Autor Wątek: Recenzje komiksów  (Przeczytany 25090 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Takesh

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #45 dnia: Śr, 18 Luty 2026, 14:01:54 »
Straczynski wraca do pisania Pająka w serii "Torn". Ma tam kontynuować to, co Quesada zepsuł. Ale jeszcze nie czytałem, bo to całkiem świeże jest.

Offline Komediant

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #46 dnia: Śr, 18 Luty 2026, 17:09:58 »
Na końcu tomu mamy wywiad z Joe Quesada i stawia go w bardzo negatywnym świetle bo okazuje się kłamcą i zwykłym kutasem. Oznajmia tam, że robili redakcyjne badania i przedstawiali tą historię wybranym czytelnikom i nie było żadnych negatywnych, nawet jednej (sic!) opinii, co się kłóci z tym, że po dzień dzisiejszy OMD jest uznawane za najbardziej kontrowersyjną i negatywnie ocenianą historię w świecie Marvela. Potem jeszcze twierdzi, że na panelu redakcyjnym wszyscy scenarzyści i redaktorzy byli niesamowicie pozytywnie nastawieni do tej historii co po latach okazało się nieprawdą i w wywiadach między innymi z JMS, ale też innymi osobami wyszło na jaw, że większość redakcji była przeciwna temu retconowi i jest to zwykłe widzi mi się Quesady a JMS nawet nie chciał się pod tą historią podpisywać własnym nazwiskiem.

No ja pamiętam wywiad Quesady dla Cartoonist Kayfabe, i to był chyba najnudniejszy z ich wywiadów, a mieli ich sporo - korpo gadka pełna pustosłowia. Na pytanie co teraz robi odpowiadał pewnie z 10 min, a nie powiedział nic konkretnego, a brał od Marvela niezłą kasę za nicnierobienie (wywiad miał miejsce długo po tym jak był tam red naczem). Jako do rysownika zawsze będę miał do niego sentyment za Miecz Azraela (chociaż tam też tusz Nowlana sporo zrobił), ale jako człowiek zdaje się dość bufonowaty.

Offline Gustavus_tG

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #47 dnia: Cz, 19 Luty 2026, 17:18:31 »
Wracając do runu JMS i zapominając na chwilę o OMD to do tej pory często słyszałem, że jest to najlepszy run w pająku, z czym się jednak nie zgadzam. Osobiście wyżej stawiam runy DeMatteisa, Conwaya, Sterna a nawet Micheline.

Podobne wrażenia. Początek miał naprawdę dobry, ale finalnie daleko do tych najlepszych runów pajączka.

Online bababatman

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #48 dnia: Pt, 27 Luty 2026, 14:06:41 »
Ernie Pike (Lost in Time)

„Ernie Pike” to jeden z tych komiksów wojennych, które zostają z czytelnikiem na długo. Tytułowy bohater, inspirowany postacią reportera wojennego Erniego Pyle’a, nie pełni roli protagonisty w tradycyjnym sensie – pozostaje raczej świadkiem i kronikarzem ludzkich dramatów rozgrywających się na froncie. To jego oczami oglądamy wojnę – pozbawioną patosu, romantyzmu i prostych podziałów.

Komiks opowiada o wojnie, ale nie przedstawia jej w sposób romantyczny. Zamiast heroicznych aktów, dostajemy opowieści o zwykłych żołnierzach – ich losach, dramatach, odwadze, ale też niepotrzebnej i bezsensownej śmierci.

Co ważne, nie ma tu jednoznacznego podziału na „dobrych” i „złych”. Często to właśnie wrogowie potrafią okazać sobie więcej człowieczeństwa niż sojusznicy.

Najbardziej poruszyła mnie opowieść o niemieckim żołnierzu, który zaprzyjaźnił się z dziewczynką przypominającą mu jego córkę. Staje on przed dramatycznym wyborem: zdradzić kryjówkę partyzantów i ocalić własne życie czy zachować tajemnicę i narazić się na śmierć przez rostrzelanie. Wybiera to drugie rozwiązanie. To jedna z tych historii, które zostają w pamięci na długo. To opowieść o godności i człowieczeństwie w nieludzkich czasach.

