Jak w ogóle wam się widzą te tomy stworzone solo przez Morrisa? Przyznam szczerze, że choć kupiłem wszystkie, to jeszcze ich nie czytałem (Goscinnego czytałem całego). Te pierwsze wyglądają jak najstarsze filmy z Myszką Miki, czyli Parowiec Willie i inne.
Potem, tak jak napisałeś, dziewiąty jest ze scenariuszem Goscinnego, dziesiąty znowu Morrisa i od jedenastego już kilkadziesiąt albumów stworzyli razem, czyli to ten tak zwany złoty okres serii. Trzeba się kiedyś zabrać za 1-8 i 10. Dziewiąty czytałem w tym pomarańczowym integralu kilkanaście lat temu, ale pozostałe z pierwszej dychy nie. Te późniejsze tomy, na przykład siódmy, ósmy i dziesiąty to już ten Luke jakiego znamy? A może od pierwszego jest fajnie? Kiedyś się zabiorę .