Punisher: Dziennik wojenny (Egmont)
Jako wielki fan Punishera z serii MAX (zarówno w interpretacji Ennisa, jak i Aarona),postanowiłem ponownie zanurzyć się w świat Franka Castle. Tym razem sięgnąłem po kultowy w wielu kręgach War Journal. Niestety, muszę przyznać, że lektura okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Niektóre zeszyty były nużące, a przeczytanie całości zajęło mi kilka, a może nawet kilkanaście dni.
Nie oznacza to jednak, że War Journal jest komiksem złym. Kilka historii, jak choćby te osadzone w dżungli, gdzie Punisher spotyka Wolverine’a i... dinozaury, czytało się naprawdę świetnie. Niemniej jednak brakowało mi głębi i ciężkiego, brutalnego klimatu, który tak bardzo cenię w serii MAX. Tutaj fabuła momentami wydaje się umowna, a miejscami wręcz sztampowa.
Jeśli chodzi o stronę graficzną, kreska Jima Lee – który wówczas dopiero zaczynał swoją karierę – jest poprawna, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Widać, że jego warsztat dopiero się kształtował. Dla fanów tego artysty może to być fajna ciekawostka.
Podsumowując, Punisher: Dziennik wojenny to pozycja, która może zainteresować purystów i zagorzałych fanów Franka Castle. Dla niedzielnych czytelników lub osób przyzwyczajonych do mrocznego tonu serii MAX, może to być jednak lektura trudna do przebrnięcia. Osobiście oceniam ją jako poprawną, ale bez większych emocji czy zachwytów.
6,5/10
Ideał (Kurc)
Czy "Ideał" to komiks idealny? Nie do końca, ale bez wątpienia jest to pozycja warta uwagi. To historia o przemijaniu, starzeniu się i próbach pogodzenia się z nieuchronnością zmian. Porusza temat utraty pozycji na rzecz młodszych pokoleń, a jednocześnie opowiada o miłości, zaufaniu i relacjach międzyludzkich.
Fabuła jest ciekawa i porusza trudne, ale ważne tematy, które skłaniają do refleksji. Pod względem graficznym i narracyjnym komiks przywodzi na myśl twórczość Chrisa Ware’a oraz Nicka Drnaso. W trakcie lektury wyczuwałem również wyraźny vibe "Upgrade Soul".
To zdecydowanie tytuł, który warto sprawdzić, szczególnie jeśli lubicie komiksy skłaniające do refleksji i oferujące coś więcej niż tylko rozrywkę.
7/10
Neonomicon (Egmont)
Lubię prozę Lovecrafta, uwielbiam grę Bloodborne, szanuję dokonania Alana Moore’a. Z tego powodu sięgnąłem po komiks Neonomicon. Początek był bardzo wciągający. Duszna i ponura atmosfera, bohater rasista i homofob, obskurny hotel, a w tle zagadka kryminalna. Agent FBI poszukuje sprawcy piętnastu bestialskich morderstw. W wyniku śledztwa trafia do pewnego klubu, gdzie namierza dziwnego mężczyznę, który swoją twarz skrywa za chustą.
Pierwsza historia była naprawdę klimatyczna i wciągająca. Niestety, w przypadku drugiej opowieści, gdzie bohaterami staje się para agentów, poziom znacząco spada. Wracają oni do sprawy, którą badał ich poprzednik, i szybko trafiają na pewne tropy. Docierają do miasteczka Salem, gdzie pod przykrywką udają się na rytualną orgię organizowaną przez tajne, okultystyczne stowarzyszenie. Niestety, ta historia jest wręcz obrzydliwa. Autentycznie z trudem dotrwałem do końca.
Pod względem graficznym komiks prezentuje solidny poziom. Choć nie jestem wielkim fanem stylu Jacena Burrowsa, muszę przyznać, że dobrze poradził sobie z ilustrowaniem makabrycznych scen. Jego kreska skutecznie buduje mroczny i niepokojący klimat, co jest dużym atutem tej pozycji.
Podsumowując, Neonomicon pozostawia mieszane uczucia. Pierwsza połowa komiksu była świetna i wciągająca, ale druga część znacząco obniżyła moją ocenę. To tytuł, który trudno polecić – chyba że ktoś jest wyjątkowo zafascynowany tematyką Lovecrafta i nie boi się kontrowersyjnych treści.
6/10