Ale moim hobby są komiksy a nie wrysy, autografy czy inne bazgroły w nich robione. Nigdy mi na tym nie zależało a tym bardziej gdy muszę za to płacić.
Fan płaci za bilet na festiwal, więc nie widzę powodu dla którego miałby jeszcze bulic za jakieś dodatkowe rzeczy. Z kolei artysta taki kontakt z fanem powinien traktować jako formę autoreklamy. Swojej i albumów które stworzył. To jest jego korzyść a nie wyciąganie kolejnych kilku dudków od ludzi, dzięki którym moze pracować, zarabiać i tworzyć. Oczywiście nikt nie broni mu sprzedawać swoich grafik czy wrysów jeśli są chętni za to zapłacić. Ale niech robi to poza festiwalami, które mają być świętem komiksu, a nie miejscem dodatkowego zarobku dla rysownika. I tak ma płacone za sam udział w wydarzeniu, niech więc ewentualnie organizator dorzuci mu coś za godzinkę poświęconą na wrysy i sprawa załatwiona.
Wyobrażenie, że kupienie biletu na wstęp do hali uprawnia Cię do darmowej pracy i czasu obcego człowieka, to doprawdy wyższy poziom konsumpcyjnego odklejenia.
Idąc tą logiką: płacąc za wejście na festiwal, na stoiskach z jedzeniem też żądasz darmowego kebaba i browaru, bo przecież „już zapłaciłeś za bilet”? Komiksy na stoisku Egmont też ma rozdawać za darmo? Na koncertach podchodzisz do merchu i zgarniasz koszulki, bo zespół przecież dostaje gażę za wyjście na scenę, więc niech nie „sępi na fanach”?
Bilet na festiwal opłaca ochronę, infrastrukturę i organizację imprezy, a nie prywatne życie i warsztat rysownika. Artysta to nie darmowa maskotka dołączana do biletu w zestawie z smyczką. Procent, jaki twórca dostaje ze sprzedaży samego albumu, często ledwo starcza na waciki, więc płatny wrys czy oryginalna grafika to wyraz szacunku za jego czas, umiejętności i materiały.
Poniedziałek rano, a ja już mam Janusza tygodnia.
Na Zachodzie płatne autografy i rysunki są absolutną normą i nikt tam nie robi z siebie męczennika z powodu wydania kasy za pracę artysty. U nas wystarczy trzech gości z zagranicy na rok, a i tak znajdzie się ktoś, kto obwieści, że artysta powinien pracować w czynie społecznym w ramach „autoreklamy”.
Jako fan nie mam nic przeciw, żeby wesprzeć twórczość dodatkową opłatą w zamian otrzymując coś unikatowego. Nie ma w tym nic złego. Płacę za czas, materiały, doświadczenie i umiejętności. Nie chcę niczego za darmo, bo wiem, że dzięki tym pieniądzom artysta ma kasę nie tylko na życie, ale i na nowe autorskie projekty. Dodatkowo artysta, który zarobi na danym festiwalu ma większą chęć wrócić do danego kraju na kolejne festiwale.
Jak sugerował Turucorp, nie chcesz wrysu? Nie kupuj, czytaj sam komiks i nie truj d.... Ale nie dorabiaj ideologii do zwykłego skąpstwa i braku pojęcia o tym, jak działa ten rynek.