Żegnaj, Aaricio oraz Wendigo z pewnością znajdują się wśród najlepszych albumów Thorgala stworzonych po Klatce (która jest dla mnie prawdziwym zakończeniem serii, resztę traktuję jako historie dodatkowe). Bardzo podoba mi się pomysł na wypełnienie luki między Cyklem Qa, a Władcą gór i Wilczycą. I to jeszcze w tak pomysłowy sposób. Północ Ameryki, zapewne tereny dzisiejszej Kanady, ludy indiańskie, ich wierzenia i w tym wszystkim rodzina Aegirssonów. One-shot rozpisany na bardzo dużą ilość plansz (120). Rouge znakomicie kadruje i opowiada obrazem, jest miejsce na oddech i podziwianie widoków, a scenariusz Duvala nie jest przeładowany informacjami, dostajemy bardzo rozrywkową, choć niegłupią opowieść o walce dwóch indiańskich plemion. Przez tę historię się płynie, a pod koniec z zadowoleniem przewraca się ostatnią stronę, bo była to satysfakcjonująca lektura. O takie albumy Thorgala nic nie robiłem. Surżenko i Yann będą musieli podskoczyć wyżej dupy, żeby utrzymać poziom pierwszych dwóch tomów nowej serii. Nie wiem czy są w stanie.