Tak więc w grudniu mamy ujrzeć w Polsce "Gwiezdne Wojny" w wydaniu Epic Collection. Kilka mam przemyśleń z tym związanych.
Przez lata, komiksy GW zdążyły się poukazywać w tylu różnych formach sposobach wydawania, że jeśli ktoś (jak ja) lubi spójność, to mozna dostać białej gorączki.

I niestety wg mnie często daleki od ideału. No bo mieliśmy tak:
- TM-Semic w typowych dla siebie zeszytówkach wydał Mroczne Imperium I i II (bez "Końca Imperium")
- przy premierze EI sprawy w swoje ręce wziął Egmont, wydając kioskowy "Gwiezdne Wojny Komiks" - komiksy w odcinkach + parę one-shotów i Talesów, a później: jedne z pierwszych albumów w ramach KŚK, którymi była powtórka "Karmazynowego Imperium" wraz z sekwelem, adaptacja "Cieni Imperium", oraz zaczątek "Opowieści Jedi" - tych albumów w rękach nie miałem, ale domyślam się, że przypominały Darkhorse'owe.
- w latach 2002-2004 Egmontowi w paradę wszedł Amber ze swoimi ulubionymi 40-stronicowymi albumami gdzie twarda oprawa jest grubsza od zawartości a cena na tamte czasy była kosmiczna. Wydana tak komiksowa adaptacja trylogii Thrawna (18 zeszytów, czyli 9 "albumów" Ambera) okładkowo łącznie miała ponad 200 zł... i to za pomniejszony format. Pod koniec trochę się ogarnęli i ostatnie dwa albumy miały miękkie okładki i znacznie niższe ceny.
- przy Epizodzie III cieniutkie zeszyty Mandragory, kioskowa dystrybucja. Wygodne do czytania, ale kiepsko przetłumaczone, no i IMO dziwnie wybrane komiksy do wydania.
- Wreszcie lata 2008-2014 to niestety pomniejszone, ale eleganckie TPB od Egmontu i po raz pierwszy - pełne wydanie trzech aktualnych ongoingów (Dziedzictwo, Mroczne Czasy, Rycerze Starej Republiki), do tego cała masa starszych i nowszych "kwitów z pralni", a czasem i całkiem nowych historii jak "Więzy Krwi - Jango i Boba" czy rzeczy z TCW - w ramach kioskowego Star Wars Komiks i dwu kwartalnych linii specjalnych. Dużym osiągnięciem było wydanie większości serii Republika i Imperium, niestety w sposób strasznie poszatkowany, a w przypadku Republiki - na ten moment miała ona trzy różne standardy wydawnicze (Amber/Mandra/SWK) i ostatecznie zabrakło kilku trójzeszytowych arków, z którymi Egmont "nie wiedział", co robić.
- Wreszcie od 2015 Egmont konsekwentnie wydawał kilka "legendarnych" TPB na rok, choć niestety w mało ciekawej oprawie graficznej (same składy tomów i dobór tytułów bez zarzutu - np. połączone dwa cieńsze oryginalne TPB w ongoingu "Star Wars", przez co całość 20 zeszytów to 3 TPB), no i niestety po raz kolejny wp...iło im się inne wydawnictwo - Deagostini ze swoją pseudo-kolekcją. Dużo komiksów zostało zdublowanych albo Egmontowi zablokowanych - np. Egmont wydał "Opowieści Jedi: Dawni rycerze" (kontynuując wydawanie serii jeszcze z 2000 roku), jednak niebawem całość wydało DeAgostini na swój sposób. W kolekcji upchane były pocięte na oślep Omnibusy Dark Horse'a, z arkami przerywanymi pomiędzy tomami, bez jakichkolwiek (!) oryginalnych okładek, własny projekt okładki był też syfny. Plusem było wydanie tzw "Klasycznych Opowieści" czy "Droidów" (dark horse'owych), gdyż i tak niskie były szanse, że Egmont się na to porwie, mimo to udało się zabić w kraju wydawanie "legend" na wiele lat.
Tak więc wejście w Epic Collection na tą chwilę niestety "dokłada" do chaosu, tym bardziej, że po dekadach obserwowania niepowodzeń i trudności w stałym wydawaniu Gwiezdnych Wojen mam wątpliwości, ilu potencjalnym nabywcom nie zdubluje się w tych wydaniach co najmniej kilka historii. Z drugiej strony jeśli to ruszy na dobre, to możemy dostać praktycznie komplet Starwarsów Mrocznej Szkapy w spójnym wydaniu. Tylko z jakiegoś powodu brakuje tam rzeczy związanych z
The Clone Wars - ciekawe, że granica poszła tutaj, choć jednocześnie "złapały się" oba komiksy o Maulu, których samo istnieje jest związane z tym serialem (a drugi to nawet zaliczył się do nowego kanonu). Zresztą te komiksy poznałem dzięki SWK i wcale nie były takie złe. Dodatki do zabawek, płatków śniadaniowych i magazynu Star Wars Kids potencjalnie bardziej będą wybijać z rytmu.

