Autor Wątek: Lucky Luke  (Przeczytany 66344 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline nori

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #195 dnia: Śr, 18 Marzec 2026, 20:53:42 »
W wątku kolekcyjnym wspomniałem o jednej z moich ulubionych serii, wrzuciłem parę fotek. A że mnie wzięło, pogrzebałem, dopstrykałem parę dodatkowych zdjęć, dopisałem jakieś ciekawostki. I tak to się rozrosło, więc pozwolę sobie wrzucić niniejsze ględzenie w odpowiedni wątek.

Ogromne podziękowanie dla Spiffa za szereg uwag i podpowiedzi oraz za udostępnienie paru zdjęć i podesłaniu kilku kolejnych – dzięki czemu pojawiło się tutaj nieco więcej porównań i ciekawostek!

Trzy wielkie serie humorystyczne. Wszystkie trzy debiutowały na naszym rynku w formie albumowej w czasach hegemoni wydawnictwa TM-Semic. Trzy serie, które po rożnych perturbacjach z wydaniami, wreszcie możemy przeczytać w naszym języku w praktycznie kompletnej formie. Powiedzmy, uściślając, kompletnej w każdym przypadku w znaczeniu głównej serii. Asteriks już od dłuższego czasu wydawany jest na bieżąco, obecnie także otrzymujemy kolejne wznowienie, tym razem uzupełnione o sporo dodatków. W przypadku Smerfów główna linia jest kompletna, obecnie otrzymujemy poboczne w postaci zlepku rożnych krótszych historyjek oraz serię Wioska Dziewczyn.



Trzecim tytułem jest Lucky Luke, który w tym przypadku zasługuje na największy podziw. Seria ta nigdy nie była takim hitem jak Asteriks, mimo to w lutym bieżącego roku ukazał się nakładem Egmontu ostatnio tom z regularnej serii, noszący budzący podziw numerek porządkowy 86!



Przy takiej ilości albumów nie ma się co dziwić, że poszczególne prezentują różny poziom, na szczęście praktycznie zawsze (niech będzie, prawie zawsze...) gwarantują wyśmienitą rozrywkę. Jest to także kawał historii, pierwsza historyjka z Lucky Lukiem ukazała się 10 października 1946 roku w 443 numerze magazynu Le journal de Spirou! Tak, dokładnie 80 lat temu!!!



Autorem historyjek jest Maurice De Bevere, który już od najmłodszych lat przejawiał artystyczne zdolności. Zauważyli to nawet jego nauczyciele, którzy podziwiając jego bazgroły na marginesach, poinformowali rodziców, że ich syn niczego nie osiągnie (w tamtych czasach artyści komiksowi, lekko mówiąc, nie byli zbyt poważani). Maurice jednak był uparty, do tego zafascynowany rysunkiem i animacją. Mimo niesprzyjających czasów, rysował co mógł, ćwiczył się w anatomii, wyspecjalizował się w karykaturach, próbował publikować gdzie się dało. Powoli jego prace pojawiały się w druku, w końcu nawet zawędrował na okładki magazynu Le Moustique. Pracował w studiu animacji, a także współpracował z wieloma znakomitymi twórcami, co pozwalało im nawzajem się wspierać i doskonalić wzajemnie swój warsztat. Wreszcie otrzymał szansę, w specjalnym wydaniu Almanachu Spirou miały ukazać się prace debiutantów (i dla almanachu były tworzone, choć pierwszy Lucky Luke zadebiutował chwilę wcześniej w samym magazynie, obie edycje różniły się… napisami w dymkach, a dokładniej, czcionką). Morris przygotował się do debiutu niezwykle pieczołowicie, nie dość że realizował swoje marzenia, to jeszcze patrzył mocno w przyszłość, choć głównie projektując postacie już od razu przygotowane pod potencjalną animację. Sam wybór imienia nie był przypadkowy, zastosował tutaj zasadę tej samej pierwszej litery, w odniesieniu zarówno do głównego bohatera jak i jego konia. Przyjął też pseudonim Morris, czyli jego imię w zamerykanizowanej formie. Ameryka zresztą zawsze go ciągnęła, a skoro udało się z komiksem, padł pomysł wyruszenia na wyprawę, który ziścił się w sierpniu 1948 roku. Morris wraz z przyjaciółmi ruszył do Nowego Jorku, mekki, jak to określał, komiksu i animacji.



