No właśnie o to chodzi, że koszt przygotowania komiksu jest jednak sporym wydatkiem. Ponieważ na niego składa się tłumaczenie, korekta, redakcja, DTP. W przypadku komiksów z DC Compact te koszty zostały już poniesione, zwróciły się poprzez sprzedaż wcześniejszych wydań. Tu po prostu wydawnictwo bierze stare pliki, co najwyżej robi drobne poprawki (przy czym "Strażnicy" mieli tyle wydań w Polsce, że tak naprawdę poprawki mogły zostać zrobione wcześniej) i wrzuca do drukarni. Więc odpada spora część kosztów i dzięki temu komiks może zostać wydany taniej.
Dokładnie tak samo działa DC Compact w USA - DC Comics nie bierze do tej serii komiksów, które gdzieś tam zagubiły się w archiwach i trzeba ponieść jakieś koszty, by mogły zostać przygotowane do druku, lecz po prostu, to co się już wielokrotnie zwróciło i teraz może być dodatkowo zmonetyzowane wśród innej grupy odbiorców.
To jest teoria, która zakłada jakąś bezpośrednią korelację kosztów między poszczególnymi wydaniami tego samego komiksu na przestrzeni lat, w co szczerze wątpię przy korporacji jaką jest Egmont. Bilans jest rok do roku i nikogo nie obchodzi, że oszczędności wykonane 10 lat temu pozwolą odrobić stratę w tym roku

Tak to niestety w takich strukturach nie działa. I tak jak pisałem, nawet w Compactach te tłumaczenia, korekty, redakcje itd. są inne niż w starszych wydaniach, które kojarzę, więc koszty tak czy siak musiały zostać poniesione, chociażby dla świętego spokoju tych na wyższych stołkach.
Więc tak jak napisałem - nie każdy komiks sprzeda się w tańszej formie w odpowiednio wysokim nakładzie. Nie każdy komiks jest popularnym tytułem z Batmanem, który gdzieś tam bardziej przebił się do popkultury, żeby szersze grono czytelników się nim zainteresowało. Jeśli wydasz "Pogromców nieznanego" w formacie DC Compact, to prawdopodobnie sprzedaż będzie niewiele wyższa niż w "DC Deluxe". Bo pewnie niektórych odbiorców przyciągniesz ceną, ale to po prostu nie jest tytuł, po którego sięgnie ktoś "z ulicy" w Empiku.
Przecież mówimy tu o mainstreamowych trykotach, więc po co mieszasz do tego tytuł mocno niszowy? Większość portfolio Egmontu z DC to Batman, a w Marvelu Pająk, Avengers itp. Zapewniam cię, że dla czytelnika z ulicy nie ma żadnej różnicy między Trybunałem sów, Zabójczym żartem, Rokiem pierwszym, runem Kinga czy czymkolwiek z Bat rodziny co obecnie wychodzi. Cokolwiek by wydali z Batmanem na okładce w podobnej oprawie (np. Compact), sprzedałoby się tak samo, bo casualowy czytelnik tego nie rozróżnia. Nie ma bladego pojęcia dlaczego Zabójczy Żart jest niby lepszy od runu Kinga. Zabójczy Żart sprzedał się nie dlatego, że to dzieło "wybitne" tylko dlatego, że jest to tani Batman. Gdyby wcisnąć do tej linii dowolnego nowoczesnego Batmana, z analogiczną ilością stron i tej samej cenie - osiągnąłbyś taki sam efekt. Minus kolekcjonerzy i osoby, które kupiły to wydanie 10 raz, bo wiedzą co kupują. Oni by nie kupili tego chłamu, który obecnie wychodzi.
Ale przecież to nie do nich jest adresowania ta linia, więc mała strata, prawda?
I zobacz - co się okazało. "Zabójczy żart" w DC Compact rozszedł się w kilku, może nawet 10 tysiącach egz., natomiast "Zabójczy żart" w Limited rozszedł się w kilkuset egzemplarzach. Egmontowi udało się i zarobić na niedzielnych czytelnikach, i zarobić na kolekcjonerach. Po prostu to są dwa wydania skierowane do tak różnej grupy odbiorców, że się wzajemnie nie kanibalizują. A jedyne, co ich łączy, to że być może jakiś fan ma oba. Ale ze względu na gigantyczną różnicą w nakładach - nie jest to ważna składowa.
Więc skoro Egmont może jednocześnie zarobić w dwojaki sposób na jednym komiksie, to czemu ma tego nie robić? A wydając tylko DC Limited lub tylko DC Compact, by nie zarobili tyle, ile zarobili wydając jednocześnie dwa te wydania i zaspokajając dwa zupełnie różne grona komiksów.
Na chłopski rozum tak, ale w przypadku korpo nie. Te kilkaset egzemplarzy sprzedanych z Limited w żaden sposób nie pokryje poniesionych kosztów i potencjalnych niebezpieczeństw (nie sprzeda się) jakie niesie druk tak niskich nakładów w taki formie. Super powiększony format, papier, twarda oprawa, dodatki, których wcześniej nie było. Zysk z Limited to może być 1/100 albo 1/1000 tego ile zarobili na Compactach. Tak jak pisałem wyżej, to czy Limited jest, czy go nie ma jest kroplą w morzu. To żaden zysk dla wydawnictwa, a PRowa gadka o zaspokajaniu potrzeb obu grup to tylko puste frazesy.
Nawiasem mówiąc ciekawa jest ta selektywna wrażliwość na argumenty. Pamiętam debaty, gdzie ludzie błagali o dodruki pewnych pozycji, których brakowało na rynku. Zapewne kilkaset egzemplarzy pozwoliłoby zaspokoić to "niezaspokojone" grono czytelników. A wówczas padały argumenty, że to nieopłacalne i nie powinno być praktykowane, mimo, że przecież koszty ze sprzedaży tych pozycji "już dawno się zwróciły".
Skończyło się największymi nakładami dla komiksu superhero po czasach TM-Semicu oraz wydaniem kilkaset komiksów? Co było mówione przez Kołodziejczaka i wynikało z zestawień rocznych - u szczytu hity sprzedawały się nawet w kilkunastu tysiącach egz. (co też widać po liczbie dodruków), a jakieś Deadpoole może 20 tysięcy egz. przekroczyły. Gdyby Egmont się wówczas nadal trzymał "drogich" HC-ków, to nigdy by się tego efektu skali nie udało się osiągnąć.
Ty mówisz o tym co było osiągnięte w peaku sprzedaży, a nie o tym jak skończyła się inicjatywa, a tego dotyczyło pytanie.
Skończyło się wydawaniem masy nierentownych serii, pójściem w ilość kosztem jakości, kanibalizowaniem serii, rozgrzebanymi seriami, które nawet Egmont niechętnie chce dociągnąć do końca, a co dopiero mówić o potencjalnych czytelnikach. Początkowy zachwyt odbił się czkawką wiele lat później.
Szczerze mówiąc, patrząc te kilka lat wstecz, obserwując tok myślenia na forum spodziewałem się, że wszystko już będzie wydawane na miękko albo wręcz wrócimy do wydań pokroju Mega Marvela za 15 zł na jakimś dziadowskim papierze toaletowym. Jakie było moje zdziwienie gdy się okazało, że Egmont poszedł bardziej w stronę twardych okładek jak z Weapon X, Limited, czy omniaków na twardo.