Tak czytam ten wątek i odnoszę wrażenie, że sporo osób powinno zrobić jakiś kurs z czytania ze zrozumieniem. Ale mniejsza.
Najgorzej w tym całym zestawieniu wypadł Hitman (mimo, że Ennis jest jednym z moich ulubiencow). Nie dość, że kicz to jeszcze brzydkie rysunki.
Dokładnie takie miałem odczucie. Jeżeli drugi tom nie siądzie, to odpuszczam temat - ponoć dalej jest lepiej, no ale takie głosy można wyczytać o każdej serii, więc to niczym nie świadczy.
Z Mignolą mam mieszane uczucia. Nie lubię jego kanciastej kreski. Czytało się to dużo lepiej niż Hitmana. Wiem, że mój kumpel zbiera Hellboya, więc w ramach luzu i odpoczynku od tego co moje, zabiore się za cudze i pożyczę kolejny tom, by zobaczyć, czy dwójka mnie porwie.
Z "Hellboyem" mam ten problem, że brakuje mi w nim konkretniejszej fabuły. Czytając Library Edition odniosłem wrażenie, że Mignola krążył po omacku i poza tym, że wymyślił fajnego bohatera, to nie umiał zbytnio ubrać tego w składną historię. Przechodząc przez kolejne tomy cały czas czułem, że można było wycisnąć z tego więcej i ciągle mi czegoś brakowało. Idąc po kolei, pierwszy tom (a przynajmniej jego połowa), to taki wstęp, który widać, że jest jeszcze niewyrobiony, choć rokuje na przyszłość. Tom drugi to antologia opowiadań - spoko, podobało mi się. Inna forma, dobry poziom tych komiksów, fajne rozszerzenie świata. Ale przyszedł tom trzeci, gdzie z tego, co pamiętam były 2-3 krótkie miniserie, czwarty to ponownie antologia opowiadań (czytałem na dwa razy, bo przy pierwszy podejściu nie skończyłem). W momencie lektury czwórki miałem już kompletnie dość tych krótkich historyjek (plus doszedł fakt, że były dla mnie słabsze niż te w drugim), a marzyłem, żeby w końcu gość napisał jakiś konkretny storyline. I tak się stało w tomie piątym - nareszcie fajna, rozbudowana historia. Tyle, że... zwiastująca koniec serii.