W tym wypadku muszę zdecydowanie przyznać rację OokamiG. Jeżeli chodzi o tłumaczenie pseudonimów, nazw drużyn itp., każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie. Zarówno założenie, że wszystko spolszczamy, jak i przyjęcie, że wszystko zostawiamy po angielsku, zapędzi nas prędzej czy później w ślepy zaułek. Dobry tłumacz zbada konkretną sytuację pod kątem językowym, kulturowym, znaczeniowym, estetycznym - i podejmie na tej podstawie decyzję.
Niektóre nazwy wręcz wołają o spolszczenie - na przykład postaci nawiązujące do znanych pojęć i tekstów kultury i dziedzictwa, których pierwowzory mają już polskie imiona i nazwy. Emma Frost to Biała Królowa, a nie White Queen, bo hierarcha Hellfire Club była oparta na szachach, które mają polskie nazwy. Jervis Tetch to Szalony Kapelusznik, bo tak nazywa się u nas ta postać z "Alicji w Krainie Czarów" i nie ma sensu bawić się w angielską wersję. Kiedy Wonder Woman spotyka boginię mądrości, to przecież wiadomo, że w tłumaczeniu nazwiemy ją "Atena", a nie "Athena". Podobnie w Avengers był Herkules, a nie "Hercules" i Gilgamesz, a nie "Gilgamesh".
Czasem nazwa polska jest po prostu zręczniejsza. Chyba nikt nie będzie głosował za "Captainem Americą" zamiast Kapitana Ameryki. "Fantastyczna Czwórka" odmienia się znacznie wygodniej i sprawniej niż "Fantastic Four". Jeden z wrogów Spider-Mana bywał u nas nazywany zarówno "Vulture", jak i "Sęp", ale ta druga wersja wygrywa, bo z angielskiego pseudonimu nie za bardzo da się utworzyć miejscownik (rozmawiamy o... o kim? o Vulturze?). Poza tym wszystkie te teorie jakby milcząco zakładają, że mówimy tylko o języku angielskim. Kiedy tylko rozszerzymy zakres języków, założenie "wszystko zostawiamy w oryginale" zaczyna się chwiać w posadach... bo wtedy zamiast Superkwęka mielibyśmy "Paperinika".
To, że dziś mówimy o Avengers, a nie o Mścicielach, jest wyłącznie kwestią uzusu. Pamiętam, że jeszcze przed premierą filmu całkiem popularna była spolszczona wersja, a "Avengers" tak naprawdę zdominowali polskie teksty dopiero po gigantycznym sukcesie filmu, w którego tytule zostawiono nazwę bez zmian.
Są oczywiście też pseudonimy, których na obecnym etapie nie opłaca się spolszczać, bo zyskały sobie ogromną rozpoznawalność w oryginalnej formie, na przykład najbardziej znane: Superman, Batman, Spider-Man. Czasem polskie tłumaczenie różniłoby się rodzajem gramatycznym od płci posiadacza ksywki, co utrudniałoby odmianę i budowanie sensownych wypowiedzi (np. z
Młodych Tytanów Teen Titans Nastoletnich Tytanów* Raven i Nightwing. Czasem po prostu trudno oddać jest sens pseudonimu w zgrabny, zwięzły sposób w języku polskim (np. w wypadku Punishera).
Tak więc - nie ma reguły.
@wayne - to, że celowo tłumaczysz te pseudonimy tak, by brzmiały źle, nie wzmacnia Twoich argumentów. Wiadomo przecież, że dosłowne znaczenie słowa "Deadpool" to nie "Martwy Basen", tylko "Pula Śmierci". "Bishop" nie będzie tłumaczony, bo to nie pseudonim, tylko nazwisko tego bohatera. "Rogue" jako "Szelma" nie brzmi tak źle, więc nie trzeba się silić na żadne "Łobuzice".
@Saruman - tłumaczenie komiksów, nawet jeśli są trywialne, można zaliczyć do tłumaczenia literackiego. Co za tym idzie: jakiekolwiek pytanie AI o takie tłumaczenie mija się z celem. Tłumaczenie literackie wymaga empatii i pierwiastka twórczego - czegoś, czego LLM automatycznie podstawiający treści na podstawie algorytmu i prawdopodobieństwa po prostu mieć nie będzie. AI pisze "łatwo wchodzi w zdanie", "brzmi naturalnie", ale przecież jako model językowy tak naprawdę nie ma pojęcia, czy to brzmi naturalnie, czy nie, - wypluwa tylko jakieś cudze opinie, na które natrafił.
Sugestia "Dlatego w takich przypadkach lepiej nie tłumaczyć dosłownie, tylko wymyślić nową ksywkę, która odda charakter postaci" i zaproponowany przez AI "Śmierciuch" niestety mogą bardzo łatwo potężnie minąć się z celem. W komiksach przecież często pojawiają się aluzje do źródła danego pseudonimu. Jeżeli zrobimy z Deadpoola "Śmierciucha", a w którymś zeszycie bohater będzie miał dymek, w którym mówi, jak to wziął swoją ksywkę od makabrycznej gry, w którą grali w placówce rządowej, to czytelnik tylko poskrobie się w głowę, bo nijak to nie będzie ze "Śmierciuchem" związane...
No i jeszcze co do tego "lepiszcza" - z tego, co rozumiem, "Paste Pot Pete" to jest postać, z której śmieje się niemal każdy w uniwersum Marvela; dlatego też ten łotr zmienił potem pseudonim na "Trapster", ale i tak co chwilę ktoś wypomina mu dawną ksywę. Takie uparte powtarzanie "lepiszcza" może grać na tej nucie, sprawiając, że jego wypowiedzi brzmią dziwacznie... no i samo słowo jest fajne

Wiem, że ktoś kiedyś tłumaczył "Paste-Pot Pete'a" jako "Pełnego Pasty Pete'a" - nie podoba mi się to za bardzo, bo parze "Paste" ("klej") i "Pasta" wg mnie za blisko do "fałszywych przyjaciół" i mają zbyt duży rozjazd pojęciowy. Aliteracja wydaje mi się tu drugorzędna wobec tego, że ksywka powinna po prostu brzmieć śmiesznie i lamersko, więc "Kleisty Pete" wydaje mi się całkiem niezłym pomysłem, właśnie dlatego, że brzmi tak źle

----------------------
* No właśnie, to też ciekawa zagwozdka. Warto zauważyć, że sprawie szkodzi też pewny brak spójności między różnymi wydawnictwami - na przykład zdarzały się drobne różnice między tłumaczeniem tego samego pseudonimu u Egmontu i Muchy, kolekcja BiZDC w ogóle szła mocno w spolszczanie, nawet do poziomu - moim zdaniem przesadzonych - "Kobiety-Kota" zamiast Catwoman i "Szacha i mata" zamiast "Checkmate" jako nazwy pewnej organizacji, a znów kolekcje z Carrefoura chyba czasem też nie przejmowały się sprawdzaniem, czy dany pseudonim ma już może ustalone brzmienie w przekładzie...