Dokładnie, Zimowy Żołnierz. Wczoraj zabrałem się do lektury, ale po „cyborżce” odechciało mi się czytać dalej 
Serio? Odechciało ci się czytać jakiś komiks przez jedno tłumaczenie?
Wydawało mi się, że komiksy czytamy dla fabuły, rysunków i ogólnie czerpania przyjemności z tego, ale widzę, że wystarczy jakieś tłumaczenie i wszyscy: łeeee to za wieleee, co tooo za tłumaczeniaaaaa, ja już nie mam ochoty czytać tego komiksu i nie będę kupował od Egmontu nic!
Powiedźcie mi: co zmienia czy to jest takie słowo a nie inne? Zmienia to jakoś wasze życie? Krzywdzi to was jakoś? Czy przeczytacie ten komiks i zapomnicie o tym za półgodziny?
