytuacja i też z jakiegoś powodu Egmont w te serie nie wchodzi, mimo że np. na forum część ludzi dopomina się o niektóre tytuły.
Dobra to powiem Ci, jak to widzę. Wróćmy do początku:
W toku dyskusji wyniknęło, że nie jest to trend rynkowy, tylko trend sprzedażowy "niektórych wydawców". I to już brzmi rozsądniej.
Natomiast jak kuriozalnym jest fakt prowadzenia takiej statystyki? Nie wiem, czy w oryginalnej rozmowie padło słowo trend, ale jeżeli tak, to wskazywałoby to na zbieranie takich zapisów od dłuższego czasu.
Jaki jest sens? To jakiś wyraz poprawności politycznej?
Ewentualne spadki sprzedaży, upatrywałbym raczej w treści oraz zmianach w grupie docelowej. Te tytuły należałoby, według mnie przeanalizować, pod kątem gatunku, historii przedstawionej oraz oprawy wizualnej, a później zestawić ze potencjalnymi zmianami grup docelowych i uwzględnić przy tym rosnące koszty dóbr podstawowych. Może to pozwoliłoby wyciągnąć jakieś wnioski, ale wykonanie takiej analizy brzmi jak misja niewykonalna.
Samo stwierdzenie, że jest spadek sprzedaży komiksów, bo na okładce jest osoba, o innym niż biały kolorze skóry, to jest jakiś obłęd. Totalny odlot.
Mogę Ci też powiedzieć, dlaczego nie kupiłem Bitter Root. Powód jest prosty: ograniczenie wydatków. Plus dodatkowo fakt, że te komiksy od Image trafiają do mnie 50/50 (z komiksów image, które czytałem podoba mi się połowa, a połowa nie). Czasami robię wyjątki, żeby zapoznać się z jakąś nową serią. Ostatni taki wyjątek, to byli Ofiarnicy. I tutaj akurat nie żałuję zakupu. Być może na Bitter Root też kiedyś przyjdzie czas.
Marshal Bass - jak wyjdzie u nas to biorę. Tak zwyczajnie. Bo chcę to sprawdzić.
Co do mang i wzorców rasowych - nigdy nie rozpatrywałem tego w ten sposób, ale powiedzmy, że można by się z tym zgodzić. Tylko, że mimo wszystko, sami Japończycy jednak podkreślają różnice rasowe. Nawet w Dragon Ballu pojawiały się postacie ciemoskóre, w tym tak znaczące, jak Uub.
Co do superhero, według mnie powody małej popularności serii solowych są dwa: sentyment i wydatki. Mało osób chce wchodzić w nowe serie, a tym bardziej w nie inwestować, w przypadku kolejnej eopopei na 1000 zeszytów i 500 crossoverów a jednocześnie istnieje sentyment do określonych postaci i te tytuły są kupowane.
(Przy czym znowu, zderzamy się z tym co zawsze: gdybanie, dane częściowe od ludzi z branży wydawniczej i sprzedażowej, dane niepotwierdzone wynikiem, brak wyników sprzedaży. U nas nie da się chyba przeprowadzić wartościowej analizy rynku).
W każdym razie w to wpisuje się Czarna Pantera. Natomiast Hachette nie ma oporów z wydawaniem takich tytułów. I tak tom Superbohaterowie Marvela 21 i jego główna historia "Zobaczyć Wakandę i umrzeć" (Black Panther Vol.4 #39-41) w moje ocenie była naprawdę super pomimo tego, że nie mam specjalnego sentymentu do tej postaci.
W przypadku Lando Calrissiana taka analiza sprzedaży serii byłaby ciekawa, ponieważ jest to postać, którą od zawsze znamy z oryginalnej sagi.
No a jakie masz dane na temat tego, że tak nie jest, poza tym, że sam nie kierujesz się takim kryterium, albo że parę innych osób z forum tego nie robi? Nie rozumiem tego oburzenia. Przykład z superbohaterkami jest dobry - analogiczna sytuacja i też z jakiegoś powodu Egmont w te serie nie wchodzi, mimo że np. na forum część ludzi dopomina się o niektóre tytuły.
Przykład z superbohaterkami jest dobry - analogiczna sytuacja i też z jakiegoś powodu Egmont w te serie nie wchodzi, mimo że np. na forum część ludzi dopomina się o niektóre tytuły.Ale próbował. Co z tego że się dopominają. Skończy się tak samo jak z Harley Quinn, Ptakami Nocy, czy Wonder Woman. Tylko Ms Marvel zagrzał najdłużej miejsca, a jednak nie zdecydowali się kontynuować.
widze ze na bazie filmu bedzie proba z supergirl- ale zaloze sie ze ten projekt szybko zgasnie - chcialbym sie mylicJaki projekt? To są tylko dwa pojedyncze starzały, oby dwa pod film, ale jeden napisał Tom King, którego Egmont wydaje obecnie wszystko (w tym samym czasie przecież idzie też tego duetu Helen z Wyndhorn) oraz antologia Supergirl Świat, gdzie swój udział mają polskie twórczynie (podobna sytuacja była z Mockingbird i Wasp).
