Ja tylko lekko w obronie idei przerabiania Wróblewskiego.
Przede wszystkim tam mamy zmianę z formuły bardziej literackiej ilustrowanej rysunkami. Dorobienie dymków jest tutaj w mojej ocenie przejściem do innej formuły. W przypadku Kajtka i Koka mamy grzebanie w tej samej formule.
Poza tym Ongrys nie robił tego z partyzanta. Wszyscy wiedzieli i raczej witali ten fakt z radością - przynajmniej ci, których te tytuły obchodziły.
Oprócz tego wydaje mi się, że odbyło się to przy zgodzie właścicieli praw, a nie tak, że teraz Fundacja Kreska pisze, że wystosowała pytania do Egmontu.
Inna sprawa, że już niekoniecznie z radością witam poprzestawiane kadry między wersją pierwotną a wersją komiksową, które się tam trafiają. Rozumiem jednocześnie, przed jakimi wyborami stały osoby próbujące utrzymać sens całości przy wycinaniu takich ilości tekstu.
No właśnie: ilość tekstu to osobny argument. U Wróblewskiego to mogłaby być samodzielna nowela albo opowiadanie. W Kajtku i Koku tekst jest krótszy i bardziej integralny z rysunkiem.
Poza tym, przechodząc już do Christy, nie jest przecież tak, że jego opisy mówią jedynie o tym, co dzieje się na kadrze. Wczytajcie się: tam jest wiele dodatkowych informacji.
Ingerencji jakiej tu dokonano nie przyjmuję. Niestety wpisuje się to dla mnie w trend przerabiania starszych wiekiem utworów. Jest to już obecne nie tylko na Zachodzie, czy to w literaturze czy w filmie. Uważam, że należy próbować powstrzymać tę falę, choć ta walka jest pewnie już przegrana.
Osobom mówiącym "niemożliwe" przypominam, że już kilka lat temu dostaliśmy przekład Bułhakova, w którym tłumaczka dopisała od siebie własne fragmenty (!!!):
https://www.journals.us.edu.pl/index.php/PR/article/view/7624/5895