Półfinały na papierze wyglądały świetnie. Cztery reprezentacje z czuba rankingu powalczą między sobą o medale. Wcześniej takich szlagierów z prawdziwego zdarzenia prawie nie było. Niemcy, Brazylia okazały się papierowymi potęgami, Holendrzy polegli po przyjęciu negatywnej taktyki z Marokiem, Portugalia postawiła się Hiszpanom, ale ostatecznie nie wyglądali jak ktoś, to tu przyjechał wygrać.
Miały być starcia tytanów, a wyszło skromnie. Francuzi zagrali fatalny mecz przeciw Hiszpanom (jacyś statystycy wyciągnęli fakty sięgające kilkudziesięciu lat wstecz). Po tym, co pokazywali wcześniej to naprawdę im kibicowałem. Jako jedni z nielicznych grali ofensywny futbol, nie bali się inicjatywy, nie bali się posyłać zawodników do przodu. Strzelali bramki w urozmaicony sposób. A Hiszpanie wsypali piach w tryby i zupełnie je zatarli. Do tego ten pechowy karny. To był gwóźdź do trumny. Hiszpanie dostali gola w prezencie (nie to, że się karny nie należał i nie to, że on rozstrzygnął – bo tego dnia Hiszpanie byli nie do ogrania), bo bez większego wysiłku. Później wyczekali moment i podziękowali za grę.
Argentynie i Anglii w pierwszej połowie to piłka w sumie potrzebna nie była. To był tylko pretekst, żeby nie kopać się w losowych miejscach, tylko w jej okolicy. Straszne. Później Anglicy strzelili i odstawili swoją wersję obrony Częstochowy (czy co oni tam bronili w swojej historii) i polegli. Każdy widział, że tak to się skończy, tylko nie Tuchel wprowadzający kolejnych obrońców. I jeszcze na koniec dostali gola z główki, a po to był Burn, żeby tak się właśnie nie stało. Szacunek dla Argentyny, że dali kolejny raz z wątroby i wyrwali zwycięstwo. Paradoksalnie strzelony gol Anglikom zaszkodził. Do tego momentu gorsi nie byli. Też umieją się kopać po kostkach.
Mecz o trzecie miejsce to jak potyczka w fifę ze szwagrem o 3 nad ranem.
Finał może jakiś niezapomniany nie był, ale mnie nie zaskoczył za bardzo. Obawiałem się nawet bardziej zamkniętego meczu. Hiszpanie jednak parę razy docisnęli. Argentyna nic nie zagrała z przodu i dociągnęli do dogrywki. Anglicy by dostali gładko w 90 minut, tak jak w finale Euro. Zakładałem, że gola w 90 min strzeli Merino, strzelił inny zmiennik 20 minut później.
Ostatecznie wygrała drużyna najlepsza, co wcale nie oznacza, że grająca najładniej. Byli po prostu o jeden ruch przed wszystkimi. Jeden stracony gol w 8 meczach, gole zmienników, umiejętności techniczne na poziomie nieosiągalnym dla wielu innych nacji. To pozwalało na kontrolowanie meczów niemal od początku do końca. Zaczęli słabo, ale turniej trwał ponad miesiąc. Mecze grupowe można było traktować jak sparingi, a w fazie pucharowej wygrali z Portugalią, Belgią, Francją i Argentyną. Bez karnych, z 1 dogrywką. Mieli najtrudniejszą ścieżkę i się nie potknęli. Po prostu mistrzowie. Podobnie jak 16 lat temu Iniesty, Xavi, Ramosy i Puyole zrobili maszynę do wygrywania. Żaden zawodnik (poza Nico Williamsem, który za wczoraj powinien dostać rocznego bana na reprezentację) nie odstawał. Zmieniał kolegę i wiedział, co robić.