Kreska Pratta bardzo mi się podobała, choć momentami wydawała się zbyt oszczędna i surowa.

Generalnie „Ernie Pike” to kapitalny komiks antywojenny. Mocna i bardzo wartościowa lektura.

8/10

Rzeźnia numer pięć, czyli krucjata dziecięca (Egmont)

„Rzeźnia numer pięć, czyli krucjata dziecięca” to pozycja, która od lat znajdowała się na mojej liście. Cieszę się, że w końcu udało mi się sięgnąć po jej komiksową adaptację i zmierzyć się z tym kultowym tytułem.

„Rzeźnia numer pięć” ze scenariuszem Ryana Northa i ilustracjami Alberta Monteysa to przeniesienie legendarnej powieści Kurta Vonneguta na język komiksu. Opowiada historię Billy’ego Pilgrima, którego poznajemy jako zobojętniałego, zmęczonego życiem mężczyznę. W pewnym momencie trafia do niemieckiego obozu jenieckiego, a następnie niespodziewanie przenosi się w przyszłość. Widzimy go w pracy w zakładzie optycznym, po czym akcja komiksu ponownie przeskakuje do realiów wojennych. Takich zmian perspektywy jest wiele. Historia Pilgrima przedstawiona jest w nielinearny sposób, przechodząc między różnymi etapami jego życia – od młodości, przez czas spędzony jako jeniec wojenny, aż po surrealistyczne wydarzenia, takie jak porwanie przez kosmitów. Komiks stanowi krytykę wojny, jej bezsensu, a także opisuje, jak niszczycielski wpływ ze sobą niesie. Autor jawnie krytykuje zbombardowanie Drezna i próbę wymazania tego okrutnego wydarzenia z kart historii Stanów Zjednoczonych. Wątek porwania przez kosmitów to także próba zmierzenia się z pytaniem, czy faktycznie mamy wolną wolę? Czy pewne rzeczy są po prostu zapisane w naszej historii i nie mamy na nie wpływu? Może zamiast zastanawiać się nad sensem pewnych wydarzeń, warto je po prostu zaakceptować i zacytować bohatera komiksu słowami: "Zdarza się".

Rysunki Alberta Monteysa idealnie pasują do absurdu i groteski tej powieści. Moim zdaniem dość cartoonowa i momentami karykaturalna kreska świetnie współgra ze scenariuszem Northa, dlatego oceniam ją bardzo pozytywnie.

Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy to dobra adaptacja, ale według mnie to po prostu wartościowy i ważny komiks. Fanom prozy Vonneguta oraz opowieści (anty)wojennych bardzo polecam.

8/10

Batman i Joker. Zabójczy duet (Wielka Kolekcja Komiksów DC. Bohaterowie i Złoczyńcy)

Całkiem niezły komiks. Pomysł na wspólne „partnerstwo” Batmana i Jokera brzmi jak przepis na chaos – i dokładnie to dostajemy. Nie jest to dzieło szczególnie oryginalne ani ambitne, ale skusiłem się, by zobaczyć, jak taki duet może ze sobą funkcjonować. Joker pozostaje sobą – manipuluje, kłamie i knuje. Batman z kolei sprawia wrażenie, jakby dawał się wciągać w jego grę, choć trudno uwierzyć, że nie przewiduje kolejnych zdrad. Ta relacja opiera się na ciągłym napięciu i braku zaufania, co stanowi najmocniejszy punkt całej historii.

Moim zdaniem komiks jest nieco „edgy”, głównie ze względu na postać antagonistki oraz zagrożenie związane z ludźmi przemienionymi w istoty przypominające zombie. Twórca stawia na brutalność i mroczniejszy klimat.

Graficznie jest solidnie, choć osobiście oczekiwałem bardziej dynamicznej, efektownej kreski w stylu Marc Silvestri z czasów jego pracy dla Top Cow.

To sprawnie napisana i szybko czytająca się historia. Czy polecam? Raczej tak. Aczkolwiek nie jest to najlepszy komiks o Batmanie, jaki miałem okazję przeczytać.

