No niestety Egmontowska kreda jest... kredą i to jest w sumie jej jedyna zaleta.
Bardzo to było widać chociażby w "Naszym wielkim Donaldzie", gdzie nasycenie kolorów na porządnym papierze offsetowym było dużo, dużo lepsze.
Z drugiej strony Egmont mógł dać papier, który jest w zwykłych wydaniach "Asteriksa" (albo co gorsza, ten z premierowych wydań drukowanych poza Polską), więc mogło być gorzej.