No a jakie masz dane na temat tego, że tak nie jest, poza tym, że sam nie kierujesz się takim kryterium, albo że parę innych osób z forum tego nie robi? Nie rozumiem tego oburzenia. Przykład z superbohaterkami jest dobry - analogiczna sytuacja i też z jakiegoś powodu Egmont w te serie nie wchodzi, mimo że np. na forum część ludzi dopomina się o niektóre tytuły.
pisze ze wydawcy obserwuja taki trend, ze kolor skory ma znaczenieczyli mówisz że dlatego nie chcesz wydać ShadowHawka?
Ale próbował. Co z tego że się dopominają. Skończy się tak samo jak z Harley Quinn, Ptakami Nocy, czy Wonder Woman. Tylko Ms Marvel zagrzał najdłużej miejsca, a jednak nie zdecydowali się kontynuować.
Jaki projekt? To są tylko dwa pojedyncze starzały, oby dwa pod film, ale jeden napisał Tom King, którego Egmont wydaje obecnie wszystko (w tym samym czasie przecież idzie też tego duetu Helen z Wyndhorn) oraz antologia Supergirl Świat, gdzie swój udział mają polskie twórczynie (podobna sytuacja była z Mockingbird i Wasp).
czyli mówisz że dlatego nie chcesz wydać ShadowHawka?
Samo stwierdzenie, że jest spadek sprzedaży komiksów, bo na okładce jest osoba, o innym niż biały kolorze skóry, to jest jakiś obłęd. Totalny odlot.
No a jakie masz dane na temat tego, że tak nie jest, poza tym, że sam nie kierujesz się takim kryterium, albo że parę innych osób z forum tego nie robi? Nie rozumiem tego oburzenia.
Na niektórych uczelniach otrzymuje się punkty albo nie otrzymuje, ze względu na wygląd. Zaś w niektórych zawodach otrzymuje się umowę o pracę lub nie otrzymuję, ze względu na wygląd.Ale ze względu na wygląd czy ze względu na kolor skóry?
Ale ze względu na wygląd czy ze względu na kolor skóry?
Bo to "trochę" różne kwestie ::)
raczej niczego sensownego tutaj nie ustalicie :D
Na niektórych uczelniach otrzymuje się punkty albo nie otrzymuje, ze względu na wygląd. Zaś w niektórych zawodach otrzymuje się umowę o pracę lub nie otrzymuję, ze względu na wygląd.
nie ma co tego rozbijac to dosc proste w rozumieniuTo są stereotypy, mogą wpływać na postrzeganie.
np - biali sa gorsi w lozku, czarni sa glupsi od bialych itp itd
tez nie wiem jak pigment skory mialby wplywac na zdolnosci intelektualne np Jacksona czy innych ludzi ;)Nie wiem czy celowo spłycasz, czy serio nie kumasz?
Larry pozowlisz tylko ze na potrzeby tej dyskusji dopytam
czy taka decyzja zakupowa wiaze sie u ciebie z uwazaniem rasy bialej za lepsza od czarnej?
czy ma inne podloze?
No a jakie masz dane że tak jest.Zakładam po prostu, że skoro jeden z wydawców mówi, że taką korelację ze sprzedażą widać, to sobie tego nie wymyśla.
Pomijając fakt, że jest to dosłownie kupowanie książki oceniając przednia okładkę, to tok rozumowania całej akcji jest taki:Ale ja się nie wypowiadam na temat tego, czy to dobrze, czy źle że (jeśli) ktoś się takim kryterium sugeruje, tylko mówię, że jeżeli wydawcy taką zależność widzą, to bez sensu jest się obrażać na rzeczywistość.
- jacyś ludzie podchodzą, lub komunikują w mediach społecznościowych, że nie kupią danego komiksu, bo jest na nim np. Indianin.
- sytuacja powtarza się tak często, że wydawca postanawia prowadzić statystyki w tym zakresie.
- wydawca wyciąga na podstawie zbieranych danych informacje o spadku sprzedaży komiksów w których na okładce są osoby z innym kolorem skóry niż biały i zakładając, że jest to jedyne kryterium, które o tym decyduje.
- informacją dzieli się ziomkami.
- jeden z nich na podstawie informacji zaczyna rozważać czy może być to oznaką rasizmu w Polsce.
Jeżeli nie widzisz w tym nic dziwnego, to spoko. Dla mnie kuriozum. A teraz się okazuje, że to Larry podchodzi kilka razy na targach i mówi "ten to bym nawet wziął, ale z czornym na okładce to nie" xD
To są stereotypy, mogą wpływać na postrzeganie.
Nie wiem czy celowo spłycasz, czy serio nie kumasz?
Korelacja nie dowodzi przyczynowości, np. korelacja między spożyciem lodów a liczbą utonięć wynika z trzeciej zmiennej (pogody), a nie z tego, że lody powodują utonięcia.
