Dla fanów superhero na początku 2026 roku wreszcie doszło do zamknięcia dwóch niezwykle ważnych i udanych sag komiksowych. Żeby było sprawiedliwie, po jednej na dane uniwersum, choć liczby tomów wchodzących w daną sagę znacznie się różnią.
Superman, a dokładniej
Śmierć Supermana, pierwszy tom ukazał się 2024, obecnie mamy komplecik liczący trzy tomy. Niestety, Egmont w tym przypadku miał masakryczne tempo wydawania, jeden tom rocznie to katorga, ale wreszcie jest całość! Każdy tom to około 600 stron, tomiszcza prezentują się przepięknie.

Do tego mamy fajne dodatki jak rozkładówki:

Pierwszy tom to sama Śmierć, wydarzenie które w momencie publikacji wstrząsnęło całym światem, i to dosłownie, nie tylko tym komiksowym. Nawet prasa niekomiksowa pisała co spotkało Supermana. Wtedy śmierci były mniej popularne, teraz to każdy superbohater ginie regularnie, i nie robi to już większego wrażenia.
Pierwszy tom kończy się zresztą odsłonięciem trumny, która okazuje się pusta...

Drugi tom to Rządy Supermanów, czyli czterech następców, którzy niby są lub kreują się na tego prawdziwego. Całość kończy się w tym tomie, trzeci to historie dodatkowe, idealnie uzupełniające całą sagę.
Nie zabrakło zwykłych rozkładówek na dwie strony, co ważne, poprawnie wydrukowanych, jak zaraz się okaże, u tego wydawcy to niestety nie jest normą. W tym przypadku by rozkładówka odpowiednio się prezentowała dano pustą czarną stronę ją poprzedzającą.





Sama Śmierć i Rządy pojawiły się lata temu na łamach miesięcznika wydawanego przez TM-Semic, oczywiście w znacznie okrojonej wersji, także sama forma wydawania pozostawiała wiele do życzenia.


Bezsprzecznie, było to wydarzenie!

Przykładowe porównania:

W nowym wydaniu warto zwrócić uwagę na ładnie wkomponowane tytuły rozdziałów czy choćby przetłumaczoną tablicę.


Choć, jak dla mnie, jest jeden minus w nowej edycji. Uproszczone wypełnianie dymków, z przesadnie wielkimi połaciami niewykorzystanego miejsca. Mniejsza czcionka i więcej miejsca to szybsza wklejka, ale przy czytaniu jednak nie prezentuje się to dobrze, no i bardziej męczy wzrok.
Całość z widoku na grzbiety. Przecudne tomiszcza!

Druga zakończona saga to
Spider-man Straczyńskiego, wraz z dodatkami, czyli w sumie aż siedem grubaśny tomów, każdy liczący około 400 stron!
Oczywiście tutaj także swoje palce maczał TM-Semic, a raczej Fun Media, no i niestety skończyło się wtedy tylko na jednym zeszyciuku. Później także fragmenty opublikowano w linii Dobry Komiks czy w kolekcjach, jednak teraz wreszcie otrzymaliśmy komplet!

Główny run składa się z pięciu tomów:

Graficznie jest świetnie, początek rysuje John Romita Jr, za czasów gdy chciało mu się rysować, później pojawiają się inni rysownicy i także potrafią zachwycić.




W końcu wydarzenia zaczynają się przeplatać z inną serią, wydawca zadbał o rozpiskę jak czytać, choć absolutnie nie trzeba jej się zbyt mocno trzymać.

I najważniejsze, wydał także te tomy, dwa grubaśne, plus tomik dodatkowy czyli errata.


Właśnie errata. W drugim tomie okazało się, że ktoś olał rozkładówki i zostały blednie wydrukowane, czyli na jednej kartce - dokładnie - z dwóch jej stron - co nie ma sensu. Może nie tragedia, ale zrobiła się afera, wydawca wycofał nakład ze sprzedaży, obecnie tom ponownie powrócił na rynek, nie jednak w formie nowego wydania, szkoda by było mielić to pierwsze, a uzupełniony o errate, czyli dodatkowy cieniutki zeszycik w twardej oprawie (!), zawierający w sumie pięć poprawnie wydrukowanych rozkładówek. Parę kartek to za mało, więc dorzucono jeden zeszyt, który jest też w tomie głównym, ale tutaj przedstawiono go w formie czarno-białej. Spoko, ciekawe, ale nie wiem, czy nie lepszym pomysłem byłoby zrobić choćby coś w stylu artbooka i zebrać wszystkie okładki plus jakieś szkice? Ale to errata, i tak gratulacje dla wydawcy, że nie olał sprawy. Z innej strony Egmont ostatnio ma tyle wpadek, że coraz trudniej znaleźć album wydany poprawnie, a pomylone dymki to już norma....



Dobrze całą tę sagę uzupełnić sobie tomem
Wojna Domowa, w wydaniu kolekcyjnym lub od Muchy lub samego Egmontu. Jak kto woli.

Rzut okiem od strony grzbietów.

Tutaj tomik z erratą "nieco" odstaje, nie można tego było zrobić tak jak reszta grzbietów? Chyba nie, może licencja zabrania, trudno uwierzyć, że nawet takie coś można tak spierdolić, prawda?

Powyższe sagi dla miłośników superbohaterów to pozycje wręcz obowiązkowe. Może Śmierć Supermana już dzisiaj nie robi takiego wrażenia jak kiedyś, ale nadal to ciekawa lektura. Spiderek ma wiele, oj wiele mocnych momentów, a Straczyński świetnie rozbudowuje jego mitologię, szkoda jedynie, że całość zakończyła się jak zakończyła, ale o to już nie można winić scenarzysty. Czyli standardowo, obie sagi, jak to superhero, wiele i dobrych i słabszych motywów, na szczęście, tutaj ze znaczną przewagą tych lepszych, ciekawszych.
I nostalgicznych, łezka w oku się kręci, gdy po latach od pierwszego zetknięcia z tymi seriami (to do tych, co pamiętają czasy TM-Semica), wreszcie można je przeczytać w pełnej wersji w naszym języku.