King Spawn I i II (Studio Lain)
To moja pierwsza przygoda ze Spawnem. Postać oczywiście znam poprzez popkulturową osmozę, ale nigdy wcześniej nie przeczytałem ani jednego zeszytu z tym bohaterem. Postanowiłem sięgnąć po King Spawn, ponieważ na kilku portalach znalazłem ten komiks jako polecany punkt startowy do wejścia w uniwersum Spawna.
Komiks zaczyna się mocnym akcentem – eksplozją, w której giną niewinne dzieci. Spawn rozpoczyna śledztwo, które prowadzi go do tajemniczej organizacji Psalm 137. W trakcie fabuły pojawiają się postacie z jego przeszłości, a bohater mierzy się z różnorodnymi przeciwnikami. Historia jest pełna prób, kuszenia i moralnych dylematów, a w tle przewija się wizja tronu i korony, która jest kluczowym motywem opowieści.
Niestety, fabuła szybko traci impet. Chaos narracyjny sprawia, że trudno zrozumieć, co właściwie dzieje się na kolejnych stronach. W momencie, gdy akcja zaczyna nabierać tempa (w okolicach 27 zeszytu),a bohater zstępuje do piekielnych otchłani, komiks nagle się kończy, pozostawiając czytelnika bez odpowiedzi na wiele pytań.
Na szczęście warstwa wizualna odrobinę ratuje ten tytuł. Rysunki są dynamiczne i pełne brutalności. Szczególnie podobały mi się intensywne kolory oraz kreatywne kadrowanie. Wyróżnia się zwłaszcza zeszyt utrzymany w biało-czerwono-czarnych barwach, który robi duże wrażenie pod względem estetyki.
Podsumowując, King Spawn to komiks, który może przypaść do gustu fanom Spawna, ale dla nowych czytelników może okazać się trudnym wejściem w uniwersum. Historia według mnie jest zbyt chaotyczna i mało angażująca.
5,5/10
Spider-Man Noir (Egmont)
Komiks Spider-Man Noir przyciągnął moją uwagę głównie z powodu zbliżającej się premiery serialu oraz dzięki materiałowi Sergiusza z podcastu "Komiksmeni", który zachęcił mnie do przeczytania tej alternatywnej wersji Spider-Mana. Po lekturze mam jednak bardzo mieszane uczucia.
Album składa się z kilku historii, z których dwie pierwsze – Spider-Man Noir i Spider-Man Noir: Oczy bez twarzy – są zdecydowanie najmocniejszym punktem całego zbioru. Obie opowieści mają niesamowity klimat noir: mroczne zaułki Nowego Jorku lat 30., korupcja, prohibicja, gangi i przemoc. W pierwszej historii poznajemy genezę Spider-Mana w tej wersji, jego relację z ciocią May, Benem Urichem oraz intrygę, w którą zamieszany jest Norman Osborn i jego klika. Druga historia wprowadza nowych przeciwników – Crime Mastera i Otto Octaviusa (w bardzo oryginalnej odsłonie). Co więcej, porusza trudne tematy, takie jak rasizm, co dodaje jej głębi. Uważam, że to najlepsza część komiksu.
Niestety, obie te historie cierpią z powodu oprawy graficznej. Kreska Carmine Di Giandomenico jest wręcz fatalna i kompletnie nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że nikt nie sprawdził jego portfolio przed zatrudnieniem go do pracy przy tym komiksie. Szkoda, bo fabularnie te opowieści naprawdę mają potencjał.
Kolejne historie, takie jak Spiderversum, traktuję bardziej jako ciekawostkę niż coś, co wnosi wartość do całości. Można je spokojnie pominąć. Natomiast Zmierzch w Babilonii, ostatnia opowieść w albumie, to już zupełnie inny klimat. Przypomina bardziej przygody rodem z Indiany Jonesa niż klasyczne historie Spider-Mana. Pojawiają się tu różne wersje postaci z uniwersum Marvela, co może być interesujące dla fanów, ale sama historia jest raczej przeciętna. Na plus wypadają rysunki, które są znacznie lepsze niż w pierwszych dwóch opowieściach.
Podsumowując, Spider-Man Noir to ciekawy, choć nierówny album. Klimatyczne historie i mroczna atmosfera noir to zdecydowanie jego największe zalety, ale słaba oprawa graficzna w pierwszych dwóch opowieściach mocno psuje odbiór. Czy warto po niego sięgnąć? Jeśli interesuje Was alternatywna wersja Spider-Mana i chcecie lepiej zrozumieć świat, który być może zobaczymy w serialu – tak. Jednak nie jest to pozycja obowiązkowa.
7/10