Okej tylko winą za to nie należy obarczyć wydawnictwa. Te komiksy są po prostu za mało popularne i za słabo się sprzedają żeby je tak wydawać. Głosujących portfelem jest za mało. Egmont pokazał nie jeden raz, że jak jest popyt to potrafią wydawać szybko i po kolei. Zawsze prędzej czy później starają się odpowiadać na potrzeby rynku. Najprostsze wyjaśnienie jest właśnie takie i pewnie najbliższe prawdzie. Niezależnie jak trudne by to nie było i ile pracy wymagało jeżeli byłby popyt, to by wydawali. Problem w tym, że większość woli te wyrwane z kontekstu topowe historie z różnych okresów. Więc zarówno Mucha jak i Egmont tak to wydają. Popularność "kolekcji" w naszym kraju również o tym świadczy.
E, bzdura.
Primo, że nie masz czego z czym porównać. X-Men po polsku ukazują się tylko jako urywki porozrzucane w różnych seriach i różnych wydawnictwach. Skąd pomysł, że serie Muchy i Egmontu się sprzedają (i to chyba całkiem nieźle, skoro Mucha sięga po mutantów coraz chętniej) a to samo, ale ładnie ułożone chronologicznie (i niekoniecznie zgodnie z chronologią wydawane) by się nie sprzedawało?
Secundo, popularność kolekcji nie ma tu nic do rzeczy. Klient kupujący kioskowe kolekcje za 4 dyszki a ten kupujący komiksy za ćwierć tysiąca zł to dwie zupełnie różne osoby. Z grubsza oczywiście. Komiksiarz też sięga po kolekcje a "amator" może po styczności z kolekcją sięgnąć po materiał dla "zawodowców". Kolekcje nie są popularne dlatego, że zawierają urywki, tylko dlatego, że są... no, kolekcjami. Regularne, tanie komiksy, wśród których od czasu do czasu trafi się wybitna historia, ale równie często zdarza się też totalny paździerz. Klient i tak kupi, bo ma prenumeratę, bo zależy mu na panoramie. Jakość komiksów ma tu niewielkie znaczenie. A to, czy jest to zamknięta historia czy fragment dłuższej opowieści, już naprawdę marginalne. Zresztą mieliśmy też serie składające się z pełnych historii (żadnej nie kupowałem, więc jeśli się przy którejś mylę to przepraszam: Conan, Star Wars, Transformers, Marvel Origins a za chwilę chociażby Żbik).
Z grubsza zgadzam się z tym co napisał Castiglione. "Nowożytne" wydania X-Men wystartowały u nas w zupełnie innych czasach. Czasach, które najłatwiej opisać jako "jeden Batman rocznie". Wydano trochę różnego materiału jako krótkie, najwyżej kilkutomowe, serie. Z każdym kolejnym komiksem opcja uporządkowania była coraz mniejsza. Największym błędem i ostatnią szansą było, moim zdaniem, wejście Egmontu w Punkty Zwrotne- wydania skupiające się na najważniejszych wydarzeniach, ale robiące to w sposób tak poszatkowany, że przy tym zabijający całą przyjemność z czytania. Tu dwie strony z jakiegoś jednego komiksu, tam całostronicowy przypis. Każdy kolejny tom to mordęga... Po wydaniu Milestones jedyną opcją na pełną, chronologiczną historię, jest kolekcja. Której pewnie nigdy nie będzie. Zostaje łatanie dziur 10 różnymi formatami...