No nie wiem takie słowa u liberało-anarcho-kogoś tam. Biała rasa, czarna rasa, lepszy, gorszy, powiedziałbym że się nie spodziewałem, ale bym skłamał, szydło zawsze z worka wyjdzie. Ale żeby nie było, że nie odpowiedziałem to wręcz przeciwnie, uważam że "czarna rasa" jest lepsza w kosza niż "rasa biała", "rasa żółta", "rasa czerwona" i każda inna rasa jaką tam rozróżniasz. I nie, to nie kolor skóry powoduje, że są lepsi w kosza, ale za to ułatwia rozpoznanie tych co będą grać lepiej.
I znowu. Ideologiczne zapasy w kisielu, ktore wiekszosc ma w dupie, oprocz kilku idacych w zaparte.I ja również podpisuję się pod apelem. Parę mądrych stwierdzeń tu padło, ale to nie ten wątek. Jak tak dalej pójdzie, to wlecimy w temat mniejszego popytu na ciemne pieczywo
Apeluje o posprzatanie tematu.
.
Zakładam po prostu, że skoro jeden z wydawców mówi, że taką korelację ze sprzedażą widać, to sobie tego nie wymyśla.
a na czym opiera sie rasizm jak nie na stereotypach?A atawizm be się nie nadał
?
Pytanie tylko czy wydawcy nie wolą gadać, że komiks się nie sprzedał, bo była tam taka czy taka osoba na okładce, a nie wziąć się przyznać, że wydali coś słabego, nieznanych twórców lub że byli leniwi i dali beznadziejne, niereprezentatywne przykładowe plansze (to jest nagminne).
a na czym opiera sie rasizm jak nie na stereotypach?
Dla mnie to raczej oczywiste, sam nie kupuję jak widzę czarną twarz na okładce.
zabawne jak znika twoja odwaga kiedy masz odpowiedziec na konkretnie zadane pytanie :)
wiesz czemu zapytalem? bo napisales kultura w cudzyslowie :)
a jak potrzebujesz mojej jasnej deklaracji to prosze, ja sie swoich pogladow nie wstydze :) nie musze lawirowac jak ty ;)
(https://i.imgur.com/fs2voHl.png)
Nie no, ta wypowiedź jest hitem absolutnym.
Teraz oprócz dziur w mózgu będziesz miał dziury w kolekcji X-Men :)
Normalnie zapytałbym dlaczego starasz się mnie obrazić, ale znam ciebie
Vanish
Ale słabe to.
Piąta to z kolei opowieść o dziewczynce uwięzionej w trwającej dziesiątki, setki, a może miliony lat pętli czasowej. Po wyjściu z tego limbo dziewczynka zmaga się z problemami i ogromną traumą. Traci umiejętność mowy i poruszania się, ale nikt nie chce jej uwierzyć w to, co przeszła.
Odbierasz to tak dosłownie?
Battle ChasersRysunki nawet robią wrażenie. Jest jakaś "głębsza" fabuła? czy fabuła jest tylko pretekstem do nawalanki?
Jak na razie jest to mocno zwariowane dziwne Fantasy.
Rysunki nawet robią wrażenie. Jest jakaś "głębsza" fabuła? czy fabuła jest tylko pretekstem do nawalanki?Na razie to dość klasyczne motywy.
"Trzy siostry" - do komiksu powróciłem, bo zastanawiałem się nad kupnem "Mój daleki bliski" tej samej autorki. A trochę jednak zapomniałem z lektury i chciałem ją sobie odświeżyć. W kolejnym komiksie w prezentowanych grafikach rysunki wyglądają już znacznie lepiej od tego, co można zobaczyć w "Trzech siostrach", ale scenariuszowo ponoć dojrzały czytelnik nie znajdzie nic dla siebie. W sumie i "Trzy siostry" pomimo dość dobrze poprowadzonej historii, nie jest opowieścią, w której można się jakoś zatracić, zmusić do przemyśleń a na pewno nie zostaje z czytelnikiem długo. To by też potwierdziło, dlaczego nie pamiętałem za wiele z lektury za pierwszym razem. Komiks szybko się czyta, więc to na plus, ale też szybko się czyta, bo oka na rysunkach nie zawiesimy, bowiem są zwyczajnie brzydkie i bardziej przypominają szkice i storyboardy niż jakiś końcowy efekt. Taki zamysł autorki. Mi nie podszedł. Ostatecznie wśród 7 zamówionych wczoraj komiksów "Mój daleki bliski" się nie znalazł.
