Ja myślę, że tutaj nikt nikomu nie chce pomagać, chodzi o kasę. Widocznie księgarnie lobbują za takim rozwiązaniem i mają gdzieś całą resztę, byle tylko jeszcze trochę utrzymać się na powierzchni.
Mnie się wydaje, że to nie tyle małe księgarnie, co te wielkie molochy łączące różne części rynku: księgarnie, wydawnictwa, dystrybutorów - takie jak Empik czy właśnie ta Sonia Draga. To oni zawsze najmocniej gardłowali za takim rozwiązaniem.
Jeżeli państwo chce wspierać księgarnie, to niech robi to bezpośrednio, a nie za pośrednictwem czytelników: niech przyzna im ulgi podatkowe i zwolnienia, zapewni niskie, preferencyjne czynsze na lokale i dopłaca do kosztów mediów, dokłada się do organizacji wydarzeń kulturalnych takich jak wizyty autorów. Wtedy można by też wycelować to wsparcie, by faktycznie szło do małych firm, a nie olbrzymich korporacji, które i tak już dają sobie radę. Choć i tak to już trochę musztarda po obiedzie. Z tego, co pamiętam, parę lat temu właśnie państwo mocno przywaliło małym księgarniom, wprowadzając darmowe podręczniki i nie dając księgarzom nic w zamian, choć to przecież właśnie sprzedaż podręczników pozwalała wielu mniejszym firmom wygenerować dochody, które pozwalały im potem funkcjonować w mniej sytych miesiącach.
W obecnej sytuacji wygląda to tak: mieszkam w prawie stutysięcznym mieście, jednym z największych w województwie. Ostatnia niesieciowa księgarnia zamknęła się tu parę lat temu, pamiętam jak dziś, jak kupowałem tam na pożegnanie ostatnie książki, bo odwiedzałem ją jeszcze od podstawówki. Jakie mam dziś w mieście księgarnie? Jeden Empik i dwa Światy Książki. To są te małe, dzielne podmioty, które miałbym po wejściu ustawy wspierać, kupując u nich książki stacjonarnie?