A co do samego mundialu, to mam dość mieszane uczucia:
Plusy – największe gwiazdy były w formie (Mbappe, Dembele, Kane, Bellingham, Haaland, Rodri czy Messi) – błyszczeli w swoich drużynach i ogólnie zagrali dobre turnieje. Na pewno byli zmęczeni, ale nie było tego tak widać, jak nieraz w przeszłości. Względnie niewiele było kontuzji wśród topowych graczy, tak że ktoś zupełnie nie przyjechał.
Stadiony – wielkie, nowoczesne, w tv wyglądały świetnie (Dallas, Los Angeles, Seatle, Azteca w Mesyku). No i na szczęście nie sprawdziły się hiobowe przewidywania, że pogoda skasuje Mundial. Pojedyncze przypadki burz i chyba jednak nie było takich strasznych upałów – to zresztą mam wrażenie stały element tego turnieju – Meksyk 86 podobno był piekłem, też coś mi świta, że w 90, 94, 98, 2002 w Korei i Japonii też bywało ciężko.
Były niespodzianki (zawsze muszą być), chociaż głównie rozczarowujące kibiców z danych krajów (Niemcy, Brazylia, Holandia) no i murowane czarne konie nie wypaliły (Turcja, Urugwaj, Maroko, czy też ktoś inny z Afryki).
Było też dużo minusów:
Absurdalny rozmiar turnieju – wiele drużyn zupełnie przeciętnych, kilka na poziomie urągającym takiemu widowisku. To spowodowało, że ci najwięksi rzadko na siebie wpadali. W grupach faworyci poradzili sobie bez mrugnięcia okiem, a później tylko Hiszpanie mieli naprawdę trudną drabinkę. Poziom piłkarski przez to też był taki sobie. Na pewno były emocjonujące momenty, mecze, mogły się podobać, kontrowersje które się jakoś zapamięta. Ale nie wiem, czy spośród tych ponad 100 spotkań za 5 lat będę jakieś konkretne wspominać (obawiam się, że Ekwador – WKS, czy Algieria – Austria niedługo mi się pozacierają, a Argentyna – Rumunia z 94, Dania – Brazylia z 98 i wiele innych pamiętam do dziś). Najmocniejsi, jak na siebie wpadali, to zaczynali grać zachowawczo. No ale tak wygląda reprezentacyjna piłka, wypatroszona przez rozgrywki klubowe.
Te całe przerwy na nawodnienie – kpina z kibiców, ale też i zmiana w jednym z aspektów tego sportu. Gra ma się toczyć bez przerw, zmęczenie, rozprężenie, odpuszczenie założeń taktycznych to istotne elementy, które nieraz decydują o wyniku. A piłkarze machający do sędziego, żeby zrobił przerwę to wstyd (Pickford w każdym meczu to robił). Rozumiem wyjątkowo, ale jak grają w deszczu w 20 stopniach? Albo w de facto klimatyzowanej hali?
Kibice na stadionach – poza wyjątkami to bywało dość cicho. Zawsze miałem bekę, że druga połowa zaskakuje, bo chyba wszyscy w kiblu, albo bardziej prawdopodobne w kolejce po hotdoga. Zawsze mówię, że imprezy piłkarskie powinny odbywać się w krajach bogatych i tam, gdzie piłka jest ważnym sportem. Inaczej mamy takie obrazki plus celebrytów od czapy.
A za 2 lata Euro rozgrywane na Wyspach (Anglia, Szkocja, Walia, Irlandia). Co ciekawe, wszyscy będą musieli zagrać w eliminacjach, ale 2 miejsca będą trzymane dla gospodarzy, którzy polegną. Gdyby poległa trójka lub czwórka, to ranking ma zadecydować. Pewnie uwag co do atmosfery mieć nie będę, ale 24 drużyny na Euro to też przesada. Na Mundialu było chyba 16 i też jakaś Słowacja Czechy się zaplątały. Szkoci też blado. A tu jeszcze trzeba będzie 8 kolejnych znaleźć. No ale to zmartwienie za 2 lata 😊