DC ostatnio mocno przypomniało mi o Final Crisis Morrisona przez
zabieg z wrzuceniem odtworzonych inaczej wydarzeń z Crisis on Infinite Earths, Infinte Crisis i właśnie Final Crisis w Death Metal
Wiem, że jest masa słusznej krytyki skierowanej do tego komiksu. Jednak ten komiks nie jest wcale taki zły. Problem w tym, że podstawowa wersja, którą dostaliśmy od Egmontu jest jednak dużo bardziej wybrakowana dla sensu całości względem omnibusa tej serii. Omnibusa, który liczy ponad półtorej tysiąca stron. Nie byłaby to nadal łatwa lektura, ale na pewno bardziej spójna. Poza tym chyba i tak trzeba obejść się ze smakiem bo takie wydania są nie na nasz rynek.
Do tego przed samym kryzysem należałoby wydać choćby Seven Soldiers, które wprowadza parę motywów wykorzystanych w tym kryzysie
Klub Dark Side, prawdziwa forma Darkseida, postać Shilo Normana
Jasne, kryzys ma ogromne nagromadzenie postaci i wątków, ale to jest w sumie motyw typowy dla praktycznie każdego dużego eventu DC, Marvela zresztą też, więc to nie jest tutaj jakiś problem stricte z Morrisonem, tylko formuła crossa, która nie każdemu leży. Naparzanki było tam sporo, ale imo ten kryzys ma dużo bardziej kreatywne pomysły niż dwa wcześniej wydane w Polsce
Przejmowanie ciał danych postaci przez istoty z Apokalips , Batman walczący aby wyrwać się z symulacji, rasa Monitorów jako swoiste wampiry żerujące na historiach, karmiące się narracją. Równanie antyżycia, które przetwarza ludzkość na pogrążona w marazmie chorą wykoślawioną, społeczność utopijnych ala zombie jest też dużo bardziej przerażającym motywem niż to co dostaliśmy w poprzednich dwóch kryzysach wydanych przez Egmont
Generalnie Darkseid spisuje się tutaj bardzo dobrze jako złoczyńca, tym bardziej, że nie jest wykorzystany do typowej kopaniny z resztą postaci, a bardziej jako jeden z motorów spaczających rzeczywistość. Dużo lepiej spisuje się jak główny zły w przeciwieństwie od
Superboya Prime i Alexandra Luthora z Infinte Crisis, którzy nagle z postaci o dobrych intencjach w pierwszym kryzysie wyrośli na jakiś psycholi chcących wszystko rozwalić. Niby, żeby ratować odtworzyć swoją ziemie, ale z postaci o dobrych intencjach szybko wchodzą w nutę typowych psycholi. Zachowanie Superboya to już w ogóle niezła histeria
Możliwe, że tie-iny i masa innych materiałów dużo lepiej tłumaczą tamten kryzys, ale nie zmienia to faktu, że dla mnie pod kątem wiarygodności złoczyńców Infinte Crisis jest sporo gorsza od Final Crisis. Dp tego Morrison bardzo dobrze bawi się ideą multiwersum, tutaj musze zatrzymać się i przyznać, że żałuje ciągle uciekające mi gdzieś lektury jego Multiversity. W ogólnym rozrachunku nie umiem nie docenić tego projektu z racji tego, że do tak ważnego wydarzenia dopuszczono bardzo specyficznego twórcę. Nie jestem pewien na ile by to przeszło we współczesnym, mainstreamowym superhero, gdzie bawienie się formułą do tego stopnia już chyba nie przechodzi. Rysunki też co najmniej dobre, bardzo dobrze oddające dziwaczne i bardziej demoniczne momenty tego tomiszcza.