Cały czas pracował nad przygodami Lucky Luke’a wysyłając swoje prace pocztą do Europy. Podczas wielu wojaży poznał założycieli magazynu Mad, co ugruntowało jego decyzje, by Lucky Luke stał się w pełni serią humorystyczną będącą parodią westernu. Mimo to wolał rysować niż pisać, a zrządzenie losu sprawiło, że to właśnie w stanach poznał pewnego francuza, który potrafił rysować, ale o wiele bardziej jednak odnajdywał się w pisaniu. Panowie się zaprzyjaźnili, co w końcu poskutowało współpracą i francuz tenże, czyli René Goscinny stworzył dla Morrisa parędziesiąt scenariuszy do historii do dzisiaj uważanych za złoty okres serii.



Po śmierci Goscinnego pojawiało się wielu rożnych scenarzystów, co niestety zaowocowało bardzo nierównym poziomem poszczególnych albumów. Morris zmarł 16 lipca 2001 roku, pozostawiając po sobie 70 albumów z przygodami dzielnego kowboja. Przygody te jednak nie skończyły się, seria jest kontynuowana przez Achdé, który odpowiada za rysunki, a albumy tworzone są do scenariuszy rożnych twórców, parę też napisał sam Achdé.

W Polsce Lucky Luke w formie albumowej zadebiutował w 1991 roku. Od razu warto podkreślić: w formie albumowej, gdyż debiut na łamach prasy odbył się znacznie wcześniej , do tego w różnej  formie, ale o tym nieco później.

Egmont w 1991 i 1992 roku wydał w sumie cztery albumy, niestety wtedy seria na tym została zakończona.



W tym samym czasie swoich sił próbował też inny wydawca, w tym przypadku jednak skończyło się jednak na jednym albumie. Poniżej zdjęcia, także stopki, oraz porównanie z edycją Egmontu.







Ponowne podejście nastąpiło w 1999 roku, drugą edycję rozpoczęto albumem Daltonowie na kuracji. Po opublikowaniu parunastu albumów i ta edycja zakończyła się, to co ją wyróżnia, to zastosowanie charakterystycznej westernowej czcionki w tytułach. Z jednym wyjątkiem – tak w ramach ciekawostki.



W międzyczasie próbowano ze zbiorczymi wydaniami, był nawet rzut testowy kolekcji. Wreszcie jednak albumy powróciły i tym razem był to powrót w pełni udany – cała seria do 2026 roku ukazała się na polskim runku!

Poniżej fotki całej kolekcji, wszystkie albumy są w pierwszym wydaniu, nie kupowałem wznowień.

Pierwsze osiem albumów, tworzonych w pełni przez Morrisa, widać wyraźnie fascynację animacją, postacie są „zaokrąglone”, obłe, jakby wręcz wyjęte z filmów Disneya z tamtych czasów.



Do Morrisa dołącza Gościnny, kolejne albumy, poza Niebieskimi Stopami, tworzą już razem.



Współpraca trwa w najlepsze, a same historie zyskują coraz więcej wyrazu.



Jest coraz lepiej, to tutaj zaczyna się prawdziwa śmietanka, złoty okres dla serii!



Lektura wręcz obowiązkowa!



Coś się kończy coś się zaczyna… ostatnie sześć albumów do scenariusza Gościnnego…



Pojawiają się całkowicie nowi scenarzyści, efekt jest, delikatnie mówiąc, różny, ale bez tragedii. Goscinny jeszcze zaznacza swoją obecność, jest autorem scenariusza Daisy Town, także w Sznurze wisielca jest jego historyjka (Daltonowie jadą koleją).



Kolejne albumy nadal tworzy szereg scenarzystów, także i tutaj w jednym (Ballada) swoją obecność zaznacza Goscinny.



Ostatnie osiem albumów rysowanych przez Morrisa. Legenda Zachodu, a dokładniej Legenda Dzikiego Zachodu, gdyż tak prawidłowo powinien brzmieć tytuł tego albumu, pięknie kończy pewną epokę.



