Nie porównujmy lat 90-ych do dzisiaj. Wtedy proceder egzemplarzy recenzenckich czy pokazów prasowych dopiero raczkował. Rozsyłano je rzadko, bez większego planu. Potem nakreślono pulę takich egzemplarzy i je skanalizowano (nie zapraszało się profesjonalnych recenzentów z szanowanych periodyków do komentowania komercyjnej chały, bo recenzje były słabe, więc to wywalanie kasy). Wreszcie przyszły blogi, kanały youtube, itp. i rozkwitły peany młodych, domorosłych, samomianowanych recenzentów rozpływających się nad każdą kupą, którą otrzymali za darmo a często nawet nie przeczytali.