Na innym biegunie jest z kolei "Ziemia, niebo, kruki". Komiksu jeszcze nie ukończyłem, jestem gdzieś w połowie, ale to już zdecydowanie lepiej się czyta i przyjemniej dla oka. Świetne rysunki, idealne kolory a zakończenie historii i losy bohaterów aż chce się poznać. Co prawda nieco może razić laurkowe przedstawienie Rosjan, którzy (przynajmniej póki co) pomagają bohaterom, choć dwóch z nich jest przecież wrogami w tym Niemcem. Z historii wojennej obraz ZSRR w tamtych czasach rysował się jednak nieco inaczej, a te sielskie momenty to kojarzę, ale z lat dzieciństwa, gdy trochę oglądało się produkcji ruskich. Z drugiej strony zwykli ludzie mają gdzieś wojny i raczej pomagają drugiemu człowiekowi bez względu na to kim jest i najpewniej z tego założenia wychodzą autorzy. Potem sobie przypomniałem jednak filmiki z podróży po Rosji różnych blogerów i w większości jednak trafiali na serdecznych ludzi, więc coś w tym jest. w każdym razie póki co, komiks oceniam wysoko. Zobaczę, czy wrażenia utrzymają się do samego końca.
Raczej za jakiś czas kupię. Rysunki wyglądają jak mix mangi z edgy superbohaterszczyzną.
Więzy matczynej krwi - chyba najlepszy komiks Briana Azzarello i Eduardo Risso jaki czytałem - a na pewno najlepiej narysowany - niektóre kadry mistrzostwo świata - Risso w najwyższej formie.
Nawet dla rysunków nie warto?Wg mnie warto.
"Doktor Bezwartościowy" od Kboom!.
Czyli Fredric Wertham - główny bad guy dla twórców komiksów, autor "Uwiedzenia niewinnych", główny hamulcowy rozwoju medium komisowego.
...ale dla mnie w zasadzie żadnego komiksu nie warto dla samych rysunków ;)A 13 tom Koziorożca? Andreasa.... ;)
Jest taki jeden - Przybysz.
A 13 tom Koziorożca? Andreasa.... ;)To jakiś "niesławny" tom tej serii jeśli chodzi o scenariusz? :D Nie czytałem jeszcze Koziorożca i mnie zaciekawiłeś
To jakiś "niesławny" tom tej serii jeśli chodzi o scenariusz? :D Nie czytałem jeszcze Koziorożca i mnie zaciekawiłeś
To niemy komiks. Akcja dzieje się w wysokich górach, wśród ludu, który się nie odzywa, żeby nie spowodować lawiny. Cała fabułą jest opowiedziana obrazem.Dzieki :) Brzmi interesująco
"Znam cię” Michaela DeForge’a to bez wątpienia komiks, który zrobił na mnie największe wrażenie w ubiegłym roku. Zachwycił mnie przede wszystkim swoją nowatorską stroną wizualną – autor w niezwykle umiejętny sposób przedstawił świat znajdujący się w nieustannym ruchu i ciągłej przemianie. Równie mocno działa jednak warstwa fabularna: inteligentna, skłaniająca do refleksji i stawiająca wiele pytań o nas samych w otaczającej nas rzeczywistości. Po lekturze byłem pod tak dużym wrażeniem, że po wielu latach przerwy wybrałem się na MFKiG, by spotkać autora i zdobyć wymarzony wrys. Rozmawiałem o „Znam cię” tak często ze swoją partnerką, że na urodziny dostałem od niej dwa kolejne albumy DeForge’a.
„Heaven No Hell” to zbiór osiemnastu, przeważnie krótkich opowieści. Już pierwsza z nich, „Roleplay”, w przewrotny sposób rozprawia się z popularnym powiedzeniem: „Kochaj to, co robisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. Historia jest jednocześnie makabryczna i zabawna, dzięki czemu świetnie otwiera cały tom. W zbiorze znajdziemy również opowieść o parze, która dzięki specjalnej aplikacji może zobaczyć, jak będzie wyglądało ich przyszłe dziecko. Konsekwencje tego odkrycia okazują się jednak niepokojące. Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak historia „My Darling Astronaut”, śledząca losy dwójki kosmicznych rozbitków dryfujących w szalupie ratunkowej. Narratorką jest kobieta zakochana w swoim towarzyszu niedoli. Zastanawia się, jak zagaić rozmowę, podziwia jego urodę i rozmyśla o tym, czy jej partner również przeżył katastrofę. W pewnym momencie mężczyzna musi opuścić szalupę, by naprawić uszkodzony statek. Wychodzi więc w skafandrze w kosmos, ale wskutek niefortunnego wydarzenia nie jest już w stanie wrócić na pokład. Pozostaje mu jedynie bezradnie ciągnąć się za statkiem i czekać na śmierć.
Ku mojemu zaskoczeniu ta historia bardzo mocno mnie poruszyła. Odczytałem ją jako metaforę postępującej znieczulicy, do której coraz bardziej przywykamy. Nieustannie oglądamy przerażające obrazy, które po chwili ustępują miejsca kolejnym bodźcom. Doskonale widać to choćby w rolkach na ig: zabawne filmiki ze zwierzętami, memy, chwilę później ludobójstwo w Palestynie lub Sudanie, a zaraz potem znów ogłupiacze. Na początku takie wiadomości nas szokują. Czujemy złość, bezradność, chcemy pomóc. Z czasem jednak świat zdaje się przechodzić nad nimi do porządku dziennego, a my wracamy do codziennych zajęć.