7/10

Online bababatman

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #49 dnia: Pn, 02 Marzec 2026, 08:17:23 »
Cesarzowa Charlotta tom I i II (Lost in Time)

Komiks opowiada o losach belgijskiej księżniczki Marii Charlotty Koburg, córki Leopolda I. Poznajemy ją jako 16-letnią dziewczynę, do której zaleca się arcyksiążę austriacki Maksymilian. Między parą iskrzy, a po pewnym czasie dochodzi do ślubu. Małżeństwo najpierw przeprowadza się do Włoch, gdzie buduje pałac w Miramare. Spędzają tam kilka szczęśliwych lat, jednak w końcu arcyksiążę traci swoje wpływy i pozycję. Dopuszcza się także licznych zdrad. W wyniku hulaszczego trybu życia zapada również na chorobę weneryczną.

Charlotta jednak się nie załamuje i pod jej wpływem Maksymilian obejmuje tron Meksyku. Cesarzowa bardzo angażuje się w swoją nową rolę. Pod nieobecność męża, który zamiast rządzić krajem woli oddawać się licznym przyjemnościom, Charlotta dokonuje szeregu reform, przemierza kraj i stara się uczynić Meksyk nowoczesnym państwem. Niestety w Meksyku wybucha rewolucja, a Charlotta udaje się do Europy, by szukać pomocy.

Komiks ten jest niezwykle angażujący i bardzo ciekawy. Uwielbiam powieści historyczne oraz historie oparte na faktach, dlatego lektura sprawiła mi dużą przyjemność. Po jej zakończeniu postanowiłem sięgnąć po inne źródła, aby lepiej poznać dalsze losy głównej bohaterki. Od razu polubiłem Charlottę za jej ambicję, inteligencję i nieugiętość – za to, że się nie poddawała, nawet wtedy, gdy mąż ją zdradzał i gdy Meksyk zmagał się z licznymi problemami. Z wielkim zaciekawieniem śledziłem jej losy i szczerze jej współczułem, gdy spotykały ją kolejne trudności.

Na słowa uznania zasługuje również warstwa graficzna. Komiks jest naprawdę bardzo dobrze narysowany. Kreska wydaje się nieco cartoonowa, ale plansze są pełne detali, a realia epoki, architektura i krajobrazy zostały oddane z dużą starannością i dbałością o szczegóły.

Komiks bardzo polecam, choć muszę przyznać, że bardziej podobał mi się pierwszy tom. Drugi zmienia nieco narrację i w pewnym momencie staje się zapisem przesłuchań osób związanych z cesarzową Charlottą. Niemniej jednak całość jest zdecydowanie warta przeczytania. Bardzo dobra rzecz.

Ocena: 7,5/10

Saga tomy 1-10 (Mucha)

W trakcie pandemii szukałem nowego hobby i postawiłem na komiksy. Na początku tej przygody chciałem zainwestować w jedną dłuższą serię. Wahałem się między Kaznodzieja a „Sagą”. Ostatecznie wybrałem dzieło Garth Ennisa i Steve Dillona — i był to strzał w dziesiątkę. Czasem zastanawiam się jednak, co by było, gdybym wtedy sięgnął po serię Brian K. Vaughana.

„Saga” to space opera — opowieść o podziałach i wojnie, ale przede wszystkim o miłości i rodzicielstwie. Vaughan pokazuje próbę budowania rodziny w świecie ogarniętym konfliktem, niemożność całkowitej ucieczki od przemocy oraz cenę, jaką płaci się za własne wybory. Seria porusza tematy trudne i aktualne: zbrodnie wojenne, feminizm, aborcję, tożsamość, cielesność czy odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Niestety po dziesięciu tomach poczułem zmęczenie materiału i brak motywacji do dalszego śledzenia historii. Pod koniec opowieść wydaje się zbyt rozwleczona, jakby twórcom zaczynało brakować świeżych pomysłów. Nie dziwi mnie więc, że seria doczekała się dłuższej przerwy.

