Właśnie skończyłem czytać najnowszy 34 tomik przygód Usagiego, więc podzielę się kilkoma przemyśleniami. Ponieważ UY czytałem ostatnio dwa lata temu, przeczytałem sobie ponownie tomy od 23 wzwyż. Pewnie jestem w mniejszości, ale Usagiego zbieram od początku (ktoś jeszcze pamięta pierwsze spotkanie ze Stanem w empiku na Marszałkowskiej?) i cieszę się, że Egmont dalej wydaje w małych tomikach i formacie pasującym do reszty. Grzbiet już nie pasuje do pozostałych no ale nie można mieć wszystkiego.
Największa zmiana to kolor. Sakai przeszedł do IDW i od teraz jego komiksy będą już kolorowe. Ciekaw jestem powodów odejścia z DH i kto podjął decyzję o przejściu z B&W na kolor, ale pewnie się nie dowiemy. Strzelam, że IDW stwierdziło, że w kolorze sprzedadzą więcej. No dobra, ale jak ten kolor? Dla mnie niestety kolor nic in plus nie wnosi, a niestety czasem psuje. Szczerze to nigdy nie byłem fanem płaskich kolorów Toma Lutha (co innego akwarelki Stana, który od czasu do czasu wypuszczał jakiś komiks w kolorze). O ile jeszcze w scenach miejskich, oraz tam, gdzie jest dużo szczegółów i postaci, kolory nie psują odbioru, o tyle w kadrach gdzie mamy duże plamy bez 'kresek' (np. tła, duże fragmenty ubrań, duże twarze) to wg mnie kolor psuje cały efekt. Czyste duże białe tło aż tak nie razi jak wymyślony kolor. A no i jak walczą na miecze, to te odbłyski w kolorze są dość dziwne...
Co do samej fabuły to szczerze jest to taki średniak zbliżony poziomem do poprzednich. Sasuke, Kitsune, tym razem bez Ischidy, za to w końcu mamy dawno niewidzianego Gena. Chyba najciekawsza historyjka to Bohater. W następnym tomie Usagi w końcu wraca do swojej wioski i mam nadzieję,
że w końcu zacznie się coś fajnego dziać. Jest tyle niewykorzystanych wątków... Ja wciąż czekam na ninja-krety