Polemika jest spoko, kiedy druga strona ma coś do powiedzenia o danym dziele, a nie atakuje, nie mając argumentów i kończy temat stwierdzeniem "nie znasz się".
Kiedy wystawiłem ocenę 9/10 komiksowi Mazeworld (Grant, Ranson), to kilka osób się ze mną nie zgodziło i musiałem bronić swojego zdania.
A to zdanie innych osób jakoś zuboża twoje, że musisz go "bronić"? Odbiór dzieła kultury będzie zawsze subiektywny, nie wiem skąd parcie na to, żeby każdemu podobało się to samo.
Dla mnie wartościowsza i więcej wnosząca jest czyjaś negatywna ocena, jeżeli jest uargumentowana, niż stwierdzenie "podobało mi się, ale nie mam o tym nic do powiedzenia". Niezależnie czy się z nią zgadzam czy nie. To, co ktoś inny zobaczył lub nie w jakimś tytule, co zwróciło jego uwagę, co było ważne z jego perspektywy, jest dla mnie interesujące samo w sobie, dużo bardziej niż powtarzanie frazesów, bo wypada coś lubić.
Jakby to, że ktoś inaczej oceni jakiś tytuł, niczego w tym utworze nie zmieni ani nie sprawi, że będzie się wam mniej podobał - no chyba, że ktoś totalnie nie ma własnego zdania.
Jeśli wyrażasz krytykę, a nie chciało Ci się nawet przeczytać posłowia, to tak, to się nazywa ignorancja.
Czy ja w którymś momencie napisałem, że nie czytałem posłowia? Nadal istotniejsze są dla mnie apsekty, które już wymieniłem.
Zwracam uwagę, nie tylko ja, że zawsze trzeba znać kontekst epoki, w której powstało dane dzieło żeby je właściwie ocenić. W oryginalnych Gwiezdnych Wojnach nie ma absolutnie nic, czego dzisiejszy widz nie widziałby już milion razy i to znacznie lepiej zrobionego. Ale dzisiejszy widz nie zobaczyłby tego wszystkiego, gdyby nie powstały Gwiezdne Wojny. Fenomen Władcy Pierścieni wybuchł po publikacji wydania kieszonkowego a nie po publikacji w Anglii pierwszego tomu. Lovecraft długo był ceniony tylko przez przyjaciół-pisarzy. W Polsce jaskrawym przykładem jest Grabiński, który w swojej epoce był ceniony kompletnie przez nikogo a dzisiaj nazywany jest polskim Poe. Komercyjny sukces niewiele ma więc wspólnego z wartością dzieła i raz jest, raz go nie ma.
Tylko, że z jednej strony podajesz przykłady Lovecrafta czy Grabińskiego, których doceniono po latach, więc sam przyznajesz, ze odbiór dzieła może się zmienić po czasie, z drugiej bronisz tych shortów Cacy tym, że zachwyciły jego kolegów 40 lat temu.