A to w ogóle da się wydawać takie komiksy bez DTP? Jako stary CDActiomaniak dla mnie taki dział w tworzeniu pism wydawał się niezbędny. Ale jak widać, Egmont potrafi. Co pierwsze wydanie Superkwęka "Premium" pokazało.
Bo kiedyś to było.

Tak jak w GP 2/2026 jest świetna historia "Niepewne zwycięstwo" o której już pisałem. Ale to nie zmienia faktu, że wcześniej było więcej albo komiksów bardzo dobrych, albo przynajmniej śmiesznych. Jak ktoś mi wrzuca do komiksu sam zlep scenek z Dziobasem, bez większej fabuły, albo profesor Kwaczyński uczy i bawi, to mi się odechciewa czegoś takiego czytać. Poprzedni "Duch Klondike" to też nieporozumienie, bo rozrysowano prościutką historyjkę, bez żadnego twistu czy znaczenia. A lepem na czytelników był tylko fakt, że rozgrywa się w przeszłości Sknerusa. Ale równie dobrze mogło się to przydarzyć Babci Kaczce w jej stodole.
Znowu nie mam pod ręką w tej chwili swoich Gigantów, ale chyba już czas będzie pododawać te najlepsze historie z tych wcześniejszych lat, żeby udowodnić wam jaką bryndzę teraz mamy. Choćby ten komiks "Zrób to sam" z GP 40. Niby prosta historia o Superkwęku ale jakże zabawna. Komizm sytuacji polega na kłótni przyjaciół - Diodaka i Superkwęka, wyrażany i dialogami i ekspresją na ich twarzach. A potem mamy komizm sytuacyjny pokazujący jak Donald próbuje sobie radzić bez gadżetów. Jednocześnie scenariusz ma sens, jest akcja, ciąg przyczynowo-skutkowy.
W ogóle najlepszym, najśmieszniejszym komiksem są "Rekiny Reklamy" z Giganta 4/99. Mega śmieszne perypetie Donalda i Dziobasa, którzy prowadzą budżetową agencję reklamową. Braki finansowe łatają entuzjazmem, jednocześnie muszą unikać Sknerusa, który tradycyjnie rzuca im kłody pod nogi. A stawka rośnie, kiedy przypadkiem trafia im się wielki klient - polecam gorąco.
To samo jest z dobrymi komiksami Fleminga Andersena, który dla mnie jest takim Vicarem trzyrzędówek.

Historie "Miedzy nami artystami" z 1/99 czy "Pustki w skarbcu moim" z 1/2000, to są perełki komizmu. Sami sprawdźcie.