Mój wkład w tę dyskusję:
1. Znam słowo "gościni" jako żeńską formę "gościa". We współczesnej polszczyźnie zaczęło się pojawiać w użyciu w ciągu ostatnich kilku lat i z moich obserwacji wynika, że wśród niektórych wciąż budzi pewne zdziwienie. Sam tak spontanicznie raczej bym go nie użył, ponieważ przywykłem do traktowania słowa "gość" jako wyrazu, który choć ma gramatyczny rodzaj męski, to nie ma nacechowania płciowego i obejmuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn (tak jak żeńska "osoba" czy męski "człowiek"). Ten konkretny dymek sam przełożyłbym chyba jako "Chciałabym jeszcze raz serdecznie podziękować naszemu gościowi specjalnemu, pani She-Hulk, za uświetnienie oprowadzania swoją obecnością".
2. Choć gramatycznie "gościni" jest poprawna, to osobiście nie użyłbym jej w tłumaczeniu komiksu sprzed paru dziesięcioleci (lata 80.-90.), bo wydałoby mi się to anachronizmem.
Żywa dyskusja wokół nowej fali feminatywów wskazuje, że w dużej mierze ciągle są one traktowane jako coś nowego, niedawnego (a przynajmniej niedawno wznowionego po okresie innej praktyki językowej). Dlatego odbiorcy mogą być na nie wyczuleni i może wybijać ich z rytmu lektury, gdy słowo, które pojawiło się niedawno, występuje w komiksie, w którym akcja wyraźnie dzieje się w starszych czasach, kiedy obowiązywała inna praktyka językowa (tak jak np. nie należy wstawiać do starszych opowieści wzmianek o hasztagach, influencerach czy tam innych zjawiskach, które w czasie akcji komiksu jeszcze nie istniały).
Być może za jakiś czas, jeśli nowe feminatywy staną się bardziej przezroczyste dla użytkowników języka, nie będą budziły takich reakcji i efekt anachronizmu osłabnie - na razie jednak przy decyzji, czy je zastosować, brałbym pod uwagę także datę powstania danego dzieła.
3. Byłbym bardzo wdzięczny za zaprzestanie dziwnych podjazdów do "redaktorczyń". To może być w jakiś pokrętny sposób dla kogoś zabawne, gdy się rzuca takie rzeczy w przestrzeń, ale tak się składa, że ja akurat znam parę redaktorek z Egmontu. To miłe osoby, które mają różne poglądy i zapatrywania, jak to w życiu. W kontaktach z nimi mam wyłącznie pozytywne doświadczenia. W związku z tym niesmak budzi we mnie, kiedy ktoś w takiej sytuacji jedzie z jakimś sarkazmem i docinkiem ad personam po całej grupie wszystkich redaktorek (z jakiegoś powodu tylko redaktorek, choć przecież są i mężczyźni, którzy promują feminatywy, i kobiety, które wolą ich nie używać), niezależnie od tego, czy pracowały przy danym komiksie, czy nie, i jakby ignorując fakt, że "gościni" pojawiła się tam z inicjatywy tłumacza, który już wyjaśnił swoją motywację, i w żadnym wypadku nie została wepchnięta za kulisami przez jakiś tajny spisek na rzecz feminatyw. Stosowanie takich osobistych wycieczek zamiast konstruktywnego krytykowania konkretnych decyzji jest w mojej opinii słabe.