Kilka słów w odpowiedzi na panel o krytyce na Komiksowej Warszawie z punktu widzenia autora:
https://blogokomiksach.pl/krytyka-komiksowa-panel-kolo-wzajemnej-adoracji/
Przeczytałem ten artykuł, więc skoro już bawimy się w polemikę, to też pozwolę sobie odnieść się do kilku kwestii, bo niektóre fragmenty wydały mi się wątpliwe.
O tym, że recenzuję te komiksy, które mi się podobają, i że nie pastwię się nad słabymi pozycjami, pisałem już na Facebooku, na Spec Forum Komiks i mam to wprost w bio na stronie. Nie z lenistwa ani z wygody. Po prostu te teksty są subiektywne — jeśli coś mi nie podchodzi, nie znaczy jeszcze, że ma się nie podobać komuś innemu, więc niekoniecznie czuję się powołany, żeby publicznie to zjeżdżać.
Zasadniczo jest to bliźniacze podejście do tego, które na panelu przedstawił TK - którego bardzo szanuję - natomiast zupełnie nie popieram takiej postawy. Oczywiście to kwestia indywidualna, ale całkowicie nie rozumiem, dlaczego opisanie i uargumentowanie, co mi się nie podoba, miałoby być jakkolwiek mniej wartościowe niż napisanie, co mi się podoba. Jeśli przedstawiam swoją opinię o jakimś utworze, to nie ma dla mnie różnicy, czy uważam go za dobry czy nie, a czas spędzony na formułowanie tego zdania jest dla mnie tak samo dobrze spędzony. O pewnych lekturach nie piszę po ich skończeniu, bo nie skłoniły mnie do żadnej refleksji, nie mam na ich temat specjalnych przemyśleń i zwyczajnie uważam, że nie mam nic ciekawego do przekazania, natomiast zaprezentowanie swojego zdania czy dyskusja o jakiejś pozycji są dla mnie tak samo interesujące niezależnie, czy mówię o czymś pozytywnie, czy negatywnie. Nie mam na myśli jakiegoś hejtu czy krytykowania dla zasady, ale o rzeczowym wytłumaczeniu, co w danym dziele zagrało, a co nie.
Dodatkowo ten fragment "jeśli coś mi nie podchodzi, nie znaczy jeszcze, że ma się nie podobać komuś innemu" - no oczywiście, ale kto zdrowo myślący uważa wyrażenie własnej opinii za jakąś prawdę objawioną, którą mają kierować się ludzie? Kierując się tą samą logiką, tak samo jeśli ci podchodzi, to nie znaczy jeszcze, że ma się podobać komuś innemu, a tutaj już autor czuje się powołany, żeby publicznie takie rzeczy chwalić.
I tak - uważam, że takie podejście jest zachowawcze i bardzo wygodne, tak w przypadku TK, jak i autora bloga.
Cztery krzesła, na nich krytyk-publicysta, wieloletni wydawca i redaktor, bloger-instagramer i prowadzący portal. Sami ludzie ze środowiska, sami w jakimś sensie zawodowcy tej niszy. Rozmawiano o tych mniejszych, niezależnych, niezwiązanych z branżą — ale rozmawiano o nich, a nie z nimi.
Teza wygodna, ale zastanowiłbym się, czy np. ten bloger-instagramer to faktycznie taka przepaść w stosunku do któregoś z unboxingowych youtuberów.
Mówię o tym nie abstrakcyjnie. Jakub Oleksak z Komiksopedii, który ten panel prowadził, regularnie krytykuje mnie za to, że na blogu poruszam tematykę sztucznej inteligencji, i wyszydza przy okazji mnie i mój zawód. W komiksowie jest zmowa milczenia o AI.
Tutaj padła interesująca kwestia, ale nie znam tekstów z tego bloga tak dobrze, więc zastanawia mnie, w jakim kontekście pisze o tym AI?
Sam wybieram, o czym piszę i co recenzuję, i mówię wprost, bez taryfy ulgowej.
Tak, ale tylko pozytywnie

Czytelnicy nie kwapili się, żeby ją sfinansować — poza trzema osobami na Patronite zrzucającymi się po 10-20 zł miesięcznie, nikt nie dołożył się do założenia bloga. A to nie są drobne. Postawienie strony i migracja treści to dwa tysiące złotych, do tego wykup i utrzymanie domeny, system do mailingu, wsparcie IT, dorzućmy wyjazdy na eventy: bilety, paliwo, czas, jedzenie. Wszystko z własnej kieszeni. Co nie przeszkadza tym samym czytelnikom regularnie komentować jakości moich nagrań — kup sobie lepszy mikrofon, kup lepszą kamerę. Chętnie kupię, podrzućcie tylko numer konta, na które wpłacacie.
Zostają czytelnicy. Włączają się w dyskusję, oceniają blogerów, wymagają — co i jak ma być zrecenzowane. Tylko że nikt im nie płaci za naszą pracę, więc trudno, żeby stawiali warunki. Chcą czytać za darmo, nie wrzucają złotówki do Patronite, a oczekiwania mają takie, jakby co najmniej kupili kolorowy magazyn z recenzjami za cztery dychy. Krytyka konsumencka jest w porządku, każdy ma do niej prawo. Ale roszczenie wobec kogoś, kto robi coś za darmo i po godzinach, ma swoje granice.
A to już jest słabe. Klasyczne przedstawianie się w roli ofiary. Jeżeli coś się publikuje, to liczy się z tym, że nie każdemu się to spodoba i znajdą się też głosy krytyczne. I nie ma w tym nic złego - ponownie, nie piszę o jakimś hejcie w stylu "zabij się, bo nie zrozumiałeś tego komiksu", tylko o normalnym komentarzu. Po to zresztą jest miejsce na komentarze, aby je w nim wpisywać, a jeśli nie, to być może należało tę sekcję opisać "miejsce do chwalenia autora", a tych nieprzychylnych opinii nie zamieszczać, tak jak we wstępie ponoć twórcę bloga potraktował kanał Otwarte komiksy.
Pisanie, że źli czytelnicy nie dołożyli się do bloga, jest po prostu śmieszne.