Podobny proces przechodzi bohaterka „My Darling Astronaut”. Początkowo jest całkowicie pochłonięta fascynacją drugim człowiekiem, do tego stopnia, że byłaby gotowa zdradzić swojego partnera. Gdy dochodzi do tragedii, próbuje pomóc, ale tylko przez chwilę. Później pojawia się wyparcie, a nawet irytacja – mężczyzna wciąż podąża za nią tworząc u niej wyrzuty sumienia.
Michael DeForge nie tworzy łatwych komiksów. Już sama warstwa wizualna bywa abstrakcyjna i wymaga od czytelnika większego zaangażowania. Również fabularnie autor nie idzie na skróty – w niezwykle celny sposób analizuje współczesny świat, a jego obserwacje rzadko należą do optymistycznych. To twórczość, która zmusza do myślenia i zachęca do interpretacji. Choć może nie brzmi to jak najbardziej rozrywkowa propozycja, gorąco zachęcam do sięgnięcia po komiksy DeForge’a. Dla mnie to prawdziwy powiew świeżości w ukochanym medium. Jeśli jeszcze nie znacie jego twórczości, zacznijcie od „Znam cię” wydanego przez Kultura Gniewu. Będą to świetnie wydane pieniądze i może pozwolą na wydanie kolejnych jego komiksów po polsku.
Komiks powstał w czasach dyktatury i jest alegorią oporu przeciw reżimowi.
(https://komiksopedia.pl/wp-content/uploads/2024/11/Wydrazone-ziemie.jpg)
Wydrążone ziemie - długo się za to zabierałem i chyba nie jestem jedyny (w tym temacie nie znalazłem opinii, w głosowaniu za rok 2025 nikt(!!) na ten komiks też nie wskazał, pszą.
To chyba wyszło w tym roku, a nie w 2025
Wydrążone ziemie - długo się za to zabierałem
Leyek, pelna zgoda.
Z drugiej strony obawiam się o przygotowywany przez, chyba, LiT album Walliego Wooda i jak sprzeda się u nas, bo z wielką przyjemnością kupiłbym kolejne.
Trzecia kamera - solidny komiks.Komiks jest ok, ale sporo się na nim zawiodłem. Po prostu miałem inne oczekiwania.
Jednorożec - M. Gabella, A. Jean - TaurusMoje klimaty. Faktycznie rysunki i historyczne postacie mocno na plus.
Komiks jest ok, ale sporo się na nim zawiodłem. Po prostu miałem inne oczekiwania.
Uwielbiam zagadki II Wojny (te prawdziwe jak i zmyślone) i mam niedosyt takich historii w komiksie.
Thriller, kryminał, mystery, okultyzm, tajemnice SS itd... To tygryski lubią najbardziej.
Natomiast tu dostajemy lekką historyjkę, gdzie w ogóle nie czuć stawki. Opis z tyłu wiele obiecuje,
a w pewnym momencie jak dowiadujemy się o co chodzi, to jest to taki banał, że opadłem.
Dodatkowo mamy tu jakby dwa odrębne wątki idące swoimi torami. Oba równie słabe.
Graficznie jest dobrze. Pierwsze ponure kadry z ofensywy na Berlin, miodzio. Jedyny moment
gdy w trakcie lektury coś poczułem i pomyślałem, kurde ale to dobre.
W sumie nie jest to zły komiks ale takie 2,5/5, albo 3,5/5 gdyby skupić się na samej grafice.
Dla mnie to taki generyczny rozrywkowy kostiumowy frankofon bardzo prosty i łatwy w odbiorze.
Kto przeczytał ze 2-3 takie to już wie wszystko.
Paradoksalnie najsłabszym elementem jest tytułowy Ogr. Gość póki co bez znaczenia, a graficznie
to straszny cartoon, pasujący raczej do Gumisiów niż Joanny dziewicy.
Pierwszy tom szału nie robi, ale też nie odrzuca. Trza czekać co dalej.
Półka niżej niż "Król rozpustników" i pół półki niżej niż "Psi Łeb".
Pieśń strzyg. Księga 1 (LiT)
Jako fan kryminałów sięgnąłem po „Pieśń strzyg” z dużą ciekawością, tym bardziej, że komiks cieszył się sporą popularnością we Francji. Za scenariusz i rysunki odpowiada duet Éric Corbeyran i Richard Guérineau, których wcześniej nie znałem, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać.
(...)
Fabuła ma potencjał, ale komiks moim zdaniem jest po prostu okej. Dla mnie to solidny średniak, który niczym szczególnym się nie wyróżnia. Przeczytałem go bez przymusu, ale też bez większego zaangażowania i raczej nie wrócę do tej historii.
Warstwa graficzna wypada całkiem dobrze. Postacie są rysowane tak, że bez problemu można je od siebie odróżnić, akcja jest rysowana w dynamiczny sposób, tła może nie imponują detalami, ale pozostają przyjemne dla oka.
Podsumowując: „Pieśń strzyg” to komiks, który można przeczytać, ale trudno go jednoznacznie polecić. Raczej nie jest to seria, do której wrócę czy sięgnę po kolejne tomy.
