"Znam cię” Michaela DeForge’a to bez wątpienia komiks, który zrobił na mnie największe wrażenie w ubiegłym roku. Zachwycił mnie przede wszystkim swoją nowatorską stroną wizualną – autor w niezwykle umiejętny sposób przedstawił świat znajdujący się w nieustannym ruchu i ciągłej przemianie. Równie mocno działa jednak warstwa fabularna: inteligentna, skłaniająca do refleksji i stawiająca wiele pytań o nas samych w otaczającej nas rzeczywistości. Po lekturze byłem pod tak dużym wrażeniem, że po wielu latach przerwy wybrałem się na MFKiG, by spotkać autora i zdobyć wymarzony wrys. Rozmawiałem o „Znam cię” tak często ze swoją partnerką, że na urodziny dostałem od niej dwa kolejne albumy DeForge’a.
„Heaven No Hell” to zbiór osiemnastu, przeważnie krótkich opowieści. Już pierwsza z nich, „Roleplay”, w przewrotny sposób rozprawia się z popularnym powiedzeniem: „Kochaj to, co robisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. Historia jest jednocześnie makabryczna i zabawna, dzięki czemu świetnie otwiera cały tom. W zbiorze znajdziemy również opowieść o parze, która dzięki specjalnej aplikacji może zobaczyć, jak będzie wyglądało ich przyszłe dziecko. Konsekwencje tego odkrycia okazują się jednak niepokojące. Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak historia „My Darling Astronaut”, śledząca losy dwójki kosmicznych rozbitków dryfujących w szalupie ratunkowej. Narratorką jest kobieta zakochana w swoim towarzyszu niedoli. Zastanawia się, jak zagaić rozmowę, podziwia jego urodę i rozmyśla o tym, czy jej partner również przeżył katastrofę. W pewnym momencie mężczyzna musi opuścić szalupę, by naprawić uszkodzony statek. Wychodzi więc w skafandrze w kosmos, ale wskutek niefortunnego wydarzenia nie jest już w stanie wrócić na pokład. Pozostaje mu jedynie bezradnie ciągnąć się za statkiem i czekać na śmierć.
Ku mojemu zaskoczeniu ta historia bardzo mocno mnie poruszyła. Odczytałem ją jako metaforę postępującej znieczulicy, do której coraz bardziej przywykamy. Nieustannie oglądamy przerażające obrazy, które po chwili ustępują miejsca kolejnym bodźcom. Doskonale widać to choćby w rolkach na ig: zabawne filmiki ze zwierzętami, memy, chwilę później ludobójstwo w Palestynie lub Sudanie, a zaraz potem znów ogłupiacze. Na początku takie wiadomości nas szokują. Czujemy złość, bezradność, chcemy pomóc. Z czasem jednak świat zdaje się przechodzić nad nimi do porządku dziennego, a my wracamy do codziennych zajęć.
Podobny proces przechodzi bohaterka „My Darling Astronaut”. Początkowo jest całkowicie pochłonięta fascynacją drugim człowiekiem, do tego stopnia, że byłaby gotowa zdradzić swojego partnera. Gdy dochodzi do tragedii, próbuje pomóc, ale tylko przez chwilę. Później pojawia się wyparcie, a nawet irytacja – mężczyzna wciąż podąża za nią tworząc u niej wyrzuty sumienia.
Michael DeForge nie tworzy łatwych komiksów. Już sama warstwa wizualna bywa abstrakcyjna i wymaga od czytelnika większego zaangażowania. Również fabularnie autor nie idzie na skróty – w niezwykle celny sposób analizuje współczesny świat, a jego obserwacje rzadko należą do optymistycznych. To twórczość, która zmusza do myślenia i zachęca do interpretacji. Choć może nie brzmi to jak najbardziej rozrywkowa propozycja, gorąco zachęcam do sięgnięcia po komiksy DeForge’a. Dla mnie to prawdziwy powiew świeżości w ukochanym medium. Jeśli jeszcze nie znacie jego twórczości, zacznijcie od „Znam cię” wydanego przez Kultura Gniewu. Będą to świetnie wydane pieniądze i może pozwolą na wydanie kolejnych jego komiksów po polsku.