Mam również mieszane uczucia wobec warstwy graficznej autorstwa Fiona Staples. Projekty postaci bardzo mi się podobają, natomiast tła i sceneria nie zawsze robią równie duże wrażenie. W dynamicznych scenach akcji zdarza się pewna kanciastość, a niektóre kadry sprawiają wrażenie lekko chaotycznych.

Mimo tych zastrzeżeń „Saga” to ciekawa i angażująca historia. Szczególnie pierwsze tomy są naprawdę warte przeczytania. Doceniam wykreowany świat, różnorodność ras i pomysłowość uniwersum. Bohaterowie budzą sympatię — nawet epizodyczne postacie potrafią zapaść w pamięć.

Warto też zaznaczyć, że jest to komiks zdecydowanie dla dorosłych — nie brakuje w nim scen gore oraz wyraźnej erotyki.

Reasumując: cieszę się, że wtedy sięgnąłem po „Kaznodzieję”, ale dobrze, że nadrobiłem również „Sagę”. Mam jednak poczucie, że gdyby całość zamknęła się na przykład w dwunastu tomach (a planowanych jest bodajże 18) i historia została bardziej skondensowana, wyszłoby jej to wyłącznie na dobre.

Ocena: 7,5/10

Online bababatman

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #50 dnia: Śr, 18 Marzec 2026, 16:01:47 »
Monster 1-9

"Monster" autorstwa Naokiego Urasawy to świetnie skonstruowany thriller psychologiczny, który wciąga od pierwszych stron. Głównym bohaterem jest dr Tenma. Po tym, jak w trakcie operacji tureckiego imigranta zostaje oddelegowany, żeby pomóc "ważniejszej" osobie, decyduje się postępować zgodnie ze swoim sumieniem. W podobnej sytuacji sprzeciwia się poleceniu dyrektora szpitala i decyduje się operować chłopca z raną postrzałową. Wtedy jeszcze nie wie, że właśnie ratuje życie swojego przyszłego nemezis. Od tego momentu życie Tenmy zaczyna się walić. Odchodzi od niego jego narzeczona, traci poparcie w szpitalu, a awans dostaje ktoś inny. Jakiś czas później dochodzi do serii morderstw, o które zostaje podejrzany. Główny bohater zamierza powstrzymać Johana, czyli chłopca, którego uratował przed laty, jednocześnie uciekając przed wymiarem sprawiedliwości.

Manga jest szalenie wciągająca i po przeczytaniu każdego tomiku sięgałem po następny. Zachwyca złożonością fabuły, wielowymiarowymi postaciami drugoplanowymi (Grimmer to prawdziwa perełka!) oraz zaskakującymi zwrotami akcji. Manga nie jest niestety pozbawiona wad. Niektóre wydarzenia wydają się zbyt przypadkowe - np. Tenma pojawia się w konkretnym miejscu i czasie, żeby kogoś uratować, albo odwrotnie. Po drugie - bywa zbyt idealny, co odbiera mu nieco wiarygodności. Jest świetnym człowiekiem, genialnym lekarzem, każdemu pomaga. Brakowało w nim widocznych rys na charakterze, wad, które spowodowałyby, że byłby bardziej "ludzki". Po trzecie - początkowe tomy rozwijają się powoli. Na szczęście później fabuła nabiera tempa i trzyma w napięciu do końca.

Największym atutem mangi są postacie drugoplanowe (w szczególności Grimmer). Fabuła jest misternie skonstruowana, wszelkie plot twisty są zaskakujące i wywracają już i tak skomplikowaną historię.

Pod względem wydania manga prezentuje się solidnie, choć tłumaczenie momentami budzi wątpliwości (np. szpital "Pomnik" czy "Picture Booki"). Mimo drobnych zgrzytów, "Monster" to świetna pozycja, którą bardzo mocno polecam!

8/10

Offline Voitas

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #51 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 08:51:36 »
Jestem właśnie w trakcie czytania Monstera. Udało mi się w końcu skompletować całość z biblioteki. Świetnie się to czyta, nie można się oderwać. Polecam każdemu kto nie czytał.