Achdé u steru, scenariusze rożnych autorów. Rysunkowo jest super, scenariuszowo raz lepiej raz gorzej, tragedii ponownie - raczej nie ma. Raczej to trafne określenie...





Kid Lucky, wcześniej pojawiły się dwa albumy przedstawiające dzieciństwo Lucky Luke’a, ale z powodu pewnych nieporozumień i niesnasek, zostały usunięte z regularnej serii. Obecnie powróciły, jednak na polskiej liście ich nie ma, ale Egmont zapowiedział już, że zostaną wydane. Achdé postanowił kontynuować pomysł, choć historie opowiedział na swój sposób. Wyszło całkiem zgrabnie.



Seria doczekała się albumów specjalnych, będących swoistym hołdem, tworzonych przez różnych artystów. Ukazało się ich kilka, obecnie w Polsce wydano cztery, w tym dwa które można potraktować jako małe arcydzieła, i to zarówno pod względem scenariuszowym jak i graficznym:





Na siodełku czyta się fajnie, choć rysunki mogą nie każdemu przypasować, a ostatni można potraktować jako album zupełnie zbędny i niepotrzebny. Ale tragedii nie ma. ;)







Między rożnymi edycjami Egmontu występowały czasem dość ciekawe różnice. Ot, druga edycja miała charakterystyczną czcionkę, poza jednym wyjątkiem: Daisy Town.



Zdarzało się, że zmiany były bardziej znaczące, jak choćby kolorystyka tła.



Pierwsza edycja czterech albumów miała tytuły zapisane czcionką najbardziej znaną, choć jej krój delikatnie różni się od najnowszej wersji.







Pierwsza edycja to oczywiście Egmont, ale za czasów gdy jeszcze podpisywał się z początku Gutenberghus. Zdjęcie stopek nie tylko dla opisu wydawcy, ale też dla pokazania dość znaczącej kwestii dla całej serii, a mianowicie tłumaczenia.



Niestety, Lucky Luke cierpi na podobny syndrom co Asteriks – mimo że pierwsze tłumaczenie momentami jest niechlujne i pojawiają się błędy, jest o wiele, wiele śmieszniejsze! To jak z Shrekiem, gdzie polska wersja po dziś dzień jest wybitna, w przypadku Egmontu nastąpiło tragiczne odśmieszanie dymków w seriach humorystycznych – co zauważył już w swoich opracowaniach znawca polskiego komiksu Marek Misiora. I autentycznie to widać, doskonałym przykładem jest album Wrażliwa Stopa, tracący wiele ze swojego uroku w edycji Żółtodziób. Egmont ma w podorędziu wielu naprawdę wspaniałych tłumaczy, niestety posiada też wielu partaczy. W przypadku Lucky Luke’a absolutnie nie ma tragedii, tłumaczenie jest bardzo porządne, ale wyraźnie widać, że momentami seria ta wiele, wiele traci. Kocham Asteriksa w pierwszym wydaniu, uwielbiam też cztery pierwsze LL – i aż szkoda, że w tej formie ukazało się ich tylko cztery…

Od razu fajna kwestia, pół strony w pierwszej edycji i drugiej, ze znaczną różnicą w tekście.





A tak jest w oryginale:



Sztuczny tłumacz podpowiada taką wersję:



Najstarsze albumy kryją nieco tajemnic, ot choćby pierwszą historyjką opublikowaną w prasie była Arizona 1880, tymczasem w wydaniu albumowym znalazła się ona w albumie trzecim.





Pierwsze oficjalne pojawienie się naszego kowboja, choć umieszczone w trzecim albumie:



I zakończenie pierwszej historyjki, już wtedy pojawił się znany motyw, choć dopiero później wszedł na stałe, a sama scenka została uzupełniona słynną piosenką.



W pierwszym albumie, tytułowa historyjka, w domyśle, gdyż nie zawsze pierwsze historyjki były okraszone tytułami, w wydaniu albumowym pozbawiona została całej jednej planszy. Jest ona o tyle ważna, że ogólnie przyjęte jest, że z początku Jolly Jumper nie gadał, a tutaj okazuje się, że jednak dość wcześniej zaczął wypowiadać swoje kwestie!