6,5/10
O Wydrazonych Ziemiach slow kilka (raz jeszcze)już nie pamiętam szczegółów, choć czytałem na początku roku polskie wydanie, ale ja "kliknąłem" całkiem wcześnie w czasie lektury. wcześniej miałem dostęp do jakiegoś skanu chyba też bez numerów stron, ale nawet gdyby były, to bym pewnie nie zwrócił uwagi, na pewno go wówczas nie przeczytałem. z oryginału znałem jedynie pierwszy album, ale to dopiero taka przygrywka. Nie spodziewałem się po tym pierwszym tomie, że dalej pójdzie to wszystko bardziej "zmyślnie", choć ja bardzo lubię nie do końca zwarte opowieści. Ale pierwszy album był w zasadzie do pewnego stopnie składanką szortów, które niekoniecznie powstawały od razu jako fragment większej całości.
Choc komiks znam od dawna, wczoraj z duza przyjemnoscia przeczytalem go ponownie po polsku. Przyznam, ze nie wiem, jak to sie stalo, ze wczesniej tego nie zauwazylem, ale to, co autorzy zrobili w ostatnim albumie tego integrala czyli Nogegon, wywarlo na mnie ogromne wrazenie. Na to, ze kryje sie za tym cos wiecej, zwrocilem uwage dzieki dosc "oryginalnej” numeracji stron, ktorej nie ma w posiadanym przeze mnie wydaniu Humanoids/DC Comics.
Bede dobrym ziomem i schowam.
To jeden z tych detali, ktore latwo przeoczyc przy pierwszym czytaniu, a ktore znacząco wzbogacaja odbior calosci. Tym bardziej warto do tego albumu wrocic i spojrzec na niego z nowej perspektywy. Raz jeszcze bardzo polecam, to bez watpienia pozycja z Top10 2026.
Nikt
Tutaj także można już znaleźć sporo recenzji w sieci (w tym POPKultorowy Kociołek na Gildii 😊).
Mi ten komiks fabularnie nie podszedł. Chyba za mało w nim akcji (jak dla mnie), może nie przepadam albo nie jestem w fazie na psychologiczne thirllery. Kreska, jak dla mnie jest OK - normalna (ale Sfery mi się bardziej podobały) – kadry, montaż jest poprawny.
Nie czytałem chwalonego komiksu „Dziewięć” tych samych autorów – co ciekawe nie można go już kupić, a teraz nawet chyba już straciłem na to ochotę.
W związku z powyższym nadal nie wiem co zrobić z „Czarnym horyzontem” tego samego scenarzysty który wychodzi lada chwila. Pomysł i plansze baaardzo mi się podobają, ale „Nikt” oraz oceny (a w szczególności recenzje) Czarnego horyzontu na bdgest nie przekonują mnie na razie do jego zakupu.
Białe Volvo - kupiłem na szybko wraz z "Rzadkimi smakami" ze względu na możliwość wrysu na Komiksowej Warszawie. Niestety dla mnie to totalne chore pudło. Przeczytałem to nawet na dzień przed festiwalem, ale komiksu nie zabrałem ze sobą, bo stwierdziłem, że szkoda czasu czekać po wrys w komiksie, który od razu sprzedam dalej, co też uczyniłem. Bardzo dziwaczny komiks o demonach, które się chyba zemściły, bo jak jechałem go sprzedać, to na rowerze wypadła mi butelka wody z miejsca na bidon. Żeby to się nie powtórzyło włożyłem ją do plecaka, ale nie zauważyłem, że w butelce zrobiła się malutka dziura, z której przez kolejne 20 minut jazdy sączyła się woda, która zalała komiks i musiałem go sprzedać za bezcen. Jeszcze na targach się dowiedziałem, że "recenzenci się zachwycają". Do dziś się zastanawiam czym. Dla mnie 3/10, bo rozumiem zamysł autora i doceniam specyficzny, skandynawski humor, który tu i ówdzie czasem dodał jakiś promyczek nadziei w brnięciu przez to "dzieło".
To ja tylko napiszę, że miałem podobną sytuację ze SPA. Kupiłem zaraz po premierze zachęcony tematyką i ogólnymi informacjami. Przeczytałem i doszedłem do wniosku, że chyba nie tego się spodziewałem, po czym sprzedałem komiks na Vinted :) Ale te kadry, podskórne napięcie, surrealizm, niewiedza, co można znaleźć na kolejnych stronach i takie totalne WTF chodziły za mną dzień w dzień. Po informacji, że autor będzie na KW, ponownie kupiłem SPA, do tego BIAŁE VOLVO i totalnie się zauroczyłem obydwiema historiami. Wydaje mi się więc, że to kwestia oczekiwań - jeżeli nastawimy się na na naprawdę odklejoną historię i mnóstwo totalnie odjechanych kadrów/momentów oraz nie będziemy szukali ciągu przyczynowo-skutkowego w tych opowieściach, to jest duża szansa, że odbiór będzie naprawdę pozytywny. Zresztą autor osobiście potwierdził, że rzadko pisze te historie od początku do końca, wrzucając po prostu swoje pomysły w trakcie rysowania.