Online bababatman

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #52 dnia: Nd, 22 Marzec 2026, 19:40:22 »
Jeronimus (Scream Comics)

Po świetnym "1629 albo przerażająca historia rozbitków z Dżakarty", który oceniłem bardzo wysoko, sięgnąłem po Jeronimus. Komiks ten również opowiada o załodze statku Batavia, ale bardziej skupia się na postaci Jeronimusa Cornelisza (Corneliszoona). Historia przedstawia jego tragiczną stratę (śmierć dziecka),która mogła być impulsem do późniejszych dramatycznych wydarzeń. Corneliszoon doprowadza do buntu, a po rozbiciu statku u wybrzeży Australii Zachodniej rozpoczyna się prawdziwy dramat załogi i pasażerów.

Historia jest bardzo ciekawa, angażująca i momentami dość brutalna. Komiks ma charakter reportażu/dokumentu, wiele wydarzeń przedstawionych jest z perspektywy narratora, który opisuje kolejne etapy tej tragicznej historii. Prace Pendanxa, utrzymane w malarskim stylu, doskonale oddają klimat tej mrocznej opowieści.

Choć Jeronimus to solidny album, w mojej ocenie 1629 pozostaje lepszym dziełem. Mimo to, album wydany przez Scream Comics zasługuje na uwagę, szczególnie dla miłośników historii opartych na faktach.

7/10

Daredevil - Tom 4 (Egmont)

Czwarty tom Daredevila autorstwa Chipa Zdarsky’ego to, niestety, najsłabsza odsłona tetralogii. Nawet w porównaniu z „Diabelskimi Rządami” wypada przeciętnie. Daredevil najlepiej sprawdza się jako bohater uliczny, a tutaj nadmiar elementów nadprzyrodzonych (magia, przepowiednie, klany i bractwa) psuje fabułę i wyraźnie nie pasuje mi do postaci.

Cały tom można streścić w kilku zdaniach: Daredevil, w wyniku pewnych wydarzeń, zbiera drużynę, dochodzi do walki z członkami Dłoni, a później cała drużyna się rozpada. Całość sprawia wrażenie chaotycznego „mambo dżambo”. Jako fan Daredevila uważam ten tom za rozczarowanie.

6/10

Inhumans (Hachette)

Inhumans to dla mnie praktycznie anonimowa drużyna, dlatego na początku komiksu trochę się gubiłem. Na szczęście scenarzysta zadbał o to, żeby nakreślić, kto jest kim i jakie ma moce, bez wykładania tego w łopatologiczny sposób.

Największe wrażenie zrobił na mnie Black Bolt – postać tragiczna, niemal szekspirowska, zmagająca się z moralnym dylematem. Szalenie podobało mi się również przedstawienie jego mocy, która bardziej przypomina klątwę, a fakt, że musi nieustannie się kontrolować, by nie wydobyć z siebie nawet najmniejszego szeptu, jest fascynujący. Relacje Black Bolta z Meduzą i resztą podwładnych również dodają głębi całej historii.

Sam komiks fabularnie może nie jest szczytem pisarstwa, ale końcowe zeszyty śledziłem z zapartym tchem. Graficznie również nie mam żadnych zastrzeżeń. Prace Jae Lee oceniam bardzo pozytywnie. Według mnie to komiks warty przynajmniej sprawdzenia. Oby więcej takich perełek w kolekcji!

7,5/10

Online bababatman

Odp: Recenzje komiksów
« Odpowiedź #53 dnia: Cz, 02 Kwiecień 2026, 11:56:13 »
King Spawn I i II (Studio Lain)

To moja pierwsza przygoda ze Spawnem. Postać oczywiście znam poprzez popkulturową osmozę, ale nigdy wcześniej nie przeczytałem ani jednego zeszytu z tym bohaterem. Postanowiłem sięgnąć po King Spawn, ponieważ na kilku portalach znalazłem ten komiks jako polecany punkt startowy do wejścia w uniwersum Spawna.

