Zasada powinna być taka - tłumaczyć, chyba że nie ma sensu, a nie tłumaczyć tylko wtedy, gdy jest obawa, że czytelnik nie poradzi sobie z wymową. Ktoś może pokusić się o przykład, że tłumaczenie może zabić grę słowną, ale często sam fakt, że angielski pseudonim zestawia się z polskim czasownikiem, już dokonuje mordu. "Punisher" faktycznie nie jest wdzięcznym przykładem ("Karciciel" raczej by nie przeszedł), ale w ogóle omawianie tego na przykładzie pseudonimów utartych w naszych kraju uważam za błędne i prowadzące donikąd.
Bo tak to jest, że tłumacze są różni i gdyby każdy podchodził od nowa do tematu, to mielibyśmy "Pogromcę", "Mściciela", "Oskarżyciela", "Łowcę przestępców", "Psychola" i wiele innych wariacji na temat jednej postaci. Według mnie dobrze, że zaniechano prób tłumaczenia pseudonimu.
Niczego definitywnie nie zaniechano. Nadal tłumaczy się część i nadal nie przestrzega się kanonu tłumaczeń niestety. Mamy równolegle "Sępa" i "Vulture'a". Kojarzę, że w "Moim najgorszym wrogu" pomimo wykorzystania istniejącego tłumaczenia korekta WKKM podmieniła jedną formę na drugą, żeby kolekcja miała spójne nazewnictwo.