Dziwi mnie też sposób ułożenia tych tomów przez Marvela, gdzie te komiksy są ułożone jak najbardziej chronologicznie według wydarzeń w świecie Star Wars za cenę rozwałkowywania długich serii niepowiązanymi ze sobą w żaden sposób duperelkami. W ogóle jak uwielbiam np. humorystycznego Tag & Bink, to pomysł rozstrzelenia tych 4 zeszytów pomiędzy 4 "epiki" jest wprost z innej Galaktyki. Omnibusy DH były pod tym względem bardziej przemyślane (np. zebrane do kupy komiksy o Bobie Fettcie), tylko w nich końcowo nie wszystko było.
Tylko prośba do Egmontu - proszę niech zapowiedziany Epik nie nazywa się "Imperium", tylko np. "Mroczne Czasy" - ta oryginalna nazwa jest okropnie mylącaNo i czemu by nie przeanalizować dostępnych tomów Epic Collection pod kątem wydania w Polsce?
Na początek dostajemy
The Empire - tu w pierwszych czterech tomiskach zawiera sie przeplataniec już wydanych u nas i cenionych
Mrocznych Czasów oraz niepowiązanych ze sobą miniseriach o Darthie Vaderze krótko po "Zemście Sithów", uzupełnione końcówką Republików (związanych już luźno z "Mrocznymi Czasami") wraz z pominiętym w Omnibusie DH i kolekcji DeAgostini numerem 78, oraz oneshotami pt. "Czystka" (wszystkie wydane w Polsce kilkukrotnie). Ponieważ do 2005 roku "zablokowane" było przez Lucasa pisanie jakichkolwiek opowieści w tym okresie, są to wszystko względnie nowe komiksy i raczej spójne jeśli chodzi o ogólny "wajb". Są to też przede wszystkim jedne z lepiej
Jeśli ktoś zaczął zbieranie od kolekcji DeAgostini i jednocześnie nie jest
lojalny wobec serii Republic, to Epic Collection układa się dla niego korzystnie -
The Empire, vol. 3 już zawiera w pełni premierowy materiał przekładańca. Z kolei jeśli idziemy drogą TPB Egmontu - to swobodnie przeskakujemy
trójkę i kupujemy
czwórkę ze względu na "Darth Vader and the Cry of Shadows" (ostatnia z czterech miniserii).
We wspomnianej "czwórce" mamy już wszystko do wyboru, do koloru - "stare" komiksy o Jabbie, słynną miniserię, gdzie Boba Fett bije się z Vaderem (wydana dwukrotnie w Polsce), pełno Talesów, jedne fajniejsze, inne mniej fajne.
"Piątka" to z kolei o dziwo jedna seria w całości, czyli "Droidy" Szkapy (znane już u nas dzięki DeAgostini) + dwa Talesy, których chyba nie czytałem.
W "szóstce" tez rozkład jazdy jest prosty - całośc "Agenta Imperium" (pierwszy tom już dawniej wydany przez Egmont), czyli James Bond w świecie Star Wars, pisane przez Ostrandera w przerwie od długich serii rysowanych przez Duursemę

oraz adaptacje gier "Moc Wyzwolona", które mnie przynajmniej niczym nie ciekawią.
"Siódemka" to już trochę wszystko ze wszystkim, ale niemal wszystko wspominam dobrze - "Imperium: Zdrada" z SWK, rewelacyjnie namalowane "Więzy Krwi" z SWK (tu obie części), "Zagłada" czyli chyba jeden z najlepszych Talesów, nigdy nie zebrałem się - ale ciekawiło mnie przeczytanie "Yavińskiego artefaktu" (w sumie też już 2 razy wydane w Polsce).
Wreszcie ósemka to kompletny galimatias - adaptacja "Nowej Nadziei" (nie ta marvelowska, a powstała od zera z okazji Edycji Specjalnej z 1997 roku), dużo Talesów (wiadomo - poziom zróżnicowany), dodatki do płatków śniadaniowych i magazynów, oraz coś z serii Imperium, ale w innej kolejności, niż wynika z numeracji zeszytów

. Dalszy ciąg już w ramach Epic Collection
Rebellion. Te zeszyty Empire są zresztą solą The Empire vol. 8 - zwłaszcza komiks o Darklighterze, pilocie Rebelii i przyjacielu Luke'a, rysowany przez rysownika "Mrocznych Czasów".
Wydaje się realistyczne, żeby Egmont poleciał z tą serią i to w sposób względnie żwawy. Zwłaszcza, że w sumie większość tych komiksów już kiedyś wydał.

