Parę słów o komiksowych dialogach, ich pisaniu, tłumaczeniu i redakcji.
Sytuacja jest taka: bohater ucieka samochodem przez niebezpieczną dzielnicę miasta. Obok niego jest postrzelony, nieprzytomny policjant. Na tylnym siedzeniu leży uzbrojona funkcjonariuszka.
Cała trójka ścigana jest przez badguyów w pickupie, którzy siedzą im na zderzaku i ostrzeliwują z karabinów.
Jest dramat? I napięcie? No są. O życiu i śmierci decydują ułamki sekund. Jak się rozmawia w takich sytuacjach?
Bohater mówi:
- Janet! Przygotuj się do strzału na mój znak!
Czemu imię? Do kogo ma niby mówić, do pół umarlaka? Jaki znak? Dwa razy gwizdnie i strzeli palcami? Czy nie naturalniej – w ferworze ucieczki – zabrzmiałoby „Strzelaj jak powiem!”?
Tymczasem funkcjonariuszka na tylnym siedzeniu jest i tak o wiele bardziej elokwentna. Szkło się sypie, kule świszczą, a ona jedzie z perorą:
- Że co?! (pozwala sobie na pytanie retoryczne). Pan oszalał! (stosuje zwrot grzecznościowy oraz poprzez ironię sugeruje niepoczytalność protagonisty). Oni mnie podziurawią… (stwierdzenie faktu plus metafora bycia postrzeloną). „Zabiją mnie!” Albo i krócej. W tej sytuacji zwłaszcza.
- Bez dyskusji!!! - odpowiada policjant, z jednej strony okazując swoją wyższość, a z drugiej strony zakłada, że interlokutorka otworzyła pole do polemiki, tyle że w niewłaściwym czasie i miejscu. Na jego miejscu wycedziłbym „Zaraz!”, ale raczej nic bym nie mówił, skupiając się na drodze. I planowanym manewrze.
Bowiem na kolejnej stronie bohater zaciąga ręczny hamulec, by ścigający pickup wbił się w zderzak i zrzucił z siebie strzelających. Wcześniej jednak nie omieszka zwrócić się do partnerki z tylnego siedzenia:
- Janet! Pora na ciebie!
Znów po imieniu. Czy w kryzysowej, stresującej sytuacji do jedynej kontaktującej osoby obok zwracamy się „Grzegorzu!”, „Marianno!” itp. Chyba adresat komunikatu doskonale wie, że nim jest. A już „pora na ciebie!” to kuriozum absolutne. Jaka pora? I na kogo, oprócz Janet? Normalny człowiek – przypominam – skupiony na kierowaniu autem pod ostrzałem karabinów maszynowych, zawołałby po prostu „Teraz!” albo „Strzelaj”. W sytuacjach ekstremalnych działają proste, precyzyjne komunikaty.
Bohaterom się udało. Ale całe napięcie sceny poszło się kochać, a czytelnikowi pozostał gruby niesmak.
„Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu”. Wyd. Non Stop Comics. Strony 82-84.
Przekład: Paweł Łapiński
Korekta: Izabela Sieranc. Hanna Antos