To bardzo ciekawe. Możesz napisać coś więcej na ten temat? Ciekawi mnie jak Francja i Belgia walczyły z komiksami z USA.
Co do zasady myślę, że fundamentem tego kierunku była uchwalona w 1949 r. ustawa o publikacjach skierowanych do młodych czytelników. Jej zapisy nie były wymierzone bezpośrednio w komiksy amerykańskie, ale wprowadzała cenzurę następczą treści skierowanych do dzieci i młodzieży (w tym komiksów), która miała zapobiegać obecności w nich tematów uznawanych za nieodpowiednie: wulgarności, brutalności, seksualizacji itd. itp.
To było zasadniczo coś jak amerykańskie Comics Code Authority, tylko wprowadzone pięć lat wcześniej przed Amerykanami, kiedy ich komiksy wciąż jeszcze mogły zawierać te różne makabreski, egzekucje itd. W takich warunkach wydawcom po prostu nie opłacało się inwestować w import komiksów z Ameryki, bo w wielu z nich były motywy, za które francuskie władze mogłyby nakazać im wycofanie publikacji z obrotu i sruknąć karę. Takich kar zresztą nie było wiele, chyba tylko raz się zdarzyło, że jakiś wydawca komiksu poniósł odpowiedzialność, ale sama groźba sankcji i fakt, że cenzura była następcza (czyli najpierw drukujesz nakład, a dopiero potem go sprawdzają - jak coś pójdzie nie tak, cała hałda komiksów idzie na przemiał i utopiłeś pieniądze), sprawiły, że wydawcy w naturalny sposób skupili się na rodzimych publikacjach, nad którymi mogli mieć pełną kontrolę. Prześliznąć udało się tylko takim łagodnym komiksom z USA, jak "Le Journal de Mickey" z historyjkami Disneya (EDIT: w późniejszej, powojennej złagodzonej wersji - bo te bardziej dzikie historyjki Gottfredsona z lat 30. były jednym z czynników, które wywołały debatę o wpływach komiksów amerykańskich) - a i tu wielu kręciło na nie nosem.
Tu warto zauważyć, że tarcia mogły się pojawić nawet przy imporcie historyjek z Belgii, gdzie tak surowe przepisy nie obowiązywały - np. to właśnie ustawa z 1949 r. stała chyba za tym, że Morris zmienił zakończenie "Wyjętych spod prawa", żeby usunąć scenę, gdzie Lucky Luke zabija Billa Daltona. Bez tego ten belgijski komiks nie mógłby zostać wydany we Francji.
Oczywiście z czasem Amerykanie zaczęli sami łagodzić swoje publikacje, ale do tego czasu komiksowy rynek wydawniczy we Francji był już ugruntowany, a czasopisma takie jak "Spirou", "Tintin", "Pilote" czy "Vaillant" zdążyły wypracować sobie silną pozycję. Odejście od ścisłej interpretacji ustawy z 1949 r. nastąpiło chyba dopiero po zamieszkach roku 1968. Nawet to nie wywołało takiej powodzi komiksów z Ameryki, która utopiłaby rodzime utwory, bo świat francuskiego komiksu był wtedy mocno ukształtowany, odbiorcy wyrobili sobie preferencje, a i opinia publiczna zaczęła traktować komiks z większym szacunkiem i dostrzegać, że jest to gałąź sztuki zasługująca na uwagę i wsparcie.
Ustawa z 1949 obowiązuje chyba do dziś, ale kilka razy zmieniano jej zapisy, żeby łagodzić formę kontroli; obecnie jej zapisy istnieją, zdaje się, głównie na papierze. Dlatego też raczej nie da się jej użyć, by powstrzymać zalew mangi. O ile mi wiadomo, on występuje także we Francji, gdzie z roku na rok japońskie komiksy zwiększają udział w rynku kosztem tradycyjnych BD. Stąd np. być może trochę komiczne narzekanie Uderzo na mangę w "Kiedy niebo spada na głowę", gdzie jest przedstawiona jako jeden z "najeźdźców" wioski Galów obok trochę bardziej sympatycznie ukazanych komiksów amerykańskich.
...tak mi się w każdym razie na szybko wydaje
