Tak, zniszczmy jeszcze ten gatunek. Pewnie nie pamiętasz, ale to samo pisano o ekranizacjach superhero w późnych latach 90 i wczesnych 2000. 26 lat później obserwujemy takie reakcje jak Twoja
Wiesz co, lepiej niech nie ruszają gier/mangi/anime, ok?
W jaki sposób ten gatunek zostanie "zniszczony"? Nawet najbardziej gówniana adaptacja gry, anime, książek etc. nie ma wpływu na jakość pierwowzoru. Co najwyżej grono ludzi, które z jakiegoś powodu nie zna oryginału uzna go po nieudanym serialu czy filmie za syf, ale to zwyczajnie ograniczone założenie, człowiek z otwartą głową doskonale wie, że film na podstawie czegokolwiek niekoniecznie oddaje istotę tej rzeczy.
Poza tym przecież to już się dzieje. Ghost in the Shell, Alita: Battle Angel, Alice in Borderland, Detektyw Pikachu, One Piece, Sonic, Fallout, Uncharted, The last of us. Tytuły są gorsze i lepsze, ale fajnie, że robią cokolwiek takiego a nie wszystko jest marvelocentryczne. Fallout to po prostu dobry serial osadzony w kultowym świecie, One Piece to ledwo 2 sezony live action i nie ma szans żeby przeniósł wszystko z mangi i anime, więc można go traktować jako wersję skondensowaną dla ludzi, którzy nie mają sił oglądać tak długiej serii- chociaż powstaje remake, który ma ją skrócić- i aktorską wariację dla fanów pierwowzoru.
Będzie God of war, Warhammer 40k, Horizon od Prime'a, film Death Stranding od studia A24. Rzeczy, które mogą przekierować uwagę ludzi zmęczonych superhero w inną stronę będzie co raz więcej. No i bardzo dobrze. Konkurencja jest zdrowa. Też osobiście nie dostrzegam by którakolwiek z wymienionych przeze mnie rzeczy szła w model mcu, na zasadzie oglądaj 40 seriali i 30 filmów by ogarniać co się z czym je. To mimo wszystko bardziej skondensowane projekty.
Co do Marvela w kinach jeszcze. Jasne masa ludzi patrzy na te filmy jak cgi-fest i nic ponad to, ale jest też grono które je lubiło za interakcje między postaciami. Tak jak pisał Castiglione co zbudowano przez te lata? Nic.
Teraz niech mi ktoś powie jakie interakcje może mieć przykładowo Shang Chi z Thunderbolts skoro oni się praktycznie nie znają. Poprzednie fazy budowały fajne relacje między postaciami, często jedna postać wystąpiła w filmie drugiej np Hulk w Thor Ragnarok, albo Stark w pierwszym Spiderze z Hollandem. Do tego moim zdaniem filmy z serii Avengers zaczynają się robić niezamierzenie parodystycznie co raz bardziej rozbuchane. Teraz każdy film z tym tytułem będzie o ratowaniu multiwersum, inkursjach, inwazjach z kosmosu? Dlaczego nie zrobiono w między czasie czegoś jak Civil War, które było w rzeczywistości takim Avengers 2.5. Mniejszy konflikt, ale bardziej personalny. Mogliby wymyśleć tyle rzeczy na nieco mniejszą skalę, ale po co róbmy kolejne "gigantyczne i niesamowite kryzysy" do tego z postaciami, które ma się w dupie.