W ogóle zauważyłem, że w zachodnim świecie filmu mają problem z postaciami o bardzo bladej karnacji. Nasuwa się aż namyśl przypadek Marvelowskiej Domino, która z osoby o wręcz bielutkiej karnacji też zmieniła się w czarną ¯\_(ツ)_/¯. Jeszcze co do samego Sandmana Netflixa, to ja mam wrażenie, że gadanina na około tego projektu to takie czcze obietnice. Netflix dostaje masę znanych i cenionych licencji do zaadaptowania i nie robi z tym nic ciekawego, tylko przemiela na typową dla siebie papkę. Wiem, że to jest typowe zjawisko szczególnie w przypadku książek, ale mam wrażenie, że Netflix to tak znana marka, że przez ich marketing produkcje made by N to często podwójny zawód. Trzy przykłady dałem wyżej, a tego jest dużo więcej. Dodam też, że Netflix przejął sobie "Lucifera", który co prawda został spieprzony debiutem u Foxa, ale no właśnie przejął a dlaczego nie przepisał i zaczął serie od nowa, żeby nie wiem był chociaż zgodny z ich własnym wyborem castingowym na diabła jaki by już nie był? Licencja zgarnięta i w resztę wbite. Poza tym tamten serial przy pierwowzorze nawet nie leżał i to po prostu gniot no ale o tym już pisałem.
Nie mówię też, że wszystko co Netflixa to szrot, bo Daredevil, Jesica Jones, Punisher i Black Mirror to są naprawdę udane projekty, patrząc na ilość chałtury jaką wypuszcza Netflix to bym wręcz powiedział, że rzeczy wyśmienite. Dlaczego więc przekreślam "Sandmana"? Bo najfajniejsze rzeczy Netflixa mają już parę dobrych lata. Black Mirror to 2011 rok , a netflixowe Marvele to 2015 rok w większości.
Ile tam przypada rzeczy chociaż dobrych na kompletne bzdury, albo rzeczy po prostu zmarnowane jak wcześniej wspomniany "Wiedzmin" i "Altered Carbon"? Ile jest robienia netflixowego crineg'u i tworzenia bezsensownej burzy politycznej jakby tych dzbanów zwanych powszechniej showrunnerami to wręcz jarało? Bridgerton, Anna Boleyn, Dear White People. Tam takich rzeczy jest pełno i Netflix się nie kryje, że lubi celować w takie rzeczy. Sandman kolejny do kolekcji. Wspomniałem o często tanio wyglądających serialach, a "Sandman" powinien też być na wypasie, bo ten tytuł w pełni na to zasłużył. Ja w ten wypas nie wierzę, bo "Wiedźmin" to była flagowa rzecz Netflixa, bardzo mocno promowana a poza bardzo znanym aktorem w tytułowej roli nie widziałem tam czegokolwiek na wypasie, a nawet parsknąłem śmiechem na biedę realizacyjną przy bitwie o wzgórze Sodden.
Tęsknie za projektami serialowymi, które opierały się na aktorach z dobrej półki jak "True Detective", "Boardwalk Empire" i "Breaking Bad" a nie kontrowersjach. Za mało rzeczy pokroju "Czarnobyla" za dużo "Wiedźmina".
Wiem, że może wylewam dziecko z kąpielą, ale nie mam dobrego przeczucia i mam do tego całkiem niezłe podstawy. Za dużo flamewaru spowodowanego przez sam Netflix i Gaimana, który odwala co raz lepsze fikołki umysłowe. Do tego facet nawet nie umie zachować pozorów kultury, tylko rzuca się jak narwaniec w mediach społecznościowych bo wiecie to jego dzieło i w ogóle facet nagle po 30 lat po publikacji komiksu zrewidował sobie pogląd na image postaci z oczywiście powodów artystycznych
https://twitter.com/neilhimself/status/1398500390912413698 Jest plucie na własnych odbiorców i jeszcze twierdzenie, że są niekumaci

Sandman to dla mnie wielka rzecz i szkoda, ze 90% szumu w sieci z nim związanego wynika z głupiego, przekornego podejścia do przeniesienia a nie podjarki samym tematem.