Może i można, ale to zawsze jest pewien dysonans w zakresie "zanurzenia w historii". Osobiście wolę tłumaczenie z oryginału z przypisem o co chodzi. Wtedy idzie poznać pewien tok myślenia i nowe odniesienie kulturowe. Tymczasem jeżeli w przypadku komiksu amerykańskiego ktoś ładuje nasze skojarzenia to osobiście odbieram to jako zgrzyt. Może i jest to dopuszczalne w zakresie "sztuki przekładu", ale mnie to zwyczajnie kłuje.
Po pierwsze, nie zapominajmy, że komiksy Disneya skierowane są też do dzieci i bardziej zaawansowane odniesienia kulturowe mogłyby przelecieć im mimo uszu. Oczywiście zależy to od rodzaju publikacji, bo w "Kaczogrodzie" jest pozostawionych więcej takich odniesień niż w przeciętnym tłumaczeniu z "KD" czy "Giganta". Jednak niektóre aluzje kulturowe Barksa są dziś niezrozumiałe nawet dla samych Amerykanów (w końcu jego komiksy powstawały 80-60 lat temu), więc pozostawienie ich w tłumaczeniu skutkowałoby niezbyt zrozumiałym i mało naturalnym tekstem.
Mam podobne zdanie, dlatego obojętnie, co będą pisać niektórzy, drażni mnie Las Kwabacki
Albo twórczo się bawimy, albo tłumaczymy dokładnie z wyjaśnieniem. A nie pomiędzy, że jak wygodnie to "odśmieszamy" zasłaniając się oryginałem, a po chwili lecimy ze spolszczeniami kontekstów.
Właśnie nie - całym sednem pracy tłumacza jest umiejętność działania "pomiędzy". Zarówno rygorystyczne spolszczanie wszystkiego jak leci, jak i pozostawianie każdej, nawet najmniejszej aluzji kulturowej z oryginału może prowadzić do powstania dziwacznego i niezbyt zrozumiałego lub zręcznego tekstu. Oczywiście ogólną strategię zawsze mieć należy, ale konkretnych wyborów należy dokonywać w każdym miejscu zawsze od nowa z uwzględnieniem konkretnej sytuacji.
Tylko to się posypało od razu, bo ta zasada dotyczyła tylko tłumaczeń M.Wojnarowskiego. Po 2000 roku tłumaczem "Kaczora Donalda" został już Jacek Drewnowski, który też polonizował tłumaczenie, żarty i nagminnie używał bareizmów. I takie jego tłumaczenia nie przechodziły już powtórnej weryfikacji i szły do Kaczogrodów jak były zrobione tak jak zwykle w tym 2009 czy 2011 roku. I o to mi chodzi.
Tak jak pisze radef - naginasz tę zasadę i mylnie interpretujesz wypowiedź TK. Poza tym tłumaczenia JD, które wcześniej wyszły w KD, przed wznowieniem w "Kaczogrodzie" przechodziły kontrolę redakcyjną pod względem zgodności z oryginałem i w razie potrzeby także dodatkowe poprawki językowe itp. Co mógłbyś łatwo zobaczyć, gdybyś zadał sobie trud i porównał dokładnie jakieś dwie wersje danego komiksu Barksa, z KD i z "Kaczogrodu", zamiast wysuwać po raz kolejny te kompletnie nieuzasadnione oskarżenia (mimo że parę razy już wyraźnie dawałem Ci znać, że są nieprawdziwe).
Czy ja wiem czy tak ciężko? W takiej sytuacji nie chodzi o to żeby w przypisy wrzucać każdy jeden żart w oryginale tylko żeby informować o oryginalnej nazwie (wydaje się to być całkiem ciekawą informacją nt ichniego słowotwórstwa). Nie spodziewałbym się żeby w takich Kaczkach dawano posłowie z wyjaśnieniem co i jak wyglądało w oryginale, ale z drugiej strony czytają to nie tylko dzieci i taki rys historyczny nie wydaje się być zupełnie z czapy.
Tutaj chyba trochę nie doceniasz, jak wiele aluzji kulturowych i językowych - zarówno świadomych, jak i nieświadomych - pojawia się w konkretnym tekście. One stanowią wręcz stałą warstwę komiksu, którą tłumacz w różny sposób stara się odtworzyć lub zrekompensować w przekładzie. Wyjaśnianie ich wszystkich wymagałoby wielostronicowych komentarzy, czasem rywalizujących objętością z samym komiksem. W obecnym wydaniu "Asteriksa" część z nich jest wyjaśniania w dodatkach, ale w istocie każde imię Gala, legionisty czy obcokrajowca, każda zmyślona nazwa, każdy żart słowny to jest tam aluzja do czegoś, co w takich "kompletnych dodatkach" trzeba by pieczołowicie wyjaśniać, czasem tłumacząc przy okazji francuskie konstrukcje gramatyczne itp. Więc, stety lub niestety, czasem trzeba po prostu zaufać tłumaczowi

Ogólnie obie nazwy w komiksach Disneya występują i nie wiem, czy nawet w którymś Barksie u Drewnowskiego nie ma Puszczy Kwampinowskiej. Ale ręki nie dam sobie za to uciąć.
W ramach ujednolicania w "Kaczogrodzie" angielska nazwa "Black Forest" (o tym, skąd ona pochodzi, pisałem
tutaj) jest ogólnie spójnie tłumaczona jako "Las Kwabacki", żeby nie przekładać nazwy tego samego miejsca raz tak, a raz tak, i przez to sugerować, że to dwa różne lasy. I oczywiście każdy ma swoje osobiste preferencje, ale tak na chłodną logikę nie za bardzo rozumiem, czemu "Las Kwabacki" miałby być godny krytyki, a jednocześnie "Puszcza Kwampinoska" - pochwały. Jednak w kilku wypadkach faktycznie w "Kaczogrodzie" została "Puszcza Kwampinowska" - myślę, że np. w ostatnich tomach z historyjkami o Młodych Skautach trafiła się np. w komiksie "
Co w puszczy piszczy", gdzie słowo "puszcza" było potrzebne z uwagi na tytuł i chyba też parę żartów słownych w tekście.