No zastosujmy Żwirku odwrócenie ról.
Teraz wyobraźmy sobie (bez paniki, do tego nigdy nie dojdzie
), że na świecie panuje matriarchat. I do Ciebie, mężczyzny, będą mówić per "gościni". Jak o kobietach się jeszcze często mówi "nasz gość".
Bolało by Cię to czy nie?
Myślę że wtedy problem stał by się nagle BARDZO widoczny.
Są mężczyźni, na których mówią "sędzia" i jakoś im to nie przeszkadza, nie domagają się mówienia do siebie per "sędzion". Lewackie środowiska, w imię poprawności politycznej, powiedzą "osoba", również na mężczyznę. A dlaczego nie "osobon"? To zresztą jest znakomity przykład braku logiki w lewackiej ideologii i jak ona zjada samą siebie. Bo z jednej strony powinien istnieć "maskulatyw" tego słowa, czyli "osobon". Z drugiej użycie go implikowałoby płeć adresata, więc byłoby nie na miejscu

Bawi mnie forsowanie tych absurdów. Ktoś tu słusznie zauważył, że owszem, język ewoluuje, ale nigdy pod przymusem i forsowanie tych feminatyw skończy się dokładnie tak samo, jako forsowanie jakiejkolwiek nomenklatury, co w przeszłości miało miejsce wiele razy - czyli sromotną porażką

Istotna jest natomiast systemowa nierówność płci w Polsce. A ta niestety istnieje od lat i nic nie wskazuje na to, aby została zlikwidowana. Mam na myśli dyskryminujące mężczyzn przepisy emerytalne. Zechciałaby mi jakaś zaangażowana w walkę o równość płci osoba wyjaśnić, dlaczego mężczyźni muszą pracować dłużej od kobiet? Dlaczego wiek emerytalny kobiet i mężczyzn nie może zostać zrównany? Albo dlaczego to kobiety nie powinny pracować dłużej od mężczyzn, skoro statystycznie dłużej żyją, a tym samym są większym obciążeniem dla systemu emerytalnego, niż mężczyźni?