Kupowałem Rosę, kupuję Barksa. Wiem czego się spodziewać i mimo prawie 4 dekad na karku wciąż bawię się przy tych komiksach świetnie.
Raz na jakiś czas daję się namówić Centrum Komiksów Disneya na specjalnego Giganta, który ma zawierać jakąś wyjątkowo dobrą historię. Kupiłem "To właśnie Donald!". Bo Marco Rota, którego uwielbiałem za dzieciaka, no i do tego w historii będącej "życiem i czasami Kaczora Donalda". Średnia ta historyjka była, ale i tak niezła na tle całej reszty tomu, która jest właściwie nieczytalna. Większość komiksów wygląda, jakby fabuła powstawała dopiero w trakcie rysowania. Nudne, a do tego strasznie męczące. Nie wiem, jakoś lepiej zapamiętałem jakość Gigantów czytanych za młodzieńczych lat...
I teraz pytanie do większych ode mnie znawców. Czy warto wydać pięć dych na tom o Superkwęku czy czeka mnie podobny zawód?