Kadet weź poròwnaj Pożegnanie z bryká i Elektryczną 313 i powiedz mi czy też nie widzisz recyklingu pomysłów w tym komiksoe i to jeszcze tego samego rysownika. Teraz dodano motyw społecznościowy, ale to dla mnie była banalna laurka.
Nie, nie widzę recyklingu pomysłów. Oj, tyle razy Cię prosiłem - sprawdź dane, zanim zaczniesz coś krytykować, bo to nie pierwszy i nie dziesiąty raz, gdy mylisz główne fakty, przez co Twoje zarzuty chwieją się w posadach.
"
Pożegnanie z bryką" z GP 76 o tym samym tytule nie ma tego samego rysownika, co "
Stara miłość nie rdzewieje" z najnowszego Giganta, bo pierwszy komiks narysował Flemming Andersen, a drugi - Massimo Fecchi. Chyba zmyliła Cię okładka GP 76, która jest autorstwa Fecchiego, jak zresztą w innych GP z tego okresu.
Te dwie historyjki mają też różnych scenarzystów. "Pożegnanie z bryką" napisali Pat i Carol McGreal, a "Stara miłość nie rdzewieje - Maya Åstrup. I poza tym, że w obu komiksach Donald ma problem z 313, ich fabuła zauważalnie się różni. W "Pożegnaniu" Donald jest wściekły na ciągle psujący się samochód i postanawia go sprzedać, ale podczas jazdy do domu kupca przypominają mu się miłe wspomnienia z 313, więc kiedy potencjalny nabywca zmienia zdanie, Donald z radością wraca starym autem do domu.
W "Starej miłości" Donald ani przez chwilę nie denerwuje się na trzystatrzynastkę i w ogóle nie ma mowy o żadnej sprzedaży auta, a osią komiksu są kolejne próby Kaczora, żeby przy użyciu wynalazków własnej roboty zrobić z 313 bardziej ekologiczny pojazd. Ja tu nie widzę w ogóle żadnego recyklingu pomysłów, tylko dwie historie, które z tego samego punktu wyjścia rozwijają się w dwóch zupełnie różnych kierunkach, z zauważalnie odmiennym przedstawieniem samego Donalda.
Jeżeli już musiałbym szukać jakichś podobieństw, to "Pożegnaniu z bryką" bliżej jest fabularnie do komiksu "
Wóz będzie wiózł" z Giganta 12/2000, gdzie Donald też chce sprzedać ciągle psującą się trzystatrzynastkę, by kupić nowy model, i też ostatecznie rozmyśla się pod wpływem sentymentalnych wspomnień o starym samochodzie. I tak jednak nawet te dwa komiksy w moim odczuciu różnią się kilkoma zabiegami fabularnymi i rozłożeniem akcentów.
No i przez to niestety trudno jest mi z całkowitą pewnością poważnie rozważać Twoje zarzuty o wtórności nowych komiksów - bo skąd mam wiedzieć, czy nie opierasz ich na równie wątłych podstawach albo pomyłkach, jak w omówionym wyżej przypadku?
Czytam teraz Doubleducka i tłumaczenie Furgała jest naprawdę w porządku. Do tego luźne i zabawne. To coś świeżego po drętwotach Drewnowskiego...
Szczerze mówiąc, "Doubleducka" jeszcze nie przeglądałem, ale gdybym miał szukać jakiegoś minusa całkiem przecież przyzwoitych poprzednich tłumaczeń M. Furgała, które czytałem, to byłoby to właśnie to, że czasami niektóre jego zdania bywają niezbyt płynne, dość sztywne, jakby tłumaczone słowo po słowie na polski - bez zatrzymania się na chwilę i zastanowienia, jak to samo można by wyrazić naturalniej. Oczywiście w tej konkretnej kwestii wiele do powiedzenia ma też redakcja - zaangażowany redaktor może takie zdania poprawiać i polerować, żeby brzmiały swobodniej, dużo może więc zależeć od tego, kto akurat redagował dany przekład.
Przyznam, że zdziwiłem się trochę, gdy dowiedziałem się, że "DD" ukazał się właśnie w tłumaczeniu Marcina Furgała, bo przecież do niemal wszystkich komiksów w tym tomie były już gotowe przekłady Jacka Drewnowskiego, myślałem więc, że wezmą go do tego zadania, żeby przyspieszyć i usprawnić prace, a Marcina zaangażują do jakiegoś innego tomu. No cóż, niezbadane bywają wyroki Egmontu.