Morze po kolana - bardzo dobra rzecz, fajnie narysowany, chyba najlepszy obyczajowy polski komiks, jaki czytałem. Słabych stron praktycznie nie ma, lekko porusza do myślenia. To 'lekko' powoduje, że nie napiszę "wybitny", brakuje mocniejszego uderzenia (aczkolwiek w komiksie są mocniejsze elementy, może po prostu mnie nie ruszyły). Jak się gdzieś znajdzie, to kupować i czytać.
Dylan Dog - Alfa & Omega i Po drugiej stronie lustra - koń, jaki jest, każdy widzi, nic odkrywczego tu nie napiszę. Podobało mi się zakończenie Alfy i Omegi, ale tak poza tym to przeciętne DD.
Walizka - przyjemna lektura, podobała mi się kolorystyka tego komiksu, ale tak poza tym to nic wartego szczególnej uwagi.
Dzieci Kapitana Granta - w czasach przed internetem książki przygodowe pełniły rolę dzisiejszej sci-fi - pozwalałby odkrywać czytelnikom nieznane. Dzisiaj już Verne czy Szklarski nikogo nie oczarują tak, jak to robili 50 czy 40 lat temu, bo wszystko jest teraz niemal na wyciągnięcie ręki. Ale ten komiks jest tak narysowany, że można poczuć tę podróż odkrywców. Bardzo dobrze się to czytało. Jeśli komuś przeszkadzają ludzie jako zwierzaki, to na końcu komiksu są przykłady jakby to wyglądało, gdyby rysowano ludzi, co zdecydowanie nie wyszłoby komiksowi na dobre. Dla lubiących książki podróżnicze pozycja obowiązkowa.
Howard Flynn - z tych lepszych Vance'ów, fajna lektura. Przeczytałbym więcej.
Czarne nenufary i Nie puszczaj mojej dłoni - oba na podstawie książek Bussiego (nie czytałem). Czarne nenufary bardzo fajne, dobry pomysł i wykonanie. Do czegoś tam się można przyczepić (np. skąd matka pierwszej ofiary wiedziała, że ktoś z nim był jak umarł i kto to był, ale to tylko tak na marginesie, świetny komiks kryminalny. Natomiast Nie puszczaj mojej dłoni, o ile nawet czyta się przyjemnie, to oparty jest na jakimś kompletnie kuriozalnym pomyśle chodzi o reakcję bohaterów na groźby.
Marvel Noir - Luke Cage fajny, Iron Man w stylu Idiany Jonesa, bardzo mi się podobał, natomiast Daredevil i Punisher trochę słabiej. Ale ogólnie przyzwoita lektura.
Dwie maski - kolejny przypadek komiksu w anturażu historycznym, w którym pojawia się element nadnaturalny (tak jak w Łupieżcach imperium czy w 7 żywotach krogulca), który ma w zamyśle być spójnikiem całej historii, a w rzeczywistości jest kabotyńskim pomysłem, który rozwala całkiem fajny komiks. Bardzo dobrze się to czytało, fajne postaci (Drętwa Wiewiórka, Fouche, Obywatel konsul, Józefina, Mrówka), tylko ten pomysł z maskami zupełnie bez sensu. Niemniej w swojej kategorii chyba najlepiej się bawiłem przy lekturze tego komiksu.