Oj, radefie, nie sarkaj tak na kopiowanie tomów książkowych z innych krajów. Nie mam żadnych twardych dowodów, ale podejrzewam, że dzięki temu Disney nie patrzy tak uważnie na ich zawartość, jak patrzyłby w przypadku tomów robionych własnym sumptem przez nasz oddział. A kiedy Disney zaczyna uważnie się przyglądać komiksom, to różne rzeczy się dzieją.
W przypadku komiksów prasowych to wygląda trochę inaczej, bo tam zwykle na przykład dwa Giganty łączy się w Mamuta albo uzupełnia jeden MegaGiga komiksami z drugiego, ale ciągle operujemy na zatwierdzonych tomach.
To też mam z tyłu z głowy, ale idąc podobnym tropem, zawsze można byłoby zamienić ją na jeden z komiksów z jakiegoś innego zatwierdzonego tomu wydanego przez niemiecki Egmont w ostatnim czasie. Choć rozumiem, że tu mogło nie być czasu, skład tomu mógł się pojawić dość późno, nikt nie pomyślał, żeby dokładnie przejrzeć i go poprawić. Ogólnie - wszystko to rozumiem i co pisałem tu nie raz i nie dwa, wydanie tego komiksu nie dyskwalifikuje "Naszego wielkiego Donalda", ponieważ i tak jest bardzo fajnym wydaniem. Narzekam na to głównie po to, żeby w przyszłości Egmont bardziej zwracał uwagę, czy jest sens skopiować 1:1 dane wydanie. Tak żebyśmy nie obudzili się z kopią jakiegoś dziwnego "Disney Masters", którego skład wynika z tego, co wcześniej wydano w USA w innych wydaniach.

Dobrze wiesz, że lepiej wydawcy jest bazować na gotowym materiale niż składać samemu, przecież tak jest w przypadku komiksów superbohaterkich. Tu się nic nie różni postępowanie Egmontu.
Problem właśnie polega na tym, że zarówno ty jak i chyba trochę Egmont nie rozumiecie, że komiksy Disneya działają troszkę inaczej. Tzn. jeśli wydajesz jakąś serię, np. kolekcję Barksa, "Czarodziejów i ich dziejów" itp., to możesz bez problemu bazować na wydaniach z innych krajów, ponieważ jest to zamknięta seria, która jest wybierana wg całkowicie niezmiennych od kraju kryteriów. I tak działa 99% wydań komiksów superbohaterskich.
Natomiast "Nasz wielki Donald" to zbiór wybranych pod rynek niemiecki najciekawszych komiksów z Donaldem. Czyli jakiś redaktor wziął komiksy i zaczął się zastanawiać, co takiego z Donaldem spodoba się niemieckiemu czytelnikowi, a mu spodoba się komiks rozgrywający się w Berlinie. Tak samo jak polskiemu czytelnikowi spodobałby się komiks rozgrywający w Warszawie czy w Krakowie. Oczywiście mógłbym tu jeszcze dalej pisać, że np. niemiecki czytelnik ma większą nostalgię do lat 70. czy 80. i początku 90., gdy polski ma do późniejszego okresu. Z tego powodu mogę krytykować przedrukowanie 1:1 takiego tomu, ponieważ on nie "działa" tak dobrze w Polsce jak w Niemczech.
Tu oczywiście nikt wyjątkowo złego się nie stało, co najwyżej tom jest ciut gorszy, niż mógłby być, ale wyobraźcie sobie, co byłoby, gdyby Egmont stwierdził, że na 30-lecie "Kaczora Donalda" wydadzą przedruk... "70 Jahre Micky Maus Magazin". No przecież to praktycznie to samo.

Albo na 25-lecie "Giganta Poleca" wydadzą tomy, które powstały z okazji 500. numeru LTB.
Naprawdę ten komiks za moment się wyprzeda jak Życie Sknerusa bo wyszedł poza bańkę jakim jest Komiksowo, która nie zwróci uwagi na ten jeden komiks że dzieje się w Berlinie.
No i wyprzeda się, bo to nadal fajny tom, na dodatek bardzo ładnie wydany i promowany przy okazji 90. urodzin Kaczora Donalda. Ale w mojej krytyce nie o to chodzi, lecz o to, że Egmont musi zmienić podejście, żeby nadal kacze komiksy w KŚK dobrze się sprzedawały. Już nie ma prostych rozwiązań, a jest jeszcze sporo ciekawych rzeczy, które można wydać, tylko trzeba wiedzieć jak. I np. pojawienie się w "Naszym wielkim Donaldzie" tego nieszczęsnego "Doubleducka" można wykorzystać jako punkt wyjścia do jakiejś fajnej reedycji tej serii (która nomen omen startuje w tym roku w Niemczech, i wg mnie to też nie jest przypadek).