Mimo że pod względem rozpiętości "Iluminaci" ustępują wcześniejszym, często wręcz pękatym tomom tej kolekcji, to jednak jakościowo jest to również bardzo udana realizacja. Ponadto zawarte w niej opowieści uzupełniają informacje znane już polskim czytelnikom z takich m.in. inicjatyw jak "New Avengers" i "Wielka Wojna Hulka". Przy czym mamy do czynienia nie tyle ze zwartą fabułą, co raczej zbiorem historii rozgrywających się w kilku istotnych momentach dziejów uniwersum Marvela, umiejętnie spiętych nie od razu dostrzegalnym wątkiem przewodnim, wiodącym wprost do kolejnego, ważnego wydarzenia. Swoją drogą miło poczytać realizacje z czasów, gdy B.M. Bendis (bo to właśnie jemu przypadł stołek scenarzysty tej mini-serii) jeszcze wiedział jak wygenerować z siebie zajmującą fabułę. Rysuneczki mocno cieszą oko, w czym zasługa Jima Cheunga, który z kolei "Iluminatów" zilustrował. W kółko to powtarzam, ale jestem zdania, że pierwsza dekada obecnego wieku była dla konwencji superbohaterskiej bardzo dobrym czasem, w czym utwierdza mnie również niniejszy komiks.