Dzięki, wiem, że to nie Garvasio, więc podejrzewam, że nie będzie w zbiorczym, gdyby się pojawiło:) a rozwiniesz, co masz na myśli, pisząc, że to całkiem inny pomysł na postać? Jak się lubi Kwantomasa Gervasio to warto polować na tego Giganta czy niespecjalnie Twoim zdaniem?
Wybacz opóźnienie, przez Święta zredukowałem trochę czas ekranowy

To jest... dość interesujący komiks, bo to pomysł człowieka ze skandynawskiego Egmontu na reinterpretację tematów, które powstały we włoskich komiksach Disneya. Ale Kwantomas, który tu występuje, ma z postacią Gervasia wspólne w zasadzie tylko imię.
W tej historyjce stary Kwantomas jest upozowany na jakieś wschodniego zgryźliwego senseia rodem z filmów kina kopanego - nosi wschodnie szaty, wcina soczewicę pałeczkami i ma dość cięty charakter. Zdecydowanie nie jest to pewny siebie i elegancki włamywacz-dżentelmen

Historia Pihla gra też na ciekawym temacie, który z różnych względów nie był chyba tak rozwijany we włoskich historyjkach. W pierwszym komiksie o Superkwęku Donald dostał klucze do dawnej rezydencji Kwantomasa przypadkiem, bo przesyłka ta miała trafić do Gogusia jako nagroda w loterii. U Pihla w związku z tym Superkwęk stale żyje w tajonym strachu, że kiedyś Kwantomas dowie się o tym, odbierze mu rolę herosa i przyzna ją Gogusiowi. Właśnie to jest osią tej historii, o której tu mówimy. I tak jak pisze Castiglione - kilka innych komiksów Pihla o Superkwęku wydaje się mieć miejsce jakby w tej samej "linii czasowej".
Mi się wydawało że pani Malwina jest szefową całego Egmontu i podlega jej wszystko a nie tylko dział z komiksami. Pytanie o to czemu ciągle nie ma znowu 12 Gigantòw w roku, do tej osoby uważam za zasadne.
Po pierwsze nie pani Malwina, tylko pani Martyna, a po drugie - wiem troszkę o organizacji wewnętrznej Egmontu i dział prasowy ma swoją własną panią dyrektor i pracowników, a także zupełnie inne procesy wydawnicze i przygotowawcze do druku. Takie pytanie do pani Martyny, szefowej działu komiksów, raczej nie będzie zasadne, ale jeśli chcesz, oczywiście możesz próbować je zadać... jednak wszelkie prawdopodobieństwo wskazuje, że będziesz pukał pod zły adres.
Jak ktoś mi wrzuca do komiksu sam zlep scenek z Dziobasem, bez większej fabuły, albo profesor Kwaczyński uczy i bawi, to mi się odechciewa czegoś takiego czytać. Poprzedni "Duch Klondike" to też nieporozumienie, bo rozrysowano prościutką historyjkę, bez żadnego twistu czy znaczenia. A lepem na czytelników był tylko fakt, że rozgrywa się w przeszłości Sknerusa. Ale równie dobrze mogło się to przydarzyć Babci Kaczce w jej stodole.
A ja na ten przykład bardzo lubię cykl z Gladiuszem i Megajonkiem, bo ma też spore walory edukacyjne, podobał mi się "Duch Klondike" jako wymyślona "straszna opowieść", która wywołuje lęk i smutek nie przez jakieś makabryczne potwory, ale przez powiązanie z relacjami międzyludzkimi, a historyjka z Dziobasem z najnowszego "Giganta" wydała mi się bardzo śmieszna i miała naprawdę wzruszającą puentę

Jak to się mówi w internetach, YMMV.