Fantastic Four: Life Story
Fajne to było, a spodziewałem się jakieś bezpiecznej kompilacji najważniejszych historii z drobnymi zmianami, w ramach promocji filmu. Mark Russel postawił na coś autorskiego. Ciężko tu coś opowiedzieć bez spoilerów. Jak w przypadku Spider-Mana, poznajemy perypetie pierwszej rodziny Marvela od lat 60 do współczesności, ale w mocno zmienionej formie. Historia Dooma, Galactus, Russel podszedł do tego inaczej. Nadal to pełnowartościowa rodzina, ale ze znacznie większymi rysami niż wersja 616. Pasuje to do tego formatu. Nie inaczej jak
Historia Życia Zdarsky'ego opowieść o tej F4 jest słodko-gorzka, melancholijna. Galactus jest tu ewidentnie inspirowany twórczością Lovecrafta, jeśli widzę to ja nie czytając nigdy HPL, zobaczą to też lepiej zaznajomieni z tym światem. Z początku Reed Richards wydawał się negatywną postacią, udręczonym paranoikiem - i choć wprawdzie był nim stuprocentowo, to finalnie obawy okazały się uzasadnione, a jego męczarnia miała sens. Jak ktoś zadowolony po filmie miał ochotę na zamkniętą historię Fantastycznej Czwórki,
Life Story jest jak znalazł.