Zarzuciłeś mi zmianę sensu filmu, argumentując, że maszyny "nie pozwoliłyby nakręcić filmu o prawdziwej rzeczywistości". W naszej rzeczywistości istnieje film (filmy, gry), tak jak w filmie istniała gra o Matrixie, co najwidoczniej umknęło Tobie - zrozum, że nie jest moją intencją tu by dowodzić, że żyjemy w Matrixie, ale że mogłaby istnieć taka możliwość, bo w końcu możemy sami wymyśleć taką technologię.
Mówisz o czwartej części? Co to ma wspólnego z tym o czym rozmawiamy? Liczy się pierwsza cześć, bo ona opisuje "potencjalną rzeczywistość" w której - według tej hipotezy - ponoć żyjemy, nie rozmawiamy o filmie.
To ja się pytam skąd w ogóle idea, że ktoś na coś nam przyzwolił - jednocześnie wcale jej nie neguję.
Przecież to Ty napisałeś, to jest Twój kolejny pomysł, który dorzuciłeś sobie do hipotezy o matriksie. Sam już się gubisz w swoich spekulacjach.
Nie mamy żadnych twardych dowodów że "coś" nami kieruje, choć niektórzy w to wierzą.
Nie mamy żadnych dowodów, ani jednego miękkiego.
Zakładając, że matrix naprawdę by istniał, nasza wiedza o nim nie miała by i tak żadnego sensu, bo część ludzi i tak by w niego nie wierzyła, a decydenci z różnych powodów robiliby wszystko aby ukryć dowody.
Jacy decydenci? W hipotezie matriksa takiego jak w filmie - to przecież jest według Ciebie definicja matriksa - nie ma żadnych decydentów, są ludzie jako bateryjki i maszyny, które potrzebują bateryjek.
W Filmie dodatkowo jest ruch oporu, ludzie którzy obudzili się i walczą z maszynami. To nie są decydenci, maszyny zwalczają ich wszelkimi sposobami, nie robią na nich żadnych eksperymentów, po prostu chcą ich zlikwidować. Tym bardziej nie pozwalają im kręcić filmów i propagować idei, że ludzie żyją w matriksie. To co dzieje się w 4 części jest wynikiem tego, że Neo złamał system, pokonał maszyny, na chwilę.
Zresztą tak samo działają religie - jedni sobie wierzą, a inni mają to gdzieś. I dopóki nikt nie widzi na codzień latających gostków po niebie, czy spodka wiszącego...gdziekolwiek możemy sobie luźno dywagować, tak jak głosi idea tego tematu 
Tutaj nie chodzi o wiarę w coś na co nie ma dowodów, tylko o spójność i logikę. Twoja definicja matriksa jest taka jak w filmie, ale w filmie nikt nie wiedział o matriksie oprócz przebudzonych, zaś w naszej rzeczywistości (według Ciebie matriksie) wszyscy wiedzą czym jest matriks, jest to częścią popkultury. Fakty z naszej rzeczywistości mówią, że nie jest możliwy scenariusz jak w filmie. Żeby uwiarygodnić matriks, najpierw należałoby zmierzyć się z faktami, ale już bez głębszej analizy widać, że to nie jest i nie może być dokładnie jak w filmie. Sam chyba to zauważyłeś, bo zaraz dodałeś, że może pozawalają nam wiedzieć, bo prowadzą jakiś eksperyment, i tutaj już odszedłeś od definicji z filmu.
Więc pytam ponownie, jaka jest definicja matriksa?