Na pohybel!

Nikt nie prosił, nikt nie potrzebował. Kolejna dawka recenzji. Jeśli temat się rozkręci – świetnie. Jeśli nie – trudno, świat się nie zawali.
Tam było ciałoJestem fanem twórczości Brubakera. Niestety, po serii Reckless poczułem lekkie zmęczenie tym genialnym scenarzystą. Po trzecim tomie miałem wrażenie, że autor w kółko opowiada tę samą historię, tylko z innymi bohaterami. "Tam było ciało" okazało się jednak olbrzymią niespodzianką oraz powiewem świeżości.
Komiks ten to pozycja wyraźnie różniąca się od klasycznych kryminałów Brubakera. Punktem ciężkości nie jest tu zagadka sama w sobie, lecz opowieść o pewnej społeczności zamieszkującej amerykańskie przedmieścia. Obserwujemy losy kilku bohaterów: mężczyzny wymachującego policyjną odznaką, dziewczynki zakładającej pelerynę i wcielającej się w rolę lokalnej superbohaterki, kobiety rozczarowanej swoim małżeństwem oraz bezdomnego weterana. Każda z tych postaci skrywa własne tajemnice, a tytułowe „ciało” porzucone na ulicy działa jak katalizator, stopniowo obnażając ukrywane prawdy.
Lektura wciąga od pierwszych stron i czyta się ją jednym tchem. "Tam było ciało" to przede wszystkim świetnie napisana obyczajówka z elementami kryminału, a nie odwrotnie. Zaskakuje także ilością humoru, a finał historii autentycznie mnie rozbawił tym jak bardzo był absurdalny.
Od strony graficznej to kolejna petarda w wykonaniu duetu Sean i Jacob Phillips. Świetna kreska, znakomicie dobrana kolorystyka oraz przemyślane kadrowanie sprawiają, że całość prezentuje się znakomicie.
"Tam było ciało" to bardzo satysfakcjonująca lektura i jedna z ciekawszych rzeczy Brubakera od dłuższego czasu. Zdecydowanie polecam.
8/10The Complete Witchblade Volume 1&2Witchblade, czyli jeden z flagowych komiksów wydawnictwa Top Cow, to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier na polskim rynku. Ja zdecydowałem się sięgnąć po oryginalne wydanie aczkolwiek z lektury jestem umiarkowanie zadowolony.
Najpierw chciałbym zacząć od plusów. Witchblade posiada naprawdę interesujące postacie (zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowe). Sara Pezzini jest całkiem ciekawie poprowadzona i w przeciwieństwie do głównego bohatera Darkness – da się ją lubić. Fajnymi bohaterami są także Joe Siry, Kenneth Irons, a przede wszystkim Ian Nottingham. Ten ostatni, początkowo typowy antagonista, z czasem zyskuje głębię, a jego motywacje stają się bardziej zrozumiałe. Kolejnym plusem jest kreska. Rysunki, w szczególności Michaela Turnera, są bardzo atrakcyjne dla oka.
Niestety, fabuła nie zawsze dorównuje warstwie graficznej. Historia bywa chaotyczna, a niektóre wątki są zwyczajnie nużące. Zeszyty z serii „Tales of...” okazały się dla mnie rozczarowujące, a ich fabuła nie wzbudziła mojego zainteresowania, przez co ograniczyłem się jedynie do ich przekartkowania. W mojej ocenie, zeszyty, w których nie pojawiają się Kenneth Irons lub Ian Nottingham, zwyczajnie tracą na jakości.
Całość oceniam pozytywnie, ale bez większych fajerwerków. Jeśli podobała wam się seria Darkness, istnieje duże prawdopodobieństwo, że historia Sary Pezzini również przypadnie wam do gustu. Z kolei osoby, które nie były zadowolone z przygód Jackiego Estacado, mogą sobie odpuścić lekturę Witchblade.
6,5/10