Od razu przyznam się tu, że to ja składam dla wydawnictwa Mucha ten sławetny lekko nieostry Na wschód od zachodu. Proszę, nie wińcie wydawnictwa. Christine jest najukochańszą osobą i to ona jest tym wydawnictwem, to nie jest jakieś wielkie korpo. Ona mi wybaczyła i mam nadzieję, że wy też mi kiedyś wybaczycie. Jak to się stało? Ktoś niechcący wysłał nam pliki programu do składu, które miały osadzone w środku pliki programu do wektorowych tekstów. W środku miały osadzone pliki obrazków, które w środku ktoś skompresował. Każdy kolejny program miał ustawioną poprawną rozdzielczość strony, więc żaden nie krzyknął błędu. Kompresja była nałożona tak głęboko, że nikt tam normalnie nie kompresuje, więc absolutnie się tego nie spodziewałam. Pewnie komuś komputer wysiadał podczas pracy nad tekstami, więc chciał wczytać lżejsze wersje na czas pracy i potem nie podmienił, wysłał nam złe pliki. Może program do przesyłu plików skompresował sam, to się zdarza.
Niefart chciał, że komiks miał aż 500 stron, a przy tak grubych rzeczach wklejam teksty na obrazki w trybie podglądu, bo inaczej mój komputer zawiesza się, jak ma wczytać tyle ciężkich obrazków na raz. Było to więc normalne, że komiks był nieostry podczas pracy. Widziałam go dokładnie dopiero po eksporcie. Sprawdziłam PDF, pierwsze ileś stron, wszystko było ok i puściłam do druku. Błąd znajdował się dalej, niż sprawdziłam. Nie zauważyła go też redakcja i drukarnia. Szczerze mówiąc, na digitalowych proofach ta kompresja jest ledwie widoczna, trzeba by wiedzieć, czego się szuka, aby to znaleźć. No i stało się. Robiliśmy komiks miesiąc i puściliśmy z częścią lekko nieostrych stron.
Niby nie nasza wina, nie my to skompresowaliśmy, ale też nie zauważyliśmy błędu. Nie odstanie się. Komiks da się czytać, błąd jest leciutki, więc mam nadzieję, że nie zepsuł wszystkim lektury. Jak widzicie, praca przy składzie jest skomplikowana i niewdzięczna, robią ją zwykli ludzie i wypadki się zdarzają. Nie znaczy to, że się nie staramy, czy że nie kochamy swojej pracy. Aczkolwiek po reakcji ludzi, która mnie dotknęła, kocham ją trochę mniej.
Fajnopolska gadka, od fajnopolki dla fajnopolskich czytelników.
Kilka słów na temat sławetnego Na wschód od zachodu. Awantura niepotrzebnie rozdmuchana, bo tylko lekko nieostry. Wydawnictwo jest niewinne, nikt winy nie ponosi. Nie obwiniamy, bo pasywnej agresji w komiksowej rodzinie się wystrzegamy. Christine jest kochana. To nie jest jakieś korpo, my tu fajni jesteśmy. Christine dogląda wydawniczego ogniska, tak właściwie to ona jest tym wydawnictwem, każdego przytuli, utuli, pocieszy. Proszę doceńcie to.
Błędy się wszystkim zdarzają, to normalne. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Kto jest bez błędu niech pierwszy rzuci kamieniem. Ktoś niechcący wysłał pliki, które ktoś skompresował bardzo głęboko, bo komputer mu wysiadał. To tylko złośliwość rzeczy martwych, okażcie proszę trochę empatii, intencje były dobre. Było to absolutnie niespodziewane, możliwe też, że program sam sobie tak skompresował. To się zdarza, ostatnimi czasy nawet całkiem często, różne rzeczy, się same dzieją, to także jest niespodziewane, w sumie nawet fascynujące.
Niefart chciał, że komiks miał aż 500 stron, a mój komputerek z Windowsem XP się na takich zawiesza, więc sprawdziłam tylko pierwsze pięć stron.
Niby nie nasza wina, błąd jest leciutki, malutki, komiks da się czytać, cena też jest leciutka, malutka i skromniutka. Praca przy składzie ciężka, niewdzięczna i wyczerpująca, mimo to kochamy ją. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie czytelnicy, którzy nie pierwszy już raz zawiedli, pasji włożonej w pracę nad komiksem nie docenili, a reakcje niektórych zabiły radość i zmazały uśmiechy z wielu twarzy. Nielojalni i niewdzięczni ci czytelnicy. 😕