A jeśli tak, to co dalej?
Dobrym pomysłem wydaje się sięgnięcie po sam początek chronologii i
Tales of the Jedi. Są tu trzy tomy, które zgrabnie zbierają całość dwu dłuższych serii.
Dawn of the Jedi niestety został na siłę dokończony ze względu na kończące się wydawanie Legend przez Dark Horse'a, ale cieszy się zainteresowaniem ze względu na dream-team Ostrander/Duursema i opowiadanie o samym początku Zakonu Jedi. Kolejne dwa tomy to już wspomniane
Opowieści Jedi pisane przez Toma Veitcha ("Mroczne Imperium") i Kevina J. Andersona (od dawna chyba niestety najbardziej kojarzony z tłuczeniem dziesiątek ksiązek ze świata Diuny), czyli klasyczna (lata 1993-1998) starożytność Gwiezdnych Wojen, najpotężniejsi Sithowie, pomnikowe rysunki.
Nazwane chyba od gry
The Old Republic to pięć tomów, z których pierwsze trzy, to praktycznie nowa wersja dh'owych omnibusów Rycerzy Starej Republiki - sprawa wiadoma. To ceniona seria, i być może najlepiej sprzedać coś co już się kiedyś sprzedało. Czwarty tom stanowią już komiksy związane z grą - nie wiem, czy po tylu latach dalej to może być magnesem, przyciągającym do kupna takiego tomu - oraz część dalszej twórczości J.J. Millera po Rycerzach Starej Republiki, a piąty tom to seria "Błedny rycerz" również pisana przez Millera (nie czytałem, więc nawet nie wiem co tam się dzieje) oraz niepowiązana z niczym, starsza, bardzo lubiana przeze mnie - choć kontrowersyjna - miniseria "Jedi vs. Sith" o słynnej bitwie o Ruusan, która zaowocowała powstaniem Zasady Dwóch. Jakieś parę Talesów jeszcze się zaplącze po drodze (tych lepszych). Dla mnie osobiście całościowo raczej letni zestaw...
Dwa tomy
Rise of the Sith to kolejny miks wszystkiego i niczego i niestety raczej dużo rozczarowujących doświadczeń starwarsowych.
Jedi: The Dark Side to przeciętny komiks o Qui-Gonie i jego poprzednim uczniu, oba komiksy
Qui-Gon i Obi-Wan też takie sobie (w swoim czasie nawet niezebrane w TPB), komiksy okazyjne zwiazanę z Epizodem I (tzw. Episode I Adventures) to raczej po prostu lektura dla dzieci, za to świetnie wspominam
Radę Jedi: Działania wojenne i niektóre z Talesów (zwracam uwagę np. na "Urwisy" autorstwa Stana Sakaia, czy "Umowę z diabłem" duetu Ostrander/Duursema o postaci, która "później" się pojawia w Republikach). Pierwszy arc Republiki, czyli "Wstęp do Rebelii", też jeszcze nie do końca dowozi, ale to jeszcze można wybaczyć. No i jest
Darth Maul - pierwsza większa historia rysowana przez Duursemę w Gwiezdnych Wojnach. No i oczywiście adaptacja filmu. Ogólnie z tych dwu tomów możnaby złożyć jeden fajny.
The Menace Revealed - tu pierwsze trzy tomy to niemal wyłącznie Republic ciurkiem po kolei - a tym samym dużo Quinlana Vosa, Aayli Secury, Aurry Sing i reszty - do tego cztery części Nomada z późnych Talesów (każda długości regularnego zeszytu, tak jakby był to jakiś skasowany projekt przesunięty do odświeżonego kwartalnika), miniseria o Jango Fettcie i parę powiązanych komiksów. Więc tu skład jest w miarę schludny no i jakościowo też nie schodzi poniżej poziomu. Czwarty to mocny składak - "zapomniany" Republic 46-48: Honor and Duty, seria komiksów z zabawek (najwyżej oceniana z nich wyszła w SWK - okropność), również niesłusznie zapomniany komiks związany z mniej znaną grą Starfighter, oczywiście adaptacja filmu i dużo Talesów (standardowo jedne lepsze inne gorsze).
Tu akurat jest potężna dziura w kolekcji DeAgostini (w której z jakiegoś powodu pojawił się wyłącznie "Atak klonów" rysunkiem Duursemy), więc jeśli ktoś jakimś cudem olał wszystkie wcześniejsze polskie wydania, no to to będzie pozycja obowiązkowa.
Cztery
The Clone Wars również są "poszarpane" polskimi wydaniami i tu akurat marvelowski przekładaniec prawie ma sens, bo większość z tych komiksów jeszcze w latach 2003-2006 oryginalnie w TPB ukazywały się razem, ze względu na zazębiające się fabuły. Chodzi tu o serie Republic, Jedi (niby one-shoty, a w rzeczywistości kolejne odcinki opery mydlanej Ostrander-Duursema-Quinlan-Aayla), oraz Obsession (tzn. ta jest niezależna, ale i tak była "dostawiona" do numeracji bo w Republicach tez były komiksy o Obi-Wanie i Anakinie). Ogólnie okres, którego chronologia stanowiła zawiłą problematykę w fandomie Star Wars, ale do czasów premiery kreskówki Filoniego udało się chyba wszystko wyjaśnić. Ogólnie Wojny Klonów książkowe i komiksowe to zawsze była jedna z moich ulubionych rzeczy w Legendach i gdy Olesiejuk dojdzie do wznowień powieści po Amberze to może być czas, gdy Egmont wznowi po sobie ten sam okres.

c.d.n....