Udało się obejrzeć wszystkie odcinki i takie mam wrażenia:
Plusy:
Wierność komiksowi - doceniam, że poszczególne epizody, które nie mają (niby) ze sobą wiele wspólnego zostały ujęte (np. spotkania co 100 lat, nawet pojawienie się Szekspira). Ok, może czegoś zabrakło, coś się nie zmieściło (a może będzie później), ale serial musi dać się też oglądać i mieć jakieś tempo. Zresztą samego komiksu aż tak dobrze nie pamiętam, czytałem może 2-3 raz ale ciągiem i poszczególne historie mi się trochę zlewają. Przeniesienie akcji do czasów współczesnych też uważam za dobry pomysł. Nie ma to żadnego znaczenia a łatwiej się dobić do netflixowych oglądaczy.
Ogólny klimat/ wydźwięk - jest trochę grozy, trochę tajemnicy, mitologii. W sumie to wszystko, co w komiksie zrobiono, teraz przeniesiono na ekran. Duży szacunek, bo nieraz film psują mi głupawe żarty czy gagi.
Strona wizualna - pierwszy odcinek oglądałem w samolocie na telefonie, a później przerzuciłem się na hotelowy tv. Mały, ale odbiór był o niebo lepszy. Piekło, śnienie ale nawet świat realny były pięknie sfilmowane. To, co inni wspominali, że tło rozmyte i czasem jakieś przyciemnione krawędzie zauważyłem ale to bez znaczenia. Polecam zatem oglądanie na dużym ekranie. Sam kiedyś może jeszcze spróbuję, ale to może jak się pojawi kolejny sezon.
Gra aktorska - mówi się dużo o Morfeusza, ale dla mnie Koryntczyk kradnie show. Rose Walker oraz posiadacz rubina (już mi imię wypadło) z odcinka w jadłodajni.
Minusy dotyczą bezsensownych w mojej opinii zmian w wyglądzie postaci. Jeszcze bym przeżył, gdyby zmiany w wyglądzie łączyły się ze zmianami w ich osobowości/ historii i innych kwestiach. I tak:
Luciene - zmiana, która kompletnie nic nie wniosła w historii. Postać zachowuje się tak jak w komiksie.
Śmierć - jw
Lucyfer - tak jak powyższe można jeszcze puścić płazem, to tutaj zmiana kompletnie nietrafiona. Ta postać powinna emanować potęga, przebiegłością i ogólnie charyzmą. Gdyby to był ten sam aktor, co w osobnym serialu, to byłby dodatkowy smaczek, ale i bez tego by można było zrobić tą postać zapadającą w pamięć z pozytywnych powodów.
Constantine - dla mnie to już niemal herezja, co tutaj zrobiono. Nie znam się na licencjach, innych serialach, powiązaniach korporacji. Jestem konsumentem serialu Sandman i do tego się tylko odnoszę. Tak jak ktoś już tutaj napisał, że mimo zamiany Johna na Johane sama postać nie zmieniła swojego charakteru a straciła tylko ten swój zapuszczony, lekko zapijaczony sznyt. Już wolałbym, żeby ta postać została pominięta lub całkowicie zastąpiona inną.
Strasznie mnie wkurzyły te zmiany. To pierwszy serial Netflixa który obejrzałem i wiedziałem, że takie rzeczy są częste. Kiedyś Peter Parker stanie się Petrą? I stworzy jednopłciowy związek z MJ? A Kapitan Ameryka będzie rdzennym Amerykaninem?
Powyższe narzekania nie wpływają na ocenę serialu. Ogląda się go super, a te moje docinki wynikają tylko z przywiązania do komiksowego pierwowzoru.
Nie wiem, czy ten serial jest sukcesem czy nie, ale na pewno ogląda go wiele osób, które komiksu nie czytały. I to traktuję jako potwierdzenie jakości tej produkcji.