Ja mam na jednej półce 64 przeczytane (62 miękkie białe i 2 te czarne w HC, a na drugiej 21 nieprzeczytanych (20 białych miękkich i 1 Mawila w HC).
Nie kupiłem jeszcze najnowszego o bawełnie i brakuje mi jednego o młodości Luke'a. Czyli w Polsce wyszło 87 komiksów z LL. Masakra. To jedno z moich trzech kompleksów z dzieciństwa. Zawsze jak jeździłam do rodziny do Niemiec, to oni tam w każdym saloniku prasowym mieli kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt zeszytów LL. A ja w Polsce wiecznie po kilkadziesiąt razy czytałem te cztery z Egmontu i jeden zielony z dziwnego wydawnictwa. Więc teraz po prostu muszę mieć wszystkie.
Drugi mój kompleks z dzieciństwa, to fakt, że rodzice nie chcieli mi kupić PlayStation 1. Zresztą też to się wiąże z Niemcami, bo starszy kuzyn przywiózł kiedyś z Niemiec na wakacje do Polski tę konsolę i żeśmy kilka tygodni napieprzali w Tekkena i inne genialne gry. Potem inny kuzyn, tym razem starszy aż o 8 lat, z mojej wioski, kupił sobie PlayStation 1, a potem 2, a mnie rodzice nie chcieli. Więc teraz mam Switcha, PlayStation, Xboxa i komputer. Tak się rodziły kompleksy.

Trzeci kompleks z dzieciństwa, to pamiętam jak mi mama nie chciała kupić Asteriksa z wielbłądem na okładce. Pamiętam jak dziś, w którym to było kiosku i z której strony za szybą go widziałem. A potem, żeby mnie dobić, kolega z ławki przyniósł do szkoły Asteriksa lecącego na dywanie. Tego już było za wiele i wymusiłem zakup u ojca. I następnego dnia już miałem dywan, ale wielbłąda to przeczytałam dopiero po wielu latach, jak Egmont w końcu wznowił w granatowej edycji.
Wracając do Lucky Luke'a, to kto na okrągło nie czytał pięciu wydanych w Polsce albumów, wiedząc o tym, że Helmuty mają w byle kiosku w każdym nazilandzie kilkadziesiąt tomów, ten nie zna życia.