Ten pierwszy tom egmontowy "Życie i Śmierć Conana", jest taki se. Oderwane fragmenty przygód po jednym zeszycie rzucają nas to tu, to tam. Jakieś nowe wymysły, dosłownie uje-muje-dzikie węże na Pograniczu Piktów czy walki w jamach w Zamorze, chociaż wtedy 17-letni Conan tylko kradł, a nie walczył. Prawie nie pokazane są walki. Bo jest scena jak pojawia się przeciwnik, jeden kadr jak Conan zamachuje się mieczem, a następny to jest już po walce, jak pokonał wszystkich. Suabo.
A jeszcze co do panoramy - trochę szkoda, że zamiast napisu nie dali jakiejś porządnej grafiki, z pola bitwy, albo walki z potworem. Na takie coś patrzyłoby się przyjemniej.