Tak to jest z tymi względnie nietypowymi dla komiksu stylami - jeden lubi/nie lubi Rossa, drugi Boltona, trzeci Templesmitha, czwarty Craina itd.. Ja w ogólności nie lubię komiksów cyfrowych (gdzie plansza nie istnieje fizycznie) i zgadzam się co do zdania o, w większości, kłujących w oczy komputerowych kolorach z przełomu wieków (a przynajmniej w tym kierunku interpretuję opinię z poprzedniej strony tematu). Tyle że to co robił Crain to jest zupełnie coś innego, to co Ross robił pędzlem Crain robił pędzlem cyfrowym, to nie jest Bolton malujący po zdjęciach, ani nawet Langley, którego, przyznaję że procesu nie znam, ale wygląda na połączenie modeli 3D, photobashingu i tylko wykończenie ręczne (tj. cyfrowe, ale już bardziej tradycyjne). Znając jednak proces Craina i nie patrząc przez współczesne zwierciadło ("AI") bardzo doceniam te jego cyfrowo malowane komiksy, tyle z tym roboty co z normalnym malowaniem, stąd niestety tak mało w jego portfolio tego typu prac (np. wydany u nas Universe to zupełnie inny styl). Paradoksalnie dobrze widzieć jak te plansze emocjonują, szkoda że negatywnie, ale z gustem wiadomo jak jest, chociaż może nie każdy wie jak widać wyżej...
Z racji że jednym z kluczy pod wydanie w Limited jest warstwa graficzna, to tylko kwestia czasu kiedy będzie kolejny raz Secret War Dell'Otto (wciąż liczę, że kiedyś ktoś wyda X-Force: Sex and Violence, tyle że to nie materiał dla Egmontu), krytyce takiego ruchu obecnie nie byłoby końca. Drugi mój typ to byłaby Elekta Assassin Sienkiewicza, kolejna kontrowersyjna pozycja, niezmiennie wyróżniająca się graficznie. No i w sumie nie przychodzi mi do głowy co jeszcze z katalogu Marvela wpisywałoby się w ten klucz, Marvels Rossa powiedzmy że już jest, a inne rzeczy nie wpisują się w tą linię (np. Chris Scalf w Star Wars albo pełny wybór ilustratorów w Hellraiserze). Ewentualnie rzeczy z Marvel Graphic Novel, tyle że to zdecydowanie nie są opasłe materiały...