Jakiś depresyjny mam dziś dzień, pan Tomek wyciągnął mnie trochę z dołka.
W oderwaniu od wszelkich marności tego świata, miło posłuchać, jak sprawnie, ciekawie i z pozytywną energią, opowiada o tym, co kocham.
Sprytnie się prześliznął przy prezentacji tomów starwarsowych.
Trudno żeby czytał absolutnie wszystko, co Egmont wydaje.
Poniekąd to efekt sukcesu, który pozwolił wydawnictwu mieć tak szeroką ofertę.
Jedna rzecz nie daje mi spokoju...
Czy ktoś może zna kod do drzwi do Egmontu?
Czas by nocny, zamaskowany układacz komiksów się tam zjawił i zrobił porządek z rzuconymi ukośnie komiksami na półce w tle. ;-p
Edit: Ostatni, akapit to oczywiście żarcik, żeby wpis nie był przesłoszony i mdły. :-)