Nadrabianie zaleglosci w swiecie Zlego Konia i Czerwonego Kruka - Skalp.
Skalp może być najlepszym komiksem wydanym w Polsce. Dziwne, że osobnik posiadający tu konto od zarania tego forum i pewnie na poprzednim nie czytał go jeszcze... To jak jarać się futbolem i nie wiedzieć kto to Messi
Skalp to przerysowany średniak. Serio tak sie ludzie tym zachwycają? Pomijając, że wszystko tam jest płaskie i przykryte przemocą to też utrwala negatywne stereotypy o indianskich rezerwatach. Jak się oglądało falę indianskiego kina z lat 90. to fakt, że było dużo rozbojów i pijaństwa, ludzie poszukiwali swojej tożsamosci, ale inaczej sie podchodzi do Skalpa. A nazwanie tego najlepszym wydanym komiksem w Polsce - buahaha. To może dla kogoś, kto nagle przestał czytać komiksy dla młodzieży i sięgnął od razu po Skalp. To tu bym w takie coś uwierzył :D Ale to wasze opinie. Ja na temat tego komiksu mam swoją, inną.
No to ja sobie dorabiam pałę giganta bo Skalpa wystawiłem na allegro jeszcze podczas lektury, tak się nie mogłem doczekać by się tego pozbyć :DNocny, pierwszy raz mnie zaskoczyłeś, bo zwykle mamy podobny gust, jeśli idzie o komiksy. Skalp, to moja jedna z najlepszych serii komiksowych, jakie w kolekcji posiadam, a jest tego od pyty.
Dziwne to przyczepienie się do słowa, że ktoś rzucił najlepszy.Przecież nie to jest problemem, tylko wyszydzanie kogoś za to, że wcześniej nie czytał.
No niestety, zmęczył mnie ten komiks.
(https://i.postimg.cc/Fr8ZCqCB/Krzyznieci-01-A.webp)
Krzyżnięci t. 1: Początek - spodziewałem się totalnego odjazdu, szczególnie znając wcześniejsze dokonania Ennisa, a w sumie dostałem niezłe historie, gdzie pojebane akcje są głównie tłem dla całkiem przemyślanych fabuł. Pierwszy tom składa się z trzech niezależnych historii dziejących się w tym samym świecie/realiach i myślę, że warto ocenić każdą z osobna:
vol. 1 - 10 zeszytów napisanych przez Ennisa i zilustrowanych bardzo fajnie przez Jarrena Burrowsa ("Neonomicon", "Providence"), stanowi w sumie takie wprowadzenie do świata. Komiks drogi, takie The Walking Dead na sterydach z lekko "mądrzejszymi" zombie. Na tle całego tomu najsłabsza i najlżejsza historia (niby jest jedna decyzja, która w założeniu miała szokować, ale wg mnie jest tak "z dupy", że staje się zupełnie niewiarygodna). 7/10.
vol. 2 - 7 zeszytów od Davida Laphama, gdzie zaczyna się akcja bez trzymanki. Ta historia ma chyba najbardziej pojebane akcje, a jednocześnie cała historia jest spójna i z satysfakcjonującym zakończeniem. Fajnie koresponduje z 5 sezonem Fargo, gdzie występuje podobna rodzinka - z wierzchu pobożna i idealna, a z środka wychodzi sama zgnilizna. 8/10.
vol. 3 - kolejne 7 zeszytów Laphama, tym razem zilustrowanych przez niedawnego gościa Białogard Comic Con, Raulo Cacaresa. Wg mnie najlepiej zilustrowana (choć kolory odbierają trochę szczegółowym rysunkom) i najlepiej napisana opowieść, dość w sumie kameralna. Jednocześnie tak dużo się podczas niej dzieje, że samo zakończenie takie zwykłe (jak na ten świat) i dość szybkie lekko rozczarowuje, liczyłem na koniec na największy wstrząs. 8+/10.
Całościowo jest więc bardzo dobrze, czyta się ten tom bardzo płynnie i z dużym zainteresowaniem co tam jeszcze autorzy nie wymyślą. A teraz przede mną tom 2, gdzie już na początku czeka wisienka w postaci zeszytów do Alana Moore'a. No i nabrałem ochoty żeby przeczytać 2 i 3 tom Zbłąkanych kul Laphama.
Czytam właśnie Battle Chasers. Mocno zastanawiałem się nad tym tytułem, ale ostatecznie było warto. Kawał fajnej historii. :D
Nevada
Był to jeden z bardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów w tym roku i na starym początku mogę napisać, że nie zawiodłem się po lekturze. Twórcy osadzają historię kaskadera i człowieka od zadań specjalnych, Nevady Marqueza, kończącej się epoce Dzikiego Zachodu, gdzie industrializacja wypiera tradycyjnych kowbojów i rewolwerowców, a w Hollywood ku końcowi zmierza etap kina niemego. W tych okolicznościach Nevada pomaga swojej przyjaciółce, producentce filmowej Louise w odnajdywaniu aktorów czy załatwianiu interesów.