Pomiędzy planszami przedstawionymi powyżej powinna być jeszcze taka:



W tym samym albumie ostatnia historia (też bez tytułu w albumie) po planszy drugiej z tego zdjęcia a przed ostatnią (uwaga na spojlery):



powinna być uzupełniona taką:



W albumie Rodeo także zaginęła jedna plansza. Z nią w ogóle były zawirowania, gdyż Morris wysyłał wtedy plansze ze stanów, by zaoszczędzić, zarysowywał arkusze papieru z obu stron. No i drukarze tej akurat planszy nie zauważyli. Później powróciła, niestety w naszej edycji albumowej została pominięta, a powinna być pomiędzy tymi stronami:





Być może są jeszcze jakieś braki? Więcej na chwilę obecną nie zauważyłem, mam nadzieję, że kiedyś dostaniemy edycję kompletną.

Także ciekawostką jest zakończenie historii z pierwszym spotkaniem Daltonów, tych oryginalnych. Ogólnie kończą marnie:



jednak w pierwotnej wersji, niedopuszczonej do druku, koniec był o wiele, oj wiele mocniejszy:



Morris zresztą wkurzał się na cenzurę, choć nie miał wielkiego wyboru, wszak tworzył historyjki, których odbiorcami byli głównie nieletni. Swoje żale nie omieszkał pewnego razu wylać w krótkiej, acz bardzo wymownej, opowiastce:



Także dostało się paleniu tytoniu, w końcu Lucky Luke musiał zrzucić ten brzydki nałóg. Nie zostało to wyraźnie zaznaczone, ale samo rzucenie ma miejsce między tymi albumami:





Później doszło do takich abstrakcji, że nowe wydania Daisy Town nawet dostały przerobioną okładkę – zniknął papieros, zniknęły więc też dymkowe czaszki…

Musiała też zmienić się kultowa scena:



...która zresztą doczekała się większej liczby wariacji:



Jest nawet specjalna, z przestrogą:



Po porzuceniu nałogu odruchy zostały, ciekawie sportretowano je choćby w tych albumach:



„Dla dodania sobie animuszu”



„Nawet mnie zamurowało”



„Papieros mnie uspokoi. Nerwy mam całe w strzępach”



A na deser przykład ewolucji, część postaci powracała, choć czasem ze znaczącymi zmianami, ot choćby taki Billy the Kid.



I zagadka, co łączy te albumy? Podpowiedź: chodzi o tytuły.



Napstrykałem setkę fotek, więc może na dziś wystarczy, ciąg dalszy za jakąś chwilę, jak się ogarnę. Będzie odpowiedź na zagadkę, parę pewnych przykładów, będzie wersja prasowa i to z różnych gazetek, będzie album nie o numerze 2 ale znaczącym 0002, będzie o seriach pobocznych. A jako dodatek będzie o dwóch polskich klasykach, którzy przepięknie Lucky Luke’a sportretowali.




Offline parsom

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #196 dnia: Śr, 18 Marzec 2026, 22:39:40 »
No, Nori, szacun. Jak się za coś weźmiesz, to nie ma bata.

Offline Midar

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #197 dnia: Śr, 18 Marzec 2026, 23:09:38 »
Super, uwielbiam tę serię i czytuję ją od drugiej klasy podstawówki, czyli blisko 50 lat, a i tak dowiedziałem się paru nowych i ciekawych rzeczy z powyższego posta. Możesz jeszcze dodać fotkę tych kilku zbiorczych, wydanych u nas przez Egmont, w pomniejszonych wymiarach. Lubiłem to wydanie, bo pomimo tego, iż potrzebna była lupa, to w krótkim czasie dostaliśmy sporo nowych albumów. Gdyby Egmont nie przerwał kupowałbym do końca. To wydanie fajnie wygląda obok podobnie wydanego (na szczęście w całości) Tintina.

Offline James88

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #198 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 11:00:59 »
Kapitalny opis.
Ciekawe czy jest szansa aby LL dostał takie wydanie (albo podobne) jakie teraz ma Asteriks ?

