Słabość SSoC to w mojej opinii wcale nie powtarzalność fabuł - ta jest oczywiście faktem, ale kaman, gdzie nie mamy powtarzalności fabuł - wystarczy spojrzeć na superhero. Tak więc ona istnieje, ale w mojej ocenie dla SSoC nie była czynnikiem decydującym o zaniżeniu lotów. Ktoś może się tym zmęczyć i ja to rozumiem. Dla mnie decydującym momentem dla SSoC był ten, kiedy do schematu czy maniery tych opowieści dołączyła miałkość scenariuszy, kiedy seria zaadoptowała marvelowską narrację lat 90. Tak mniej więcej na wysokości tomów 55-60 dostaliśmy wszystkie przywary ówczesnego komiksu, chyba głównie superhero: postaci deklarujące sobie co się wydarzyło zeszyt wcześniej, ale też pojawienie się dinozaurów (ewidentny wpływ popularności Jurassic Park itd.), podróże w czasie, coraz więksi i ponadludzcy przeciwnicy (poprzerabiani, zmutowani, czy jak to nazwać) w miejsce czarowników itd.
Conana z SSoC po prostu dogoniła współczesność i ona zadała mu decydujące ciosy.
Ucieszyłem się na tego europejskiego Conana, ale powiem szczerze, że mocno schłodził mnie Conan z Relaxu. Dlatego teraz podchodzę z rezerwą i może wpierw poczekam na opinie. Poza tym nie wiem, czy kupuję ten rozstrzał graficzny pomiędzy tomami. Te postaci z tymi dziwnymi wyłupiastymi oczami... Ktoś może kupować tę estetykę i spoko, ja nie jestem jeszcze do niej przekonany.
Co mam do Conana z Relaxu?
Plusy:
- początek i koniec to momenty, kiedy seria zwyżkuje
- graficznie jest bardzo dobrze, fantastycznie wyglądają wojownicy w tych hełmach i w zimowej scenerii. Taki trochę Thorgal na sterydach. Miałem tu WOW.
- Zimowe plenery zasługują na osobną pochwałę.
Ale też:
- seria zalicza tąpnięcie w swojej środkowej części, widać, że krótka nowela Howarda jest tutaj rozciągana. 22 plansze marvela wystarczyły na jej sprawne opowiedzenie.
Conan ugania się za tą dziewczyną przez cały Relax 33, ona go nęci, on nie może jej dopaść, siedzą przy ognisku, pierniczą farmazony. Oprócz tego mamy sceny jej masturbacji i ujęcia na jej łono - dla mnie jakoś nie przystawało to do reszty, te wątki medyczne odebrałem jako dodane na siłę. Poza tym, czy my tam mamy scenę gwałtu? Bo w sumie nie wiem. Conan w wydaniu SSoC wielokrotnie deklarował, że nie wziąłby żadnej dziewki siłą.
- pochwaliłem grafikę, ale były i kadry, gdzie nie byłem pewny, co mają pokazać, nie mogę się tam dopatrzeć o co w nich chodzi.
Podsumowując, czekam na opinie. Powstrzymuje mnie rozbieżność graficzna i rozciąganie historii niczym gumy od majtek w Córce lodowego olbrzyma. Z chęcią się dowiem, jak jest tutaj.
Dla mnie jednak Conan z SSoC - Buscema, DeZuniga, Kwapisz, wczesny Ernie Chan (bo potem robił kichę), Nebres, Alcala, Maroto...
No i te okładki.