Los Angeles, San Francisco, Monument Valley, Las Vegas, Rio Grande - te wszystkie miejsca na przestrzeni pięciu historii przemierzy tytułowy bohater, wikłając się w różne historie, w których nie brakuje hołdów i odniesień do klasyki kina amerykańskiego spod znaku westernów Johna Forda, Sama Peckinpaha czy Sergio Leone. Do tego trochę klimatu m.in. z filmu Babilon, nawiązania do np. Psychozy... Naprawdę, jeśli lubi się kino, to można każdą stronę przeglądać i szukać mrugnięć okiem od twórców.
Nie jest jednak tak, że komiks to tylko kopalnia nawiązań. Mamy tu dobrze poprowadzoną historię z wieloma charakterystycznymi bohaterami - agencji FBI Spade i Reed, rzeźnik Butch czy intrygująca dama przypominająca Elle Driver z Kill Billa uzupełniają historie Nevady, który to poszukuje niesforną gwiazdę kina, to ucieka na motorze, żeby też zaplanować odbicie więźnia. To sprawia, że nie ma nudy i rutyny, a pozwala scenarzystom zaskakiwać czytelnika. Należy im się też uznanie za zgrabne wkomponowanie w scenariusz takich postaci, jak aktorzy James Cagney i Douglas Fairbanks, czy pisarze Jack London oraz Dorothy Johnson. I nie są tylko "na chwilę", a odgrywają ważne role w całej opowieści.
Bardzo dobra rzecz, którą przeczytałem z przyjemnością i wiem, że nie raz będę wracał, bo to typ opowieści, przez którą się sunie, niczym Nevada przez zachodnie stany Ameryki na swoim Harleyu-Davidsonie.
A masz jakiś komiks który oceniłeś 10/10 ?
A masz jakiś komiks który oceniłeś 10/10 ?
Skoro - "Rzecz jest wybitna i bliska arcydziełu." dostała ocenę 9
Bardzo szanuję podejście bababatmana. 10/10 wystawiam tylko dziełom, które przeszły próbę czasu i po 10-20-30-40 latach od premiery się bronią. Rzeczy wybitne, ale współczesne u mnie mają max 9.
Saga W miałaby szansę, bo zaczęła się ponad 20 lat temu ; )
Człowiek stary, a z czasem nic mądrzejszy – łapie się na frankofony, choć tyle razy rzucał nimi w kąt.Pełna zgoda, klisza goni kliszę. Mimo wybuchów, pościgów i stania na rękach Nevada jest po prostu nudna. Wymęczyłem do trzeciego tomiku, dalej nie dałem rady.
Teraz „Nevada” od Studio Lain. Złapałem się właśnie na setting – koniec lat 20., zmierzch Dzikiego Zachodu, wschód Hollywood i systemu gwiazd/producentów. Kuszące czas i miejsce akcji. Intrygujące. Tylko w opisie.
Bardzo szanuję podejście bababatmana. 10/10 wystawiam tylko dziełom, które przeszły próbę czasu i po 10-20-30-40 latach od premiery się bronią. Rzeczy wybitne, ale współczesne u mnie mają max 9.
Czy może być tak, że długi staż obcowania z medium graficznym powoduje że człowiek dużo już widział i ciężko go czymś nowym zaskoczyć i te 10- tki co rozdał w momencie pierwszego kontaktu z jakimś komiksem są spowodowane nowym doświadczeniem, i kolejne dzieła pomimo że mogą być lepsze już tego efektu nie wywołają co bedzie je dyskryminowało w punktacji ? :-) (chodzi mi o subiektywne oceny)
Mnie "Nevada" też nie zachwycił. Po "W cieniu Słońca" miałem nadzieję, że z innym scenarzystą talent Wilsona rozbłyśnie szczególnie jasno. Nic z tego - setting wydaje się perspektywiczny, fabuła początkowo jest całkiem spójna i obiecuje wiele, ale później zaczyna meandrować w kierunku nieciekawych retrospekcji i irracjonalnych zachowań postaci. Nie bolało mnie przy czytaniu, ale kończyłem bez przekonania i zasadniczo zgadzam się z oceną Popiela. Liczyłem co najmniej na wysoki poziom graficzny, ale nawet na tym polu zdarzają się ilustracje, które nie przystają do poziomu Wilsona.
Reasumując - po kilku ostatnich tytułach mój entuzjazm do eksperymentów Studia Lain jest na wyczerpaniu.
PS. chyba wiem dlaczego Arek wybrał ten tytuł - tam jedna z głównych bohaterek też walczy z kapitalizmem poprzez zarabianie hajsu. ;)
Tyle, że ona dodatkowo walczy też o prawa pracownicze poprzez łamanie praw pracowniczych.
ja za ten hajs finansuje lewackie bojowki na madagaskarze ;) na takie mnie stac ;)Viva la revolución!