Jako dziecko PRL potwierdzam, że takiego "autka" wtedy nikt nie nazwałby inaczej niż resorak. No, spotkałem jeszcze określenie żelaźniak (ale to już chyba regionalnie). To hasło-klucz, tak jak popularne później "karteczki". Możesz przetłumaczyć te karteczki np. na obrazki, ale stracisz jednoznaczność przekazu.
Poza tym ten dialog w obecnym brzmieniu nie ma zbytnio sensu, bo "autka" nie stanowi doprecyzowania "miniaturek samochodowych" (wręcz przeciwnie, bo przecież autka mogą być np. atropomorficzne dla niemowlaków), a "resoraki" owszem. Niby drobiazg, ale zabrakło wyczucia.