Online radef

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #199 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 11:04:33 »
Nie te poziomy sprzedaży + chyba nie ma takiej edycji, tzn. są, ale takie z 8-16 stronami dodatków.

Obecnie Dupuis (posiadacz praw do pierwszych 31 albumów) wydaje integrale z materiałami dodatkowymi, ale... za bardzo się z tym nie śpieszą. Na razie wydali 7 z 10. Dargaud (posiadacz praw do reszty) na razie nic takiego nie wydał, a starych integrali nie wznawia od ponad dekady.
Kacza Agencja Informacyjna - newsy, recenzje, artykuły nie tylko o komiksach Disneya

Offline Dracos

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #200 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 13:24:21 »
Ciekawe czy jest szansa aby LL dostał takie wydanie (albo podobne) jakie teraz ma Asteriks ?

Imo nie ma szans za dużo alumów. Optymalnie co mogłoby się udać to integral zbierający po 4-5 albumów z 4-5 stronami dodatków dla każdego albumu. Ale to po pierwsze Egmont musiał by pewnie w dużej mierze sam przygotować po drugie zamieszanie z prawami wydawniczymi może być przeszkodą nie do przeskoczenia.

Offline Bazyliszek

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #201 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 23:16:13 »
Kapitalny opis.
Ciekawe czy jest szansa aby LL dostał takie wydanie (albo podobne) jakie teraz ma Asteriks ?

Trzeba było kupować test Kolekcji w 2015 roku. :)
Dzięki nori za świetny post. I przypomnienie, że Egmont urywał tą serię dwa razy.

Offline Kadet

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #202 dnia: Cz, 19 Marzec 2026, 23:21:22 »
Czyli jeśli Hachette nie wydało kolekcji z LL, to to jest wina tych, co nie kupowali, a nie wydawnictwa - a jeśli Egmont zawieszał dwa razy publikację serii, to jest wina Egmontu, a nie braku czytelników?
Bardzo Was proszę o wsparcie i/albo udostępnienie zbiórki dla dziewczynki walczącej z rakiem: https://www.siepomaga.pl/walka-agatki.

Dziękuję z całego serca!

Online radef

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #203 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 11:29:53 »
Trzeba było kupować test Kolekcji w 2015 roku. :)
Żeby teraz nie mieliśmy po polsku wydanych najnowszych "Lucky Luke'ów"?
To ja wolę jednak Egmont.
Kacza Agencja Informacyjna - newsy, recenzje, artykuły nie tylko o komiksach Disneya

Offline adamarluk

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #204 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 14:00:57 »
Trzeba było kupować test Kolekcji w 2015 roku. :)
Dzięki nori za świetny post. I przypomnienie, że Egmont urywał tą serię dwa razy.
Za to Hachette raz i dużo skuteczniej.

Offline James88

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #205 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 15:43:51 »
Trzeba było kupować test Kolekcji w 2015 roku. :)

Tak się składa że kupiłem.
Tą twoją teorię to można o kant dupy potłuc.

Offline Bazyliszek

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #206 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 16:47:00 »
Czyli jeśli Hachette nie wydało kolekcji z LL, to to jest wina tych, co nie kupowali, a nie wydawnictwa - a jeśli Egmont zawieszał dwa razy publikację serii, to jest wina Egmontu, a nie braku czytelników?

Tak, dokładnie.

Offline adamarluk

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #207 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 16:50:41 »
Tak, dokładnie.
Błaznem jesteś ?

Offline weiter

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #208 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 18:55:21 »
Nie. To perfidna i wyrachowana prowokacja.
Niestety moderacja nie reaguje.

Offline Midar

Odp: Lucky Luke
« Odpowiedź #209 dnia: Pt, 20 Marzec 2026, 20:36:04 »
Czemu ma reagować? Nic zdrożnego nie napisał. Jest swoistym folklorem. Wszyscy znają jego schizę na Egmont i jak ktoś ma alergię, to może go nie czytać i zablokować. Czasami i on coś ciekawego napisze.
« Ostatnia zmiana: Pt, 20 Marzec 2026, 20:43:10 wysłana przez Midar »