Komiks zaczyna się mocnym akcentem – eksplozją, w której giną niewinne dzieci. Spawn rozpoczyna śledztwo, które prowadzi go do tajemniczej organizacji Psalm 137. W trakcie fabuły pojawiają się postacie z jego przeszłości, a bohater mierzy się z różnorodnymi przeciwnikami. Historia jest pełna prób, kuszenia i moralnych dylematów, a w tle przewija się wizja tronu i korony, która jest kluczowym motywem opowieści.

Niestety, fabuła szybko traci impet. Chaos narracyjny sprawia, że trudno zrozumieć, co właściwie dzieje się na kolejnych stronach. W momencie, gdy akcja zaczyna nabierać tempa (w okolicach 27 zeszytu),a bohater zstępuje do piekielnych otchłani, komiks nagle się kończy, pozostawiając czytelnika bez odpowiedzi na wiele pytań.

Na szczęście warstwa wizualna odrobinę ratuje ten tytuł. Rysunki są dynamiczne i pełne brutalności. Szczególnie podobały mi się intensywne kolory oraz kreatywne kadrowanie. Wyróżnia się zwłaszcza zeszyt utrzymany w biało-czerwono-czarnych barwach, który robi duże wrażenie pod względem estetyki.

Podsumowując, King Spawn to komiks, który może przypaść do gustu fanom Spawna, ale dla nowych czytelników może okazać się trudnym wejściem w uniwersum. Historia według mnie jest zbyt chaotyczna i mało angażująca.

5,5/10

Spider-Man Noir (Egmont)

Komiks Spider-Man Noir przyciągnął moją uwagę głównie z powodu zbliżającej się premiery serialu oraz dzięki materiałowi Sergiusza z podcastu "Komiksmeni", który zachęcił mnie do przeczytania tej alternatywnej wersji Spider-Mana. Po lekturze mam jednak bardzo mieszane uczucia.

Album składa się z kilku historii, z których dwie pierwsze – Spider-Man Noir i Spider-Man Noir: Oczy bez twarzy – są zdecydowanie najmocniejszym punktem całego zbioru. Obie opowieści mają niesamowity klimat noir: mroczne zaułki Nowego Jorku lat 30., korupcja, prohibicja, gangi i przemoc. W pierwszej historii poznajemy genezę Spider-Mana w tej wersji, jego relację z ciocią May, Benem Urichem oraz intrygę, w którą zamieszany jest Norman Osborn i jego klika. Druga historia wprowadza nowych przeciwników – Crime Mastera i Otto Octaviusa (w bardzo oryginalnej odsłonie). Co więcej, porusza trudne tematy, takie jak rasizm, co dodaje jej głębi. Uważam, że to najlepsza część komiksu.

Niestety, obie te historie cierpią z powodu oprawy graficznej. Kreska Carmine Di Giandomenico jest wręcz fatalna i kompletnie nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że nikt nie sprawdził jego portfolio przed zatrudnieniem go do pracy przy tym komiksie. Szkoda, bo fabularnie te opowieści naprawdę mają potencjał.

Kolejne historie, takie jak Spiderversum, traktuję bardziej jako ciekawostkę niż coś, co wnosi wartość do całości. Można je spokojnie pominąć. Natomiast Zmierzch w Babilonii, ostatnia opowieść w albumie, to już zupełnie inny klimat. Przypomina bardziej przygody rodem z Indiany Jonesa niż klasyczne historie Spider-Mana. Pojawiają się tu różne wersje postaci z uniwersum Marvela, co może być interesujące dla fanów, ale sama historia jest raczej przeciętna. Na plus wypadają rysunki, które są znacznie lepsze niż w pierwszych dwóch opowieściach.

Podsumowując, Spider-Man Noir to ciekawy, choć nierówny album. Klimatyczne historie i mroczna atmosfera noir to zdecydowanie jego największe zalety, ale słaba oprawa graficzna w pierwszych dwóch opowieściach mocno psuje odbiór. Czy warto po niego sięgnąć? Jeśli interesuje Was alternatywna wersja Spider-Mana i chcecie lepiej zrozumieć świat, który być może zobaczymy w serialu – tak. Jednak nie jest to pozycja obowiązkowa.

7/10